Reklama
Reklama

Reklama

Wybory na Węgrzech. Orbán walczy o władzę, a gospodarka staje się kluczowa

Reklama
TYLKO NA

Niewielkie państwo Europy Środkowej, liczące niespełna dziesięć milionów mieszkańców, bez znaczących zasobów energetycznych i strategicznego znaczenia geopolitycznego, znalazło się w centrum uwagi Zachodu. Wszystko za sprawą zbliżających się wyborów parlamentarnych zaplanowanych na 12 kwietnia. Czy międzynarodowe alianse konserwatystów, na których liczy premier Viktor Orbán, zaważą na wyniku?

Dallas,,Tx,-,August,4,,2022:,Prime,Minister,Of,Hungary
Czy międzynarodowe alianse konserwatystów, na których liczy premier Viktor Orbán, zaważą na wyniku? (fot. Shutterstock / Shutterstock)
  • Wizyta J.D. Vance’a i wsparcie międzynarodowych konserwatystów nie muszą przełożyć się na wynik wyborów na Węgrzech.
  • Rosnące poparcie dla Pétera Magyara wynika głównie z niezadowolenia gospodarczego po 16 latach rządów Orbána.
  • Inflacja, spadek siły nabywczej i problemy usług publicznych dominują w decyzjach wyborców, wypierając tematy ideologiczne.

Reklama

Węgry od lat postrzegane są jako swoiste „laboratorium nieliberalne”, które inspiruje część środowisk konserwatywnych na świecie. Taką narrację podtrzymał premier Viktor Orbán podczas niedawnej konferencji Conservative Political Action Conference (CPAC).

W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele nurtów konserwatywnych z różnych krajów, m.in. prezydent Argentyny Javier Milei, premier Gruzji Irakli Kobakhidze, lider Serbów w Bośni Milorad Dodik, a także europejscy politycy, jak Alice Weidel czy Herbert Kickl.

– Węgry są najtwardszym bastionem sił narodowo-konserwatywnych w Unii Europejskiej – przekonywał podczas CPAC Orbán. Jednocześnie podkreślił, że nadchodzące wybory mają kluczowe znaczenie nie tylko dla kraju, ale i dla przyszłości Europy. – Jeśli wygramy, nie tylko obronimy Węgry, ale także przełamiemy dominację progresywnych elit w Brukseli – podkreślał węgierski polityk.


Reklama

Na kilka dni przed wyborami do Budapesztu przybył wiceprezydent Stanów Zjednoczonych JD Vance, deklarując poparcie dla Orbána. Jego wizyta od początku budziła wątpliwości obserwatorów, szczególnie w kontekście słabszych wyników urzędującego premiera w sondażach.


Reklama

Mimo spekulacji o możliwym odwołaniu wizyty, samolot Air Force Two wylądował na lotnisku im. Ferenca Liszta. Podczas wspólnego wystąpienia Vance podkreślił, że administracja Donalda Trumpa wspiera walkę Węgier o „wolność i suwerenność”.

– Podziwiamy was i waszą determinację. Chcemy zwycięstwa Viktora Orbána – mówił do zgromadzonych zwolenników partii Fidesz. Jednocześnie zaznaczył, że jego obecność nie jest bezpośrednią ingerencją w wybory, apelując do wyborców, by „słuchali serca, a nie biurokratów z Brukseli”.

Reklama hazardu za publiczne pieniądze. Psycholog punktuje zagrożenia


Reklama

Międzynarodowy sojusz konserwatystów: realne wsparcie czy polityczny teatr?

Do prób stworzenia międzynarodowego sojuszu konserwatystów sceptycznie odnosi się dr Ilona Gizińska, specjalistka polityki węgierskiej z Ośrodka Studiów Wschodnich. Obecność J.D. Vance’a w Budapeszcie, w opinii Gizińskiej, nie zaważy na ostatecznym wyniku wyborów.


Reklama

– To nie jest właściwy kierunek interpretacyjny. Myślę, że ewentualna wygrana Tiszy byłaby wypadkową pewnej świeżości nowej opcji politycznej, a przede wszystkim nowej propozycji gospodarczej po 16 latach rządów Victora Orbána – uważa w rozmowie z Zero.pl Ilona Gizińska.  

Węgry bowiem borykają się z istotnymi problemami ekonomicznymi, wciąż wysoką inflacją i co za tym idzie, spadkiem siły nabywczej Węgrów.

– Magyar obiecał odmrożenie środków unijnych. Tisza obiecuje reformy w kierunku praworządności, które pozwolą pozyskać brukselskie środki. To w dużej mierze może pozwolić pobudzić węgierską gospodarkę, podwyższyć PKB, stymulować produkcję przemysłową, która ostatnio stagnuje – wylicza ekspertka OSW.


Reklama

Wedle Gizińskiej, węgierski wyborca coraz mniej interesuje się międzynarodowymi aliansami konserwatystów, a bardziej kondycją ekonomiczną poszczególnych gospodarstw domowych. Ponadto Węgrzy zauważają coraz gorzej funkcjonującą służbę publiczną, szkoły oraz szpitale.


Reklama

Olej roślinny jako paliwo do diesla. Pomysł wrócił w obliczu cen ropy

Spór o przyszłość Europy. Węgry między Brukselą a suwerennością

Podczas konferencji prasowej Vance ostro skrytykował instytucje unijne, oskarżając je o ingerencję w węgierską politykę wewnętrzną. W jego ocenie działania „biurokratów z Brukseli” miały przyczyniać się m.in. do wzrostu cen.


Reklama

Wiceprezydent odniósł się również do wojny w Ukrainie, chwaląc stanowisko Budapesztu jako bardziej „konstruktywne” w kontekście dążenia do pokoju. Węgierski rząd od miesięcy utrzymuje chłodne relacje z Kijowem, a Orbán oskarża Ukrainę o działania wymierzone w interesy jego kraju.


Reklama

W tle kampanii pojawiają się także kontrowersyjne materiały propagandowe, przedstawiające prezydenta Ukrainy Wołodymyr Zełenski oraz węgierskiego opozycjonistę jako zagrożenie dla kraju.

Najpoważniejszym rywalem Orbána jest lider centroprawicowej partii Tisza, Péter Magyar. W przeciwieństwie do premiera, który skupiał się na polityce międzynarodowej, Magyar prowadził intensywną kampanię w terenie, korzystając z rosnącego poparcia w sondażach.

Podczas jednego ze spotkań wyborczych skrytykował wizytę amerykańskiego polityka, apelując o powstrzymanie się zagranicznych państw od ingerencji w wybory.


Reklama

– Ten apel kieruję zarówno do Moskwy, Brukseli, jak i Waszyngtonu – podkreślił. Jednocześnie zasugerował, że wizyta Vance’a może mieć inne, nieujawnione motywy.


Reklama

Kampania wyborcza na Węgrzech odzwierciedla głębszy spór o kierunek polityczny całej Europy. Orbán, który rządzi krajem od 2010 r., wielokrotnie podkreślał, że kluczem do jego sukcesów jest konsekwentna realizacja własnej strategii politycznej.

Teraz jednak stanie przed najpoważniejszym wyzwaniem od lat. Ostateczny werdykt wyborców pokaże, czy jego wizja „nieliberalnej demokracji” nadal ma silne poparcie społeczne czy też Węgrzy przyjmą propozycję polepszenia swojej kondycji ekonomicznej.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Marcin Darmas
Marcin DarmasDziennikarz

Reklama