Skala problemów Zondacrypto rozwija się na naszych oczach, w miarę, jak w śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę Regionalną w Katowicach pojawiają się nowe wątki i zgłaszają kolejni poszkodowani. Już teraz jednak widać, że charakter tej afery jest inny niż w przypadku afer Cinkciarz.pl, GetBack czy Amber Gold. To dlatego, że rynek krypto jest skrojony według zupełnie innego fasonu niż tradycyjne finanse. Moda odgrywa tu wprawdzie kluczową rolę, ale ryzyko dziur w kieszeniach jest większe.
Inwestowanie w krypto to inna skala ryzyka
„Inwestowanie wiąże się z ryzykiem” – tę formułkę znają klienci funduszy inwestycyjnych czy nabywcy obligacji korporacyjnych. Wskazuje ona na nierozerwalny charakter tego duetu. Nawet obligacje skarbowe, uchodzące za jeden z najbezpieczniejszych sposobów inwestowania, nie są wolne od ryzyka – jeśli emitent, czyli państwo, padnie ofiarą ataku, ich realna wartość może spaść do zera. Oczywiście, to scenariusz skrajny.
Historia Zondacrypto jak w soczewce skupia jednak wszystkie aspekty rynku kryptoaktywów, które dobitnie pokazują, że nie działa on według tych samych standardów co giełda papierów wartościowych czy fundusze inwestycyjne. W związku z tym ryzyko związane z aktywnością na tym rynku też jest inne. Wiąże się ono przede wszystkim z większą odpowiedzialnością osobistą za ulokowane na nim pieniądze.
Praca kurierów. Kto naprawdę płaci za tanią dostawę?
Na rynku kryptoaktywów nie ma „centrali” czy też „regulatora”, który sprawdza, jak ten rynek działa. To nie sektor bankowy, nad którym pieczę sprawuje Komisja Nadzoru Finansowego. Określa ona m.in. wymogi kapitałowe, które muszą spełnić banki, by depozyty w nich zgromadzone były bezpieczne. Kontrola KNF obejmuje też kwestie personalne. Rada nadzorcza banku może powołać daną osobę na stanowisko prezesa (w przypadku banku państwowego w praktyce taka nominacja to wyraz woli partii rządzącej co do tego, kto ma kierować bankiem, w którym udziały ma Skarb Państwa) – ale i tak tę kandydaturę musi zatwierdzić KNF.
Czasem nominaci siedzą w poczekalni KNF miesiącami, czasem są odprawiani z kwitkiem – głośny był chociażby przypadek z 2023 r., dotyczący niezatwierdzenia p.o. prezesa PKO BP (a więc kontrolowanego przez Skarb Państwa największego kredytodawcy w Polsce), Pawła Gruzy, na stanowisku prezesa tego banku. Gruza był wcześniej menedżerem w KGHM, a także wiceministrem finansów; obecnie jest doradcą prezydenta Karola Nawrockiego. KNF dopatrzyła się w jego aktywności inwestorskiej znamion insider tradingu (bezprawnego wykorzystania informacji poufnych). Dziś sprawa jest w prokuraturze.
Banki (a także SKOK-i) są też objęte gwarancjami Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (BFG), dzięki czemu co do zasady klienci mogą nie obawiać się o to, co stanie się z ich pieniędzmi, gdy bank upadnie. BFG gwarantuje depozyty w bankach do równowartości 100 tys. euro. „Zrzucają się” na to same banki, odprowadzając co roku obowiązkowe składki na fundusz gwarancyjny w BFG.
Gdzie pukać po pieniądze?
Oczywiście, teoria to jedno, a realia bywają zupełnie inne, co pokazuje chociażby sprawa GetBacku. Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła, że KNF nadzorowała tę spółkę (notowaną przecież na warszawskiej GPW) w sposób nierzetelny i nieadekwatny do skali zagrożeń, przez co nie udało się zapobiec utracie ok. 3-3,5 mld zł przez ponad 9 tys. osób, które zainwestowały w obligacje GetBacku.
Głośnym echem odbiła się też upadłość Banku Spółdzielczego w Grębowie na Podkarpaciu – klienci tego banku skarżyli się w mediach, że BFG nie wypłaca im zgromadzonych przez nich pieniędzy w ramach systemu gwarantowania depozytów. BFG wskazywał z kolei, że to dlatego, iż pracownicy banku zakładali fikcyjne rachunki, które nie widniały w systemie. Nie jest więc tak, że BFG gwarantuje wszystko i wszystkim, bo kiedy w grę wchodzi oszustwo, sprawa się komplikuje.
Tyle, że w przypadku tradycyjnych instrumentów i instytucji finansowych wiadomo przynajmniej, do których drzwi pukać, chociaż prawne przepychanki czasem trwają latami. Rynek kryptowalut jest zaś rozproszony, nie posiada żadnego nadzoru, opiera się na prywatnych platformach.
„To zajęło nam połowę rozmowy”. Morawiecki o kulisach spotkania z Kaczyńskim
Można to akceptować – ale trzeba też akceptować potencjalnie wyższą cenę za granie według tych reguł. A przy tym zarządzać ryzykiem, chociażby poprzez dywersyfikację portfela czy korzystanie z giełd i brokerów o wysoko ocenianej reputacji. Ważne jest też bycie na bieżąco ze zmianami przepisów dotyczących rynku kryptoaktywów. Bycie na nim to na pewno sprawdzian z odpowiedzialnego inwestowania.

