Film z szaleńcem za kierownicą elektrycznego motocyklu terenowego zalicza kolejne okrążenia w mediach społecznościowych. Młody człowiek spokojnie mógłby doprowadzić do śmiertelnego wypadku. Film nie wydaje się przyspieszony. Odległość kilkuset metrów kierowca pokonuje w ok. 10 sekund. „Obok ojca z dzieckiem ciśnie 80 km/h” – brzmi opis dołączony do wiralowego filmu z X.
Wiadomo, że do zdarzenia doszło w centrum Krakowa. Nie wiadomo tylko, kiedy. Policja dopiero ustala okoliczności, w jakich nagranie powstało i wylądowało w sieci. Tiktokowy profil, który prawdopodobnie opublikował je jako pierwszy, zdążył już skasować film. Zostawił jednak parę wskazówek, które co najmniej podpowiadają, gdzie można pytać o tego pirata.
Elektryczne motocykle bez rejestracji. Oto nowy sposób na zaszkodzenie swojemu dziecku
Śledczy nie będą mieli łatwego zadania. Chłopak jest w kasku, a na wideo trudno rozpoznać charakterystyczne szczegóły. Ta sprawa wykroczenia lub przestępstwa z pewnością powinna być dla nich priorytetem. W sieci aż roi się od wezwań służb do działania i udowodnienia, że państwo nie jest bezsilne.
„Wyskoczył z chodnika bezpośrednio przed maskę”
A takie filmy to przecież codzienność mediów społecznościowych, tyle że nie zyskują podobnej popularności. „Młody człowiek na hulajnodze wyskoczył z chodnika bezpośrednio przed maskę naszego samochodu. Jadąc slalomem środkiem pasa ruchu, pokazał nam środkowy palec, po czym zaczął wykonywać niebezpieczne manewry” – brzmi opis filmu opublikowanego w poniedziałek na X.
W ubiegłym tygodniu policjanci z Bytowa złapali 46-latka jadącego hulajnogą elektryczną prawie 70 km/h po ruchliwej drodze wojewódzkiej.
Mężczyzna dostał 1100 zł mandatu. Policjantom tłumaczył, że nie ma wyjścia i musi jeździć hulajnogą, gdyż ma orzeczony zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Miał się nawet pochwalić, że swoim pojazdem może zbliżyć się do prędkości bliskiej 100 km/h.
W ubiegłym tygodniu w centrum Wrocławia policjanci zatrzymali 22-latka jadącego drogą rowerową pojazdem elektrycznym wyglądającym jak rower, ale pozbawionym pedałów i wyposażonym w manetkę gazu. Urządzenie osiągało prędkość maksymalną aż 70 km/h. Mężczyzna nie pedałował – pojazd poruszał się wyłącznie na silniku.
Dostał mandaty na łączną kwotę 2000 zł – m.in. za jazdę pojazdem niedopuszczonym do ruchu, niestosowanie się do znaku C-13 „droga dla rowerów” i brak kasku. Sprawę skierowano do sądu za prowadzenie bez uprawnień, a pojazd odholowano.
Szybkie jednoślady? Nie tak łatwo wprowadzać ograniczenia
„Przestańcie zamawiać to jedzenie. Nie da się już jeździć na rowerze” – pisał w marcu mój redakcyjny kolega, dziennikarz motoryzacyjny Tymon Grabowski i słusznie zwrócił uwagę, że szybko pędzące jednoślady kojarzą się często właśnie z branżą delivery. To może być poważny hamulec dla tempa wprowadzanych zmian. Rządzący wiedzą bowiem, że walcząc z nieprawidłowościami zajdą za skórę dostawcom – często młodym imigrantom, dla których praca w dostawie to często najłatwiejszy do przekroczenia próg rynku pracy.
Przestańcie zamawiać to jedzenie. Nie da się już jeździć na rowerze
Jak zauważał Tymon, pojazdy wykorzystywane przez dostawców nie są elektrycznymi rowerami, ponieważ mają możliwość sterowania prędkością za pomocą dźwigni lub manetki, czego prawo o ruchu drogowym zabrania w przypadku rowerów z elektrowspomaganiem. Powinny być zatem rejestrowane jak elektryczne motorowery, a ich kierowcy powinni korzystać z jezdni, a nie z drogi rowerowej.
Ostatnio na popularności zyskują również elektryczne motocykle enduro, czyli terenowe pojazdy zaprojektowane do jazdy w trudnym terenie na dłuższych dystansach. Są wyposażane w mocne baterie i silniki o dużej mocy. Potrafią rozwijać prędkości często przekraczające 100 kilometrów na godzinę.
23 czerwca w Warszawie doszło do poważnego wypadku – prawdopodobnie właśnie z udziałem kierującego takim pojazdem. Jadący na crossie omijał pojazdy i uderzył w Skodę wykonującą manewr skrętu w lewo. Trafił do szpitala w ciężkim stanie.
Zmiany? Podobno nadchodzą
Ministerstwo Infrastruktury pracuje nad nowymi przepisami dotyczącymi pojazdów elektrycznych i podobnych urządzeń, których nie sposób zakwalifikować do grupy rowerów czy hulajnóg.
Resort wskazuje, że głównym problemem są m.in. hulajnogi elektryczne rozwijające prędkość powyżej 20 km/h. Pojazdy, dla których wprowadzono obowiązek dopuszczenia do ruchu drogowego – m.in. homologacji na rynek UE, rejestracji czy obowiązkowego ubezpieczenia OC – a które tych wymagań nie spełniają, nie powinny uczestniczyć w ruchu drogowym.
Jednocześnie ministerstwo pracuje nad wzmocnieniem kompetencji dyrektora Transportowego Dozoru Technicznego. Ma on otrzymać dodatkowe narzędzia pozwalające skuteczniej kontrolować pojazdy i części wprowadzane do obrotu w Polsce, a także szybciej wycofywać z rynku niebezpieczne produkty. Projekt znajduje się obecnie na etapie konsultacji i uzgodnień międzyresortowych. Jeszcze w wakacje ma trafić pod obrady Rady Ministrów.
Nowe przepisy są potrzebne – również eksperci bezpieczeństwa ruchu drogowego oczekują ich z wielkimi nadziejami. Same zmiany w prawie niczego jednak nie zmienią, jeśli równolegle nie pojawi się realna, codzienna egzekucja prawa. Bo najgorsze, co może się zdarzyć, to sytuacja, w której za rok będziemy mieć nowe, bardziej restrykcyjne przepisy, a na ścieżkach rowerowych dalej będą pędzić nielegalne, nieubezpieczone i niekontrolowane pojazdy.
Złapanie i postawienie przed wymiarem sprawiedliwości chłopaka, który pędził po Krakowie może stać się oczekiwanym, pozytywnym impulsem o znaczeniu: tak, jesteśmy gotowi na zmiany. To jeden z tych momentów, w których policja i państwo mogą udowodnić, że potrafią skutecznie reagować, gdy ktoś zagraża bezpieczeństwu obywateli.

