
Finanse publiczne są na równi pochyłej. Kluczowe wskaźniki wyglądają fatalnie, chociaż w 2025 r. rząd dostał prezent od Brukseli – możliwość wyłączenia wydatków na obronność z oceny poziomów długu i deficytu. Wygląda jednak na to, że go zmarnował. – Pytanie, co będzie po 2028 r., bo tylko do tej daty obowiązuje ta unijna „taryfa ulgowa” – zauważa ekonomista.
- Według prognoz Ministerstwa Finansów, całkowita suma zobowiązań instytucji rządowych i samorządowych (według definicji UE) przekroczy unijny próg ostrożnościowy już w 2026 r.
- Deficyt w ujęciu unijnym też utrzymuje się powyżej progu ostrożnościowego i będzie tak do 2028 r., choć rząd zobowiązywał się wobec Brukseli, że do tego czasu sytuacja będzie opanowana.
- To wszystko stało się mimo tego, że w 2025 r. uzyskaliśmy zgodę KE na to, by nasze wydatki na obronność nie były zaliczane do oceny wskaźników długu i deficytu.
- Rząd odtrąbił wtedy sukces, ale nie potrafił wykorzystać prezentu.
Wiosną 2025 r. Bruksela przychyliła się do postulatu, który jako pierwsza wysunęła na unijnym forum Polska – i ogłosiła, że wydatki na obronność będą wyłączone z oceny poziomów długu i deficytu sektora finansów publicznych państw członkowskich UE.
Liczby, które straszą. Poziom alarmowy zadłużenia jest bardzo blisko
Była to część 5-punktowego planu na rzecz ponownego uzbrojenia Europy (ReArm Europe), zaprezentowanego przez Ursulę von der Leyen. Szefowa KE podkreślała wtedy, że dzięki temu poluzowaniu unijnych reguł fiskalnych członkowie UE będą mogli wydawać więcej na zbrojenia, nie obawiając się, że pogorszą się ich wskaźniki deficytu i długu (liczone według metodologii unijnej) – a przy tym nie będą musieli szukać oszczędności w innych obszarach budżetu, żeby zbilansować rosnące wydatki na obronność.
Mieliśmy szybciej załatać dziurę budżetową
Rząd przedstawiał to jako swój sukces, bo rzeczywiście tzw. unijna klauzula wyjścia, zwana też klauzulą ucieczki, pozwalała na dużą elastyczność. Przypomnijmy, że kryteria ostrożnościowe UE są następujące: deficyt sektora finansów publicznych w danym kraju nie może przekroczyć 3 proc. PKB, a dług sektora finansów publicznych nie może być większy niż 60 proc. PKB.
Duże zakupy sprzętu wojskowego po agresji Rosji na Ukrainę sprawiły, że wiele państw stanęło w obliczu ryzyka przekroczenia tych progów. Polska, która już od 2024 r. była objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu (z uwagi na fakt, że nasza dziura budżetowa przekroczyła wspomniane 3 proc. PKB), liczyła na to, że dzięki klauzuli wyjścia szybciej tę dziurę załata. W średniookresowym planie budżetowo-strukturalnym zobowiązaliśmy się przecież, że do 2028 r. nasz deficyt zmaleje do 2,9 proc. PKB. Klauzula wyjścia dawała spory margines – pozwalała nie zaliczać do wskaźników „zdrowia” finansów publicznych wydatków na obronę nie większych niż 1,5 proc. PKB w czterech kolejnych latach: 2025, 2026, 2027 i 2028.
8 lipca 2025 r. Rada Unii Europejskiej uruchomiła klauzulę względem 15 państw członkowskich: Belgii, Bułgarii, Chorwacji, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Grecji, Litwy, Łotwy, Polski, Portugalii, Słowacji, Słowenii i Węgier.
Polska korzysta więc z tej taryfy ulgowej. Niestety, wskaźnikom deficytu i długu nic to nie pomogło. Rządzący jak mantrę powtarzają, że finanse publiczne wyglądają tak, jak wyglądają, bo się zbroimy, ale zapominają dodać, że te wydatki mieliśmy sobie odliczać.
Taryfa ulgowa od UE nie pomogła
Według rządowej strategii zarządzania długiem, przyjętej wraz z projektem budżetu na 2027 r., prognozowana relacja długu sektora instytucji rządowych i samorządowych (wg definicji UE) do PKB wyniesie 67,6 proc. w 2026 r. i 69,3 proc. w 2027 r. Jak widać, przekroczy dość znacząco unijny próg ostrożnościowy (zwany też wartością referencyjną) relacji długu EDP do PKB na poziomie 60 proc. już w tym roku.
