Reklama
Reklama
Świat

Od negocjacji do blokady. Transformacja strategii USA wobec Iranu

Rozmowy USA–Iran nie zakończyły konfliktu, lecz zmieniły jego formę. Zamiast dalszej eskalacji militarnej doszło do przejścia na presję ekonomiczną.

Wojciech J. Kittel
Felieton autorstwa: Wojciech J. Kittel
Dzisiaj 08:07
16 min
Dynamika konfliktu wyraźnie przesunęła punkt wyjścia dla dalszych rozmów na korzyść Amerykanów. Jednak rozwój negocjacji wskazuje, że przewaga ta nie przekłada się na możliwość narzucenia jednostronnych warunków. (fot. gettyimages.com/Bloomberg/Contributor/Anadolu /freepik.com/Rawpixel.com)

Reklama

TYLKO NA
  • Iran i USA negocjowały różne kwestie: Teheran chciał nowego ładu strategicznego, Waszyngton skupił się na technicznych kwestiach bezpieczeństwa i żeglugi.
  • Fiasko rozmów w Islamabadzie uruchomiło nową fazę: negocjacje pośrednie połączone z twardą presją gospodarczą.
  • Amerykańska blokada morska, w połączeniu z ryzykiem ubezpieczeniowym, de facto sparaliżowała handel przez Cieśninę Ormuz.
  • Konflikt zaczyna wykraczać poza region: blokada Iranu pośrednio uderza w Chiny i grozi eskalacją napięć surowcowych na linii Waszyngton–Pekin.

Reklama

Negocjacje pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem w Islamabadzie, prowadzone w ubiegłą sobotę przy mediacyjnej pomocy Pakistanu, były najwyższej rangi kontaktem obu stron od 1979 roku. Jednocześnie stanowiły punkt kulminacyjny tej fazy konfliktu, w której USA przeszły od militarnej deeskalacji do maksymalnej presji ekonomicznej, której efektem jest deklarowane przez Iran zawieszenie blokady Cieśniny Ormuz.

Kontekst negocjacji w Pakistanie

Wycofanie się obu stron nie oznacza porzucenia pierwotnych przyczyn konfliktu. W przypadku USA jest to raczej kontynuacja strategii „maksymalnej presji” wobec Iranu, lecz w innym wymiarze. Zmiana polega na ograniczeniu bezpośredniego użycia siły. USA zastępują realne działania militarne ich wiarygodną groźbą, co prowadzi do zamiaru maksymalizacji efektu presji przy braku ich bezpośredniego użycia.

Zanim przejdzie się jednak do opisywania logiki tego procesu, konieczne jest zwrócenie uwagi na wcześniej prezentowane stanowiska negocjacyjne. Należy podkreślić, że warunkiem zawieszenia broni między stronami było zatwierdzenie jego wstępnych warunków.


Reklama

Żadna ze stron nie wywiązała się jednak z tych zobowiązań – przynajmniej nie w sposób zgodny z wcześniejszymi ustaleniami, choć zawieszenie broni trwa. Pierwszym z warunków było zawieszenie broni „na wszystkich frontach walki z Iranem”. Natomiast drugim: otwarcie przez Iran Cieśniny Ormuz dla swobodnego przepływu.


Reklama

W przypadku pierwszego „nieporozumienia” wszystko sprowadzało się do podjętej przez Izrael operacji lądowej w Libanie przeciwko Hezbollahowi, która – w percepcji Iranu – miała stanowić „inny front” niż objęte porozumieniem zaprzestanie kampanii powietrznej.

Zarówno Izrael, jak i USA skutecznie odrzuciły irański postulat, argumentując, że izraelska operacja w Libanie nie podlegała postanowieniom przyjętego porozumienia 8 kwietnia. W praktyce oznaczało to, że do momentu ogłoszenia dziesięciodniowego zawieszenia broni w czwartek między Izraelem a Libanem Izrael wykorzystywał sytuację, by maksymalnie osłabić Hezbollah.


Reklama

Drugie „nieporozumienie” dotyczyło przyjętego przez USA i Iran „otwarcia” Cieśniny Ormuz. W wyniku konfliktu nietrudne było do przewidzenia, że zostanie ona zaminowana przez irański Korpus Strażników Rewolucji.


