Reklama
Reklama

Reklama

Wydajemy na obronę 5 proc. PKB, a efektów brak? Gdzie podziały się te pieniądze?

Reklama
TYLKO NA

Debata nad SAFE sprawiła, że coraz więcej osób zaczęło zadawać pytanie – skoro już teraz wydajemy na armię 5 proc. PKB, to dlaczego mamy jeszcze się zapożyczać? Czy naprawdę tak duże wydatki nie wystarczają, aby uzbroić polskiego żołnierza w odpowiedni sprzęt? Na co wydajemy tak potężne kwoty? Gdzie efekty tych wydatków?

220623kmy004
Skoro Polska ma wydawać na obronę już 5 proc. PKB, to co dzieje się z tymi środkami? (fot. DWOT)
  • Choć politycy deklarują, że przeznaczamy 5 proc. na obronę, niestety nie jest to prawda. Dotychczas jeszcze nie wydaliśmy tak dużo pieniędzy na armię.
  • Mimo to wydatki na wojsko są rekordowe. Trzeba jednak pamiętać, że połowa budżetu obronnego jest przeznaczana na inne cele niż zakup nowego wyposażenia. Budżet na obronę uwzględnia także wynagrodzenia, emerytury oraz inne koszty utrzymania armii liczącej już ponad 220 tys. żołnierzy.
  • Ostatnie lata to też czas olbrzymich dostaw sprzętu wojskowego. Nasz kraj otrzymał m.in. ponad 400 nowoczesnych czołgów z USA i Korei Południowej.
  • Skala zakupów wynika z konieczności nadrobienia czterech dekad zaniedbań: Polska musi jednocześnie zastąpić przestarzały postsowiecki sprzęt i zbudować zdolności wojska porównywalne z krajami, które inwestowały wielokrotnie więcej i znacznie wcześniej.

Reklama

Dziś Polska wydaje rekordowe sumy na obronę – w tym roku ma to być ponad 200 mld zł, czyli ponad 4,8 proc. PKB. Dlaczego jednak te setki mld zł rocznie nie przełożyły się na militarną potęgę? Co dzieje się z tymi pieniędzmi?

5 proc. PKB – wielka kwota czy wielkie kłamstwo?

Z pewnością niemal każdy słyszał o mitycznych już 5 proc. PKB, które co roku przeznaczamy na obronę. Mitycznych, ponieważ… nigdy tyle nie wydaliśmy. Jak to możliwe? Kluczowe jest zrozumienie różnicy między planem a wykonaniem budżetu.

Ministerstwo Obrony Narodowej otrzymuje fundusze na armię z budżetu państwa. O jakich kwotach mówimy? Wprowadzona w 2022 r. ustawa o obronie Ojczyzny wymusza, aby było to nie mniej niż 3 proc. PKB i przepis ten jest respektowany. W 2022 r. wydaliśmy na obronę 2,2 proc. PKB. W 2024 r. było to 3,8 proc., a w zeszłym roku ok. 4,3 proc. PKB. Nie jest to ani 5 proc. PKB, ani też nawet zaplanowane na 2025 r. 4,8 proc. Skąd bierze się różnica?


Reklama

Bojowe wozy piechoty Borsuk w trakcie szkolenia poligonowego. Docelowo powinniśmy posiadać ponad 1000 takich wozów. Na razie zamówiono ich zaledwie 111. (fot. 15 Giżycka Brygada Zmechanizowana / 15 Giżycka Brygada Zmechanizowana)


Reklama

Wynika ona z realizacji Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych (FWSZ). Mówiąc najprościej, to taki worek, do którego wkładamy pożyczone pieniądze, aby później wydać je na zakupy sprzętu wojskowego. Choć wydatki w ramach FWSZ planujemy ambitnie, to nigdy jeszcze nie udało nam się ich zrealizować. W 2023 r. wykonanie wyniosło zaledwie ok. 50 proc., a w 2025 r. było to ok. 80 proc. Ta niewykorzystana część to właśnie różnica między planem a wykonaniem. 

No dobrze. Wiemy już, że wydatki na zbrojenia nie wynoszą 5 proc., choć uczciwie należy zauważyć – nie zmienia to wiele, ponieważ tak czy siak są one rekordowe. Gdzie zatem te wszystkie czołgi i samoloty? Tutaj przechodzimy do kolejnego problemu – braki są naprawdę duże.

Dekady wielkich zaległości

Problemy z finansami dla armii nie zaczęły się pięć ani 15 lat temu. Ich początków można upatrywać już w zasadzie w erze wielkich długów Gierka i niespokojnych latach 80. Polska zrezygnowała wtedy z zakupu większej liczby myśliwców czy okrętów podwodnych.


