Reklama
Technologia

Zostawiłem aparat w hotelu i poszedłem robić zdjęcia smartfonem. Jak mi poszło?

Podczas premiery smartfonów serii Xiaomi 17T miałem okazję uczestniczyć w warsztatach fotograficznych prowadzonych przez ambasadorów marki. Podczas wyjazdów zdjęcia na użytek prywatny zawsze robię klasycznym aparatem, ale zmotywowany wykładami postawiłem wyjść ze strefy komfortu i dać szansę smartfonowi. Jak różnił się mój fotograficzny dzień po zostawieniu aparatu w hotelu?

Arkadiusz Dziermański
Opinia autorstwa: Arkadiusz Dziermański
Dzisiaj 16:44
14 min
Xiaomi 17T Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
  • Podczas premiery smartfonów Xiaomi 17T miałem okazję uczestniczyć w warsztatach fotograficznych prowadzonych przez zawodowych fotografów.
  • Choć na co dzień tego nie robię, zachęcony radami profesjonalistów postanowiłem na jeden dzień porzucić klasyczny aparat na rzecz Xiaomi 17T Pro.
  • Smartfon potrafi być bardzo użytecznym narzędziem do robienia zdjęć, ale jest wiele scenariuszy, w których klasyczny aparat jest niezastąpiony. 

Przez ostatnie lata niemal całkowicie przestałem robić zdjęcia smartfonem. Praktycznie zawsze mam ze sobą plecak z aparatem i ma to swoje wady, jak i zalety. Nie wynika to z żadnej burżuazji, zwyczajnie robiąc zdjęcia na własny użytek mam zakodowane z tyłu głowy, że chcę wycisnąć z nich tak dużo, jak tylko jest to możliwe. A przy okazji jest to dla mnie okazja do spróbowania rzeczy, na które zazwyczaj brakuje mi czasu zarówno podczas fotografowania, jak i edycji do materiałów służbowych. Podbudowany zdjęciami i słowami ekspertów postanowiłem spędzić kilka turystycznych godzin bez aparatu. 

Recenzja Reobrix Magic Station. Dobre klocki za uczciwe pieniądze?

Co daje mi aparat, a czego nie daje mi smartfon? Więcej pewności i mniejszą losowość

Xiaomi 17T Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Reklama
Reklama

Na co dzień rzadko mam okazję zwyczajnie złapać aparat i iść w miasto zrobić zdjęcia, więc zawsze staram się maksymalnie wykorzystać wolny czas podczas wyjazdów służbowych. Mogę wtedy sprawdzić, jak aparat zachowa się z ustawieniami, na sprawdzenie których nie mam czasu podczas robienia zdjęć na użytek zawodowy, poeksperymentować z filtrami i edycją. 

Xiaomi 17 Ultra ma trzy różne obiektywy i trzy różne aparaty. Dla porównania, tak wyglądają trzy różne obiektywy do aparatu pełnoklatkowego. (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Z tego powodu chcę mieć zdjęcia możliwie najwyższej jakości. Tu przechodzimy do mojego ulubionego porównania dotyczącego fotografii mobilnej i klasycznej. W przypadku klasycznego aparatu mamy jeden aparat i ewentualnie różne obiektywy. W smartfonie z nieco wyższej półki mamy trzy aparaty, a czasem nawet więcej i kolejny do selfie. Są to aparaty z różnymi obiektywami, różnymi matrycami, dające różne, często nieplanowane efekty. 

Xiaomi 17 Ultra (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Reklama
Reklama

W efekcie zdjęcia z aparatu będą tak samo dobre, z takim samym poziomem szczegółów, takimi samymi kolorami. Będą różnić się tylko polem widzenia i ewentualnie poziomem rozmycia w zależności od zastosowanego aparatu. W przypadku smartfonu, stawiając sprawę stereotypowo, dostanę najwięcej szczegółów z aparatu głównego, największą cyfrową kompresję z aparatu z zoomem i najmniej szczegółów oraz najgorsze kolory z aparatu z obiektywem ultraszerokokątnym.

Główną zaletą klasycznego aparatu jest to, że mogę nim zrobić zdjęcie takie, jakie chcę. Smartfon w trybie automatycznym zrobi takie zdjęcie, jakie algorytmy przetwarzania obrazu uznają za stosowne podczas wykonania tego konkretnego ujęcia. Efekt może być całkowicie losowy, a co najlepsze, możemy zrobić trzy zdjęcia jedno po drugim, bez ruszania się z miejsca i każde będzie inaczej wyglądać.

Jest to już na szczęście coraz mniej widoczne, ale dalej spotykane. Nie każdy producent stosuje rozwiązania mające na celu uspójnienie kolorystyki zdjęć z każdego aparatu. Jak np. robi to Huawei, instalując w smartfonach dedykowany sensor.