Reklama

W ten sposób Iran wówczas uwięził w Zatoce Perskiej setki tankowców wraz z 20 tys. marynarzy, którzy pozostali uzależnieni od irańskiej decyzji o przekazaniu koordynatów bezpiecznego toru wodnego, uzależnionego od uiszczenia myta. Mimo formalnego „otwarcia” Iran zachował pełną kontrolę nad cieśniną. To on decydował, kto może przepływać i na jakich warunkach. W praktyce oznaczało to selektywną blokadę, którą USA de facto zaakceptowały.

USA: zaginięcia i zgony naukowców powiązanych z wojskiem. Biały Dom bada sprawę

Wracając jednak do samych negocjacji, punkt ciężkości tych rozmów skupiał się na amerykańskiej narracji dotyczącej pierwotnych przyczyn wojny: „Stany Zjednoczone nigdy nie pozwolą Iranowi na posiadanie broni nuklearnej” – frazie wskazującej na postrzeganie irańskiego programu jądrowego jako próby budowy broni jądrowej.


Reklama

Sformułowanie powtarzane za każdym razem przez amerykańską administrację w celu usprawiedliwienia amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran. Narracja ta pozostaje jednak w sprzeczności z ustaleniami amerykańskich służb wywiadowczych.


Reklama

To właśnie ten wąski, lecz istotny zakres stał się elementem amerykańskiego zestawu kwestii operacyjnych. W konsekwencji rozpoczęte w ubiegłą sobotę negocjacje, trwające 21 godzin, „zakończyły się fiaskiem” – jak stwierdził po ich zakończeniu przewodniczący amerykańskiej delegacji negocjacyjnej, wiceprezydent J.D. Vance. Podczas czterominutowej konferencji prasowej całą winę za niepowodzenie rozmów przypisał stronie irańskiej.

Trwające niespełna dobę negocjacje z pewnością nie koncentrowały się wyłącznie na tym przedmiocie rozmów, który wskazał Vance. Był on raczej kwestią, której nierozstrzygnięcie posłużyło jako uzasadnienie zerwania przez Amerykanów tej rundy rozmów. Kluczowym problemem okazała się bowiem fundamentalna asymetria celów na poziomie stanowisk negocjacyjnych, wynikająca z odmiennego podejścia obu stron do samych negocjacji.

Fiasko rozmów w Islamabadzie nie oznaczało jednak zakończenia procesu negocjacyjnego. W kolejnych dniach doszło do jego transformacji – z bezpośrednich rozmów kryzysowych do wielotorowych negocjacji pośrednich, prowadzonych przy udziale państw trzecich. Obecnie proces ten wszedł w fazę, którą można określić jako „pre-deal phase”, w której strony – przy utrzymującym się napięciu – testują granice możliwych ustępstw oraz wypracowują ramy potencjalnego porozumienia.


Reklama

Asymetria celów negocjacyjnych

Iran podszedł do rozmów w sposób kompleksowy, kierując się logiką strategiczną wychodzącą z założenia, że w wyniku skutecznej obrony udało mu się zmienić swoją pozycję, postrzegając konflikt jako jedynie kolejny etap, po którym może nastąpić nowe otwarcie. Ta logika „wszystko za wszystko” była motywowana dążeniem do ustanowienia nowej równowagi w regionie, w której pozycja Iranu zostałaby potwierdzona.


Reklama

Obejmowało to stanowisko: zachowania kontroli nad własnym programem nuklearnym, próbę usankcjonowania amerykańskiej obecności w regionie, potwierdzenie wpływów poprzez zamrożenie konfliktów pośrednich z udziałem swoich proxy, zniesienie sankcji gospodarczych wraz ze zwrotem zamrożonych środków oraz utrzymanie kontroli nad Cieśniną Ormuz. Kluczowe było jednak zapewnienie sobie bezpieczeństwa poprzez załamanie strategii „koszenia trawy” (cyklicznych ataków na Iran) i ustanowienie paktu o nieagresji.

Sądząc po intensywności spotkania oraz istnieniu gorących linii telefonicznych z Islamabadu do Waszyngtonu i Teheranu, można przyjąć, że kwestie te były przedmiotem rozmów. O ich wyniku przesądziła jednak rozbieżność podejść negocjacyjnych. Strona amerykańska koncentrowała się na zestawie kwestii operacyjnych, przede wszystkim na swobodzie żeglugi w Cieśninie Ormuz oraz ograniczeniu programu nuklearnego. W efekcie obie strony de facto negocjowały odmienne porządki: Iran – strategiczny, a USA – taktyczno-operacyjny.