Reklama

Następnie nastały lata 90. Był to czas, gdy Polska miała na głowie większe zmartwienia niż wydatki na zbrojenia. Na dobrą sprawę, zaległości stopniowo narastały aż do 2022 r. Cofnijmy się więc do momentu wybuchu wojny na Ukrainie. Polska posiadała wówczas ponad 700 czołgów, ale większość z nich to przestarzałe T-72, a nawet te najnowocześniejsze – Leopardy 2A5, nie należały już do najnowszych maszyn.


Reklama

ORP Ślązak jest dziś symbolem problemów z modernizacją Wojska Polskiego. W ramach programu Gawron miało powstać siedem dobrze uzbrojonych. Powstał jeden kiepsko uzbrojony okręt, a w dodatku od początku budowy do wejścia okrętu do służby, minęło aż 18 lat. (fot. kpt. mar. Damian Przybysz / Marynarka Wojenna RP)

Lotnictwo? Choć oczekiwaliśmy już zamówionych w USA w 2020 r. myśliwców piątej generacji F-35, to stan Sił Powietrznych nie był najlepszy. Poza względnie nowoczesnym myśliwcami F-16, nadal służyły u nas maszyny: Su-22M4 oraz MiG-29. Oba wymagające pilnego zastąpienia w ciągu kilku lat.

Choć posiadane przez Polskę Mi-24 nadal należą do najgroźniejszych z wyglądu, to ich realna wartość na współczesnym polu walki jest niewielka. (fot. DWOT)


Reklama

Marynarka Wojenna? W zasadzie brak okrętów podwodnych (jeden, blisko 40-letni i utrzymywany tylko dla ciągłości szkolenia). Fregaty jeszcze starsze, bo pochodzą z lat 70. XX wieku.


Reklama

Lotnictwo śmigłowcowe? W służbie nadal były (i są) blisko 50-letnie lekkie śmigłowce Mi-2, przestarzałe morskie Mi-14 czy nie nadające się na współczesne pole walki bojowe Mi-24D/W. Śmigłowców ciężkich z prawdziwego zdarzenia nie mamy w ogóle.

Braków można wymieniać naprawdę wiele – brak nowoczesnych maszyn szkolnych, kamizelek, kompozytowych hełmów, nowych ciężarówek, bojowych wozów piechoty czy obrony przeciwlotniczej. W zasadzie nasza armia nadal w dużej mierze bazowała na systemach z lat 70. i 80. XX wieku. Trudno zwalać to na konkretną ekipę, ponieważ te zaległości modernizacyjne nawarstwiły się przez 40 lat.


Reklama

W XXI wieku przeprowadziliśmy kilka naprawdę dużych oraz istotnych zakupów. Polska zakupiła 48 myśliwców F-16, 32 F-35, dywizjon (czyli 16 wyrzutni) systemu obrony przeciwlotniczej Patriot, ponad 300 kołowych transporterów opancerzonych (KTO) Rosomak z wieżą Hitfist-30P, kilkadziesiąt armatohaubic Krab (choć nadal był to niewielki ułamek potrzeb artylerii lufowej).


Reklama

KTO Rosomak z wieżą ZSSW-30. To jeden z najnowszych nabytków w Wojsku Polskim. Wozy tego typu mają uzupełniać posiadane KTO Rosomak z wieżą Hitfist-30P. (fot. 21. Brygada Strzelców Podhalańskich)

To kropla w morzu potrzeb. W 2022 r. stanęliśmy przed karkołomnym zadaniem: skompletować w jedną dekadę wyposażenie, którego kolejne rządy nie kupowały przez ostatnie cztery dziesięciolecia, i to przy rosnących z powodu konfliktu na Ukrainie cenach broni.

Wojsko Polskie jest dziś dwukrotnie liczniejsze niż dekadę temu

Duże zaległości to nie jedyny problem. Jednocześnie rosną koszty utrzymania naszej armii. Jeszcze dekadę temu, w Wojsku Polskim służyło ok. 100 tys. żołnierzy. Dziś jest ich ponad dwukrotnie więcej, bo ok. 220 tys. Wraz ze wzrostem liczebności, rosną także koszty. Żołnierze przecież dostają wynagrodzenia, dodatki, są karmieni, noszą mundury, a koszary muszą być ogrzewane i zasilane w energię elektryczną. To wszystko kosztuje. Budżet na obronę obejmuje także wypłatę emerytur i rent dla byłych żołnierzy zawodowych i funkcjonariuszy.


