
W Sejmie rozpoczęło się pierwsze czytanie projektu budżetu na 2027 r. Przedstawił go minister finansów i gospodarki Andrzej Domański, który musiał zmierzyć się z falą krytyki ze strony opozycji. Zbigniew Kuźmiuk z PiS w swoim wystąpieniu zwracał się do szefa MF per „Andrzej Dziura”, Mateusz Morawiecki z Rozwoju Plus mówił o dziurawym durszlaku, a lider Nowej Nadziei Sławomir Mentzen o słoniu.
- Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański powiedział w Sejmie, że projekt budżetu na 2027 r. „rozważnie łączy bieżące potrzeby społeczno-gospodarcze i geopolityczne z wizją rozwoju Polski”.
- Posłowie opozycji w swoich wystąpieniach nie zostawili jednak na szefie MF i na przyszłorocznym budżecie suchej nitki.
- Zbigniew Kuźmiuk wskazał, że suma deficytów za rządów Koalicji 15 października przekracza 1 bln zł, Mateusz Morawiecki porównał budżet do dziurawego durszlaka, a Sławomir Mentzen stwierdził, że w MF jest wielki słoń, którego nikt nie widzi, za to na Titanicu trwa bal.
Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański przedstawił w Sejmie główne założenia projektu budżetu na 2027 r., w którym dochody zostały zaplanowane na poziomie 696,4 mld zł, wydatki mają wynieść 977,6 mld zł, a deficyt ma nie przekroczyć 281,2 mld zł. Domański wskazał, że deficyt jest podobnych rozmiarów jak w latach poprzednich, co wynika z wydatków na bezpieczeństwo, wysokiego udziału wydatków sztywnych oraz wzrostu kosztów obsługi długu publicznego.
Czytaj także: Okręt zadłużenia nabiera wody. Rząd ma poważny problem
Projekt budżetu na 2027 r. w Sejmie
W ocenie ministra konstrukcja budżetu ma pozwolić Polsce realizować nowy model rozwoju gospodarczego, bo ten, który przez blisko cztery dekady pozwalał nam doganiać rozwinięte gospodarki, musi się zmienić.
– Dlatego, planując wydatki, skupiliśmy się na realizacji zadań państwa i obsłudze jego zobowiązań, jak i zapewnieniu finansowania działań na rzecz długoterminowego wzrostu gospodarki – tłumaczył Domański. – Znaczna część wydatków została zaplanowana na działania o długofalowym znaczeniu, które będą budować przewagi konkurencyjne na kolejne i lata i kolejne dekady.
– Przedkładany projekt ustawy budżetowej na rok 2027 to projekt, który rozważnie łączy bieżące potrzeby społeczno-gospodarcze i geopolityczne z wizją rozwoju Polski – dodał, apelując do posłów o merytoryczną debatę nad budżetem. Jak się okazało, temperatura dyskusji była bardzo wysoka.
Przydomek i karta kredytowa dla ministra Domańskiego
– To już czwarty projekt budżetu przedstawiany przez ministra Andrzeja „dziurę” Domańskiego – zaczął swoje wystąpienie poseł Zbigniew Kuźmiuk z PiS. – Mam nadzieję, a nawet jestem przekonany, że to już ostatni projekt, który pan minister przedstawia. To projekt z najwyższym poziomem deficytu, 282 mld (zł – red.). Przypomnę tylko dla porządku, że w 2024 r. wykonany deficyt to 211 mld, w poprzednim 276, w tym planowany 272, no i ten na następny rok: 282 – wyliczał.
– Sama suma deficytów budżetowych, panie ministrze „dziura” Domański, to ponad bilion złotych. To jedynka i 12 zer – podsumował poseł Kuźmiuk.
– To wasze powiedzenie „nie gadamy, robimy”, trzeba zmienić na „nie gadamy, zadłużamy”, i to bardzo intensywnie – stwierdził.
Na koniec swojego wystąpienia poseł Kuźmiuk powiedział, że analiza projektu budżetu skłania go do złożenia wniosku o jego odrzucenie w pierwszym czytaniu, wraz z towarzyszącą mu ustawą okołobudżetową. – A także chciałbym, aby w imieniu naszego klubu pan minister przyjął kartę bankomatową, na której jest wyraźnie napisane, że limit wypłat z tego bankomatu już dawno się skończył – dodał.
W tym momencie posłowie PiS zebrani na sali plenarnej wręczyli Andrzejowi Domańskiemu wielką kartę kredytową w kolorze czarnym z czerwonym napisem „Limit przekroczony”.
Morawiecki: Rozbój w biały dzień
– To jest rozwój? To jest rozbój w biały dzień, co wy robicie tam, w Platformie Obywatelskiej – mówił z kolei Mateusz Morawiecki z Rozwoju Plus, obiecując, że jego ekipa „przyjdzie i rozbije” obecne marnotrawstwo. Ocenił też, że koalicja rządząca sypała piach w tryby machiny rozwoju stworzonej przez jego rząd i dlatego w budżecie są teraz rekordowe luki.
Według Morawieckiego budżet jest „dziurawy jak durszlak”, bo nie zapewnia finansowania „podstawowych potrzeb Polaków”. Wskazał w tym kontekście na służbę zdrowia. – Sypie się na naszych oczach – skwitował.
O zbyt niskich wydatkach na służbę zdrowia mówił też Adrian Zandberg z partii Razem. – Trzy lata temu obiecaliście krótsze kolejki do lekarza, ludzie chcą je zobaczyć – zwrócił się do rządu z sejmowej mównicy, oceniając, że konstrukcja przyszłorocznego budżetu wróży, że te kolejki będą jeszcze dłuższe.
Według Adriana Zandberga rządzący nie chcą narazić się bogatym, o czym ma świadczyć niechęć do likwidacji przywilejów podatkowych, takich jak fundacje rodzinne, a oszczędza na „zwykłych ludziach, nauczycielach, pracownikach budżetówki”.
Mentzen o słoniu w ministerstwie
Lider Nowej Nadziei Sławomir Mentzen na początku swojego wystąpienia ocenił, że Andrzej Domański w swoim wystąpieniu podał „nieprawdziwe dane” i „sfałszowane prognozy”.
– A co najciekawsze, robił to w towarzystwie olbrzymiego słonia – dodał. – Mamy w tej sali takiego ogromnego słonia, który merda ogonem, macha uszami, wachluje się uszami, trąbą macha i udajemy, że go nie ma. Macie w ministerstwie olbrzymiego słonia, o którym wam dzisiaj opowiem.
Lider Nowej Nadziei ironizował też na temat rekordów budżetu:
– Tradycyjnie mamy już rekordowe odsetki, rekordowy poziom długu, rekordowy poziom deficytu.
Następnie wypomniał rządzącym, że przez lata krytykowali politycznych poprzedników za ukrywanie zadłużenia w funduszach pozabudżetowych (w BGK czy PFR), a teraz robią to samo.
– W tym roku mamy ukryte rekordowe 589 mld zł. To wzrost o 80 mld względem 2026 – wyliczał Mentzen. – Co więcej, zapowiedzieliście, że będziecie to robić jeszcze bardziej, że ukryty dług do 2030 r. ma wzrosnąć o 1 bln zł.
Jak dodał, choć MF pokazało wprost w prognozach, że finanse państwa płyną na górę lodową, wszyscy klaszczą, a na Titanicu gra orkiestra.
Czytaj także: Zbliżamy się do czerwonej linii. Jeśli rząd zaciśnie pasa, odczujemy to w portfelach
Co dalej z budżetem?
Krytykę posłów opozycji odpierał minister Andrzej Domański, który nazwał zarzuty pod adresem budżetu „kuglarstwem”. Przypomniał też politykom PiS-u, że zostawili gospodarkę z zerowym wzrostem (realny wzrost PKB Polski w 2023 r. wyniósł po korekcie 0,1 proc.).
Po uchwaleniu ustawy budżetowej w Sejmie marszałek przekaże ją do Senatu. Jeśli senatorowie zaproponują do niej poprawki, ustawa wróci do izby niższej polskiego parlamentu, która przyjmie poprawki lub je odrzuci. Po zakończeniu procedury w parlamencie, ustawa budżetowa zostanie przekazana do Prezydenta RP. Karol Nawrocki będzie miał siedem dni na jej podpisanie.
Prezydent nie może zgłosić weta do ustawy budżetowej, ale może skierować ją (po podpisaniu) do Trybunału Konstytucyjnego, by ten zbadał jej zgodność z ustawą zasadniczą w trybie tzw. kontroli następczej. Karol Nawrocki zrobił tak już w przypadku tegorocznego budżetu.