Reklama

Najnowsze doniesienia wskazują jednak na częściowe zbliżenie tych porządków. Dotychczasowe cele strategiczne zaczynają być operacjonalizowane poprzez konkretne instrumenty negocjacyjne, co przejawia się w pojawieniu się szczegółowych propozycji dotyczących zarówno programu nuklearnego Iranu, jak i mechanizmów finansowych związanych ze zniesieniem sankcji.


Reklama

Od deeskalacji do „ekonomicznej furii”

Spotkanie w Islamabadzie nie było jedynie krokiem w tył ani końcem procesu negocjacyjnego, lecz momentem jego przekształcenia. Stany Zjednoczone, obok kontynuowania presji ekonomicznej, utrzymały równolegle kanały negocjacyjne, przenosząc je do formatu pośredniego. W efekcie strategia „ekonomicznej furii” zaczęła funkcjonować nie jako alternatywa dla negocjacji, lecz jako narzędzie ich wzmocnienia.

Dlatego na obecnym etapie przebiegu i efektów negocjacji nie należy ich rozpatrywać w kategoriach skrajnych: ani jako dowodu niemożności narzucenia przez Amerykanów swojego stanowiska siłą, ani jako potwierdzenia przewagi Iranu nad USA. Ich przebieg należy interpretować jako zmianę podejścia do realizacji tych celów konfliktu, w której negocjacje służą zamknięciu pewnego – bądź co bądź nieudanego pod względem politycznym – epizodu. Epizod ten stał się podstawą dla nowej pozycji wyjściowej Amerykanów wobec Iranu.

Zatem epizod negocjacyjny był zarazem jedynie i aż platformą dla podejścia „walcz i negocjuj jednocześnie”, mającą na celu rozpoznanie przez Amerykanów nastrojów panujących w Teheranie.


Reklama

Najlepiej świadczy o tym oświadczenie prezydenta Donalda Trumpa, który zaraz po ogłoszeniu „fiaska negocjacji” przez Vance’a zapowiedział nałożenie blokady morskiej na Iran. Decyzja ta została potwierdzona przez Dowództwo Centralne USA (CENTCOM), które podało: „USA rozpoczną blokadę całego ruchu morskiego wjeżdżającego i wychodzącego z irańskich portów 13 kwietnia o godzinie 10.00”. Dla Cieśniny Ormuz oznacza to nałożenie podwójnej blokady. Z przekąsem można by powiedzieć, że obie strony wspólnie doprowadziły do pełnej blokady.


Reklama

Fakty przedstawiają się jednak nieco inaczej, a amerykańska decyzja o wprowadzeniu blokady ma swoje uzasadnienie. Iran przed amerykańsko-izraelskim uderzeniem eksportował dziennie, przy wykorzystaniu swojej „floty cieni”, średnio 2,17 mln baryłek ropy. W wyniku uderzenia na Iran 28 lutego oraz częściowego zniesienia amerykańskich sankcji na irańską ropę eksport Iranu – w przeciwieństwie do eksportu innych państw Zatoki Perskiej – nie uległ zahamowaniu. Utrzymał się on na podobnym poziomie. Zmienił się natomiast dochód ze sprzedaży – z około 115 mln do 139 mln dol. dziennie.

Zmiana ta wynikała z sytuacji na rynkach międzynarodowych, zapewniając władzom w Teheranie stabilny dochód, który dodatkowo wspierany był przez opłaty za przepływ przez Cieśninę. Taka sytuacja utrzymywała się do początku tego tygodnia, kiedy Amerykanie podjęli decyzję o rozpoczęciu blokady.

Żołnierz WOT zatrzymany przez ABW i wydalony ze służby. Sąd nie zgadza się na areszt


Reklama

Czy blokada jest faktycznie szczelna, nie stanowi na razie kłopotliwego pytania dla Pentagonu. Pomimo pierwszego dnia, kiedy trzy statki powiązane z irańską „flotą cieni” dopłynęły do irańskich portów, w trzecim dniu blokady dowódca CENTCOM, adm. Brad Cooper, wskazał, że „w mniej niż 36 godzin od jej wprowadzenia siły amerykańskie całkowicie wstrzymały handel morski do i z Iranu”, który – jak wcześniej szacowano – obejmuje około 90 proc. jego gospodarki.