Reklama

Armatohaubice K9 w trakcie transportu kolejowego. (fot. 18. Dywizja Zmechanizowana)


Reklama

O jakich kwotach mówimy? W 2025 r. wydaliśmy na obronę blisko 170 mld zł. W teorii to oznacza mnóstwo pieniędzy. Problem w tym, że nie wszystko to środki na zakup sprzętu. Wydatki bieżące (m.in. wynagrodzenia i rachunki) oraz świadczenia (m.in. emerytury) wyniosły aż 66 mld zł. Jak wynika z raportów NATO, na sprzęt zostaje ok. połowę budżetu na obronę (co samo w sobie jest bardzo dobrym rezultatem).

Wielka modernizacja Sił Zbrojnych RP

Skoro ustaliliśmy już, że nie wydajemy 5 proc. na obronę, wydatki te obejmują pensje, emerytury czy rachunki za prąd i koszt sporządzenia posiłków dla wojska, a Polska ma olbrzymie zaległości, musimy przejść do najważniejszego pytania – co się dzieje z resztą tych pieniędzy?

Cóż – one nie wyparowały – możemy je już teraz widywać nad polskim niebem oraz na poligonach wojskowych w całym kraju (i poza nim). Wydatki skokowo wzrosły od 2023 r. (w 2022 r. wynosiły jeszcze tyle, ile w latach 2020-2021), a pierwsze duże dostawy miały miejsce w grudniu 2022 r. Podsumujmy zatem, jaki sprzęt Wojsko Polskie odebrało w ciągu ostatnich 3,5 roku.


Reklama

Jeżeli chodzi o samoloty 5-generacji F-35, to w marcu 2026 r. pilot Lockheed Martin dokonał oblotu dziesiątego polskiego myśliwca tego typu. Obecnie samoloty służą w USA do szkolenia polskich pilotów, ale w ciągu kilku miesięcy powinny pojawić się w Polsce. Z Korei przyleciało do nas także 12 samolotów szkolno-bojowych FA-50GF. Od Szwedów pozyskaliśmy dwa używane samoloty wczesnego ostrzegania Saab 340B AEW-300.


Reklama

Dużo działo się w Wojskach Lądowych. Trzy lata wystarczyły, aby do Polski trafiło 180 czołgów K2GF, 116 M1A1FEP oraz 146 M1A2SEPv3 (a nadal czekamy na dostawę 104 M1A2SEPv3 oraz 180 K2PL). Łącznie daje to 442 nowe czołgi, a przecież nie liczymy także tych zmodernizowanych (kilkadziesiąt Leopard 2PL). Czy to dużo? Niemieccy czołgiści używają mniej niż 300 czołgów Leopard 2, a francuska armia posiada nieco ponad 220 czołgów Leclerc w czynnej służbie.

Koszt jednego czołgu widocznego na zdjęciu to kilkanaście mln dol., czyli ok. 40-50 mln zł. (fot. 1 Warszawska Brygada Pancerna / 1 Warszawska Brygada Pancerna)

Jaki z tego wniosek? Wystarczyło kilka lat, abyśmy pozyskali więcej nowoczesnych czołgów niż posiada jakakolwiek inna armia w Unii Europejskiej. Teoretycznie więcej czołgów ma Grecja, ale nowoczesne maszyny stanowią niewielką część ich floty.


Reklama

Budujemy artylerię, której będzie nam zazdrościć Europa

Najbardziej imponująco wyglądają dostawy artylerii rakietowej. Amerykanie dostarczyli w ostatnich latach 20 wyrzutni M142 HIMARS, a z Korei Południowej przypłynęło ponad 100 modułów do wyrzutni rakiet K239 Chunmoo (koreański odpowiednik HIMARS). Jeżeli chodzi o artylerię kal. 155 mm, mówimy o dostawie ponad 200 koreańskich armatohaubic K9 Thunder oraz 30 Krabów z Huty Stalowa Wola. Tutaj nawet nie ma co porównywać innych państw z europejskiej części NATO. Niemcy posiadają 33 wyrzutnie M270 MLRS oraz 134 armatohaubice PzH 2000.


Reklama

Wojsko Polskie liczy już ok. 220 tys. żołnierzy.

Wojsko Polskie liczy już ok. 220 tys. żołnierzy. (fot. 18. Dywizja Zmechanizowana)

Na stan przyjęto także pierwsze 15 bojowych wozów piechoty Borsuk oraz ponad 20 KTO Rosomak z wieżą ZSSW-30. Wszystkie wyprodukowane w polskich fabrykach. Przy zakładach w Świdniku obserwowano w lutym oblot śmigłowców AW149 z numerem bocznym 6716, co sugeruje, że to już 16. egzemplarz dla Wojska Polskiego. W ostatnich latach Wojsko Polskie otrzymało także cztery śmigłowce AW101 oraz cztery S-70i.

AW149 o numerze bocznym 6716. Pierwsze śmigłowce dla Wojska Polskiego powstawały we Włoszech. Obecnie dostarczane AW149 pochodzą z zakładów PZL Świdnik. (fot. Wiktor Sawicki)


Reklama

Dużo dzieje się także w kwestii dronów. Mówimy bowiem o dostawie 24 tureckich dronów Bayraktar TB2 w latach 2022-2024, ponad stu dronów FlyEye oraz pierwszych modułów systemu uderzeniowo-rozpoznawczego Gladius. W latach 2022-2023 na Bałtyk zawitały dwa niszczyciele min typu Kormoran (ORP Albatros oraz ORP Mewa), a w stoczniach przygotowują się do przekazania w ciągu najbliższych kilku lat kolejnych trzech niszczycieli min, dwóch okrętów rozpoznania radioelektronicznego, okrętu ratowniczego oraz pierwszej polskiej fregaty Miecznik (w 2025 r. rozpoczęto budowę drugiego Miecznika).


Reklama

Wymieniać można naprawdę długo. Od początku wojny Agencja Uzbrojenia (AU) dokonała największych w historii zakupów kamizelek balistycznych (ponad 100 tys. sztuk) oraz hełmów kompozytowych (ponad 150 tys. sztuk) w historii Polski. AU podpisała z Fabryką Broni „Łucznik” w Radomiu umowę na ponad 150 tys. karabinków MSBS GROT oraz blisko 50 tys. pistoletów VIS-100. W 2024 r.

W ostatnich lat karabinki MSBS Grot wyparły używane od lat 90. Beryle, stając się podstawową bronią w Wojsku Polskim. (fot. plut. Paweł Sadoch / 16. Dywizja Zmechanizowana)

Wojsko Polskie zamówiło ze Szwecji ponad 6 tys. dział bezodrzutowych Carl-Gustaf. Rewolucja odbywa się również w przypadku obrony przeciwlotniczej, choć tutaj największe dostawy dopiero się zaczną (większość sprzętu ma do nas trafić między 2026 a 2035 r.). Trudno zatem mówić o tym, że te pieniądze wyparowały, ponieważ efekty są dobre.


Reklama

Modernizacja na kredyt

Okazuje się zatem, że wcale nie wydajemy 5 proc. PKB na obronę, a i tak do armii trafia naprawdę imponująca liczba nowej broni. Dlaczego zatem Polska musi szukać wsparcia w postaci unijnego lub prezydenckiego SAFE? Otóż problem jest taki, że znaczną część tych zakupów realizujemy w oparciu o kredyty. W latach 2023-2025 połowa pieniędzy na zakupy sprzętu wojskowego pochodziła z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, a ten opiera się głównie na zaciąganych w ostatnich latach pożyczkach.


Reklama

Te jednak trzeba z czasem spłacać. Jak dużo pieniędzy musimy oddać? W latach 2028-2035 ma to być średnio ponad 40 mld zł rocznie. W samym tylko 2028 r. prognozowane wydatki na obsługę długu zaciągniętego w ramach FWSZ wynoszą 42 mld zł. To aż 0,9 proc. szacowanego PKB na ten rok.

Koszty już zaciągniętych pożyczek w ramach FWSZ mogą skutecznie zatrzymać dalszą modernizację Wojska Polskiego. (fot. Najwyższa Izba Kontroli)

Eksperci, tacy jak specjalizujący się w finansach Wojska Polskiego Tomasz Dmitruk z „Dziennika Zbrojnego”, przestrzegają, że planowane wydatki na obronę, wystarczą w zasadzie na zapłacenie za już podpisane kontrakty, ale trudno mówić o kupowaniu dodatkowego wyposażenia. Problem w tym, że potrzeby nadal są duże. Polsce nadal brakuje okrętów podwodnych, większej liczby bojowych wozów piechoty, obrony antydronowej czy dodatkowych myśliwców.


Reklama

Plan jest zatem taki, aby nowe kredyty zaciągane w ramach FWSZ, zastąpić tańszym finansowaniem zewnętrznym. Rząd pokłada tutaj duże nadzieje w unijnym SAFE, zaś obóz prezydencki sugeruje skorzystanie z SAFE 0 proc., czyli środków pozyskanych poprzez realizację zysku na rezerwach NBP. Niezależnie od wybranego finansowania, mówimy więc o pieniądzach, które umożliwią dalszą modernizację Sił Zbrojnych RP.


Reklama

Należy odpowiedzieć w tym miejscu na kluczowe pytanie: czy na pewno powinniśmy posiadać 300 tys. armię? Jakie zdolności należy uzyskać i czy stać nas na tak ambitne założenia? Dziś to właśnie wzrost liczebności Wojska Polskiego sprawia, że brakuje środków na zakup sprzętu dla tak licznej armii. Jak zatem pogodzić problemy finansowe państwa z potrzebami Sił Zbrojnych?

 


Reklama