Reklama
Reklama
Reklama

Jeździłem chińskim samochodem za 350 tys. zł. Test różnic w mentalności

exlantix17
Exantix ET za 349 900 zł. (fot. materiały własne)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Exlantix ET – tak nazywa się pojazd, który trafił do mnie na tygodniowy test. Ta świeżo powstała, trudna do wymówienia marka należy do koncernu Chery i próbuje pozycjonować się jako premium, głównie wskutek bardzo wysokich cen swoich pojazdów. Niechcący stałem się jej ambasadorem odpowiadając na rozliczne pytania „panie, a co to jest?”.

  • Chińscy producenci samochodów zdecydowanie nie chcą poprzestać na „konkurencji cenowej dla starszych marek”. Chcą wygryźć dla siebie kawałek segmentu premium, bo tam dochody są najwyższe.
  • Początki są zawsze niezwykle trudne, podobnie jak początki chińskiej motoryzacji w Europie kilkanaście lat temu powodowały tylko uśmiech politowania.
  • W Polsce mamy dwie chińskie marki, które próbują pozycjonować się jako konkurencja dla europejskiego premium: Exlantix i Denza. Pojeździłem autem tej pierwszej i mam mocno mieszane uczucia. 

Można chyba już powiedzieć, że producenci japońscy i koreańscy – poza jednym wyjątkiem – odpuścili sobie próby wejścia do segmentu premium w Europie. Tylko Lexus jakoś się przyjął na naszym kontynencie, a i to głównie w Polsce i Wielkiej Brytanii, na pozostałych rynkach nie cieszy się wielką popularnością. Nissan wycofał się już z Infiniti w Europie, Honda z Acurą i Hyundai z Genesisem nawet nie próbowali (Hyundai miał w ofercie pojedynczy model Genesis, ale nie całą markę). A tymczasem Chińczycy…

Chińczycy też chcą sprawdzić, a może to im się uda?

W końcu oferują trochę co innego niż wielka trójka/czwórka z Niemiec (Audi, BMW, Mercedes i Porsche). Niesamowite napędy elektryczne o gigantycznych zasięgach i mocach sięgających 600 KM, najrozmaitsze technologiczne gadżety, superszybkie ładowanie i najczęściej zupełny brak konfiguracji, czyli kupujesz to co jest, podczas gdy u Niemców samochód można personalizować na różne sposoby. 

Exantix ET za 349 900 zł. Jaki to kolor? (fot. materiały własne)

Chiński gigant – Chery – powołał nową markę: Exlantix

Już kilka razy krytykowałem tę nazwę jako zbyt trudną do wymówienia i pretensjonalną. Ktoś w koncernie Chery musiał uznać, że jeśli dasz długi wyraz z dużą liczbą liter „X”, to będzie brzmiało prestiżowo.

Reklama
Reklama

Przy czym samochód ten na rynek chiński nazywa się Exeed Sterra ET, natomiast Exlantix to nazwa handlowa na rynki europejskie i krajów byłego ZSRR. Tak, to nie jest żadna pomyłka – o ile europejskie koncerny wycofały się w większości z Rosji, o tyle Chińczycy traktują WNP i Europę środkowo-wschodnią jako jeden rynek i wskutek tego możemy u nas kupić pojazdy z nazewnictwem i specyfikacją odpowiadającą tej rosyjskiej. Zapewniam, że Exlantix nie jest jedynym przykładem. Ale dość już znęcania się nad nazwą. 

Chiński luksus wjeżdża do Polski. Cenę jeszcze trudniej wypowiedzieć niż nazwę

Oto wielki elektryczny SUV z trzymetrowym rozstawem osi za prawie 350 tys. zł

To nieprawda, że nie da się go spersonalizować, jak to niesłusznie imputowałem dwa akapity temu. Można, i to jeszcze jak – do wyboru są dwa kolory wnętrza (czarny i beżowy) oraz cztery kolory nadwozia, których nie umiem nazwać, dla mnie wszystkie wpadają do kategorii „bury/nieokreślony”, ale jako mężczyzna mam pełne prawo nie rozpoznawać barw. I to wszystko.

Każdy Exlantix ET ma ok. 5 metrów długości, 3 metry rozstawu osi, pięć miejsc, moc 480 KM i akumulator 100 kWh. Dwa silniki elektryczne napędzają obie osie, standardem jest także zawieszenie pneumatyczne i oczywiście masa gadżetów elektronicznych, które w żaden sposób nie zaskakują, bo są właściwie takie same jak w chińskich samochodach za połowę tej ceny.

