PRAWDZIWY POLAK...
1. Ma kosz pod zlewem.
Nie pytasz Polaka, gdzie wyrzucić śmieci. Po prostu otwierasz drzwiczki od szafki pod jego zlewem.
2. Nosi skarpety do sandałów.
I nawet go nie przekonuj, że powinien inaczej.
3. Nad morzem odgradza się parawanem.
To jego teren. Najechał na niego wczesnym rankiem i ufortyfikował obóz. Nie odda nawet skrawka, chyba że wypowiesz mu wojnę.
4. Kocha pierogi.
I schabowego. I rosół, żurek, barszcz i bigos. Zawsze zostawi trochę miejsca na kawałek sernika czy makowca, o ile jest „taki nie za słodki”.
5. Je mięsko, ziemniaczki zostawia.
Nie po to w PRL-u matki stały godzinami w kolejce za mięsem, by latorośle grymasiły przy obiedzie. „Zjedz mięsko, ziemniaczki zostaw” – właśnie tym zwrotem przekonywały rozkapryszone dzieci do zjedzenia dania z trudno dostępnego produktu. Dziś sklepowe półki uginają się pod ciężarem mięsa, ale rodzice nadal urabiają swoje pociechy przy użyciu kartoflanego kompromisu.
6. Uważa chleb za świętość.
Ma wpojone, że jeśli pieczywo sczerstwieje, należy je oddać zwierzętom lub wysuszyć na bułkę tartą, a nie wyrzucać. Gdy kromka upadnie mu na podłogę, całuje ją na znak szacunku. Nowożeńców wita chlebem i solą. Kiedy zamieszka za granicą, narzeka, że pieczywo jest sztuczne i gumowate, a po powrocie potrafi zajadać się jeszcze ciepłym bochenkiem z samym masłem.
7. Wszystko naprawi trytytką.
Nie ma takiej usterki, na którą nie zaradzi plastikowa opaska zaciskowa. Trzyma się na niej cały kraj. Polak naprawi nią auto, meble, elektrykę, hydraulikę, elektronikę... Na bezludnej wyspie korzystałby z niej częściej niż ze scyzoryka.
8. Wytegocze, zategocze, przetegocze.
Czyli wyjmie, wyciągnie, wydłubie. Założy, zamknie, zaklei. Przeniesie, przekręci, przewinie. Słowem „tegotać” wyrazi każdą manualną czynność, jeśli tylko wybierze odpowiedni przedrostek.
9. Załatwi wszystko za pół litra.
Za pięćdziesiąt złotych – nic. Ale za pół litra – wszystko. To uniwersalna waluta, którą płaci się w Polsce za drobne przysługi.
10. Sprytnie omija prawo.
Uważa, że tylko dureń płaci uczciwie podatki, kiedy może je sprytnie obniżyć. Nazywa to „optymalizacją”. Otwiera swój sklep w niedzielę handlową, bo przekształcił go w placówkę pocztową. Do sprzedawanego produktu dorzuca e-book, żeby zapłacić niższy VAT. Nie nadużywa systemu, biorąc fakturę na wszystko, on po prostu „robi koszty”.
11. Nie przejmuje się procedurami.
Procedura procedurą, ale on woli robić po swojemu. Ulotek i instrukcji nie czyta. Zasady traktuje jak luźne sugestie, a nie polecenia. Tego, kto wykonuje swoje obowiązki zgodnie z regulaminem, uważa za służbistę. Ten, kto jedzie zgodnie z przepisami, jest dla niego zawalidrogą. Nauczył się, że kto nie kombinuje, ten nie żyje.
12. Pokłóci się o wszystko.
Żyje w świecie, w którym jesteśmy „my” i są „oni”. Nawet katastrofa smoleńska jest dla niego źródłem wieloletniego narodowego konfliktu. Podobnie jak WOŚP, LGBT, CPK, Kościół czy aborcja. Obserwuje, jak kłócą się politycy w Sejmie, influencerzy na pato-galach, a nawet Lidl i Biedronka. Tylko wyczekuje, aż przy wigilijnym stole ktoś zacznie temat polityki.
Biskupi udzielają dyspensy po Bożym Ciele. W większości diecezji można jeść mięso
13. Ale w wyjątkowych sytuacjach błyskawicznie się zjednoczy.
Polską wspólnotę zawsze poprzedza katastrofa. Po śmierci papieża nawet kibic Wisły z kibicem Cracovii pójdzie ramię w ramię. W obliczu powodzi warczący na siebie sąsiedzi wspólnie wezmą się za ładowanie worków z piaskiem.
Politycy różnych opcji kłócą się przez 364 dni w roku, ale kiedy na nasz teren wlecą rosyjskie drony, nagle mówią jednym głosem. Nic nie zjednoczy Polaków tak, jak wspólny wróg. Mamy to we krwi, nasza historia oparta jest na powstaniach.
14. Głosuje na mniejsze zło.
Czuje niesmak, wrzucając kartę do urny wyborczej. On nie głosuje za, a przeciwko. Nieważne, kto wygra, byle nie on/ona/oni. Nie zaznacza krzyżyka przy mniejszych partiach, bo uważa, że to zmarnowany głos.
W głębi duszy chciałby, żeby Polską nie rządził już duopol, ale nie wierzy, że to realna wizja. W jego kraju mieszka około siedem milionów osób, które nigdy nie doświadczyły życia pod innymi rządami niż te PiS–ulub PO.
15. Jest mistrzem pozytywnego small talku.
„Co słychać”? „Jakoś leci”. Albo: „Stara bida”. Po takiej wymianie pozytywnej energii może góry przenosić! Polak patrzy spod byka na Amerykanów i ich „I’m fine!” rzucane z entuzjazmem. W jego kraju zbyt szeroki uśmiech budzi podejrzenia. Kiedy już zagaduje kogoś na ulicy, to zwykle o to, że „kolejka taka długa” albo „paskudna jest dziś pogoda”.
16. Bo pogoda nigdy mu się nie podoba.
Za zimno. Za gorąco. Za ciemno. Pada. Nie pada. Słońce za chmurami. Nie ma chmur. Parno. Wieje. Piżdzi. W taką pogodę niczego się nie chce. W jaką? W każdą.
17. Nie lubi obcych.
Nie ma dla niego wielkiego znaczenia to, że napływ Ukraińców znacząco podniósł polskie PKB. Śmiertelnie go jednak denerwuje, gdy przybysz ze wschodu znajdzie się przed nim w kolejce do lekarza. Bo jak on śmie chorować za nasze pieniądze?
Uwielbia krytykować Polskę, ale nikt inny nie ma do tego prawa. Bruksela nie będzie mówić mu, co ma robić.
Piekło liberałów. „Jesteśmy wściekli, bo lud nas nie słucha”
18. Wszyscy kierowcy to jego wrogowie.
„No jak jeździsz, baranie?”. Kieruje to retoryczne pytanie za każdym razem, gdy musi sobie użyć za kółkiem. Nie potrafi zrozumieć, dlaczego inni kierowcy nie odgadują jego wspaniałych drogowych pomysłów. Gdy ktoś wykonuje koślawe manewry, w ciemno obstawia, że to kobieta.
Potem stwierdza triumfalnie: „Mówiłem, że baba”. Wybaczy wiele, ale nie brak podziękowania, po tym jak ustąpi ci pierwszeństwa. Na drodze stajesz się jego bratem tylko w obliczu wspólnego wroga – drogówki. Lojalnie ostrzeże cię przed nią długimi światłami.
19. Jest fałszywie skromny.
Przed egzaminem niczego nie wie, a potem dostaje piątkę. Gdy osiągnie sukces, z automatu stwierdza, że mu się „udało”. Głośne mówienie o dokonaniach uważa za przechwalanie się. Notorycznie sobie umniejsza. Pokochał Adama Małysza za skromność, bo widział w nim samego siebie.
20. Nie wzrusza go, gdy pociąg spóźnia się o 300 minut.
Już zdążył się przyzwyczaić, że zimą polska kolej ma humory jak kobieta w ciąży. Minister Elżbieta Bieńkowska wytłumaczyła mu kiedyś: „Sorry, taki mamy klimat”.
21. Nie wzrusza go też, gdy termin pilnego badania na NFZ wyznaczą mu na 2027 r.
Nie po to odprowadza składki, żeby z nich korzystać, prawda? I tak pójdzie prywatnie. Przyzwyczaił się już, że na publiczną opiekę nie ma co liczyć.
22. Wie więcej niż selekcjoner reprezentacji Polski.
Bo Polska to kraj 38 milionów selekcjonerów. Każdy zna się na piłce lepiej niż facet w garniturze, który bierze za to pieniądze. Jeśli wymaga tego chwila – szybko staje się ekspertem od Formuły 1, tenisa albo himalaizmu.
23. Da się pokroić za to, że Chopin i Curie-Skłodowska to Polacy.
Francuzi trochę też, ale Polacy bardziej. Dużo bardziej. Oburza się, gdy nad Sekwaną mówią o nich jak o swoich.
24. Wierzy w legendę o złotym pociągu (albo inną).
Pancerny pociąg wypełniony złotem, kosztownościami i dziełami sztuki na pewno jest ukryty pod Wałbrzychem, tylko jeszcze na niego nie trafiliśmy. Na legendach zbudowana jest cała jego historia. Pod Wawelem straszył smok, Bazyliszek zamieniał spojrzeniem ludzi w kamień, a Warszawy i jej mieszkańców broniła syrenka, która wyszła na ląd prosto z Wisły.
25. Zazdrości sąsiadowi.
Dzień, w którym sąsiad zmienia samochód, jest jednym z najgorszych w jego życiu. Ściska go w brzuchu za każdym razem, gdy w domu obok trwa remont. Tkwi w nim głębokie przekonanie, że trawa za płotem jest bardziej zielona niż u niego. Nigdy jednak o tym głośno nie powie, a kiedy widzi sąsiada, zawsze miło się ukłoni. „Wszystkiego dobrego, sąsiedzie. Może nie najlepszego, ale dobrego”.
26. Zazdrości też innym.
Aktorom, wokalistom, sportowcom i celebrytom. W skrajnych stadiach sięga po maść na ból tyłka.
27. Lubi beton.
Drzewa na deptaku? Obciach. Rynek wyłożony brukiem? Klasa. Obrał za cel usuwanie zieleni z najważniejszych punktów swoich miast. Nazywa ten proces rewitalizacją, choć złośliwi mówią na niego betonoza.
28. Musi posiadać mieszkanie.
Kiedyś czekał ćwierć życia na przydział, dziś przez jego połowę spłaca kredyt. Kupi od dewelopera nawet największy bubel. Trzydziestometrową klitkę z antresolą bez cienia żenady nazwie apartamentem.
Koniecznie musi mieć swoje mieszkanie, bo przecież nie będzie płacił obcej osobie tak wysokiego czynszu. Im szybciej rosną ceny, tym mocniej chce je kupić.
29. Ściąga buty, gdy wejdzie do twojego domu.
Czyni to z automatu. Nawet gdy go poprosisz, by jednak tego nie robił, wewnętrznie wie, że to jego obowiązek. Chwilę później otrzymuje od gospodarza gustowne kapcie. Mając je na stopach, znacznie łatwiej zastosować się do instrukcji „czuj się jak w domu”.
30. Jego „zaraz” nigdy nie znaczy zaraz.
„Zaraz będę!” oznacza w tłumaczeniu z polskiego na polski „oczekujcie mnie za dobre dwie godziny”. Kiedy w biurze pyta, czy masz chwilkę, tak naprawdę chce zwalić ci się na głowę ze swoim bardzo-pilnym-tematem. Gdy wychodzi na miasto „tylko na godzinkę”, wraca w środku nocy.
31. Musi mieć wystawny grób.
Skromna, pionowa tablica? Krzyż wbity w ziemię? Minimalistyczny kamień? Nic z tych rzeczy. Polak nawet po śmierci musi się pokazać i w miejscu spoczynku buduje prawdziwe rodzinne mauzoleum. Żałuje grosza na przyjemności, ale na nagrobek z granitu odłożył sobie jeszcze za życia.
Strażacy stracili jedyny samochód podczas gaszenia pożaru. Trwa zbiórka na nowy
32. Jego najczęstszą aktywnością fizyczną jest leżenie na kanapie.
Przynajmniej statystycznie, bo według analizy Instytutu Badań Strukturalnych aż 17 milionów Polaków (około 77,3 proc. ludności w wieku produkcyjnym) nie spełnia norm aktywności fizycznej rekomendowanych przez WHO. Co więcej, aż 36 proc. naszego narodu nie podejmie w ciągu miesiąca żadnego ruchu, nawet wliczając w to spacery.
