Reklama
Reklama

Reklama

Olej roślinny jako paliwo do diesla. Pomysł wrócił w obliczu cen ropy

Reklama

Gdy cena paliwa do silnika Diesla sięgnęła 9 zł, z wielkim impetem powrócił temat zasilania olejami roślinnymi – takimi zwykłymi, z supermarketu. Ostatnio w jednym z dyskontów była promocja, trzy litry za 9,99 zł.

olej-po-frytkach
(fot. Pixabay - Markuss Piske)
  • Bardzo wysokie ceny paliw sprawiły, że znów wzrosło zainteresowanie alternatywami – zwłaszcza dla silników Diesla używanych w ciężarówkach, autobusach czy innych ciężkich pojazdach.
  • Zasilanie olejem roślinnym (także przepracowanym) jest nielegalne, jeśli nie odprowadzamy od niego akcyzy.
  • Nielegalne – ale może być opłacalne, tyle że dotyczy to bardzo wąskiej grupy hobbystów. Przeciętny użytkownik nowoczesnego auta raczej nie skorzysta. 

Reklama

Technicznie nie ma przeciwwskazania, żeby silnik o zapłonie samoczynnym znany jako silnik Diesla pracował na oleju roślinnym. W wielu krajach tzw. biodiesel, czyli paliwo składające się z oleju roślinnego uzupełnionego o specjalne dodatki można normalnie tankować z dystrybutora. W Stanach Zjednoczonych, gdzie jest to dość popularne, cena paliwa oznaczonego jako B99 albo B100 wynosi o 60 centów za galon więcej niż normalnego oleju napędowego (ok. 55 groszy na litrze). W Brazylii od połowy zeszłego roku udział biodiesla to już 15 proc. zawartości paliwa. Ponoć decyzja o zwiększeniu udziału biokomponentu istotnie ogranicza import paliw do Brazylii i sprawia, że kraj pozostaje samowystarczalny w tej kwestii.

W Polsce mamy obowiązkową dolewkę bioestrów do oleju napędowego

Maksymalnie to 7 proc. zawartości – kiedyś było mniej, ale zwiększono w ramach stawiania na zrównoważony rozwój, ekologię itp. Tworzy to fascynującą sytuację, w której jazda na paliwie z dodatkiem biodiesla jest zarazem obowiązkowa, jak i nielegalna, ponieważ nie możemy dolać sobie do baku oleju spożywczego ze względu na przepisy o podatku akcyzowym. Jednak obecna różnica między ceną litra oleju napędowego a oleju spożywczego zachęca do takich działań.

Czy to w ogóle możliwe? Czy silnik się rozpadnie?

Im starszy diesel – tym lepiej zniesie jazdę na oleju rzepakowym. Użytkownicy starych ciągników czy maszyn roboczych mogą kontynuować to, co robią i tak już od dawna: wlewać połowę oleju napędowego, połowę roślinnego i jeszcze dodatek oleju smarnego do dwusuwów.


Reklama

Najważniejsze aby pamiętać, że olej roślinny jest „suchy”, czyli nie smaruje, więc łatwo zatrzeć pompę wtryskową. Poza tym ma on tendencję do pozostawiania osadu w głowicy oraz jest zupełnie nieodporny na niskie temperatury. Olej napędowy ma dodatki zapobiegające wytrącaniu się parafiny, w oleju roślinnym ten problem trzeba zwalczać, stosując podgrzewacz paliwa.


Reklama

Tu pojawiają się rozmaite, czasem szalone pomysły. Znalazłem użytkownika, który sam zmontował podgrzewacz w postaci drutu owijającego przewód paliwowy z olejem roślinnym, zasilany z impulsu dla świec żarowych. Najlepiej spala się olej roślinny o temperaturze 70-80 stopni, zimny będzie zatykał pompę wtryskową. Teoretycznie więc należałoby stworzyć instalację, która włącza się przy danej temperaturze, dodając oleju roślinnego do napędowego, a rozruch odbywałby się na oleju napędowym. 

