- Analiza danych CKE ujawniła dziesiątki powiatów, w których do matury z fizyki lub informatyki nie podchodzi praktycznie żaden uczeń. Pokazuje to głęboką, regionalną nierówność w dostępie do edukacji technicznej i kompetencji przyszłości.
- Tegoroczne wyniki zwiastują niezwykle zażartą rekrutację na kierunki lekarskie z powodu skokowego wzrostu liczby osób zdających rozszerzoną biologię. Wybitne wyniki z tego przedmiotu wciąż pozostają jednak domeną kilku renomowanych szkół z dużych metropolii.
- Skrajnie niepokojącym zjawiskiem jest niemal dwukrotny wzrost liczby unieważnionych egzaminów w porównaniu do ubiegłych lat. Co gorsza, lawinowo wzrosła liczba prac anulowanych nie na sali, ale dopiero na etapie sprawdzania przez egzaminatorów.
W tym roku do matury ze wszystkich przedmiotów obowiązkowych przystąpiło ponad 320 tys. osób, czyli aż o 66 tys. więcej niż w 2025 r. Największy skok liczbowy dotyczył liceów: z ponad 160 tys. zdających w poprzednim roku do ponad 220 tys. w tym. W technikach wzrost był dużo mniejszy, bo jedynie z niecałych 93 tys. do nieco ponad 98 tys. maturzystów.
Widać wyraźnie, że to licea przyjęły na siebie główny ciężar skumulowanego rocznika. Ogromny przyrost liczby absolwentów nie wpłynął jednak na zdawalność, która pozostała praktycznie taka jak przed rokiem, czyli na poziomie ponad 80 proc. Kolejne 12 proc. zdających ma prawo do poprawki, a więc i potencjalnego zdania matury jeszcze w tym roku.
Przeczytaj także: Matura 2026: rekordowa liczba zdających, ostry wyścig o studia i błędy w ocenianiu
Wiele wskazuje na to, że w tym roku bardzo zażarta będzie rekrutacja na kierunki medyczne. Nie tylko bowiem wzrosła całkowita liczba maturzystów, lecz wśród nich znacznie większy odsetek osób niż przed rokiem wybrał maturę rozszerzoną z biologii. Rok temu przystąpiło do niej około 42 tys. zdających, w tym zaś roku ponad 67 tys. Oznacza to wzrost z ok. 16,3 proc. do 20,9 proc. wszystkich zdających.
To niewątpliwie najmocniejsza zmiana. Obok biologii podobna, choć nie tak wyraźna, dotyczy również np. chemii. Co ciekawe, uczniowie chyba są tego w jakimś stopniu świadomi, bowiem widać, że zwłaszcza licealiści częściej niż w dwóch poprzednich latach wybierali większy pakiet rozszerzeń. Nie był to masowy skok z jednego do czterech przedmiotów, ale wyraźne przesunięcie z modelu „jedno-dwa rozszerzenia” ku modelowi „dwa-trzy rozszerzenia”. W liceach udział uczniów zdających co najmniej trzy rozszerzenia wzrósł z 41,4 proc. w 2025 r. do 44,7 proc. w 2026 r., a liczbowo z niecałych 67 tys. do 99 tys.
Ambicje medyczne rosną szybciej niż wyniki
CKE udostępnia w formie mapek oraz plików z danymi wyniki z poszczególnych przedmiotów dla województw, powiatów i szkół. Ich analiza (tu, z racji obszerności zbiorów, wspierałem się narzędziami AI) przynosi pewne obserwacje. Nie będzie zaskoczeniem, że duże miasta (na prawach powiatu) mają wyniki średnie wyraźnie lepsze od pozostałych. Dotyczy to szczególnie rozszerzeń ścisłych i przyrodniczych. Czyli, krótko mówiąc, przedmiotów, które najmocniej liczą się rekrutacyjnie.
W ujęciu średnim licea publiczne wypadają też lepiej niż niepubliczne, wyraźnie różniąc się zdawalnością matur. To jednak jedynie „średnia”. Szkoły publiczne, a przede wszystkim niepubliczne, są bowiem bardzo zróżnicowane. Gdybyśmy spojrzeli na to, jakie licea w kraju najlepiej przygotowują „pod medycynę” (najlepszy średni wynik matur rozszerzonych z chemii i biologii), to pierwsza dziesiątka to wszystkim znane, publiczne licea z dużych miast: I LO Kopernika z Łodzi, XIV LO Staszica z Warszawy, Uniwersyteckie LO z Torunia, III LO Mickiewicza z Wrocławia itd. Jednak nie tylko duże miasta mają takie szkoły.
Przeczytaj także: Matury 2026. Wyniki CKE
Na poziomie powiatów, przy progu minimum 100 zdających biologię i 50 chemię, wysoko wyszły także miejsca mniejsze, np. powiat sierpecki, włoszczowski, ciechanowski, opoczyński, skarżyski. To może oznaczać, że jeden mocny ogólniak w mniejszym ośrodku potrafi bardzo mocno „podbić” cały powiat. Z drugiej strony są powiaty, gdzie bardzo wielu uczniów zdaje biologię i chemię, ale średni wynik nie jest szczególnie wysoki. Dużo osób ma ambicje, gorzej z realizacją.
Oczywiście, oceniając zdawalność i wyniki, musimy pamiętać, że zależą one od tego, jakich kandydatów dane licea przyjęły, czy stosują nieformalną taktykę pozbywania się słabych przed maturą oraz jak na wyniki wpływają kursy przedmaturalne i korepetycje.
Fizyczno-informatyczne łysiny na mapie
Bardzo niepokoi to, że w Polsce istnieją liczne powiaty, w których mimo obecności szkół średnich i mimo setek maturzystów praktycznie nikt nie zdaje niektórych przedmiotów rozszerzonych. Oczywiście są wśród nich takie, w których jest raptem kilkunastu maturzystów łącznie. Ale są też takie, w których jest kilkuset absolwentów szkół średnich, a informatyka i fizyka praktycznie nie występują (mniej niż 5 zdających w powiecie).
Najgorzej jest z informatyką. Problem dotyczy 108 powiatów. Wśród nich są takie, w których do matury przystępuje ponad pół tysiąca osób, a informatykę rozszerzoną zdaje mniej niż 5 maturzystów. Tak jest m.in. w powiatach: nowosądeckim (746 maturzystów), iławskim (741), oleśnickim (667), łowickim (632), krotoszyńskim (583), mikołowskim (540) i jędrzejowskim (511). To trudno pogodzić z opowieściami o cyfrowej gospodarce i kompetencjach przyszłości.
Podobnie jest z fizyką. Nie ma jej w niemal co szóstym powiecie. Najbardziej rzuca się to w oczy w przypadku największych z nich: w powiecie krośnieńskim (475 maturzystów), kieleckim (382), Siemianowicach Śląskich (375), gliwickim (354) i słubickim (350). To już nie wygląda jak zwykłe wahanie zainteresowań, lecz jak realna słabość lokalnej oferty przygotowania do przedmiotów ścisło-technicznych.
Szczególnie wymowne są przypadki „podwójnej pustki”. W powiecie kieleckim (382 maturzystów) i w Siemianowicach Śląskich (375) systemowo nie przygotowuje się uczniów do matur z fizyki i informatyki.
Problem widać też w przypadku WOS-u i chemii, choć już w mniejszej skali. Ciekawe jest zaś to, że biologia praktycznie nie znika na mapie. W większych powiatach jest właściwie stale obecna. Można to tłumaczyć szerokim polem zastosowania: medycyna, fizjoterapia, dietetyka, pielęgniarstwo, psychologia, biotechnologia czy inne kierunki przyrodnicze. Biologia wydaje się też uczniom bardziej dostępna niż fizyka czy chemia, bo nie ma tak silnej bariery matematyczno-obliczeniowej.

Nie znika również matematyka rozszerzona. Jest szeroko obecna, bo pozostaje przepustką na politechniki, informatykę, ekonomię i wiele kierunków ścisłych. Problem polega jednak na czym innym: w wielu miejscach jest zdawana z bardzo niskimi wynikami. Można mieć wrażenie, że część uczniów podchodzi do niej na zasadzie: „napiszemy cokolwiek, może się uda”.
