Reklama
Reklama
Reklama

Wielki prestiż polskiej uczelni? „To nie jest sukces Polski jako państwa”

Uniwersytet Warszawski znalazł się na miejscu siódmym spośród nieamerykańskich szkół wyższych, których absolwenci budują amerykańskie start-upy. Pojawiają się jednak wątpliwości: – Jakbyśmy oddawali organy do przeszczepu – ostrzega dr Andrzej Dybczyński.

Warsaw,,Poland,-,Apr,9,,2017:,Entrance,Gate,To,The
Brama Uniwersytetu Warszawskiego (fot. Joaquin Ossorio Castillo / Shutterstock)
  • Uniwersytet Warszawski zajął siódme miejsce wśród nieamerykańskich uczelni, których absolwenci tworzą amerykańskie... jednorożce.
  • Polscy absolwenci UW stoją za sukcesami firm rozwijających technologie, w tym sztuczną inteligencję.
  • Eksperci ostrzegają jednak, że sukces Polaków za oceanem pokazuje także skalę drenażu mózgów i problemy polskiego systemu nauki.

Venture Capital Initiative przy Stanford Graduate School of Business przygotował badanie, w którym sprawdzał, które nieamerykańskie uczelnie kształcą najwięcej absolwentów odnoszących w Stanach Zjednoczonych sukcesy. Sprawdzane było wykształcenie założycieli tzw. unicornów (jednorożców), to znaczy start-upów, których wartość przekracza miliard dolarów.

Uniwersytet Warszawski może pochwalić się aż pięcioma takimi absolwentami. Wyprzedzają go Cambridge i Oxford ze Zjednoczonego Królestwa, mające kolejno 19 i 16 absolwentów budujących biznesy w Ameryce, po czym są trzy uniwersytety izraelskie – Uniwersytet w Tel Awiwie (dwunastu absolwentów), Uniwersytet Hebrajski w Jerozolimie (ośmiu) oraz Izraelski Instytut Technologii Technion (siedmiu). Ten ostatni remisuje z Uniwersytetem w Toronto.

Polscy naukowcy są częścią rewolucji AI. Podczas gdy poprzednie rewolucje techniczne wykuwane były poza Polską, w tej polscy eksperci mają szanse zapisać się złotymi zgłoskami. Takie postaci, jak Wojciech Zaremba (OpenAI), Marcin Żukowski (Snowflake), Grzegorz Brona (Creotech Instruments) budują nowe technologie m.in. na kanwie umiejętności, które zdobyli na UW.

Reklama
Reklama

Sukces Polski czy Polaków?

Ten niewątpliwy na pierwszy rzut oka sukces nie jest wcale czarno-biały. Dr Andrzej Dybczyński w rozmowie z Zero.pl podkreśla: – Powinniśmy cieszyć się z sukcesów Polaków, ale pamiętajmy, że to nie jest sukces Polski jako państwa. Dla naszego kraju emigracja pionierów nowych technologii jest porażką – ocenia.

Na pytanie, czy sukces Polaków za granicą może spłynąć do Polski i do naszej gospodarki, były prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz odpowiedział jednoznacznie: – Wróci w postaci subskrypcji za ChataGPT, marży za iPhone’a i innych opłat za technologie, które współtworzyli Polacy. Podkreślać należy sukces osób, którym się to udało. Ale czy jako państwo mamy się tym cieszyć? To tak, jakbyśmy cieszyli się, że oddajemy organy do przeszczepu. Zdrową nerkę, w postaci tych twórców, w zasadzie dajemy przeszczepić do obcego ciała i jeszcze się cieszymy – podsumował z przekąsem.

– By zatrzymać emigrujących z Polski innowatorów, potrzebujemy dwóch rzeczy. Głębokiej reformacji polskiego systemu nauki i dwu-, trzykrotnego zwiększenia jego finansowania. Żadna z tych rzeczy zrealizowana w pojedynkę nie przyniesie sukcesu – podkreślił.

Co robić wobec ucieczki innowacji?

Czy mamy szansę obronić się przed drenażem mózgów? – Chciałbym, żebyśmy mogli. Ale działania europejskie mają zwykle charakter biurokratyczny, regulacyjny i nie dotykają przyczyn problemów. Powinniśmy likwidować bariery, które ograniczają przedsiębiorczość, budowę start-upów i rozwój nauki. Gdy Europa dostrzega jakiś problem, to oczywiście uruchamia jakiś kolejny program, ale zwykle jest za późno, a często jest on niewspółmierny do skali problemu – ocenił.

Reklama
Reklama

– Jeżeli chodzi o przyczynę tych sukcesów, to apelowałbym, żebyśmy skończyli ze znieczulaniem się i wyszukiwaniem jakichś szczególnych polskich cech, które miałyby nam dawać przewagi np. w dziedzinie przedsiębiorczości. Nie jesteśmy gorsi, ale nie jesteśmy też lepsi niż inne narody. Przestrzegałbym też przed braniem tej nowiny jako miernika stanu całej polskiej nauki. Nie możemy znieczulać się indywidualnymi sukcesami utalentowanych Polaków, by stłumić ból zapaści polskiego systemu nauki jako takiego – podsumował.

Technologiczna hegemonia

Podobnie uważają inni eksperci. Rozmawialiśmy z Kastorem Beckiem-Kużelewskim, ekspertem Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, dawniej analitykiem w Polityce Insight i publicystą Kultury Liberalnej, który zwrócił uwagę na problemy: – Mamy na świecie de facto technologiczną hegemonię. Jej epicentrum, Stany Zjednoczone, z całego świata przyciągają mocno przyciągają absolwentów najlepszych uczelni. Istnieje tzw. reguła kciuka, zgodnie z którą, jeżeli coś dzieje się wszędzie, to trudno jest pojedynczym organizmom dany proces zatrzymać – tłumaczył.

 – Oczywiście powinniśmy temu przeciwdziałać, ale wydaje mi się, że najlepiej byłoby to robić na poziomie Unii Europejskiej. Start-upy szukają dużych rynków, więc łatwiej jest zatrzymywać to na poziomie wspólnoty rynkowej. 40-milionowy kraj siłą rzeczy nie może konkurować w umysłach start-upowców myślących indywidualistycznie z ekspansją na wielki rynek, taki jak amerykański – ostrzegł ekspert.

Reklama
Reklama

– To powiedziawszy, uważam, że naszym żywotnym interesem gospodarczym, jak i geopolitycznym jest zatrzymanie drenażu mózgów i budowanie autonomii strategicznej – dodał.

Co studiować, by osiągnąć sukces?

Z czego wynika tak duża liczba polskich przedsiębiorców odnoszących sukcesy w USA? – Mówiąc o tak małych liczbach, trudno mówić o trendach czy przyczynach, bo ta próba jest zbyt mała. To powiedziawszy, anegdotycznie mogę to racjonalizować. Mam poczucie, że polska młodzież jest bardziej metaforycznie „głodna” niż młodzież na Zachodzie. Cały czas mamy kult robienia kariery. Dobrze mówimy po angielsku. Polskie start-upy nastawione są bardzo na ekspansję na Zachód, do Ameryki. Z drugiej strony te wahnięcia mogą być równie dobrze przypadkowe – wytłumaczył Beck-Kużelewski.

Badania Stanfordu analizują także, co studiowali założyciele jednorożców. Co ciekawe, autorzy rozprawiają się z mitem, że start-upowcy rzucają studia i zakładają firmy w garażu. Wśród przedstawicieli tego biznesu jest kilka razy więcej doktorów niż w całości populacji. Najczęstsze studia to informatyka, inżynieria czy ekonomia, natomiast autorzy zwracają uwagę na dużą liczbę przedsiębiorców studiujących takie dziedziny jak filozofia czy teologia.

– Moja żona jest założycielką start-upu – mówi nam Kastor Beck-Kużelewski – jest po filozofii i uczyła matematyki. W jej start-upie pracują głównie filozofowie-informatycy. Dlaczego filozofia daje takie efekty? Są to studia, które mają filtry w dwóch miejscach – przedstawił.

Reklama
Reklama

– Pierwszy filtr to to, kto idzie na filozofię. Są to ludzie podważający konsensus, szukający dziur w całym, więc idealnie nadający się do tworzenia start-upów. Drugi filtr to to, w jaki sposób filozofia ich buduje. Te studia budują higienę myślenia i wyczuwania bullshitu. Wyczuwania, że coś można zrobić lepiej, albo że coś robi się jedynie z przyzwyczajenia – podkreślił, objaśniając przewagę filozofii nad innymi kierunkami.

– Do tego dochodzi też fakt, że na filozofię chodzą głównie ludzie z wyższej klasy, tak samo i start-upy tworzą głównie ludzie z bogatszych domów. Ludzie chętniej tworzą nowe rzeczy, nie mając gwarancji zarobku, gdy wiedzą, że ewentualnie mogą liczyć na pomoc ze strony rodziny – podsumował Beck-Kużelewski.

Na pierwszy rzut oka to świetne: mamy tylu innowatorów. Ale czy naprawdę warto cieszyć się, że budują biznesy za oceanem?

Reklama
Reklama