Reklama
Reklama

Zdjęcia ze smartfonów zwyczajnie mi się nie podobają, ale powoli zaczęło się to zmieniać

Xiaomi 17 Ultra (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Choć Huawei jest autorem wielu przełomowych rozwiązań w mobilnej fotografii to zaryzykuję stwierdzenie, że to on jest również autorem jej największej wady ostatnich lat. W modelu P20 Pro wprowadzone zostało fotografowanie z długim czasem naświetlania podczas robienia zdjęć nocnych. Najczęściej powtarzanym wówczas zdaniem było – Huawei z nocy robi dzień. Mam wrażenie, że producenci smartfonów tak bardzo wzięli to sobie do serca, że od tamtej pory, przez długie lata, jako priorytet mobilnej fotografii stawiają jasność. Co by się nie działo, zdjęcie musi być jasne.

To jest powód, dla którego nie lubię zdjęć robionych smartfonem. Cienie mają być miękkie i jasne. Czerni w kadrze jak najmniej. Efekt jest taki, że na zdjęciach brakuje kontrastu, a przez to całość wydaje się delikatnie wyblakła na tle dobrze edytowanych zdjęć z klasycznego aparatu. Oczywiście nie zawsze, bo bywa tak, że smartfon przesadzi z kontrastem, zazwyczaj w imię działania funkcji HDR, a wtedy jest... jeszcze gorzej. 

Reklama
Reklama

To na szczęście zaczęło się zmieniać. Zdjęcia nocne przestają być przesadnie rozjaśnione i z dziwnymi kolorami. Kadry zaczęły robić się ciemniejsze, mniej idealne, w końcu zaczyna być „jakoś”. Idealnym przykładem jest tu realme GT 8 Pro, który wcale nie robił dobrych jakościowo zdjęć, ale były one bardzo klimatyczne, inne. Dobrze robi to Oppo w serii Find X, a w końcu też i Xiaomi, szczególnie w smartfonach przygotowanych z marką Leica i po aktywacji profilu Leica Authentic. 

Premiera Xiaomi 17T i Xiaomi 17T Pro. Teraz mają więcej sensu niż kiedykolwiek

Aparat vs. smartfon – czym wygodniej robi się zdjęcia?

Canon EOS R1 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Po wysłuchaniu wykładów ekspertów, zawodowych, wybitnych fotografów, postanowiłem wyjść ze swojej strefy komfortu. Zostawiłem aparat w hotelu i uzbrojony wyłącznie w smartfon poszedłem szukać ciekawych miejsc w Wiedniu. Nie był to topowy model z linii Ultra, a nowy Xiaomi 17T Pro. O tym, jak konkretnie wypadają jego możliwości fotograficzne dowiecie się już w najbliższych dniach w pełnej recenzji. Warto do niej zajrzeć, bo jest tak parę ciekawych rozwiązań, jak i elementów zaskakująco upierdliwych. 

Reklama
Reklama

Zacznijmy od zalet fotografowania samym smartfonem i rzeczy, która była też podkreślana podczas wykładów. Na smartfon nikt nie zwraca uwagi. Dookoła masa ludzi chodzi ze smartfonami, robi nimi zdjęcia, są one stałym elementem naszego otoczenia, więc fotografując mniej rzucamy się w oczy. Tak jakbym sam z siebie za słabo rzucał się w oczy tym jak wyglądam, a dokładając do tego aparat trudno jest mi wtopić się w otoczenie. 

Kolejna rzecz to to, że było mi zwyczajnie lżej. Bo choć narzekam na to, że w smartfonie mam kilka aparatów o różnych parametrach, to są one zamknięte w kompaktowej obudowie jednego urządzenia. Gdybym miał zabrać ze sobą aparat i obiektywy o ogniskowych pokrywających się z możliwościami Xiaomi 17T Pro, musiałbym zabrać trzy szkła i do tego oczywiście aparat o łącznej masie co najmniej 3 kg.

A wszystko to zamknąć w plecaku wielkości praktycznie walizki kabinowej, bo tylko taki posiadam. Więc po powrocie do hotelu nie byłem lżejszy o wypocone 2 kg, bez wielkiej mokrej plamy na plecach. 

No i w końcu, co jest chyba najważniejsze: czy smartfonem fotografuje się wygodniej? Tak i nie.

Reklama
Reklama

Tak, bo zmiana obiektywu wymaga dotknięcia guzika na ekranie. Nie trzeba zdejmować plecaka, wyciągać obiektywów, przekładać zaślepek...

