- Tesla Roadster to niezwykły samochód elektryczny, który umie wjeżdżać po ścianach, skakać i przyspieszać do 100 km/h w mniej niż sekundę.
- Chodziło zapewne o zatkanie ust Chińczykom i pokazanie, kto rządzi w świecie „technologicznej” motoryzacji. Może i się udało, ale…
- Żadne latające samochody i rakietowe dysze nie dadzą rady na dłuższą metę odwrócić uwagi od problemu, jaki ma Tesla z gamą swoich samochodów. A może oni już w ogóle nie chcą ich produkować?
Tesla ukształtowała współczesne samochody elektryczne. Mogę nie być fanem Elona Muska, ale nie da się umniejszyć zasług Tesli dla popularyzacji samochodów elektrycznych. Właściwie wszystkie jej wczesne modele były przełomowe: Tesla Roadster miała ponad 300 km zasięgu i po raz pierwszy w samochodzie seryjnym baterie litowo-jonowe. Tesla Model S przejeżdżała jeszcze więcej, oferując praktyczne nadwozie, idealne na taksówkę – i dzięki temu autu elektryczne taksówki pojawiły się po raz pierwszy w historii na większą skalę. Tesla Model 3 i Model Y sprawiły, że auta na prąd trafiły „pod strzechy” w postaci masowej, będąc już w pełni dojrzałymi samochodami – a przy okazji zostały skopiowane w różnych postaciach przez Chińczyków, którzy na Teslach uczyli się budowy samochodów bezemisyjnych.
Jeździłem chińskim samochodem za 350 tys. zł. Test różnic w mentalności
A potem utracono początkowy rozmach
Wygląda to trochę tak, jakby Elon uznał już, że osiągnął wszystko to, co miał i dalsza produkcja samochodów nie jest konieczna. Albo inaczej: że każdy samochód, który prezentuje, musi być absolutnie przełomowy. Elektryczny pickup o wyglądzie wyjętym wprost z gry Minecraft, czyli Cybertruck, rzeczywiście był sensacją, ale nie da się go uznać za sukces sprzedażowy. Branżę transportową miał zmienić ciągnik Tesla Semi (nie zmienił, bo jest za ciężki i nie nadaje się do Europy), a taksówkową – autonomiczny pojazd Robotaxi, pokazany względnie niedawno, więc nie da się jeszcze ocenić jego przyjęcia. A teraz Roadster – samochód, który jeździ po ścianach i może skakać na wielkie odległości. Tesla nie chce wcale produkować samochodów, tylko przesuwać granice motoryzacji i technologii. To może być ciekawe na krótką metę, ale jeśli dostajemy same igrzyska bez chleba, to po chleb pójdziemy gdzie indziej.

Nowa Tesla Roadster (fot. Tesla)
Możliwe, że po prostu nie rozumiemy geniuszu Muska
Czy średniej wielkości hatchback firmowany przez Teslę miałby potencjał sprzedażowy? Gigantyczny. Czy sprzedałby się duży SUV, większy niż Model Y, konkurujący z chińskimi AITO, Denzą czy Li Auto? Tak. Ale sprawiłby, że Tesla przeszłaby z kategorii „innowacyjnej firmy wyznaczającej kierunki rozwoju technologii” do kategorii „bijemy się z Chińczykami o to, kto ma większe felgi”. A tego pewnie nie chciałby sam Elon Musk, nawet kosztem dochodów.
Uważam zresztą, że taka forma funkcjonowania jest dużo trudniejsza na dłuższą metę. Musisz użerać się z konkurencją, z narzekającymi klientami, którzy chcą płacić jak najmniej, ale dostawać jak najwięcej, nie wspominając o problemach z dealerami (których Tesla nie ma w ogóle, bo wszystko sprzedaje sama). Tesla sprzedaje auta nie klientom, a wyznawcom, którzy uznają, że istnieją samochody i istnieje Tesla – coś wyjątkowego, nieporównywalnego ze zwykłym autem. A raczej tak przynajmniej było, bo od kiedy Model Y stał się najpopularniejszym nowym samochodem na świecie, stało się jasne, że trzeba będzie trochę grać według zasad rynku. Stąd też i rozbudowane liftingi, które otrzymały zarówno Model 3 (pod nazwą Highland), jak i Model Y (Juniper). Normalnie nie trzeba byłoby przecież odświeżać czegoś, co jest perfekcyjne od początku.
Tesla Cybertruck z gigantycznym spadkiem sprzedaży. Urok pokracznego pickupa szybko minął
Mogę sobie pisać co chcę, bo Tesla nadal ma się świetnie
Nadal dwa najpopularniejsze samochody elektryczne na świecie to Tesla Model Y i Model 3. Od lat otwierają zestawienia na poszczególnych kontynentach, chociaż podgryzanie ze strony konkurencji słychać coraz mocniej. Na liście najpopularniejszych aut na prąd w roku 2026 (a dokładnie w jego pierwszej połowie) miejsca w pierwszej piątce poza Teslą zajęli już tylko Chińczycy z BYD-a i Geely. BYD jest największym producentem samochodów elektrycznych na świecie – wyprzedza Teslę ponad dwukrotnie.
Tesla nie jest też specjalnie popularna na ogromnym rynku niemieckim, co na pewno nie jest przyjemnym uczuciem, biorąc pod uwagę, że specjalnie tam zbudowano fabrykę – a tymczasem Niemcy wolą elektryczne Volkswageny i Skody. Ale to detale, bo sukces napędzany zaledwie dwoma modelami trwa nadal, a pokaz szalonych możliwości nowego Roadstera może pozwolić mu jeszcze trochę potrwać. Zwłaszcza, jeśli w większej liczbie miejsc na świecie będzie dawało się korzystać z trybu FSD, czyli Full Self Driving. Już ok. 1,5 mln kierowców jest aktywnymi subskrybentami FSD, pozwalając samochodowi prowadzić się samemu.
Jednak w biznesie nie da się stać w miejscu (chyba że jest się Ładą i sprzedaje się Nivę od 50 lat). Trzeba zadać sobie pytanie: co potem, co gdy zainteresowanie Teslą Model 3 i Model Y się wypali?
Elon zapewne zna odpowiedź i wcale nie są nią nowe modele
Jest nią odejście od modelu, w którym posiadasz samochód i wykorzystujesz go wtedy, gdy jest ci potrzebny, a przede wszystkim – że samemu go prowadzisz. Roadster ma być ostatnim autem Tesli wyposażonym w manualną możliwość skręcania kół. Od dawna wiadomo, że to średniowieczne podejście i że trzeba jak najszybciej rozwijać usługi mobilności na życzenie, gdzie autonomiczny samochód wezwany przez aplikację zawiezie cię dokąd potrzebujesz. Oczywiście ani Muskowi, ani żadnemu innemu przedstawicielowi technologicznych korporacji nie chodzi o to, aby ludzie pozbyli się samochodów w imię ekologii, tylko żeby oddali całą swoją sferę codziennych podróży w ręce subskrypcji na rzecz wielkiej firmy technologicznej. Jeśli jedziesz do pracy na rowerze, nikt nie zarabia.
Tesla uważa, że prywatna motoryzacja ma się ku końcowi. Dlatego zapowiedziano, że Roadster będzie ostatnim autem, które będzie można poprowadzić samemu. W czasie, gdy trwała prezentacja latającego auta, Chińczycy zdążyli zaprezentować 15 elektrycznych modeli o nazwach, których nikt nie umie zapamiętać. A ci wszyscy starzy producenci samochodów, jakiś Ford czy Volkswagen? To oni jeszcze istnieją?
Obejrzyj także:


