
Istnieje „bardzo wysokie ryzyko”, że państwowy dług publiczny w 2027 r. naruszy próg ostrożnościowy 55 proc. PKB – alarmuje Rada Fiskalna, zwana „strażnikiem budżetu”. Za tym kryje się realna groźba działań bolesnych dla obywateli: mrożenia płac, ograniczania wzrostu emerytur, podnoszenia podatków. – Rząd powinien stanąć w prawdzie i powiedzieć, że żyjemy ponad stan – mówi Zero.pl ekonomista, dr Marcin Mrowiec.
- Rada Fiskalna oceniła projekt budżetu na 2027 r. I nie ma dobrych wieści dla rządu.
- Zdaniem gremium, w 2027 r. istnieje „bardzo wysokie ryzyko” naruszenia przez państwowy dług publiczny progu ostrożnościowego. To może mieć realny wpływ na portfele Polaków.
- Czy rząd stanie przed koniecznością obniżki świadczeń takich jak 800 plus albo mrożenia płac?
Poznaliśmy opinię do projektu budżetu państwa autorstwa Rady Fiskalnej. To stosunkowo nowe gremium – funkcjonuje od 1 stycznia br. Działa jako niezależny organ monitorujący to, jak rząd wydaje publiczne pieniądze i jak dba o wpływy do budżetu. Na czele Rady stoi Sławomir Dudek, który jako szef Instytutu Finansów Publicznych wielokrotnie nawoływał do prowadzenia odpowiedzialnej polityki budżetowej.
Rząd odkrył karty w sprawie budżetu. Ekspert o „pewnym rozczarowaniu”
Rada Fiskalna ostro o projekcie budżetu na 2027 r.
Rada Fiskalna w ocenie projektu budżetu nie unika mocnych sformułowań: „Projekt prezentuje trwałą i głęboką nierównowagę finansów publicznych” – czytamy.
Przypomnijmy: deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych w 2027 r. ma wynieść 7,1 proc. PKB. W tym scenariuszu przekraczamy unijny próg ostrożnościowy (3 proc. PKB) aż o 4,1 pkt proc. A przecież Bruksela już objęła Polskę procedurą nadmiernego deficytu. Mamy dążyć do jego zmniejszania – do czego zresztą zobowiązał się rząd w „Średniookresowym planie budżetowo–strukturalnym na lata 2025–2028”.
Rada Fiskalna przypomina, że plan ten przewiduje ograniczenie wzrostu wydatków, dzięki czemu w 2028 r. osiągnięte mają zostać dwa cele:
• zmniejszenie deficytu do poniżej 3 proc. PKB;
• rozpoczęcie redukcji długu (w kierunku 60 proc. PKB).
Wiele wskazuje jednak na to, że na zamiarach się skończy.
Góra długu i przyspieszający zegar odsetek
– Cały czas jesteśmy w trybie bardzo intensywnego zadłużania się, a wśród rządzących nie widać refleksji na ten temat; nie widać też refleksji dotyczącej kosztów obsługi tego zadłużenia – mówi Zero.pl Marcin Mrowiec, główny ekonomista Grant Thornton. – Już teraz są one wysokie w scenariuszu bazowym. A jeśli weźmiemy pod uwagę sytuację na Bliskim Wschodzie, to ryzyko rośnie.
Ekonomista przypomina, że ceny ropy naftowej wpływają nie tylko na ceny transportu.
– Drożejące paliwa rozlewają się po kosztach wszystkich towarów i usług. Istotne są również szybujące ceny gazu, zarówno jako nośnika energii, jak i kluczowego składnika w produkcji nawozów sztucznych. W dłuższej perspektywie mówimy więc o całym komponencie energetycznym, który występuje właściwie we wszystkim, co kupujemy.
– Inflacja może ponownie przyspieszyć, dodatkowo znacząco podnosząc koszty obsługi rosnącej góry długu, a to stanowi kolejną warstwę zadłużenia dla finansów publicznych – mówi. – Do tej pory mieliśmy rosnące zadłużenie przy stosunkowo stabilnych kosztach odsetek. Teraz do tego prawdopodobnie dołączy coraz szybciej kręcący się zegar odsetek.
Marcin Mrowiec wskazuje, że Rada Fiskalna rozprawia się przy okazji z pewnym mitem.
– Nie można tłumaczyć postępującego zadłużania się wyłącznie tym, że kupujemy więcej uzbrojenia i dlatego mamy wysoki deficyt. Rada przedstawiła konkretne kalkulacje. Ma dostęp do najlepszych danych źródłowych, dlatego z tymi wyliczeniami nie da się polemizować. Jeśli spojrzymy na okres od 2021 r., to tylko ok. jednej czwartej przyrostu zadłużenia można przypisać wydatkom zbrojeniowym. Reszta wynika między innymi z transferów socjalnych oraz wzrostu płac w sektorze budżetowym.
– Moja konkluzja jest taka, że nie straciliśmy jeszcze całkowicie kontroli nad finansami publicznymi, ale nad strumieniem wydatkowym w dużej mierze już tak – dodaje.
– I jest to wynik licytacji politycznej typu „kto rozda więcej”. Każdy kolejny rok oznacza gromadzenie coraz większej ilości długu, i to w bardzo poważnej sytuacji międzynarodowej. Wystarczy spojrzeć na rentowności obligacji, które idą w górę na całym świecie.
Rosnące rentowności oznaczają, że inwestujący w obligacje skarbowe różnych państw, w tym Polski, oczekują większej premii, czyli wyższych odsetek. To zwiększa koszty obsługi długu.
Dług publiczny blisko czerwonej linii
Rada Fiskalna zwraca też uwagę na bliskość niebezpiecznej granicy. „Ryzyko przekroczenia przez państwowy dług publiczny (PDP) w relacji do PKB w 2027 r. progu 55 proc. jest bardzo wysokie” – ostrzega.
To stwierdzenie, choć brzmi bardzo technicznie, jest dzwonkiem alarmowym dla każdego z nas. Osiągnięcie tego progu oznacza bowiem, że rząd ma obowiązek zacisnąć pasa. Zrobi to, sięgając do kieszeni Kowalskiego.
– Twórcy polskiej konstytucji, a w ślad za nimi twórcy ustawy o finansach publicznych, postanowili wbudować w system pewne zabezpieczenia określające, do jakiego stopnia państwo może się zadłużać – wyjaśnia Marcin Mrowiec.
– Zapisano, że dług publiczny nie może przekroczyć 60 proc. PKB. Aby nie był to ostatni próg, przed którego osiągnięciem „nic się nie dzieje”, wprowadzono również próg ostrożnościowy na poziomie 55 proc. PKB. Jego przekroczenie wymaga od rządzących podjęcia daleko idących działań oszczędnościowych.
– Z mocy ustawy trzeba wówczas wdrożyć określone działania: między innymi zamrożenie płac w sektorze budżetowym czy działania zmierzające do zrównoważenia budżetu, wzrostu podatków lub ograniczenia wydatków.
Marcin Mrowiec, ekonomista
– Te przepisy miały być termometrem pokazującym stan finansów publicznych, a politycy po prostu przesunęli skalę na tym termometrze – dodaje ekspert.
– Istnieją obiektywne i niepodważalne sposoby liczenia tego, co jest deficytem i długiem. Patrzy się na naturę wydatków i na to, kto na końcu ma spłacić zadłużenie. Jest też obiektywna europejska metodologia, ponieważ w przeszłości różne kraje próbowały w tej kwestii „kombinować”. Tymczasem u nas wprowadzono tak zwaną „krajową definicję” deficytu i długu. Problem w tym, że nie obejmuje ona wszystkiego, co z ekonomicznego punktu widzenia jest deficytem i długiem, lecz tylko to, co zostało formalnie wskazane w krajowych przepisach. Jeżeli więc zobowiązania znajdują się na przykład w funduszach zarządzanych przez Polski Fundusz Rozwoju czy Bank Gospodarstwa Krajowego, a nie w budżecie, formalnie nam nie ciążą.
– Jednak nawet przy tak „przesuniętej skali” wspomniany próg może zostać osiągnięty najpóźniej pod koniec 2027 r., a może wcześniej. Rada Fiskalna mówi o tym expressis verbis – podkreśla ekonomista.
Rząd sięgnie do naszych kieszeni?
Pytamy zatem naszego rozmówcę, jak w takiej sytuacji ma zareagować odpowiedzialny rząd. Czy powinien zmniejszyć świadczenia takie jak 800 plus, czy może zamrozić waloryzację rent i emerytur? Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim nie miał co do tego wątpliwości. „Teoretycznie tak powinniśmy wtedy zrobić” – stwierdził.
– Po to mamy demokrację, żeby o takich sprawach dyskutować – mówi Marcin Mrowiec. – Rząd powinien przede wszystkim stanąć w prawdzie i powiedzieć, że żyjemy mocno ponad stan.
I apeluje: – Odpowiedzialny rząd powinien pokazać rzeczywisty stan finansów publicznych, a pozostałe partie powinny przestać grać w grę polegającą na tym, że kiedy rząd mówi „musimy oszczędzać”, to opozycja odpowiada: „a my damy więcej, bo za naszych czasów dawało się więcej i budżet jakoś się spinał”.
W budżecie na 2027 r. zabezpieczono m.in. środki na:
- 800 plus – 60,8 mld zł;
- babciowe – 7 mld zł;
- 13. i 14. emeryturę – 32,1 mld zł;
- waloryzację emerytur i rent – 19 mld zł;
- podwyżkę pensji pracowników budżetówki i nauczycieli (wraz z pochodnymi) – ok. 7,8 mld zł.