Reklama

Od momentu wdrożenia blokady Amerykanie nie zajęli żadnego statku podejmującego próbę jej przełamania. Zamiast tego poprzez komunikaty nakazywali płynącym tankowcom – w tym chińskim, choć nie wszystkim – zawrócenie do portów lub zatrzymanie się przed wejściem do cieśniny. Blokadę irańskiego eksportu ropy dodatkowo wzmacnia decyzja o odnowieniu amerykańskich sankcji na irańską ropę. Ich wcześniejsze zniesienie było koniecznością na skutek załamania równowagi podażowej na rynku surowca.

Kolejnym elementem amerykańskiej demonstracji siły, wpisującej się w nową odsłonę „ekonomicznej furii”, był fakt, że dwa dni przed wprowadzeniem blokady to właśnie Amerykanie podjęli próbę przełamania irańskich ograniczeń. Zgodnie z komunikatem CENTCOM demonstracja miała na celu potwierdzenie, że cieśnina została całkowicie oczyszczona z min morskich wcześniej rozmieszczonych przez Iran. Amerykańskie przełamanie irańskiej blokady miało jednak miejsce przed wprowadzeniem amerykańskiego odpowiednika.

Skoro zatem USA nałożyły blokadę jedynie na statki wchodzące do irańskich portów i z nich wychodzące, a Iran oficjalnie zniósł swoją blokadę oraz deklaruje możliwość przepływu przez Cieśninę pod warunkiem uiszczenia opłat i koordynacji z irańskimi służbami, dlaczego więc setki statków pozostawały – i póki co pozostają – zakotwiczone u wejścia po obu stronach Cieśniny? Odpowiedź na to pytanie leży w ryzyku.


Reklama

Chociaż formalnie Cieśnina nie jest zamknięta dla wszystkich statków, armatorzy, czarterujący oraz ubezpieczyciele oceniają sytuację jako obarczoną ekstremalnie wysokim ryzykiem. To objawia się w tzw. war-risk insurance (ubezpieczeniu wojennym dla statków). Większość firm ubezpieczeniowych albo diametralnie podniosła stawki, albo całkowicie odmawia pokrycia potencjalnych strat w rejonie Cieśniny Ormuz właśnie ze względu na ryzyko. Takie polisy dla statków są odnawiane co 48 godzin, zatem brak ubezpieczenia oznacza, że żaden racjonalny armator nie zdecyduje się na wysłanie jednostki – ryzyko utraty ładunku, statku i życia załogi jest zbyt wysokie.


Reklama

Efekt jest taki, że mimo braku formalnej blokady całej Cieśniny ruch handlowy spadł o ponad 90-95 proc. w porównaniu z okresem sprzed konfliktu. Armatorzy oczekują zatem na rozwój sytuacji – albo na osiągnięcie trwałego porozumienia, albo na zdecydowane przejęcie kontroli nad szlakiem przez jedną ze stron, które zniweczy powstałe ryzyko. Tego jednak wciąż nie udało się osiągnąć, mimo ponownego „otwarcia” Cieśniny przez Iran.

Konsekwencje blokady

Amerykańska blokada morska Iranu jest szczególna jeszcze z jednego względu – Chin. Pomimo faktu, że Chiny posiadają największe na świecie rezerwy ropy naftowej, import ropy z Iranu odpowiada za około 13-14 proc. całkowitego morskiego importu ropy do Chin. Kluczowe w tym kontekście jest zatem to, na ile Amerykanie okażą determinację w egzekwowaniu blokady wobec tankowców transportujących ropę zakupioną przez Chiny od Iranu. Irańska ropa stanowi bowiem około 7 proc. całkowitego chińskiego importu surowca, co oznacza, że działania USA pośrednio uderzają w chińskie bezpieczeństwo energetyczne.

Zakłócenie przez USA chińskiego importu ropy w sposób naturalny może doprowadzić do reakcji Chin, gdzie konsekwencją mogą być ograniczenia eksportowe metali ziem rzadkich do USA – surowców kluczowych dla amerykańskiego przemysłu obronnego, stojącego przed wyzwaniem odbudowy zapasów amunicji zużytej w konflikcie z Iranem. Są one również istotne dla rozwoju nowych technologii, w tym sztucznej inteligencji, która w amerykańskiej wizji gospodarczej stanowi fundament przyszłego wzrostu.