I tak, da się kupić pojazd o podobnych parametrach za nieporównanie mniejsze pieniądze – 450 KM mocy rozwija BYD Atto 3 Evo za niecałe 200 tys. zł, a ponad 500 km zasięgu zapewni GAC Aion V za mniej niż 150 tys. zł. 

Reklama
Reklama

Chciałem naładować samochód w Łodzi. Kazali mi uklęknąć

Co zaskakuje w Exlantixie zanim ruszymy?

Zupełny brak tunelu środkowego i płaska podłoga jak w minivanie – to akurat bardzo mi się spodobało. Zaskoczył mnie trochę głośnik pośrodku tablicy przyrządów w formie płatka śniegu, jest to gadżet z rodzaju „sami nie wiemy dlaczego to daliśmy, ale przynajmniej się wyróżnia”. Zaskoczyło mnie, że aby otworzyć bagażnik, trzeba nacisnąć literę I w słowie EXLANTIX. Sądziłem, że będzie to litera X.

Naprawdę trzeba nacisnąć literkę w napisie, żeby otworzyć bagażnik. Ależ oni to wymyślili. (fot. materiały własne)

Reszta to po prostu wariacja na temat Tesli Model Y – bardzo podobny jest przedni bagażnik czyli frunk, ekran centralny też stanowi coś między kopią a inspiracją rozwiązaniem w Tesli. Pozostaje jeszcze kierownica, która faktycznie może zdziwić, bo przypomina bardziej wolant niż koło, ale to znowu wygląda jak nawiązanie do Tesli Model X, tyle że tam faktycznie stosowano wolant, a tu jednak mamy formę zamkniętą. 

W Polsce debiutuje Denza Z, supersamochód z Chin. „Z” jest od „Za drogo”

Co zaskakuje w Exlantixie ET, gdy już ruszymy?

Więcej niż się spodziewałem i nie jest to do końca pozytywna informacja. Przede wszystkim po każdym uruchomieniu pojazd wraca do trybu ECO, nawet jeśli w momencie wyłączenia aktywny był tryb SPORT lub COMFORT i jest to trudne do zaakceptowania, ponieważ w trybie ECO ten wielki SUV… nie chce ruszać z miejsca.

Reklama
Reklama

Spodziewałbym się, że po wciśnięciu gazu ogromny i mocarny samochód elektryczny skoczy do przodu, tymczasem on stoi przez ok. 2 sekundy zanim zacznie się leniwie toczyć. Jest to bardzo niebezpieczne przy włączaniu się do ruchu, gdy potrzebujemy dynamiki natychmiast. Jeśli nie wyrobimy sobie nawyku przełączania na tryb Sport po uruchomieniu (co jest proste, przycisk na kierownicy służy właśnie do tego), to możemy znaleźć się w sytuacji, gdzie musimy szybko ruszyć, wciskamy bezradnie gaz, a pojazd stoi. 

Na kierownicy znajduje się przycisk do zmiany trybu jazdy. (fot. materiały własne)

W trybie Sport problem nie występuje. Pojawia się natomiast inny: gdy mocno wciśniemy gaz, samochód zaczyna tańczyć na drodze, staje się wręcz niebezpieczny i niesterowny. Zawieszenie pneumatyczne nawet w trybie sportowym jest nadzwyczaj miękkie, co zapewne bardzo lubią chińscy klienci, ale jeśli ktoś jechał Teslą Model Y Performance, a potem Exlantixem, to zauważy przepastną różnicę. 

Frunk. (fot. materiały własne)

BMW wycofało ofertę dla szefa landtagu z AfD. Partia zwróciła się do Muska

Chciałbym na tym zakończyć narzekanie, ale nie mogę

Przed podróżą proponuję wyłączyć jak najwięcej systemów strofowania kierowcy. W trakcie jazdy naliczyłem pięć różnych dźwięków ostrzegawczych wydawanych przez Exlantixa w sposób nieco losowy. Mamy nawet paragraf 22: gdy usłyszałem nieznany mi jeszcze dźwięk, zacząłem się rozglądać, żeby sprawdzić o co chodzi i w tym momencie aktywował się kolejny brzęczyk, zwracający mi uwagę, że jestem zbyt rozproszony. Nie byłbym rozproszony, gdybyś ciągle na mnie nie dzwonił, chiński przyjacielu. 

Należy też wyłączyć wibracje na kierownicy. Jeśli dojedziemy zbyt blisko do krawędzi pasa ruchu, kierownica zacznie intensywnie wibrować w sposób bardzo nieprzyjemny. Auto może też samo poprawić tor jazdy, ale najczęściej robi to zbyt gwałtownie, więc mamy niekończącą się pętlę: wibracje - odbicie - wibracje - odbicie w drugą stronę. 

