Reklama
Biznes

Skoro na polskiej wsi jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

Polska wieś nigdy nie była tak nowoczesna – nowe domy, maszyny, rozwinięta infrastruktura. A jednak rolnicy coraz częściej mówią o niepewności i braku perspektyw. Skąd bierze się ten paradoks? Rozmawiamy z gospodarstwami o różnej skali i pokazujemy, co naprawdę kryje się za obrazem „bogatej” wsi.

Robert Cirocki
Opinia autorstwa: Robert Cirocki
Dzisiaj 05:59
15 min
Problem polega jednak na tym, że większość ludzi swoją ocenę rolnictwa i rolników buduje przede wszystkim przez pryzmat tego, co widać na pierwszy rzut oka. (fot. Tomasz Baranski/REPORTER / East News)
TYLKO NA
  • Choć technologia i unijne dotacje odciążyły rolników fizycznie, to biurokracja, ciągłe zmiany przepisów prawnych oraz nieprzewidywalność rynku generują niespotykany dotąd stres.
  • Rosnące koszty produkcji i brak poczucia stabilności sprawiają, że młodzi gospodarze coraz częściej nie chcą, aby ich dzieci przejmowały gospodarstwa.
  • Społeczeństwo postrzega rolników przez pryzmat dopłat, nie rozumiejąc, że ostatecznym beneficjentem wsparcia jest konsument. Dzięki nim żywność w sklepach jest tańsza.

Według wielu wskaźników polskie rolnictwo nigdy nie miało się tak dobrze, jak ma się teraz. Trudno odmówić temu pewnej logiki. Przejeżdżając dziś przez małe miejscowości, widzimy nowoczesne gospodarstwa, piękne nowe domy, maszyny warte więcej niż niejedno mieszkanie w dużym mieście. Są też drogie samochody, których jeszcze na początku obecnego tysiąclecia praktycznie nie było. Polska wieś zmieniła się nie do poznania. Jednocześnie nie jest łatwo znaleźć rolnika, który z przekonaniem powiedziałby, że patrzy w przyszłość pełen optymizmu. Skąd ten paradoks?

Przeczytaj także: „Zdychaj, chłopie!” Na wsi trwa kryzys, który miasto ma gdzieś

Wszechstronny jak rolnik

Od dłuższego czasu zauważalne są głosy, że przedstawiciele branży rolnej nieustannie narzekają i niezależnie od sytuacji znajdzie się powód do niezadowolenia, krytyki decyzji podejmowanych przez polityków, a także protestów mających często wpływ na życie zwykłych ludzi niezwiązanych z branżą. Trudno nie zrozumieć takiego spojrzenia. Ktoś, kto obserwuje wieś i rolnictwo tylko z zewnątrz, faktycznie może odnieść wrażenie, że polskim rolnikom żyje się coraz lepiej, a mimo to ciągle wyrażają swoje niezadowolenie.

Reklama
Reklama

Problem polega jednak na tym, że większość ludzi swoją ocenę rolnictwa i rolników buduje przez pryzmat tego, co widać na pierwszy rzut oka. Widać przede wszystkim efekt wielu lat ciężkiej pracy, inwestycji, a także zmian, które zaszły po wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej. Znacznie trudniej jednak dostrzec stres wynikający z niepewności w prowadzeniu gospodarstwa rolnego.

Podczas rozmów prowadzonych pomiędzy rolnikami coraz rzadziej słychać rozważania na temat zwiększania produkcji, rozwoju bądź zakupu nowych maszyn. Jeszcze kilka lat temu takie dyskusje były normą. O czym w takim razie się rozmawia? Tematem przewodnim dyskusji przedstawicieli sektora rolnego są pytania o to, czy za kilka lat to, co robią teraz, będzie miało jeszcze sens i czy zyski – nie tylko pod kątem ekonomii – będą wyższe niż koszty.

Współczesny rolnik jest już nie tylko producentem żywności. Musi jednocześnie łączyć bycie przedsiębiorcą, księgowym, specjalistą z zakresu prawa, ekonomii, polityki i chemii. Zobowiązany jest do śledzenia zmieniających się regulacji, zarówno krajowych, jak i unijnych, a także do tłumaczenia innym, na czym polega jego praca.

Reklama
Reklama

Postanowiłem więc zapytać samych rolników, jak postrzegają swoją obecną sytuację. Czy rzeczywiście ich gospodarstwa mają się tak dobrze, jak jeszcze nigdy? Co ich cieszy najbardziej, a co budzi obawy? Dlaczego, pomimo widocznego rozwoju, do mediów przebijają się głosy pełne narzekań? Odpowiedzi, które usłyszałem, pokazują obraz, który wydaje się znacznie bardziej skomplikowany niż ten, który na co dzień pojawia się w publicznej debacie.

Co z kolejnym pokoleniem

Pierwszym moim rozmówcą był 30-letni Szymon z Małopolski, który wraz z rodzicami prowadzi gospodarstwo z 50-letnią historią produkcji warzyw. Gospodarstwo położone jest niedaleko Krakowa i specjalizuje się w uprawie kapusty, kalafiorów, marchwi i selera.

Przeczytaj także: Polska wojna o wodę. Kto zarabia miliony na suszy?

Szymon nie kwestionuje faktu, że polska wieś w ostatnich dekadach przeszła ogromne zmiany. Według niego nowoczesne gospodarstwa, wysoko rozwinięta infrastruktura na terenach wiejskich oraz poprawa jakości życia to fakt niepodważalny. Jego zdaniem wejście do Unii Europejskiej i możliwość korzystania z programów wsparcia pozwoliły gospodarstwom na duży rozwój oraz zakup nowoczesnego sprzętu do produkcji.

Reklama
Reklama

Jednocześnie młody rolnik zwraca uwagę, że za tym obrazem schowana jest znacznie bardziej skomplikowana rzeczywistość.

– Praca fizyczna jest dziś zdecydowanie łatwiejsza niż kiedyś, ale samo zarządzanie gospodarstwem jest znacznie bardziej wymagające – podkreśla.

Szymon wskazuje na dużą niepewność dotyczącą przyszłości. Natomiast największe obawy budzą rosnące koszty produkcji, nieprzewidywalność rynku i cen, a także coraz częściej występujące ekstremalne zjawiska pogodowe. Szczególnie mocno wybrzmiała jednak odpowiedź na pytanie o przyszłość. Zapytany, czy zachęcałby swoje dzieci do przejęcia gospodarstwa, odpowiedział krótko: nie.

Jeszcze bardziej wymowna była odpowiedź na kolejne pytanie. Gdyby Szymon ponownie miał dwadzieścia lat, nie wybrałby życia zawodowego związanego z produkcją rolną. Dlaczego? Powodem jest coraz mniejsza opłacalność produkcji, ryzyko, a także zbyt duża liczba rzeczy, na które rolnik nie ma najmniejszego wpływu.

Reklama
Reklama

Przeczytaj także: Nowy trend na rynku pracy. Zwalniają, ale bez rozgłosu

To właśnie ten wątek powracał później niemal w każdej części naszej rozmowy. Chociaż współczesna wieś, według mojego rozmówcy, jest znacznie bogatsza niż kilkanaście lat temu, to obecnie wielu rolników nie zastanawia się nad tym, jaki nowy ciągnik wybrać. Zamiast tego rozważają, czy w obecnych warunkach kolejne pokolenie będzie chciało wiązać swoją przyszłość z produkcją rolną.

W rozmowie pojawił się również temat zależności między rolnikami a osobami odpowiedzialnymi za tworzenie przepisów. Zdaniem Szymona wielu gospodarzy ma poczucie, że decyzje polityczne i administracyjne zbyt często podejmowane są przez osoby, które nie znają realiów codziennej pracy na wsi. Mój rozmówca nie ma tu na myśli samej treści przepisów, ale brak zrozumienia konsekwencji, jakie mogą one przynieść gospodarstwom.

– Część regulacji jest najwyraźniej tworzona bez wystarczającego uwzględnienia warunków, w jakich funkcjonują gospodarstwa rolne – zauważa.