To mogłoby działać w starym samochodzie, ale wycinałoby potencjalne oszczędności

Prawda jest taka, że niektórzy decydują się po prostu wlać olej roślinny do baku jako „tani dodatek”, uznając że poniżej pewnej zawartości silnik jeszcze da sobie radę. W żadnym razie nie wolno tego robić w przypadku nowoczesnych diesli – czyli odpada pewnie 95 proc. silników w autach osobowych obecnie, bo znaleźć coś działającego bez common rail i wtrysku wysokociśnieniowego to już trudna sprawa. Zasilania takim paliwem nie wytrzyma turbodiesel – turbosprężarka jest bardzo delikatnym urządzeniem, a spalanie oleju rzepakowego pozostawia zanieczyszczenia, które uszkodzą wirnik czy nastawnik od turbo. 

Ponadto jako paliwo lepiej nadaje się olej przepracowany, czyli tzw. „po frytkach” – jest rzadszy i silnik łatwiej go przepali. Wtedy podczas pracy za samochodem unosi się charakterystyczny aromat. Jednak choć to zakazane (bo korzystamy z paliwa bezakcyzowego), takie „przestępstwo skarbowe” pozostaje prawie niemożliwe do wykrycia. Policja właściwie nie kontroluje zawartości zbiorników paliwa w samochodach osobowych, jeśli już to zdarza się to w przypadku ciężarówek czy ciągników rolniczych. 


Reklama

W ostatnich tygodniach temat powrócił ze względu na ceny paliw

W pewnym momencie mieliśmy już cenę 9 zł za litr oleju napędowego, teraz jest to ok. 7,60 zł. Jeśli ktoś ma odwagę pomieszaną z szaleństwem i starego diesla do napędzania, może w teorii tankować o 1/4 taniej, przy założeniu że wlewa się mieszankę oleju roślinnego i napędowego w proporcji 1:1. Przy długotrwałej pracy silnika np. maszyny roboczej, albo silnika stacjonarnego – może to mieć pewien sens, tyle że obarczony dużym ryzykiem awarii.


Reklama

Właściwie należałoby regularnie rozbierać silnik i czyścić go z pozostałości po spalaniu oleju roślinnego, nawet przy użyciu filtra, podgrzewacza i stosowaniu frytury zamiast świeżego oleju. I nadal nie można pominąć dolewania dodatku smarnego typu olej do dwusuwów. Oszczędności w tym zwykle trudno znaleźć, ale można mieć przeświadczenie, że uczestniczymy w gospodarce cyrkularnej.

Nie oznacza to, że nie istnieją osoby, które oszczędzają, wlewając olej roślinny do diesla. Poprosiłem ostatnio o zgłoszenie się kierowców korzystających z tego paliwa (anonimowo, bo to wciąż zabronione bez uiszczania akcyzy) i napisał do mnie człowiek, który, korzystając z dostępu do przepracowanego oleju z dużej sieci restauracji, jeździ od lat starym Fordem Transitem, używając go jako taniego transportu na terenie wiejskim.

Fryturę wlewa tylko latem, w proporcji 1:1 z olejem napędowym. Oszczędności są tu realne, chociaż trzeba być hobbystą, gotowym na konieczność rozkręcania, ulepszania i naprawiania pojazdu. Jeśli czas nie jest cenny i mamy ku temu umiejętności, to faktycznie można jeździć trochę taniej, ale bardzo starym i głośnym pojazdem. Niektórzy spróbują dla samej idei „oszukania systemu”.

Czy polecam? Nie, ryzyko jest zbyt duże – zarówno techniczne jak i od strony prawnej. Dla tak małych oszczędności nie warto narażać się ani na kary skarbowe, ani na uszkodzenia silnika. 


Reklama

Źródło: Zero.pl
Tymon Grabowski
Tymon GrabowskiDziennikarz

Reklama