Dług EDP – czyli dług liczony według wytycznych Eurostatu – obejmuje też zobowiązania funduszy pozabudżetowych, funkcjonujących np. w Banku Gospodarstwa Krajowego czy Polskim Funduszu Rozwoju. Tym właśnie różni się od państwowego długu publicznego (PDP).
Ścieżka deficytu też nie wygląda dobrze. Przypomnijmy, w 2028 r. miał wynieść 2,9 proc. PKB – tak deklarował rząd. A co widzimy w strategii zarządzania długiem? Deficyt w tym i w przyszłym roku ma wynieść 7,1 proc. PKB, a w 2028 r. ukształtuje się na poziomie 6,8 proc. PKB.
Gdzie się podziały nasze korzyści z unijnego poluzowania zasad fiskalnych?
– Powstaje pytanie, czy gdyby nie unijna klauzula wyjścia, wskaźniki deficytu i długu nie wyglądałyby dziś jeszcze gorzej – mówi Zero.pl Arkadiusz Balcerowski, ekonomista mBanku. – Kolejne pytanie dotyczy tego, co będzie po 2028 r., bo tylko do tej daty obowiązuje ta „taryfa ulgowa”.
Ekonomista zwraca przy okazji uwagę na coś, czego w polskiej polityce dotąd nie było. Puchnące wskaźniki długu i deficytu sprawiły, że pojawiają się pierwsze pytania, czy nakłady zbrojeniowe muszą być aż tak wysokie.
Gdzie szukać oszczędności? „W ostatnich latach nikt nie ważył się kwestionować wydatków na obronność”
– Widzimy już pewne zmiany w retoryce politycznej dotyczące wydatków na obronność. Na razie słychać to w przekazie stowarzyszenia Morawieckiego (chodzi o Rozwój Plus – red.); zobaczymy, czy to zarezonuje w szeregach innych ugrupowań. Podnoszona jest kwestia tego, czy wydatki na zbrojenia na aż tak dużą skalę są uzasadnione, biorąc pod uwagę ile pewne inwestycje kosztują nie tylko na etapie samego zakupu, co później, w eksploatacji.
– To znacząca zmiana, bo w ostatnich latach nikt nie ważył się nawet kwestionować poziomu tych wydatków – dodaje Arkadiusz Balcerowski. – Być może jeszcze przed przyszłorocznymi wyborami będziemy świadkami początku zwrotu w narracji i postulatów, że może właśnie tu trzeba szukać oszczędności.
Nakłady na obronność w projekcie budżetu na 2027 r. to 198 mld zł i jest to druga największa pozycja wydatkowa.
Ale i w innych obszarach rząd wydaje szerokim gestem, czego przykładem jest tzw. socjal. Według projektu budżetu na 2027 r., świadczenie 800 plus ma pochłonąć 60,8 mld zł, tzw. babciowe – 7 mld zł, a 13. i 14. emerytura – 32,1 mld zł. Może więc ciąć trzeba tam?
– Jeśli chodzi o to, czy tych oszczędności da się poszukać w socjalu, to trzeba pamiętać, że w Polsce w ostatnich latach wydatki na programy społeczne nie były jakoś szczególnie rozdęte w porównaniu do innych krajów UE – ocenia Arkadiusz Balcerowski. – Obecnie mamy problem i ze stroną wydatkową, i dochodową budżetu. W tej pierwszej nie ma żadnego hamulca, ta druga cierpi już od czasów pandemii.
Po nas choćby potop. Rząd zostawi niezły bałagan następcom
W przypadku wydatków na socjal można jeszcze argumentować, że większe transfery do obywateli napędzają konsumpcję, co z kolei wpływa dodatnio na wzrost PKB. Skoro dług i deficyt są licznikami, a PKB mianownikiem, to ten mianownik powinien być jak najwyższy, żeby wskaźniki finansów publicznych wyglądały lepiej. Ale na to są już małe szanse.
– Obecnie ciężko jest oczekiwać, że wyrośniemy z deficytu i długu – stwierdza Arkadiusz Balcerowski. – Nasz wzrost gospodarczy musiałby kształtować się na dużo wyższym poziomie. To raczej moment na to, żeby zacząć myśleć, jak zahamować i wzrost deficytu, i wzrost zadłużenia.
Pytanie, czy to się może udać, skoro rząd nie wykorzystał nawet takiego prezentu, jak dodatkowa przestrzeń fiskalna podarowana mu przez Brukselę.
Może zainteresuje Cię także:

