Reklama
Reklama
Reklama

Ukraina przeprowadzi wybory w czasie wojny? „Podskórna rywalizacja trwa”

TYLKO NA

Ostatnie wypowiedzi Mychajła Fedorowa wywołały falę dyskusji o możliwości przeprowadzenia wyborów w ogarniętej wojną Ukrainie. – Apel oddaje emocje części, choć wciąż mniejszości, ukraińskiego społeczeństwa. Z badań jasno wynika, że większość Ukraińców nie chce wyborów w okresie wojennym – przypomina w rozmowie z Zero.pl Wojciech Konończuk, dyrektor OSW. Maria Piechowska z PISM zwraca z kolei uwagę na fakt, że na Ukrainie nie brakuje demokracji. – Obecny stan jest w pełni zgodny z prawem – podkreśla.

Ukraina, protest
Protest w Kijowie w związku z odwołaniem z funkcji szefa MON Mychajła Fedorowa (fot. SERGEY DOLZHENKO / PAP)
  • Wypowiedzi Mychajła Fedorowa wywołały debatę o wyborach w Ukrainie. Eksperci, z którymi rozmawiało Zero.pl przypominają jednak, że w większości społeczeństwo sprzeciwia się głosowaniu podczas wojny.
  • Trwające walki oraz brak woli politycznej po stronie prezydenta uniemożliwiają wybory, a prawo wprost zakazuje ich organizacji w stanie wojny.
  • Mimo braku formalnej decyzji o głosowaniu w kraju trwa cicha kampania wyborcza polityków. 

Ukrainie brakuje pocisków do Patriotów. Media: Zełenski chce skorzystać z systemu Muska

Mychajło Fedorow, były już minister obrony Ukrainy, wezwał w ostatnich dniach do wypracowania bezpiecznej i realistycznej możliwości przeprowadzenia wyborów w kraju. Jak zaznaczył, głosowanie to element walki o wolność, a demokracja nie może być zakładnikiem Rosji.

Wybory w czasie wojny?

Czy taki postulat ma szanse realizacji? – Ukraińcy są przeciwni wyborom. Są wprawdzie zmęczeni obecną władzą i kolejnymi aferami korupcyjnymi, ale wiedzą, że powrót teraz do głosowania nie jest dobrym pomysłem – podkreśla w rozmowie z Zero.pl Maria Piechowska, analityczka z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Reklama
Reklama

W podobnych słowach wypowiada się również Wojciech Konończuk, dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich. – Apel Fedorowa oddaje emocje części – choć wciąż mniejszości – ukraińskiego społeczeństwa. Z badań jasno wynika, że większość Ukraińców nie chce wyborów w okresie wojennym. Choć odsetek zwolenników takiego rozwiązania powoli rośnie, szanse na realizację tego postulatu w najbliższym czasie są bardzo znikome – zastrzega ekspert.

I tłumaczy: – Wynika to z dwóch głównych czynników. Po pierwsze, ze względu na trwające działania wojenne. Po drugie, z braku woli politycznej po stronie Wołodymyra Zełenskiego. Prezydent zdaje sobie sprawę, że w obecnej sytuacji mógłby te wybory przegrać, dlatego czeka na dogodniejszy dla siebie moment.

Brak wyborów nie oznacza jednak, że na Ukrainie brakuje demokracji. – Obecny stan jest w pełni zgodny z prawem – podkreśla Piechowska.

– Ustawa zasadnicza wprost zakazuje przeprowadzania wyborów parlamentarnych w czasie stanu wojennego, a w przypadku prezydenckich wynika to z odpowiednich ustaw. Co więcej, głosowanie przeprowadzone w warunkach stałego zagrożenia i bez możliwości zorganizowania normalnej kampanii nie byłoby do końca demokratyczne. Stanowiłoby więc większe ryzyko niż sytuacja obecna – dodaje analityczka PISM.

Reklama
Reklama

Nie przekreśla to jednak całkowicie szans na wybory, choć perspektywa jest raczej długofalowa. Zdaniem Piechowskiej, „wszystko zależy od przebiegu działań wojennych”. – Zełenski szykował się do nich (wyborów – przyp. red.) już kilkukrotnie. Na Ukrainie trwa zresztą permanentna kampania: wszyscy wiedzą, że wybory mogą odbyć się w każdej chwili, choć nie wiadomo, kiedy dokładnie. Warunkiem koniecznym jest przynajmniej częściowe osłabienie walk na froncie – podkreśla.

Konończuk wskazuje na jeszcze jedną kwestię, która może wpłynąć na prawdopodobieństwo wyborów. – To zależy od wewnętrznej pozycji politycznej prezydenta Zełenskiego. Gdyby doszło do poważnego przesilenia lub gwałtownego tąpnięcia wokół jego osoby – na przykład w związku z aferami korupcyjnymi w jego otoczeniu – nacisk społeczny na przeprowadzenie wyborów mógłby znacząco wzrosnąć – ocenia.

„Podskórna rywalizacja polityczna trwa”

Na razie jednak – w dającej się przewidzieć przyszłości – szans na przeprowadzenie wyborów nie ma. Dlaczego zatem Fedorow zdecydował się na apel? – Ponieważ ma świadomość swojej pozycji – sondaże wskazują, że wyrósł na jednego z głównych potencjalnych rywali Zełenskiego w wyścigu prezydenckim – odpowiada Konończuk.

I dodaje: – Jest pierwszą tak znaczącą postacią polityczną, która publicznie podniosła ten temat. Chodziło mu przede wszystkim o otwarcie dyskusji, choć sam zapewne zdaje sobie sprawę, że w krótkiej perspektywie nie doprowadzi to do organizacji głosowania.

Na „podbicie własnej popularności” wskazuje też Piechowska i zaznacza, że „apel spotkał się z dużą krytyką ze strony polityków różnych opcji, w tym opozycji”.

Reklama
Reklama

– Społeczne niezadowolenie i protesty, które obserwujemy, są wymierzone nie tyle w obronę samego Fedorowa, ile przeciwko stylowi sprawowania władzy przez prezydenta. Zełenski kumuluje wpływy i prowadzi politykę wewnętrzną w sposób praktycznie autorytarny, co budzi opór. Ukraińcy wychodzą na ulice w obronie zachodnich standardów i demokracji, a nie do końca konkretnych nazwisk – przypomina ekspertka.

Analitycy zwracają także uwagę na fakt, że mimo braku formalnych decyzji na Ukrainie już od dłuższego czasu trwa kampania wyborcza.

– Cała klasa polityczna przygotowuje się na potencjalny scenariusz wyborczy: politycy zbierają środki, budują zaplecze medialne i opracowują strategie. Choć wybory w perspektywie najbliższych miesięcy pozostają mało prawdopodobne, to podskórna rywalizacja polityczna trwa w najlepsze – podsumowuje Konończuk.

Źródło: Zero.pl
Agnieszka Waś-Turecka
Agnieszka Waś-TureckaDziennikarka
Reklama
Reklama