We wtorek 13 października do prywatnego zoo w Łącznej na Dolnym Śląsku weszli policjanci i prokuratorzy. Zatrzymali pięć osób. Zaczęli też sprawdzać, w jakich warunkach żyją zwierzęta. Część z nich ma zostać zabrana do innych miejsc. Część już wyjechała.
Prokuratura Okręgowa w Świdnicy tłumaczy, że bada podejrzenia dotyczące znęcania się nad zwierzętami. Zapewnia przy tym, że nie chodzi o zamknięcie zoo, a decyzje o zabraniu konkretnych zwierząt mają podejmować specjaliści po sprawdzeniu ich stanu.
Tyle wersja oficjalna. Tymczasem na jaw wychodzą kolejne informacje o tym, jak przygotowywano i prowadzono całą akcję. Jeśli choć część z nich się potwierdzi, organizatorzy interwencji będą musieli odpowiedzieć na kilka naprawdę niewygodnych pytań – twierdzi Krasuski.
„Facetowi właśnie ukradziono... ZOO”. Stanowski o interwencji policji w Łącznej
Nieprawidłowości to jeszcze nie powód do odbioru zwierząt
Rozmawiałem z pracownikiem Inspekcji Weterynaryjnej, który ze względu na swoją sytuację zawodową chce pozostać anonimowy. Jego relacja pokazuje, że sprawa zoo w Łącznej może być znacznie bardziej skomplikowana, niż wynikałoby to z prostego podziału na obrońców zwierząt i właścicieli ogrodu.
Rozmówca zwraca uwagę na podstawową kwestię: wykrycie nieprawidłowości podczas kontroli nie jest automatycznie równoznaczne z koniecznością odebrania zwierząt.
Jeśli inspekcja stwierdzi, że wybieg tygrysa jest zbyt mały albo wymaga modernizacji, może nakazać usunięcie uchybienia. Czym innym jest bowiem stwierdzenie naruszenia wymogów, a czym innym ustalenie, że zwierzę znajduje się w stanie wymagającym natychmiastowej interwencji. To rozróżnienie ma znaczenie również w przypadku Łącznej.
Pracownik IW podkreśla, że nie widzi powodów, by z góry podważać ocenę powiatowego lekarza weterynarii w Wałbrzychu, który nie widział podstaw, by zamknąć zoo. Jak twierdzi, to doświadczony urzędnik, pracujący na stanowisku od około 2015 roku, z którym inni inspektorzy konsultują trudniejsze przypadki. W ocenie mojego rozmówcy sytuacja w zoo nie wymagała odbioru zwierząt.
Nie oznacza to jednak, że w ogrodzie nie było żadnych nieprawidłowości. Sam rozmówca tego nie wyklucza. Jego zdaniem ewentualne uchybienia należało ocenić pod kątem ich rzeczywistego wpływu na dobrostan zwierząt.
Trzeba przy tym zaznaczyć, że opinia powiatowego lekarza nie przesądza o wynikach postępowania karnego. Prokuratura może dysponować innym materiałem dowodowym, a stan poszczególnych zwierząt wymaga odrębnej oceny.
Zoo w Łącznej. Panie prokuratorze, poproszę adres lemura
Kto chciał małpy, a kto wielbłądy?
Jeszcze poważniejsze pytania pojawiają się w związku z nagraniami rozmów dotyczących przygotowań do przejęcia zwierząt.
Według ujawnianych przez użytkowników portali społecznościowych relacji przedstawiciele organizacji prozwierzęcych mieli zgłaszać zainteresowanie konkretnymi gatunkami jeszcze zanim jakakolwiek interwencja się zaczęła. W rozmowach, które pojawiły się w internecie, wymieniane są małpy, wielbłądy czy sowy. Pada również określenie, że fundacje zgłaszają się po zwierzęta „na zasadzie zachcianek”.
Jeśli nagrania są autentyczne i przedstawiają rzeczywisty sposób organizowania akcji, wymagają bardzo dokładnego wyjaśnienia. Odbieranie zwierząt z ogrodu zoologicznego nie może przecież polegać na tym, że poszczególne organizacje wybierają sobie gatunki, które chciałyby przejąć. Najpierw powinna zostać przeprowadzona ocena stanu zwierzęcia, następnie ustalona konieczność jego przeniesienia, a dopiero później wybrane miejsce zapewniające odpowiednie warunki.
Tymczasem w przywoływanych rozmowach miała pojawić się również informacja, że niektóre organizacje zainteresowane przejęciem zwierząt dysponują gorszymi warunkami niż samo zoo. Należałoby ustalić, czy organizatorzy akcji odbierania dysponowali odpowiednim zapleczem do jej przeprowadzenia.
Transport może być dla zwierzęcia zagrożeniem
Na jeszcze jeden problem zwraca uwagę anonimowy pracownik Inspekcji Weterynaryjnej, z którym rozmawiałem. Chodzi o transport dzikich i egzotycznych zwierząt.
Jak tłumaczy, przeniesienie takiego zwierzęcia do innej placówki nie jest zwykłą operacją logistyczną. Wymaga przygotowania, odpowiedniego sprzętu i znajomości zachowania konkretnego gatunku. W miarę możliwości zwierzę powinno być wcześniej przyzwyczajane do klatki transportowej. Istotna może być także obecność znanego mu opiekuna.
Nagła zmiana otoczenia, odłów i wielogodzinna podróż mogą wywołać silny stres. W skrajnych przypadkach zwierzę może przestać przyjmować pokarm, wpaść w panikę albo doznać obrażeń. Rozmówca zwraca uwagę na informacje, według których lekarze weterynarii mieli być pytani z bardzo krótkim wyprzedzeniem o możliwość farmakologicznego uspokojenia zwierząt egzotycznych przed transportem.
Jego zdaniem tak poważna operacja powinna być przygotowywana z odpowiednim wyprzedzeniem, chyba że stan zwierzęcia wymaga natychmiastowej interwencji.
Mówiąc najprościej: jeżeli zwierzę jest w bezpośrednim niebezpieczeństwie, jego szybkie przeniesienie może być konieczne. Jeżeli jednak zagrożenie nie jest pilne, trzeba rozważyć, czy sam odłów i transport nie spowodują większych szkód niż pozostawienie go na miejscu do czasu przygotowania bezpiecznej przeprowadzki.
Inspektorzy pozostawieni sami sobie
Sprawa Łącznej odsłania również, zdaniem mojego rozmówcy, szerszy problem funkcjonowania Inspekcji Weterynaryjnej. Pracownik IW twierdzi, że inspektorzy terenowi nie mają zapewnionych wystarczających specjalistycznych szkoleń dotyczących kontroli ogrodów zoologicznych. Według niego brakuje także jednolitego protokołu kontroli takich obiektów.
„Zawsze trzeba sobie samemu radzić, samemu oceniać, a potem i tak powiedzą, że zrobiłeś źle. A jak robić dobrze? Tego nikt nie powie, bo to sprawa powiatu” opisuje.
Rozmówca uważa, że po kolejnych medialnych aferach odpowiedzialność spada na poszczególnych powiatowych lekarzy weterynarii, podczas gdy problemy organizacyjne i proceduralne pozostają nierozwiązane.
Krytykuje również sposób funkcjonowania zespołów doradczych przy Głównym Lekarzu Weterynarii. Jego zdaniem w dyskusjach dotyczących ochrony zwierząt zbyt małą wagę przywiązuje się do doświadczenia lekarzy i inspektorów pracujących bezpośrednio w terenie.
Zwraca też uwagę, że 2 października podczas Kongresu Praw Zwierząt w Senacie obecni byli między innymi Główny Lekarz Weterynarii oraz przedstawiciele Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Według jego informacji już wtedy w kuluarach miały odbywać się rozmowy dotyczące przyszłej interwencji w Łącznej.
Nie ma jednak niezależnego potwierdzenia tych rozmów ani ich zakresu. Samo wcześniejsze przygotowywanie działań przez instytucje państwowe nie stanowi zresztą nieprawidłowości. Przeciwnie, przy tak skomplikowanej operacji należałoby oczekiwać szczegółowego planowania. Pytanie brzmi: czy rzeczywiście je przeprowadzono?
Jakie kompetencje miał biegły?
Kolejne wątpliwości dotyczą udziału biegłych w interwencji w ZOO w Łącznej. Dotarły do mnie relacje kilku osób, które kwestionują sposób doboru ekspertów oraz ich rolę podczas oględzin. Zarzuty są poważne, ponieważ dotyczą nie tylko samego przebiegu interwencji, ale również wiarygodności materiału, na którym prokuratura może opierać swoje ustalenia.
Jeden z moich informatorów, prawnik znający sprawy związane z interwencjami w obiektach utrzymujących zwierzęta, twierdzi, że w podobnych postępowaniach może powtarzać się określony mechanizm. Według jego relacji organizacja Mondo Cane ma regularnie wnioskować o udział tej samej biegłej, która następnie odgrywa istotną rolę podczas oględzin i sporządzania dokumentacji. Rozmówca stawia dalej idący zarzut: jego zdaniem opinie i protokoły mają być przygotowywane w sposób odpowiadający oczekiwaniom organizacji uczestniczących w interwencji. Na obecnym etapie nie dysponuję jednak dokumentami pozwalającymi niezależnie potwierdzić ten mechanizm.
Dlatego warto ustalić, kto formalnie powołał biegłą uczestniczącą w czynnościach w Łącznej, na czyj wniosek to nastąpiło i jaki był dokładny zakres jej zadań. Istotne jest również, kto sporządzał i zatwierdzał protokoły oględzin, czy przedstawiciele organizacji prozwierzęcych mieli wpływ na wybór ekspertów oraz jakie wynagrodzenie przewidziano za przygotowanie opinii.
Samo zgłoszenie kandydatury biegłego przez organizację uczestniczącą w sprawie nie dowodzi nieprawidłowości. Odpowiedzialność za formalne powołanie biegłego, określenie zakresu opinii i ocenę jej wartości dowodowej spoczywa na właściwym organie procesowym.
Akcja ratunkowa czy zabezpieczanie dowodów?
Wątpliwości budzi również cel prowadzonych czynności. Jeżeli zwierzę ma zostać zabezpieczone jako dowód w sprawie, trzeba wyjaśnić, dlaczego konieczne jest jego fizyczne przeniesienie. Jeżeli powodem jest zagrożenie zdrowia lub życia, powinno wynikać to z oceny specjalistów.
A jeżeli część zwierząt miałaby zostać przewieziona za granicę, pojawiają się dodatkowe pytania o dokumentację, warunki transportu, nadzór weterynaryjny i możliwość późniejszego przeprowadzenia dalszych czynności dowodowych.
Do tego dochodzi kwestia wiarygodności samych ustaleń. Jeżeli decyzje o odbiorze zwierząt opierają się na opiniach ekspertów, opinie te muszą być rzetelne, a sposób ich przygotowania nie powinien budzić wątpliwości co do bezstronności.
Nie można oczywiście wykluczyć, że prokuratura dysponuje dowodami uzasadniającymi podjęte działania. Nie można również z góry zakładać, że każda decyzja o odebraniu zwierzęcia jest błędna. Ale skala operacji wymaga równie szczegółowego uzasadnienia.
Zwierzęta powinny być najważniejsze
Właściciele ZOO w Łącznej kwestionują zasadność działań służb. Z kolei prokuratura zapewnia, że nie zamierza likwidować ogrodu, a decyzje dotyczące zwierząt mają zapadać indywidualnie, na podstawie ocen specjalistów. To ważne deklaracje. Teraz należałoby pokazać, jak wyglądają w praktyce.
Kto zdecydował o odebraniu poszczególnych zwierząt? Na podstawie jakich opinii? Kto weryfikował warunki w placówkach, do których mają trafić? Jak przygotowano transport? Czy wszystkie organizacje uczestniczące w działaniach miały odpowiednie zaplecze i uprawnienia? Kto dobierał biegłych i sprawdzał ich kompetencje? I wreszcie: czy przeprowadzono analizę ryzyka dla każdego z przewożonych zwierząt?
Nie przesądzam, że w ZOO w Łącznej nie dochodziło do zaniedbań. Jeżeli zwierzęta były źle traktowane, odpowiedzialni powinni ponieść konsekwencje, a zwierzętom należy zapewnić bezpieczeństwo. Ale nie wystarczy powiedzieć, że akcja odbywa się w imię ich dobra.
Jeżeli okaże się, że zwierzęta odbierano bez właściwego przygotowania, przewożono w pośpiechu i umieszczano w gorszych warunkach, będzie to wymagało równie poważnego wyjaśnienia jak nieprawidłowości, które miały występować w samym zoo. Warto tu przypomnieć choćby sprawę schroniska w Sobolewie. Według przekazanych mi informacji część odebranych stamtąd psów trafiła do Kuflewa i pod opiekę DIOZ.
Po akcji w zoo w Łęcznej pozostaje więc więcej pytań, niż odpowiedzi: czy ktoś sprawdza, co dzieje się ze zwierzętami już po interwencji? Gdzie ostatecznie trafią? Jak wygląda kontrola warunków w tych miejscach? Kto będzie odpowiadał za ich dalszy los? I najważniejsze: czy w tej akcji na pewno chodzi przede wszystkim o dobro zwierząt?
Obejrzyj także:


