W świecie ludzi produktywnych ośmiogodzinny sen wydaje się być pierwszym i podstawowym grzechem głównym. Poza pracą, w której spędzamy minimum osiem godzin dziennie, powinniśmy jeszcze realizować swoje hobby, praktykować aktywny tryb życia, spotykać się ze znajomymi. Jeśli dodamy do tego życie rodzinne, gdzie czas na spanie?
Moda na krótki sen pojawiła się wraz z modą na hiperaktywność zawodową. Pamiętacie Arnolda Schwarzeneggera z jego zaleceniem: śpij szybciej! Królowie Doliny Krzemowej chwalą się czterema, maksymalnie sześcioma godzinami snu na dobę.
Życie stawia przed nami coraz to nowe wyzwania, nie możemy go przespać. Gdy ja śpię, wygrywa ktoś inny. Presja wzrasta. Zatem wstaję niewyspany, teoretycznie gotowy do działania.
Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje…
Skoro nic nie może mnie ominąć, od bladego świtu muszę być na nogach. A najlepiej gdybym zapisał się do jakiegoś stowarzyszenia wstających wcześnie rano. Jakiś czas temu przeprowadziłem wywiad z twórcą Klubu 555, panem Fryderykiem Karzełkiem. Był on gościem programu telewizyjnego, który wtedy prowadziłem.
Przeczytaj także: 50 cech, które posiada każdy prawdziwy Polak
Według pana Fryderyka wczesne wstawanie ma być pierwszym i podstawowym przejawem samodyscypliny. Reasumując naszą rozmowę: powinienem wstawać codziennie dokładnie o 5:55 (stąd nazwa klubu) i od rana pakować do swojej głowy porady ludzi sukcesu. Na pytanie, czy tylko wstający wcześnie odnieśli sukces, nie uzyskałem jednoznacznej odpowiedzi.
Nie chcę nikogo obrazić, ale co dokładnie ma znaczyć powiedzenie: „Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje”? Próbowałem kilka razy i na ogół otrzymałem niewyspanie. „Kocham robić to, co robię” – jak śpiewał Kazik Staszewski, ale jeszcze bardziej kocham to robić w odpowiednich dla mnie porach.
Wczesnoporanne ziewanie i kurczowe trzymanie się kubka kawy nad klawiaturą nie kojarzy mi się ze szczytem kreatywności. Co innego pisanie do późna w nocy – to coś zdecydowanie dla mnie, tyle że wtedy nigdy nie wstanę o 5:55 i nie zostanę człowiekiem sukcesu.
Przeczytaj także: Jaś Kapela i koniec lewicy ludowej. Od obrony robotników do pogardy wobec kasjerek
A to oznacza, że sukcesu życiowego nie odnieśli: Winston Churchill, Marcel Proust, Franz Kafka, Voltaire, Darwin, Tesla, ze współczesnych nam Obama i cała masa muzyków jazzowych z Milesem Davisem na czele. Z Polaków, chociażby Mariusz Szczygieł. Najwyraźniej ludzie ci są znani tylko z tego, że nie lubili wcześnie wstawać. W sumie nie obraziłbym się, gdybym trafił w szeregi tych śpiochów.
Mój idealny dzień, gdybym tylko nie musiał tyle spać
Jak zatem powinien wyglądać idealny dzień osobnika turbo produktywnego? Samo wczesne wstawanie i uszlachetnianie się mowami motywacyjnymi to za mało. Najlepiej gdybym przed pracą przebiegł półmaraton, odbył solidny trening na siłowni sprawdzając, co dzieje się na świecie, tak aby być na bieżąco. W tak zwanym międzyczasie powinienem być jeszcze super ojcem i kochającym partnerem, a to wszystko przed 8:00 rano.
Gdy po odhaczeniu tych wszystkich zadań usiądę zupełnie niezmęczony, za to w pełni zmotywowany i kipiący kreatywnymi pomysłami przy biurku, zanucę: „mam tę moc” i kolejny ośmiogodzinny dzień pracy zakończę w niecałe dziesięć. Za to z doskonałymi wynikami i pewnym awansem pod koniec tygodnia.
Potem to już w sumie z górki. Rodzinna obiadokolacja, nadal jestem wspaniałym partnerem i ojcem. Obowiązkowy czas dla dzieci, spacer z psem i o ile nigdzie razem nie wychodzimy – czas dla partnerki. W tak zwanym międzyczasie kolejny odcinek ulubionego serialu, książka, wieczorna porcja informacji ze świata. I gdy jest już grubo po pierwszej w nocy, można się położyć.
Nie żebym chciał, nie jestem zmęczony, robię to, bo podobno sen jest ważny. Ja jednak nie lubię z nim przesadzać, przytulam partnerkę. Oboje od rana jesteśmy zmotywowani tymi opowiastkami o ludziach sukcesu. Krew nie woda, więc po romantycznych uniesieniach zasypiamy spełnieni, tylko po to, aby o 5:55 znów się obudzić i przebiec kolejny półmaraton.
Brzmi absurdalnie? Zapewne! Ale czy nie znacie kogoś, kto marzy o takich absurdach? A może wam się to kiedyś zdarzyło?
Sen to nie strata czasu
Po co śpimy? Najprościej mówiąc: aby odpocząć! I wcale nie chodzi tu o odpoczynek po zniesieniu kilku ton węgla do piwnicy, wejściu na K2 czy kilkugodzinnym studiowaniu najświeższych wpisów polityków w mediach społecznościowych.
Nie jesteśmy maszynami i w nasz cykl dobowy wpisany jest odpoczynek. Jedni potrzebują go więcej, inni mniej, każdy z nas jednak musi odpoczywać. Nagminne ograniczanie snu to kolejna moda, za którą płacimy nie tylko jako jednostki, ale jako społeczeństwo. Zamiast popracować nad higieną snu, szukamy jego zamienników. Oto kilka powodów, dla których powinniśmy zadbać o zdrowy sen:
- Wydajność umysłu i ciała
Sen pozytywnie wpływa na naszą kreatywność. Każdy, komu kiedykolwiek zdarzyła się zarwana noc i na drugi dzień zmuszony był zmierzyć się z trudnym intelektualnym zadaniem, doskonale wie, o czym piszę. Ta sama zasada dotyczy pracy fizycznej – człowiek niewyspany jest dużo mniej wydajny. Chcesz lepiej pracować? Wyśpij się!
I tu drobna uwaga do panów. Niedobór snu znacząco obniża poziom testosteronu. Jeśli ktoś marzy o płonącym konarze, powinien się regularnie wysypiać. A skoro już jesteśmy przy farmaceutykach…
Przeczytaj także: Mocny głos papieża: Algorytmy nie powinny należeć wyłącznie do właścicieli big techów
- Sen zamiast tabletki
Sen i układ immunologiczny pozostają w ścisłej zależności. Poważniejsze przeziębienie czy choroba zazwyczaj kończy się w łóżku. Warto o tym pomyśleć, zanim w imię kilkunastu „zaoszczędzonych” minut osłabimy organizm i skończymy półprzytomni pod kocem.
- Sen i dieta cud
Regularny sen to regularny metabolizm, a co za tym idzie – mniejsza szansa na otyłość. Z czysto matematycznego punktu widzenia, jeśli śpię osiem godzin, na jedzenie zostaje mi mniej czasu niż gdybym spał sześć. Zdrowy metabolizm to również mniejsza szansa na cukrzycę, chorobę cywilizacyjną XXI wieku. Zamiast zastanawiać się nad kolejną dietą cud, zadbaj o swój sen.
- Serce i mózg
Dbałość o sen to również dbałość o nasze serce i mózg. Niedobór i nieregularność snu znacznie zwiększają ryzyko demencji i chorób układu naczyniowo-sercowego, w tym udaru mózgu i zawału serca. Chcesz mieć serce jak dzwon? Wysypiaj się!
- Długość życia
Zmniejszenie ryzyka zachorowania na wyżej wymienione choroby plus lepsze samopoczucie (chroniczny brak snu dramatycznie zwiększa ryzyko depresji, lęku i wypalenia) to doskonała metoda na dłuższe, a na pewno lepsze życie. Co nieuchronnie prowadzi nas do społecznego aspektu snu.
- Zdrowy sen jednostki dobrem ogółu
Znacznie przyjemniej żyje się, mieszka, pracuje, spędza czas z kimś, kto jest wypoczęty, niż z kimś notorycznie niewyspanym i poddenerwowanym. Wracając do chorób spowodowanych niedoborem snu. O ile przeziębienie czy drobną grypę bez problemu wyleczymy sami, o tyle zawał, udar, cukrzyca czy demencja to zupełnie inna liga.
To potężne obciążenie dla i tak przeciążonej służby zdrowia. To wzmożona praca personelu medycznego, zajęte karetki, brak miejsc w szpitalu czy ciągnące się w nieskończoność kolejki do lekarzy specjalistów. Choroby przewlekłe to również spore obciążenie dla naszych bliskich.
Przeczytaj także: Wymieramy z wygody? Dlaczego Polacy nie chcą mieć dzieci
Oczywiście zdrowy sen dla każdego może oznaczać coś zupełnie innego. Jedni potrzebują go więcej, drudzy mniej. Jedni lubią zaczynać pracę wcześnie, inni pracują do późna. Każdy z nas jest inny, zasada jest jednak prosta: nie możemy bagatelizować snu, jest on jednym z fundamentów zdrowego życia.
Skoro nasza cywilizacja jest tak rozwinięta, a my potrafimy mierzyć się z niespotykanymi dotąd wyzwaniami, zmierzmy się również z problemem higieny snu, a najlepiej się z nim prześpijmy – jeśli trzeba, to nawet do południa. Po to właśnie wymyślono weekendy.