Nie, bo smartfonem trudniej fotografuje się z nietypowych perspektyw. Przykładowo robiąc zdjęcie z poziomu chodnika, w słoneczny dzień, na ekranie widzimy niewiele przez odblaski, jak jasny by nie był. Z obracanym ekranem aparatu jest to o wiele łatwiejsze. W nietypowych pozycjach aparat trzyma się też dużo wygodniej i pewniej niż smartfon

Test aparatu Xiaomi 17 Ultra – czy smartfon może już zastąpić klasyczny aparat?

Smartfon vs aparat – jakie są efekty?

Canon EOS R1 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Reklama
Reklama

Skoro smartfon miał mi zastąpić aparat to w trybie automatycznym, zrobiłem tylko kilka zdjęć do nadchodzącej recenzji, a cała reszta była robiona w trybie RAW do późniejszej edycji. Nie ma co czarować, raczej nikogo nie zaskoczę tym, że zdjęć naprawdę wybitnych, przy których trudno powiedzieć, czym zostały zrobione, było maksymalnie kilkanaście. Z drugiej strony zrobiłem wszystkie zdjęcia, które chciałem zrobić i jestem z nich zadowolony. 

Ich edycja to był tor przeszkód. Praktycznie wszystkie zdjęcia wykonane aparatem z obiektywem ultraszerokokątnym były okrutnie zaszumione, nawet te wykonane w dzień. Choć na to może nie powinienem narzekać, bo skoro chciałem zdjęcia surowe, to je dostałem. Drugim największym problemem były kolory i tu momentami było dosłownie losowo, bo raz zdjęcie potrafiło być skrajnie zielone, raz skrajnie czerwone

Cały moduł aparatów Xiaomi 17 Ultra jest mniejszy, niż obiektyw ultraszerokokątny (14 mm) do aparatu pełnoklatkowego. (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Edycja zdjęć ze smartfonów z wyższej półki coraz częściej przypomina edycję zdjęć z klasycznego aparatu. Rośnie rozpiętość tonalna, czyli zakres szczegółów rejestrowany w ciemnych i jasnych częściach obrazu, rośnie paleta kolorów, więc mówiąc wprost, zakres w jakim można manipulować suwakami w programie graficznym jest coraz większy. Oczywiście nie aż tak jak w klasycznym aparacie i w oczy rzucają się przede wszystkim dwie rzeczy.

Reklama
Reklama

Zdjęcia są bardzo czułe na zmianę balansu bieli i nawet niewielka modyfikacja szybko potrafi zmienić niebieskie zabarwienie na pomarańczowe i odwrotnie, a zakres regulacji cieni jest niewielki. Przykładowo: na zdjęciu z aparatu wystarczy zmienić parametr o 10-15 proc. i już robi się jasno, a na zdjęciu ze smartfonu już kończy się skala, a efekt jest nadal mniejszy widoczny. Jest to zaskakująco potwarzalne, bez względu na producenta. 

Przede wszystkim zdjęcia ze smartfonu edytuje się inaczej. Trwa to dłużej, bo jeśli mamy wyrobione jakieś nawyki to zazwyczaj tutaj... nie będą działać. Więc koniec końców jest to też proces w pewnym sensie edukacyjny, ale zazwyczaj może zajmować więcej czasu. 

To może w końcu czas na efekty? Te wyglądają następująco:

Reklama
Reklama

Z efektów jestem zadowolony, choć będę narzekać na zdjęcia wnętrz robione aparatem z obiektywem ultraszerokokątnym. To najsłabszy aparat, jakim dysponuje Xiaomi 17T Pro, i braki w szczegółach trzeba było maskować podbiciem ciemnych elementów kadru. Pewnych ograniczeń nie przeskoczymy. Niemniej Xiaomi 17T Pro naprawdę dał radę. 

Wyzwanie, do którego pchnął mnie Xiaomi okazało się cenną lekcją. Teraz na pewno w znacznie mniej betonowy sposób będę podchodził do prywatnych, czysto turystycznych zdjęć. 

Widziałem nowe telewizory Samsunga. W gąszczu funkcji AI są ciekawe rozwiązania

Na pewnym etapie smartfon nie zastąpi aparatu. Są zdjęcia, do których się nie nadaje

Poziom smartfonowej fotografii jest dzisiaj, ale i przez ostatnie lata tak wysoki, że w zupełności zaspokaja potrzeby ponad 99 proc. użytkowników. Jakość zdjęć ze współczesnych smartfonów wystarcza nie tylko do tego, aby pochwalić się nimi rodzinie, znajomym czy w mediach społecznościowych, ale z powodzeniem można z nimi startować w konkursach fotograficznych. Nawet wydruki zdjęć ze smartfonów wyglądają bardzo dobrze, również w większych formatach. 

