Dopóki zachowania polityków ocenia się przede wszystkim przez pryzmat podziału „nasi kontra oni”, a nie według tych samych zasad dla wszystkich, wiele rzeczy uchodzi politykom na sucho. W Sejmie można więc szczekać, miauczeć, jeść sałatki, krzyczeć głosem papugi: „bałwan”... Byle tylko miauczeć i szczekać z właściwych pozycji. Także w sporze o Macieja Berka trzeba szczekać na wrogów premiera albo szczekać razem z PiS. Oto przesłanie Donalda Tuska do swoich zwolenników z bańki wiary w lepszą Polskę: ogarnijcie się, szczekamy zgodnie z przekazem dnia. Indywidualiści mogą miauczeć, ale w treści nie zmienić ani linijki.
Sprawa „prawej ręki Donalda Tuska” przebiega nie tylko wokół osi: „źli” pisowcy, „dobrzy” demokraci z KO. Przede wszystkim przebiega wokół osi: „dobrzy” demokraci z KO i „źli” demokraci z KO. Ci od Tuska. I wszystko się rujnuje. Naturalnym wrogiem „opcji demokratycznej” byli pisowcy. Skoro jednak od 2023 roku pisowcy są w opozycji, nie sposób przedstawiać każdej chamówy władzy jako kroku na rzecz budowy Polski autorytarnej.
Czytaj także: Sejm zdecydował w sprawie Berka w Trybunale Konstytucyjnym
Mur niezgody
Pierwszym poważnym zakrętem do wzięcia okazała się sprawa zapory na granicy z Białorusią. Liczne organizacje pozarządowe, w tym tak szacowne jak Helsińska Fundacja Praw Człowieka, z satysfakcją powitały klęskę wyborczą PiS i stworzenie rządu „15 października”. Już pół roku później Fundacja uderzała w alarmistyczne tony, bo władzy nawet nie chciało się odpowiadać na jej listy:
„Zawracanie cudzoziemców do linii granicy na podstawie par. 3 ust. 2b tzw. Rozporządzenia Granicznego (tj. rozporządzenia MSWiA w sprawie czasowego zawieszenia lub ograniczenia ruchu granicznego na określonych przejściach granicznych) jest nielegalne. Tak wynika z orzecznictwa polskich sądów administracyjnych. Stanowisko sądów jest konsekwentnie ignorowane przez Straż Graniczną i nowy polski rząd. Zapora graniczna nie stoi na granicy – pomiędzy zaporą a rzeczywistą linią granicy, na całej jej długości, jest pas ziemi polskiej o szerokości co najmniej 1,2 m. Ktokolwiek znajdzie się w tym pasie, np. bezpośrednio przy zaporze, przebywa już na terytorium Polski, podlega polskiemu prawu i jurysdykcji polskich organów, w tym przede wszystkim jurysdykcji Straży Granicznej”.
I nic z tego nie wynikło, pushbacki dalej są normą. Frustracją działaczy nikt się w rządzie nie przejmuje.
Zanim mleko się wylało
Aż osiem instytucji tego typu jak HFPC, czyli instytucji stroniących od języka nawiedzonych aktywistów, stanowiących jeden z bastionów protuskowej walki z PiS, buczało zatem w sprawie Macieja Berka, zanim mleko się wylało:
„Droga do odpolitycznienia Trybunału wiedzie bowiem jedynie poprzez wybór do niego osób dających gwarancję apolityczności. Gwarancji takich nie daje osoba nazwana przez premiera jego prawą ręką i kierowana do Trybunału w celu realizacji planu rządu”.
I tak dalej.
Zwraca uwagę, że w czasach rządów Zjednoczonej Prawicy te same organizacje krytykowały ówczesny rząd (często zupełnie słusznie) i tak samo były ignorowane. Natomiast nie krytykowały rządu „pisowskie” fundacje praw człowieka itp., tylko te niepisowskie. Dlaczego? Bo były na garnuszku rządzących? Bo kochały PiS? Odpowiedź jest jeszcze prostsza. Helsińska Fundacja, Fundacja Batorego, Instytut Spraw Publicznych czy Forum Obywatelskiego Rozwoju to organizacje dominujące na „rynku idei”.
A są to wszystko organizacje, dla których było oczywiste: polska prawica jest generalnie zagrożeniem dla cywilizacyjnego rozwoju kraju, polska euroliberalna centrolewica zaś jego promotorem. Otwierają chętnie pole do debaty, niemniej jest to debata przy milczącym założeniu: zagrożenie jest TAM, rozwiązanie u nas. Społeczeństwo obywatelskie, tolerancja i humanitaryzm, walka z nacjonalizmem, świeckie państwo...
Polecamy również: Szefernaker ostrzega przed AfD. „To jest dla nas problem”
Strażnicy czasów
Tak się w Polsce zrobiło, a nie inaczej, że prawica nie dorobiła się poważnych organizacji mających podobne wpływy (wraz z przekonaniem o własnej wartości). Nic dziwnego, że również w obecnym konflikcie o skład TK prawicowe, autonomiczne organizacje pozarządowe siedzą cicho (albo po prostu nie istnieją!). Głos mają organizacje, by tak powiedzieć, ze starego portfela. Strażnicy czasów, w których było jakoś oczywiste, kto ma rację, a kto jej nie ma.
I temu właśnie sektorowi D. Tusk wali prętem w budę. Możecie szczekać i miauczeć, ale polityka dorosłych chłopców jest w moich rękach, dzieciuchy.
Następny etap rozgrywki sektora „społeczeństwa obywatelskiego” z rządem KO? Prawdopodobnie kapitulacja sektora w walce z D. Tuskiem. I nadzieja, że znowu PiS wygra wybory. Westchnie się z ulgą i znowu będzie się broniło nienaruszalnych zasad w walce z tymi, z którymi walczyło się łatwo.