Wybitni maturzyści
Wśród tegorocznych maturzystów znajdują się i tacy, którzy są laureatami i finalistami konkursów oraz olimpiad przedmiotowych. Są oni zwolnieni z matury z przedmiotu odpowiadającego danej olimpiadzie, uzyskując z urzędu wynik 100 proc. W oczy rzuca się jednak pewna dysproporcja. Najwięcej zwolnień z matur uzyskano z historii – 310 osób, następnie z języka polskiego – 207 i z filozofii – 125. Na drugim końcu są biologia – 64, fizyka – 67 oraz informatyka i chemia – po 68. To naprawdę bardzo niepokojące, że z samej historii zwalnianych jest więcej osób niż z czterech ważnych przedmiotów ścisłych i przyrodniczych. Można to tłumaczyć po części pewnymi zaszłościami. Historia jest wszak jedynym przedmiotem, z którego zwolnienie umożliwiają dwie olimpiady: historyczna oraz Losy Żołnierza i Dzieje Oręża Polskiego.
Ale przecież mamy też zupełnie niszową jako przedmiot szkolny filozofię, która zwalnia z matury za uzyskane laury więcej osób niż olimpiada matematyczna. Pewna absurdalność tej sytuacji jest widoczna jeszcze bardziej, gdy uwzględnimy liczbę osób zdających maturę z poszczególnych przedmiotów. I tak, w sytuacji gdy biologię zdawało ponad 67 tys. osób, olimpiada dawała zwolnienie około co tysięcznemu uczniowi. W przypadku filozofii, zdawanej przez ponad 1,8 tys. osób, zwolnienie uzyskała co piętnasta osoba!
To pokazuje, że problem nie kończy się na „łysinach” na mapie powiatów. Nie tracimy wyłącznie szerokiej bazy przyszłych inżynierów, informatyków i ścisłowców. Tracimy także część uczniów ponadprzeciętnie uzdolnionych. Tam, gdzie nie ma doświadczonych nauczycieli-opiekunów, kół przedmiotowych, kontaktu z uczelnią i tradycji olimpijskiej, trudniej nie tylko zdać fizykę czy informatykę na dobrym poziomie. Trudniej w ogóle odkryć, że ma się do tego talent.
Złapani na ściąganiu
Niepokojące jest też inne zjawisko. Jakiś czas temu pisałem o tym, że na maturze w jej obecnym kształcie da się niestety dosyć bezkarnie oszukiwać. W poprzednich dwóch latach w całej Polsce unieważniano odpowiednio 202 i 244 prace. W tym roku było to już 416, choć to moim zdaniem nadal jedynie wierzchołek góry lodowej. Co ciekawe, 148 prac unieważniono nie „na sali”, ale podczas ich sprawdzania. To ponad 10 razy więcej niż przed rokiem!
Przeczytaj także: Cały świat na szczycie NATO. Nawrocki jednak spotkał się z Zełenskim
Cyfrowa Polska? Na pewno nie cała
To, że jedni uczniowie wybierają biologię, inni historię, a jeszcze inni geografię na maturze, jest naturalne. Ale znak zapytania pojawia się przy słowie „wybierają”. Czy naprawdę wszędzie mają wybór? Jeśli w całym powiecie fizyka rozszerzona jest egzaminem dla kilku osób albo nie istnieje wcale, jeśli informatyka, czyli przedmiot, o którym tyle mówi się w kontekście przyszłości gospodarki, pojawia się na maturze śladowo, to mamy bardzo poważny problem.
Matura pokazuje nam coś więcej niż poziom jednego rocznika. Pokazuje geografię dostępu do ambicji. W dużych miastach, w mocnych liceach, przy wsparciu korepetycji i tradycji olimpijskich, droga do medycyny, politechniki czy informatyki jest trudna, ale widoczna. W wielu mniejszych ośrodkach ta droga bywa tylko teoretyczna. Szkoła średnia formalnie jest, matura formalnie jest, przedmiot formalnie można wybrać. Tylko prawie nikt go nie zdaje.
I to jest najpoważniejszy wniosek z tegorocznych danych. Nie mamy jednego systemu przygotowania do przedmiotów ścisłych. Mamy wyspy. Są miejsca, w których uczniowie mogą mierzyć wysoko, i są miejsca, w których fizyka czy informatyka znikają z horyzontu, zanim uczeń zdąży pomyśleć o politechnice. Jeśli chcemy mówić o innowacyjnej gospodarce, nowych technologiach i rozwoju nauki, to właśnie od tej mapy trzeba zacząć. Bo nie zbuduje się kraju inżynierów tam, gdzie całe powiaty nie wystawiają prawie nikogo do matury z fizyki i informatyki.

