Reklama
Świat

Na skraju przepaści. Świat na łasce i niełasce kupieckiej mentalności Trumpa

Donald Trump wychodzi z założenia, że nie potrzebuje prawa międzynarodowego, a jedynymi ograniczeniami jego globalnych decyzji są jego własna moralność i umysł. A więc hulaj dusza, piekła nie ma, a interes amerykański stoi ponad prawem.

Piotr Ikonowicz
Opinia autorstwa: Piotr Ikonowicz
Dzisiaj 08:59
6 min
Donald Trump i Kim Dzong Un podczas historycznego spotkania w strefie zdemilitaryzowanej. (fot. Donlad Trump i Kim Dzong Un: SHEALAH CRAGIHEAD/PAP / Kanał Zero)
TYLKO NA

Deklarowana przez Donalda Trumpa przyjaźń z Kim Dzong Unem miała przyczynić się do skrócenia i ograniczenia skali wspólnych dorocznych ćwiczeń armii Stanów Zjednoczonych z armią Korei Południowej. Dodatkowo Trump decyzję o skróceniu wspólnych manewrów uzasadnił wysokimi kosztami, które ponoszą USA i faktem, że Seul odmówił Waszyngtonowi drobnej przysługi, jaką miała być pomoc w wojnie z Iranem.

Utrata zaufania

Wbrew temu pojednawczemu gestowi w kierunku Korei Północnej stosunki amerykańsko-północnokoreańskie nie są wcale ciepłe. Oświadczenie o zbliżeniu z Kimem jest, jak to często u Trumpa bywa, zaklinaniem rzeczywistości. Korea Północna nie potrzebuje tak bardzo dobrych stosunków z USA, skoro ma już innego protektora – Rosję. Poza tym ten kraj, łamiący wszelkie możliwe prawa człowieka, właściwie nie cierpi z powodu sankcji międzynarodowych, bo je bardzo skutecznie omija.

Czytaj także: Trump zagroził Iranowi „gospodarczym D-Day”. Jest odpowiedź Teheranu

Skrócenie ćwiczeń to gest, który osłabia wiarę regionalnych partnerów – Korei Południowej, Japonii czy Tajwanu – w amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa. Skoro manewry są za drogie, to co dopiero wojna w obronie tych państw w wypadku napaści ze strony Korei Północnej czy Chin? 

Reklama
Reklama

Gwałtowne zużycie pocisków (do systemów Patriot i THAAD) w wojnie z Iranem zmusiło Pentagon do wycofywania części tarczy z Korei Południowej, co bezpośrednio budzi obawy o osłabienie bezpieczeństwa również w kontekście Tajwanu.

Mniej Ameryki w Europie

Niekonsultowana z nikim napaść na Iran, która, jak na razie, okazała się raczej obnażeniem słabości niż pokazem siły, rozpoczęła proces demontażu światowego systemu bezpieczeństwa opartego na gwarancjach USA. Nie dość, że zużyto większość zasobów pocisków o strategicznym znaczeniu, to w wyniku kolejnych odmów przyłączenia się do tej wojny napastniczej Trump również europejskim krajom NATO coraz częściej ogłasza: „radźcie sobie sami”. 

Rozpoczął się proces wycofywania części amerykańskiego kontyngentu w Europie. Pentagon zdecydował o redukcji liczby Brygadowych Zespołów Bojowych w Europie z czterech do trzech oraz planuje zmniejszenie liczby myśliwców i okrętów wspierających misje NATO.

Najbardziej niepokojące są jednak deklaracje prezydenta USA o możliwym wycofaniu się tego kraju z NATO. Część komentatorów uważa to za instrument nacisku na kraje europejskie, by więcej wydawały na zbrojenia. Jednak sam prezydent USA podkreśla, że może to być kara za nieprzyłączenie się europejskich członków NATO do wojny z Iranem.

Reklama
Reklama

Czy dla nas wystarczy?

Przeciwko pociskom balistycznym używanym przez Rosję w wojnie z Ukrainą najskuteczniejszą, a właściwie jedyną skuteczną bronią są pociski systemu Patriot. Dzisiaj Ukraina nie ma już tych pocisków, co czyni ją bezbronną wobec ataków rakietowych. Kiedy je jeszcze miała, to – gospodarując bardzo oszczędnie – zużywała ich 60 miesięcznie. Polska ma na składzie 200 pocisków do systemu Patriot, co w wypadku konfliktu mogłoby wystarczyć na trzy miesiące „oszczędnej” obrony. Po następne dostawy stoimy w długiej kolejce. Przed nami są państwa Zatoki Perskiej i Izrael. Nasuwa się kolejkowe pytanie z czasów PRL-u: po ile dają i czy dla nas wystarczy?

Sprawdź również: Drony w przestrzeni powietrznej dwóch krajów. „Poważne naruszenie suwerenności”

Podwójna moralność Trumpa

Deklarowanym celem wojny z Iranem jest jego denuklearyzacja. Tymczasem Korea Północna, z którą stosunki Trump próbuje ocieplać, jest nieobliczalnym, despotycznym reżimem, który w najlepsze rozwija swój program broni jądrowej. 

O stosunku Trumpa do zagadnienia praw człowieka świadczy jego reakcja na śmierć amerykańskiego studenta Otto Warmbiera, który podczas wycieczki do Korei Północnej został skazany na 15 lat ciężkich robót za kradzież plakatu propagandowego. Kiedy po 17 miesiącach tortur odesłano go do Stanów, znajdował się w stanie śpiączki i wkrótce zmarł. Na konferencji prasowej po spotkaniu w Hanoi z Kim Dzong Unem Trump był pytany, czy omawiał z północnokoreańskim przywódcą kwestię Warmbiera. W odpowiedzi prezydent zacytował Kima, który ponoć mówił mu, że o tym nie wiedział, a następnie stwierdził – „i ja mu wierzę”. Pochwalił również przywództwo Kima.

Reklama
Reklama

Może Cię zainteresować: Zmasowany atak Rosji na Ukrainę. Wzrosła liczba ofiar, ogłoszono żałobę

W tym kontekście twierdzenie Trumpa, że napadł na Iran, bo ten kraj łamie prawa człowieka, brzmi jak ponury żart.

Interes amerykański ponad prawem międzynarodowym

Po II wojnie światowej przez dziesięciolecia jedną z gwarancji pokoju i bezpieczeństwa było prawo międzynarodowe. Napaść na Iran była złamaniem tego prawa. Donald Trump, pytany o to w wywiadzie dla „The New York Times”, oświadczył, że nie potrzebuje prawa międzynarodowego, a jedynym ograniczeniem jego globalnych decyzji jest jego własna moralność i umysł.

A więc hulaj dusza, piekła nie ma, a interes amerykański stoi ponad prawem. W kupieckiej mentalności Trumpa gwarantowanie bezpieczeństwa i pokoju międzynarodowego się po prostu nie opłaca. Czego nie rozumiecie? Jesteście sami i musicie sobie radzić, bo równie dobrze może się jeszcze okazać, że przyjaciel Kima i Putina uzna, że nie tylko nie warto was bronić, ale że warto was napaść. Jak już się upora z Grenlandią (Danią) i Kanadą.

Źródło: Zero.pl
Piotr Ikonowicz
Piotr IkonowiczDziałacz społeczny, polityk, dziennikarz, poseł na Sejm II i III kadencji, przewodniczący Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, socjalista - autor zewnętrzny