Reklama
Reklama

Jego zdaniem problemem są nie tylko kolejne obowiązki administracyjne, ale również ciągła zmienność prawa. Rolnicy są przyzwyczajeni do ryzyka niesionego przez warunki pogodowe czy sytuację rynkową. Coraz trudniej – według Szymona – prowadzić i rozwijać gospodarstwo, gdy nie ma pewności, jakie wymagania względem rolników będzie miało państwo polskie za kilka lat. Dlatego też wielu producentów żywności ma poczucie, że ich głos jest słyszany tylko wtedy, gdy protestują.

Mój rozmówca zwraca uwagę, że jednym z najbardziej krzywdzących stereotypów jest przekonanie, że rolnik to zawód niewymagający wiedzy i kwalifikacji. Współczesne gospodarstwo coraz częściej przypomina jednak przedsiębiorstwo, w którym trzeba łączyć wiedzę z zakresu ekonomii, biologii, chemii, prawa i zarządzania. Zapytany o to, czy rolnicy są dziś w Polsce szanowani, bez większego zawahania odpowiedział: nie zawsze.

Dlatego też być może wielu mieszkańców wsi ma poczucie silnego niezrozumienia. Z jednej strony słyszą, że są beneficjentami rozwoju i programów wsparcia. Z drugiej jednak strony bardzo często czują, że ich wiedza, doświadczenie i znaczenie dla bezpieczeństwa żywnościowego kraju nie przekładają się na szacunek w społeczeństwie.

Jeżeli w rozmowie z Szymonem dominował temat niepewności związanej z przyszłością rolnictwa, to kolejna historia jest zdecydowanie bardziej osobista i pokazuje dość duży problem.

Reklama
Reklama

Praca po 16 godzin na dobę

Marzena (imię zmienione) pochodzi z woj. zachodniopomorskiego. Ma 65 lat i w swoim gospodarstwie utrzymuje ok. 500 kur. Wraz z synem od lat sprzedaje produkty na lokalnych targowiskach. Oprócz jaj w ofercie znajdują się również warzywa produkowane przez syna, takie jak: ziemniaki, pomidory, ogórki, papryka, marchew, kalafior i wiele innych.

To typ gospodarstwa, który wielu mieszkańcom miast kojarzy się z krótkim łańcuchem dostaw, zdrową żywnością oraz miłym, spokojnym lokalnym rolnikiem. Za tym obrazem kryje się jednak codzienność, która jest znacznie trudniejsza, niż mogłoby się wydawać. Dla Marzeny największym zmartwieniem nie są ceny czy kolejne regulacje, ale jej własny syn.

Jak opowiada, prawie każdy dzień jego pracy trwa od czternastu do szesnastu godzin. Najpierw trzeba wyprodukować warzywa, zebrać plony, a następnie samodzielnie je sprzedać. W przypadku małych gospodarstw specjalizujących się w sprzedaży bezpośredniej rolnik jest jednocześnie producentem, magazynierem, kierowcą, handlowcem i księgowym.

– Mam pełne przekonanie, że mój syn poza pracą nie ma życia prywatnego – zauważa.

Reklama
Reklama

Historia syna Marzeny jest o tyle interesująca, że nie był on skazany na pracę w gospodarstwie. Zdobył wyższe wykształcenie poza branżą rolną i mógł szukać odmiennej drogi zawodowej. Po śmierci męża mojej rozmówczyni zdecydował się jednak wrócić na wieś i nadal prowadzić gospodarstwo.

Na początku wydawało się, że była to dobra decyzja. Gospodarstwo udawało się rozwijać. Pojawiały się nowe inwestycje, rosła produkcja, a kolejne lata pozwalały patrzeć w przyszłość z optymizmem. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Jak mówi Marzena, rosnące koszty produkcji sprawiły, że od około trzech lat gospodarstwo stoi w miejscu – na inwestycje nie ma szans. Pojawiają się problemy z utrzymaniem płynności finansowej i przetrwaniem kolejnego sezonu.

– Kiedyś było z czego odkładać i rozwijać gospodarstwo. Dziś syn żyje z miesiąca na miesiąc – przyznaje.

Interesujące jest to, że jej syn znalazł się w pewnego rodzaju pułapce. Z jednej strony chciałby nadal prowadzić gospodarstwo. Z drugiej – chciałby znaleźć pracę na etacie. Jest to jednak utrudnione – przez lata pracy na własny rachunek nie zdobył doświadczenia poza rolnictwem i próby zmiany zawodu nie przynoszą zamierzonych efektów.

Reklama
Reklama

Pokazuje to szerszy problem, o którym rzadko się mówi. W debacie publicznej często rozmawiamy o cenach skupu, dopłatach czy protestach rolników. Znacznie rzadziej zastanawiamy się nad ludźmi, którzy mają na utrzymaniu nie tylko gospodarstwa, ale także rodziny, zwierzęta i coraz częściej zadają sobie pytania, czy to, co robią, ma jeszcze jakikolwiek sens.

Po rozmowie z Marzeną można odnieść wrażenie, że przyszłość rolnictwa rysuje się wyłącznie w ciemnych barwach. Byłby to jednak obraz dość niepełny, a być może nawet nieprawdziwy. Nie należy zapominać, że polska wieś nie jest jednolita i obok niewielkich gospodarstw rodzinnych, które coraz częściej walczą o utrzymanie rentowności, funkcjonują również nowoczesne, wyspecjalizowane gospodarstwa, które nie tylko dobrze radzą sobie na rynku, ale nadal inwestują i rozwijają produkcję.

Stawiają na rozwój

Takim przykładem jest przedsiębiorstwo Damiana z woj. kujawsko-pomorskiego. Wraz z rodziną prowadzi duże gospodarstwo rolne o powierzchni około 300 hektarów. Poza produkcją roślinną w gospodarstwie prowadzona jest również hodowla trzody chlewnej. Już na początku rozmowy było widać, że jego spojrzenie na sytuację znacząco różni się od opinii wcześniejszych rozmówców. Nie oznacza to jednak, że Damian nie dostrzega problemów. Rosnące koszty produkcji, zmienność rynku czy coraz bardziej skomplikowane przepisy dotyczą wszystkich rolników bez wyjątku.

Przeczytaj także: Zmiany w polskim KPO. Zniknęła jedna z opłat

Reklama
Reklama

W przeciwieństwie do innych nie mówi o przetrwaniu kolejnego sezonu. W trakcie rozmowy można usłyszeć o nowych inwestycjach, zwiększaniu skali i efektywności produkcji. Współczesne rolnictwo coraz bardziej się różnicuje. To, co dla jednego gospodarstwa może być barierą, której nie będzie w stanie pokonać, dla drugiego jest po prostu problemem, który pokona dzięki odpowiedniej skali produkcji bądź dodatkowym inwestycjom.

Historia Damiana jest ważna również z innego powodu. Pokazuje, że odpowiedź na pytanie: skoro na polskiej wsi jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle, nie jest jednoznaczna. Nie wszyscy rolnicy patrzą w przyszłość z obawami. Są również tacy, którzy mimo trudności nadal się rozwijają i twierdzą, że sektor rolny na to pozwala.

Historie moich dotychczasowych rozmówców pokazują dwa, trochę skrajne, obrazy współczesnej polskiej wsi. Są rolnicy zmagający się z wieloma pytaniami o przyszłość.  Są i tacy, którzy mimo trudnych warunków, nadal się rozwijają. Pomiędzy tymi dwoma światami znajduje się liczna grupa gospodarzy, których sytuacja nie pozwala na zero-jedynkową ocenę.

Raz lepiej, raz gorzej

Jednym z nich jest Szymon z Podlasia. Oprócz pracy w gospodarstwie zajmuje się również sprzedażą maszyn rolniczych. Każdego dnia dzieli obowiązki pomiędzy pracę na etacie a gospodarstwo. Na razie zajmuje się odchowem cieląt, które w przyszłości mają się stać podstawą rozwijanego stada krów mlecznych. Jest to inwestycja rozłożona na lata, która wymaga cierpliwości, konsekwencji w działaniu oraz niemałego kapitału.

Reklama
Reklama

W przeciwieństwie do części rolników, z którymi rozmawiałem, Szymon nie mówi o rozczarowaniu czy braku perspektyw. Wręcz przeciwnie – patrzy na przyszłość z umiarkowanym optymizmem i nie ukrywa, że chciałby nadal rozwijać gospodarstwo. Jednocześnie otwarcie przyznaje, że obecnie głównym źródłem utrzymania jego rodziny jest etat. Dochody z pracy zawodowej pozwalają finansować bieżące funkcjonowanie gospodarstwa oraz kolejne inwestycje. Szymon nie wyklucza jednak, że w przyszłości te proporcje mogą się odwrócić. Jeżeli produkcja mleka okaże się rentowna i gospodarstwo osiągnie odpowiednią skalę, to chciałby całkowicie poświęcić się pracy w gospodarstwie.