Reklama
Reklama

Istnieją jednak kategorie zdjęć, z którymi smartfony sobie nie radzą. O ile na użytek własny możemy powiedzieć, że jakość może być wystarczająca, tak przy bardziej profesjonalnym przeznaczeniu, trudno jest się obejść bez aparatu. 

Xiaomi 17 Ultra - takie zdjęcie byłoby trudno zrobić smartfonem (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Zdjęcia produktowe, motoryzacyjne i architektury, szczególnie wnętrz, wymagają użycia klasycznego aparatu. Przy zdjęciach produktowych, z odpowiednim oświetleniem, damy radę podziałać smartfonem, ale fotografie i tak będą wymagać edycji, bo w trybach automatycznych będą zbyt płaskie. Co widać szczególnie na ujęciach jedzenia, które przy fotografowaniu smartfonem kompletnie nie wybija się z tła. Więc skoro i tak potrzebujemy edytować zdjęcia, lepiej zrobić je aparatem. 

Przy odrobinie wiedzy, zrobienie takiego zdjęcia aparatem potrafi być banalnie proste. Zrobienie go smartfonem byłoby ekstremalnie trudne. (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Reklama
Reklama

Do uzyskania najlepszych zdjęć w motoryzacji potrzebujemy filtrów, przede wszystkim filtra polaryzacyjnego. Ich montaż na smartfonie jest niemożliwy bez odpowiedniego mocowania, najlepiej dedykowane do danego modelu. Inaczej mogą nam się pojawić nieplanowane odblaski. Co już jest skomplikowane, a zdjęcia samochodu w ruchu robione za pomocą smartfonu to jest sztuka dla sztuki, w dodatku ekstremalnie trudna. 

Smartfony w trybie automatycznym dążą do zamrożenia poruszającego się obiektu w kadrze, wykorzystując do tego krótki czas otwarcia migawki. Tak zrobione zdjęcie nie ma charakterystycznego efektu „obracających się” felg i rozmytego tła. Nie będzie ani trochę dynamiczne. Zrobienie takiego zdjęcia aparatem wymaga trybu zdjęć seryjnych, wydłużenia czasu otwarcia migawki, a ułatwieniem jest solidne śledzenie obiektów przez autofocus. Tryby manualne w smartfonach zazwyczaj nie mają zdjęć seryjnych, a smartfonowe śledzenie ostrości nie należy do najlepszych. Stąd jest to bardzo trudne zadanie. 

Zwykłe zdjęcie? Nie do końca. To sześć różnych zdjęć połączonych w jedno. Dzięki temu, pomimo zrobienia go wieczorem i słabego oświetlenia, mamy jasne wnętrze, a widok za oknem nie jest jasną plamą. Smartfonem tego nie zrobimy. (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Architektura wymaga obiektywu z szerokim polem widzenia. Aparaty smartfonów z obiektywami ultraszerokokątnymi są od lat najsłabszym ogniwem i tu zwyczajnie będzie brakować jakości. Poza tym fotografia wnętrz wymaga wykorzystania bracketingu. Wykonujemy kilka zdjęć w różnych ustawieniach aparatu, a następnie łączymy je w jedno, co pozwala uzyskać maksymalnie szczegółowe i idealnie oświetlone ujęcia. Smartfonem tego nie zrobimy. 

Reklama
Reklama

Są to jednak scenariusze ekstremalne, kompletnie zbędne w przypadku przeciętnego użytkownika smartfonu. Warto jednak o nich pamiętać w momencie, kiedy profesjonalny fotograf mówi wam, że sam robi zdjęcia smartfonem. Jasne, ale to nie jest tak, że zastępuje nim klasyczny aparat. Bo choćby nie bez powodu jest ambasadorem firmy produkującej aparaty. Niemniej w odpowiednich rękach smartfon potrafi być potężnym narzędziem i o ile tylko ktoś wie, jak zrobić z niego użytek, rozłoży nim na łopatki amatora z najdroższym aparatem i najlepszym obiektywem

Wszystko to wymaga oczywiście praktyki i smartfon, jak każde narzędzie do fotografowania, wymaga poznania i opanowania jego możliwości. Dlatego zdecydowanie zachęcam do poznawania możliwości Waszych smartfonów

Smartfony to dobre narzędzia do robienia zdjęć. Stają się z roku na rok coraz lepsze i nadal jest tu ogromne pole do usprawnień. Dla zdecydowanej większości użytkowników to w zupełności może być jedyny sprzęt do fotografii. Warto jednak pamiętać, że są momenty czy scenariusze użytkowania, w których żaden smartfon nie zastąpi aparatu. 

Źródło: Zero.pl
Arkadiusz Dziermański
Arkadiusz DziermańskiDziennikarz