Reklama

Warto przypomnieć, że Chiny kontrolują globalny rynek tych surowców – ich udział w wydobyciu sięga około 70 proc., natomiast w zakresie rafinacji niemal 90 proc., a w przypadku ciężkich pierwiastków nawet 99 proc. Jednocześnie około 71 proc. amerykańskiego zapotrzebowania na te surowce pochodzi właśnie z Chin.


Reklama

W efekcie powstaje wyraźna zależność sprzężona: działania USA wobec Iranu mogą bezpośrednio przełożyć się na reakcję Chin w obszarze surowców krytycznych, gdzie Pekin posiada przewagę strukturalną. Oznacza to, że eskalacja w jednym wymiarze (ropy) niesie ryzyko przeniesienia napięć na inny – kluczowy dla USA obszar.

W wyniku tego stanu zawieszenia, który nie określa zasad powrotu do normalności żeglugi przez Cieśninę do stanu sprzed 28 lutego, podstawowym miernikiem prognoz dotyczącym możliwości rozwiązania tej kwestii pozostaje rynek ropy naftowej oraz jej globalna wycena. Od zamknięcia giełdy w piątek (10 kwietnia) do momentu jej ponownego otwarcia w poniedziałek ceny ropy wzrosły o 9,5 proc. Do kolejnego piątku spadły jednak o około 23 proc. względem tej wartości. Ten nagły spadek był wynikiem trzech czynników.


Reklama

Po pierwsze, realizacji przez Amerykanów zobowiązania wstrzymania działań na wszystkich frontach, co nastąpiło wraz z ogłoszeniem zawieszenia broni między Izraelem a Libanem. Po drugie, kontynuacji negocjacji, lecz w zmienionym formacie – od ubiegłej soboty rozmowy mają charakter pośredni, przy udziale Turcji, Egiptu i Pakistanu.


Reklama

I po trzecie, co jest efektem dwóch pozostałych, deklaracji szefa irańskiego MSZ Abbasa Araghchiego o otwarciu przez Iran tranzytu „wszystkich statków handlowych przez Cieśninę” na czas trwania zawieszenia broni. Jednak – jak dalej zaznaczył – „ten tranzyt musi być przeprowadzony skoordynowanymi i wcześniej ogłoszonymi trasami wyznaczonymi przez Porty i Organizację Morską Islamskiej Republiki Iranu”, zatem nadal pozostającymi pod kontrolą Teheranu.

Główną osią prowadzonych mediacji pozostaje przedłużenie o 60 dni zawieszenia broni wygasającego we wtorek, 21 kwietnia. Cel tych działań jest stosunkowo prosty: stworzenie przestrzeni dla negocjacji nad kompleksowym rozwiązaniem konfliktu.

W przeciwieństwie do wcześniejszej rundy rozmów obecna faza negocjacji charakteryzuje się pojawieniem się konkretnych parametrów potencjalnego porozumienia. Kluczowym obszarem pozostaje program nuklearny Iranu, wokół którego koncentruje się spór dotyczący zakresu ograniczeń, czasu ich obowiązywania oraz losu zgromadzonych zapasów wzbogaconego uranu.


Reklama

Jednocześnie pojawiły się propozycje o charakterze transakcyjnym, zakładające powiązanie ograniczeń nuklearnych z częściowym odmrożeniem irańskich aktywów finansowych. Skala rozbieżności – od kilku do ponad dwudziestu miliardów dolarów – wskazuje jednak, że jest to jeden z kluczowych punktów spornych. W efekcie negocjacje weszły w fazę przedporozumieniową, w której strony nie tylko artykułują swoje stanowiska, lecz także testują konkretne rozwiązania. Oznacza to jakościową zmianę względem wcześniejszego etapu, w którym rozmowy pełniły głównie funkcję rozpoznawczą.

Potencjalne porozumienie to nie będzie jednak zawarte na warunkach przedstawionych przez Iran w ubiegłą sobotę, gdyż dynamika konfliktu wyraźnie przesunęła punkt wyjścia dla dalszych rozmów na korzyść Amerykanów. Jednak rozwój negocjacji wskazuje, że przewaga ta nie przekłada się na możliwość narzucenia jednostronnych warunków, lecz raczej na kształtowanie parametrów zachęt dla Iranu w potencjalnym porozumieniu.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Wojciech J. Kittel
Wojciech J. KittelAnalityk think tanku Strategy and Future oraz współpracownik magazynu „Układ Sił”. Zajmuje się strategią oraz analizą zmian na współczesnym polu walki - autor zewnętrzny