
Sejm zajmie się we wtorek wnioskiem posłów PiS o wyrażenie wotum nieufności wobec ministra finansów i gospodarki. „Sytuacja polskich finansów publicznych jest dramatyczna” – napisali wnioskodawcy. Zarzucają Andrzejowi Domańskiemu nierealizowanie dochodów budżetowych oraz rekordowe deficyty. Popołudniowa debata będzie kolejną okazją do rozmowy o stabilności finansowej państwa.
- PiS chce odwołania ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego. Wniosek o wotum nieufności jest już w Sejmie i będzie poddany pod głosowanie we wtorek po południu.
- Andrzej Domański do polityki wszedł z rynku kapitałowego. W kampanii wyborczej przedstawiał się jako „człowiek od gospodarki”, był też współautorem programu gospodarczego KO.
- Największym wyzwaniem dla Domańskiego jako ministra finansów są rozmiar długu i deficytu. Ciąży też na nim bagaż niezrealizowanych obietnic wyborczych.
We wtorkowym porządku obrad Sejmu głosowanie nad wnioskiem o wotum nieufności dla Andrzeja Domańskiego zaplanowano na godz. 17. Oświadczenia będą wtedy wygłaszać kluby i koła poselskie, co stanie się zapewne okazją do kolejnej debaty o stanie finansów publicznych.
Jednak druga Grecja? Arak: Nie byłem alarmistą, ale teraz idziemy na ścianę
To właśnie ten wątek dominuje we wniosku autorstwa posłów PiS. „Sytuacja polskich finansów publicznych jest dramatyczna, a osobą bezpośrednio odpowiedzialną za nie jest minister finansów i gospodarki Andrzej Domański” – piszą.
„Człowiek od gospodarki” w ogniu krytyki
Domański do polityki wszedł z rynku kapitałowego. Przez wiele lat był zarządzającym funduszami – w towarzystwach Noble Funds TFI i Eques Investment TFI; pełnił też funkcje dyrektora inwestycyjnego i członka zarządu. Ukończył ekonomię na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie i właśnie ze stolicy Małopolski kandydował do Sejmu po raz pierwszy, w 2019 r. – ale bez powodzenia. Cztery lata później startował z listy w Warszawie. Zdobył wówczas 6848 głosów i mandat posła.
Z eksperta, który oceniał stan finansów publicznych (pod jego kierownictwem MF opracowało Białą Księgę Finansów Publicznych, podsumowującą okres rządów PiS), szybko sam zaczął być oceniany.
Główne zarzuty pod adresem Domańskie wysuwane przez opozycję to cztery lata z rzędu z deficytem budżetowym przekraczającym 200 mld zł. W swoim pierwszym projekcie budżetu na 2024 r. Domański zaplanował najpierw deficyt na poziomie 184 mld zł, ale konieczna okazała się nowelizacja, w wyniku której deficyt zwiększono do 240 mld zł, przy czym ostatecznie realizacja wyniosła 211 mld zł. Budżet na 2025 r. zaplanowany został z kolei z deficytem 289 mld zł – według szacunków wykonano go ostatecznie na 276 mld zł. I w 2024 r., i w 2025 r., MF poradziło sobie w ten sposób, że ograniczyło wydatki.
W budżecie na 2026 r. zapisano deficyt na poziomie 272 mld zł. Najnowsze dane o wykonaniu budżetu pokazują, że po wrześniu deficyt wyniósł 172,2 mld zł. Z kolei w projekcie budżetu na 2027 r., deficyt określono na 282 mld zł i jest to najwyższy deficyt budżetowy w historii.
MF pod wodzą Domańskiego powtarza, że wysoki deficyt jest powiązany z wydatkami na wojsko. Ekonomiści odpowiadają: to nie nakłady na obronność są głównym problemem, a duży udział wydatków sztywnych, np. na świadczenia socjalne. Posłowie PiS wypominają z kolei ministrowi Domańskiemu, że nie „dowozi” zaplanowanych dochodów budżetowych.
Deficyt, dług i niespełnione obietnice
We wniosku posłów PiS nie zabrakło też wątku zadłużenia. MF w opublikowanej niedawno Strategii zarządzania długiem sektora finansów publicznych na lata 2027-2030 przyznało, że w 2028 r. naruszony zostanie ostrożnościowy próg określony w ustawie o finansach publicznych – rozmiar państwowego długu publicznego (PDP) netto przekroczy 55 proc. PKB. O konsekwencjach takiego stanu rzeczy pisaliśmy na łamach Zero.pl.
Czytaj więcej: Zbliżamy się do czerwonej linii. Jeśli rząd zaciśnie pasa, odczujemy to w portfelach
Do grona krytyków obecnego kierownictwa MF dołączyła Rada Fiskalna. Powołanie tego gremium, które działa od tego roku, było wypełnieniem unijnego obowiązku posiadania niezależnych instytucji monitorujących kondycję finansową państw członkowskich. Projekt budżetu na 2027 r. był pierwszym, który oceniała Rada. I nie miała ona dobrych wieści dla ministra Domańskiego, bo w opinii napisała m.in.:
Projekt prezentuje trwałą i głęboką nierównowagę finansów publicznych. Nie przedstawia działań, których wdrożenie zapewniłoby rozpoczęcie procesu konsolidacji, a Rada Ministrów nie wykorzystuje sprzyjających warunków gospodarczych do ograniczenia deficytu.
Ministra Domańskiego trapi jeszcze jedno – agencja ratingowa Moody's obniżyła rating Polski (czyli ocenę naszej wiarygodności kredytowej), wskazując na wysokie deficyty sektora finansów publicznych i rosnący dług. Moody's zwrócił też uwagę na impas polityczny na linii Pałac Prezydencki–KPRM, który w ocenie agencji utrudnia rządowi podejmowanie niektórych działań naprawczych, np. podnoszenie podatków w celu zwiększenia wpływów do budżetu (Karol Nawrocki obiecał jeszcze w kampanii wetowanie takich ustaw). Tego właśnie argumentu używa minister Domański jako swojej linii obrony.
Wizerunkowo na korzyść ministra Domańskiego działa fakt, że w tym roku Polska bierze udział we wszystkich spotkaniach grupy G20 i jest nieformalnym członkiem klubu gospodarek-bilionerów. Szef resortu finansów regularnie podkreśla też dobrą krajową koniunkturę i wzrost inwestycji, który wieścił jeszcze na początku tego roku. Zrobił to zresztą także w dniu, kiedy Sejm będzie głosował nad wnioskiem o jego odwołanie.
Ale wyborcy pamiętają też Andrzejowi Domańskiemu niezrealizowane obietnice ze „100 konkretów na 100 dni rządów”, z podniesieniem kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł na czele. Pewnym gestem wykonanym w kierunku elektoratu jest propozycja reformy podatkowej mającej „udobruchać” klasę średnią: próg podatkowy ma wzrosnąć ze 120 tys. zł do 130 tys. zł, zaś osoby zarabiające powyżej 130 tys. zł, ale mniej niż 150 tys. zł mają płacić 24-proc. stawkę podatku zamiast 32 proc. Reformą tą również dziś zajmie się Sejm.