Podkreśla też, że każda branża przechodzi lepsze i gorsze okresy.

– Nie ma takiej produkcji, która przez dwadzieścia czy trzydzieści lat będzie przynosiła wyłącznie zyski. Zawsze są górki i dołki. Najważniejsze jest to, żeby umieć przetrwać ten trudniejszy okres – mówi.

Jego zdaniem problemem nie jest ani sam rozwój, ani inwestowanie. Problem pojawia się wtedy, gdy decyzje podejmowane są bez odpowiedniego przygotowania i zaplecza finansowego.

Reklama
Reklama

– Najpierw trzeba stworzyć podstawy, a dopiero potem się rozwijać – podkreśla.

Podczas tej rozmowy pojawił się także temat społecznego postrzegania rolników. Szymon zwraca uwagę na jedną z największych przyczyn nieporozumień między miastem a wsią – dopłaty bezpośrednie. W jego opinii wielu ludzi postrzega je jako dodatkowy przywilej dla rolników, nie zastanawiając się nad ich prawdziwą rolą.

– Ostatecznym beneficjentem dopłat nie jest rolnik, ale konsument. Gdyby ich nie było, żywność z założenia kosztowałaby więcej – tłumaczy.

To właśnie brak zrozumienia tego mechanizmu sprawia, że część społeczeństwa patrzy na rolników jako na grupę uprzywilejowaną, która otrzymuje wsparcie, a mimo to ciągle protestuje. Zdaniem Szymona ten obraz ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Reklama
Reklama

Brakuje stabilności

Rozmowy, które przeprowadziłem, pozwalają mi utwierdzić się w przekonaniu, że obrazu współczesnej polskiej wsi nie da się zamknąć w jednym zdaniu. Zbyt często patrzymy na nią przez pryzmat nowoczesnych ciągników, nowych domów i unijnych dopłat. Być może zbyt dużą uwagę skupiamy na protestach, problemach i niezadowoleniu rolników. Zarówno w tym, jak i wielu innych przypadkach, rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać.

Przeczytaj także: „Na papierze” bezrobocie w dół. Ale spadek maskuje niepokojące trendy

Nie ma wątpliwości, że polska wieś przeszła ogromną przemianę. Infrastruktura, poziom życia, park maszynowy gospodarstw, nowoczesne technologie – to aktualny obraz polskiej wsi. Prawie wszyscy moi rozmówcy mówili o tym wprost i bez żadnych zastrzeżeń. Jednocześnie każdy z nich zwracał uwagę na coś, czego nie widać, przejeżdżając samochodem przez piękną polską wieś – na niepewność.

Polska wieś jest znacznie bogatsza niż kiedykolwiek wcześniej. Nie oznacza to jednak, że rolnicy czują się bezpieczniej niż kiedykolwiek. Wielu z nich nie martwi się o to, czy będzie ich jutro stać na spłatę zobowiązań, ale o to, czy za kilka lat nadal będą mogli robić to, co robią dziś.

Reklama
Reklama

Największym paradoksem współczesnego rolnictwa wydaje się nie brak nowoczesnego sprzętu, lecz brak poczucia stabilności. Dlatego właśnie odpowiedź na pytanie: czy na polskiej wsi jest dziś dobrze – brzmi: tak. Natomiast odpowiedź na pytanie, czy rolnicy patrzą w przyszłość z optymizmem, jest zdecydowanie bardziej skomplikowana.

Źródło: Zero.pl
Robert Cirocki
Robert CirockiOd lat z perspektywy czynnego rolnika przyglądam się życiu społecznemu na polskiej wsi. Interesuje się polityką, gospodarką i wpływem decyzji administracyjnych na mieszkańców. Najchętniej rozmawiam z ludźmi i opowiadam historie, których nie da się poznać siedząc za biurkiem - autor zewnętrzny.