33. Grilluje.
Na ruszt kładzie nie tylko kiełbasę, ale też kawałki boczku, karkówki czy starannie przygotowane szaszłyki. Wraz z postępem dorobił się nawet wegetariańskich wariacji grillowanych potraw, choć kiedyś położenie ich na kratce nazwałby hańbą. Legenda głosi, że istnieje Polak, który przeżył majówkę bez grillowania...
34. Nie akceptuje odmowy alkoholu.
Z nim się nie napijesz? Kiedy się zapierasz, dopytuje, czy wszystko dobrze ze zdrowiem. Przerażają go skutki fentanylu w Stanach, ale nie zauważa, że dziennie tylko z powodu przedawkowania alkoholu, czyli picia aż do odcięcia funkcji życiowych, ginie w jego kraju prawie sto osób.
Twierdzi, że czerwone wino dobrze działa na serce (41 proc. Polaków), a piwo to nie alkohol (54 proc. Polaków). Poluje na małpki w Żabce. Dziennie łowi ich trzy miliony.
35. Nie przyznaje się do polskiego gatunku muzycznego.
Czyli do disco polo, które powstało w Polsce i funkcjonuje głównie u nas. W innych krajach – wschodnich czy bałkańskich – też popularne są proste, taneczne utwory popowo-folkowe, ale nie funkcjonują one pod tą etykietą.
Rodzimy podgatunek nigdy nie osiągnął masowej popularności za granicą. Młody Polak oczywiście disco polo się brzydzi, ale gdy tańczy do niego na weselu, zna wszystkie utwory na pamięć.
36. Żyje starymi, polskimi filmami.
Komentuje rzeczywistość dialogami z „Psów” czy „Kilera”. Pali Radomskie, ale jak pan major woli, to Franz ma Camele. Nie zaczyna od kapowania, by nie skończyć na Powązkach. Jak mu tatuś zrobi dziobek, to nie ma ch*** we wsi. Odmieniliby „być”, gdybyś go nie stresował. Zrobił zamach, to znaczy wymach. Nie znalazł bunkrów, ale i tak twierdzi, że jest za***. Historii jego swetra i tak nie zrozumiesz.
Zmiana przepisów wchodzi w życie. Nowy obowiązek na rowerach i e-hulajnogach
37. Szuka polskich nazwisk w napisach końcowych amerykańskiego filmu.
Nie dlatego, że interesuje go, kto odpowiadał za efekty specjalne. Chce znaleźć kogoś naszego, nawet jeśli ten nasz urodził się w San Diego i o Polsce słyszał tylko z opowiadań. Kiedy już znajdzie Kowalskiego wśród setek Smithów i Johnsonów, pęka z dumy, że coś jednak potrafimy.
38. Lubi filmy z lektorem.
Wciąż wybiera go znacznie częściej niż z napisami, co dziwi obywateli... niemalże wszystkich innych krajów. Narrator zaczytuje mu filmy od lat osiemdziesiątych, bo tak jest taniej, a on już przyzwyczaił się do takiej formy przyswajania kina. Akceptuje dubbing w bajkach, ale słysząc podłożone głosy w filmie, czuje się nieswojo.
39. Otacza kultem „Znachora”.
Widział go już dwanaście razy, ale za każdym razem przeżywa jak premierę. I zawsze wzrusza się tak samo, gdy Piotr Fronczewski wstaje na sali sądowej, by zakomunikować zebranym, że „to jest profesor Rafał Wilczur”.
40. Ogląda w święta „Kevina”.
Narzeka, że w święta w telewizji co roku to samo, ale gdyby Polsat nagle zdjął z anteny kultowego „Kevina samego w domu” i „Kevina samego w Nowym Jorku”, ludzie wyszliby na ulice. Zna każdy dialog, ale i tak siedzi przed telewizorem z rodziną, jakby od tego zależało, czy pierogi się nie rozkleją. Amerykański film stał się elementem tradycji jego kraju i funkcjonuje na takich samych zasadach, jak każda z dwunastu wigilijnych potraw.