Reklama
Reklama

Tylna oś odpadła od samochodu po kolizji. Czy chińskie auta są niebezpieczne?

Przestronność, zużycie energii, obsługa ekranu

Pod tymi względami wszystko jest na dobrym, chińskim poziomie. Warunki na tylnej kanapie, elektrycznie sterowanej, są królewskie. Dźwięk brzmi bardzo dobrze, nawet przy wyższych głośnościach pasażerowie mogą normalnie rozmawiać. Ekran działa błyskawicznie, bez opóźnień, właściwie tak samo dobrze jak w Tesli. Zużycie energii utrzymywałem dzielnie na poziomie poniżej 20 kWh/100 km, chociaż na drodze ekspresowej jest to niemal niemożliwe, chyba że jedziemy za tirem. 

Dobry ten ekran, ale w chińskim Exeed Sterra jest dwa razy większy. (fot. materiały własne)

Chińczycy są przyzwyczajeni do takiego traktowania

Jadłem kiedyś w Chinach malatang – rodzaj potrawy, gdzie samemu wybiera się składniki, a potem zalewa je czymś na kształt bulionu pomieszanego z pomidorową. Przez tłumacza poprosiłem o wersję łagodną. Dostałem tak ostrą, że ledwo to zjadłem. Zwróciłem na to uwagę obsłudze i dowiedziałem się, że to właśnie była ta łagodna i że Chińczycy są przyzwyczajeni. Cieszę się, że spróbowałem malatanga, ale w tej sytuacji nie chciałbym go już jeść ponownie, zwłaszcza w Chinach.

Wykończenie przypomina marmur. (fot. materiały własne)

Dokładnie tak samo jest z Exlantixem ET: cieszę się, że miałem okazję się nim przejechać, ale nie chciałbym tego robić ponownie. Jeśli chcecie przekonać się, jak wygląda chińska motoryzacja, to Exlantix ET da wam wszystkie wrażenia, jakich potrzebujecie. Rzeczywiście jest to „coś innego” i choć rozpoznawalność marki jest wciąż bliska zeru, to jednak zainteresowanie, jakie budzi, może być mocnym atraktorem dla nabywców. Można przez chwilę poczuć się znanym, choć przechodnie kierują wzrok raczej na auto niż na kierowcę. 

Ładowanie: inni umieją lepiej

Chcesz szybko ładować auto elektryczne – kup Xpenga, one naprawdę ładują się z mocami typu 400-500 kW. Exlantix tego nie potrafi, maksymalna moc ładowania to 290 kW. I tak jest nieźle, bo przecież ile w Polsce mamy stacji ładowania o mocy 300 kW lub więcej – zaledwie kilka. Ale gdy podpiąłem ET do stacji o mocy 150 kW, rozwinął maksymalnie 119 kW. Z 20 do 45 proc. naładowałem go w około 20 minut, co niestety uszczupliło moje konto o 75 zł. Jazda samochodem elektrycznym, gdy ładujesz go ze stacji komercyjnych, jest droższa niż tankowanie. 

Zaskakujący detal w formie śnieżynki. (fot. materiały własne)

Dozowniki zapachów. (fot. materiały własne)

Nie mam dobrej wiadomości w kwestii utraty wartości

Przy cenie 349 900 zł ten pojazd będzie otwierał listę pojazdów o największej utracie wartości. Wysoka cena początkowa, nieznana marka i ogólnie duża deprecjacja pojazdów elektrycznych tworzą tu zabójcze kombo. Przede wszystkim mam jednak nieprzyjemne wrażenie, że Chińczycy wchodząc na europejski rynek aut premium robią to z pewną pogardą, na zasadzie „to jest nasze, najlepsze na świecie, a teraz to jedzcie”. Nie wątpię, że ten malatang niektórym zasmakuje, dla mnie jest zbyt chiński. Dodam tylko na sam koniec, że europejski Exlantix ET jest zubożoną wersją chińskiego Exeeda Sterra pozbawioną wielkiego ekranu centralnego i wyświetlacza LED z przodu pojazdu. To tak żebyśmy na pewno nie zapomnieli, gdzie jest środek świata. 

21 cali. (fot. materiały własne)

Mnóstwo miejsca, jest to prawdziwa limuzyna. (fot. materiały własne)

Szyby są niesłychanie grube, ale odważnie pozbyto się ramek. (fot. materiały własne)

Bardzo dziwnie odsuwana klapka ładowania. (fot. materiały własne)

To wszystkie fizyczne przyciski w kabinie. (fot. materiały własne)

Informacja na koniec: pojazd został użyczony bezpłatnie przez importera i zwrócony po teście, a prądem ładowałem go za własne pieniądze. 

Reklama
Reklama