41. Pamięta, jak raz w roku jego największym przyjacielem stawał się karp.
Nadawał mu imię, karmił go, na dzień lub dwa przekształcał łazienkę w akwarium. Jako dziecko nie mógł zrozumieć, dlaczego jego kumpel ląduje na stole. Dziś kupuje już gotowe filety, ale kiedyś sam ogłuszał, zabijał, a później patroszył rybę w imię tradycji.
42. Klaszcze w samolocie.
Nie ma znaczenia, że latanie stało się niemal tak powszechne jak jazda autobusem. On i tak uważa, że lądowanie to wyczyn godny oklasków. Bijąc brawo, czuje wspólnotę z innymi pasażerami, jakby właśnie przeżył razem z nimi coś szalenie niebezpiecznego i cudownie wyszedł z tego w jednym kawałku.
43. Boi się, co ludzie powiedzą.
Uzależnia swoje życiowe wybory od zdania sąsiadów, kolegów z pracy i ekspedientki w osiedlowym sklepie. Nałożyłby na siebie coś ekstrawaganckiego, ale co ludzie powiedzą? Woli wtopić się w tłum i nie wychylać się. Zna angielski, ale woli w nim nie mówić, bo jeszcze ktoś wyłapie błędy gramatyczne.
44. Boi się, co ciocie powiedzą.
A kawalera to jakiegoś ma? Pierścionek gdzie? O potomstwie myśli? 26 lat, to ty już prawie stara panna jesteś! Ja w twoim wieku już dwunaste dziecko rodziłam. Nie denerwuj się, ciocia z dobrego serca pyta. Sama przecież wie lepiej, co da ci szczęście.
45. Kocha morze.
Nawet jeśli częściej niż o wodzie myśli o paragonach grozy, jakie przyjdzie mu zapłacić.
46. Kocha góry.
Nawet jeśli więcej uwagi poświęca chytrości górali niż pięknym widokom.
47. Polubił wakacje.
Kiedyś urlop był dla niego okazją do zrobienia remontu, a dzieci – zamiast na zagraniczne wakacje – zabierał na wieś do dziadków. Dziś, w dobie popularności tanich linii lotniczych, urlopuje częściej niż inni. Według badania International Travel Confidence Index 2025, aż 78 proc. Polaków planuje wakacyjny wyjazd od czerwca do września. Wyprzedzają nas tylko Włosi (83 proc.) i Hiszpanie (80 proc.). Aż 35 proc. deklaruje zamiar udania się na letni wyjazd zagraniczny.
48. Jest nie do zajechania.
Kiedyś twierdził, że czy się stoi, czy się leży, to wypłata się należy. Po zmianie ustroju zaczął zasuwać jak mrówka. Nie przeraża go nocka, całodobowy dyżur czy cztery godziny snu. Uwielbia prace dodatkowe, chałturki, własne biznesy czy nadgodziny. Według danych Eurostatu jest w ścisłej czołówce, jeśli chodzi o najdłuższy tydzień pracy w Europie.
49. Najbardziej na świecie nie cierpi syna koleżanki swojej mamy.
Bo we wszystkim jest najlepszy. Ma najlepsze oceny. Najlepsze wyniki w sporcie. Jest najbardziej zaradny i najbardziej pracowity. Kiedy ty szlajałeś się po mieście w poszukiwaniu guza, on wymyślił lekarstwo na raka, choć ma dopiero czternaście lat. Twoja mama chciałaby, żebyś był jak on. Ale ty znów, fajtłapo, zawiodłeś po całej linii, bo przyniosłeś czwórkę z matmy.
50. Uważa, że kiedyś to było.
Człowiek siedział cały dzień na dworze, grał w klasy, bawił się w chowanego, nie to co teraz. Polskie filmy? Dziś już takich nie robią! Zima? Kiedyś to była, śnieg do ramion, a dziś trochę przyprószy i świat sparaliżowany. I muzyka grała z duszą, nie jak dziś. Ubrania robili porządniejsze, ludzie byli lepsi, ale pod jednym względem tacy sami – niepotrafiący wyzbyć się nostalgii za czasami, które kojarzą im się z beztroską i młodością.
Tekst ukazał się w Magazynie Zero.


