Reklama
Reklama
Świat

Paradoks „epickiej furii”: Nowa elita w Teheranie i stare dylematy

Zawieszenie broni ogłoszono w momencie, gdy w Teheranie narasta kluczowe pytanie: czy po eliminacji Alego Chameneiego Iran porzuci religijny zakaz budowy bomby atomowej i sięgnie po własny arsenał jako „polisę” na przyszłe ataki?

Wojciech J. Kittel
Felieton autorstwa: Wojciech J. Kittel
Wczoraj 12:23
16 min
Aktualizacja: Wczoraj 12:53
Iran może uznać, że dotychczasowy kierunek zwiększał podatność państwa na presję zewnętrzną i przyczynił się do powstania sytuacji zagrożenia, z którą mamy do czynienia w ostatnich tygodniach. W konsekwencji broń jądrowa może zacząć być postrzegana jako jedna z możliwych opcji. (fot. Savvapanf Photo / Shutterstock)

Reklama

TYLKO NA
  • Iran ma nową elitę władzy po zmasowanych atakach USA i Izraela, które zabiły najwyższych dowódców i doprowadziły do przejęcia władzy przez Modżtabę Chameneiego – polityka pozbawionego autorytetu i doświadczenia.
  • Operacja „epicka furia” nie osiągnęła swoich założeń: udało się zlikwidować Chameneiego, ale Iran zachował zdolność do odwetu, nie doszło do powstania ani zmiany reżimu.
  • Irańskie społeczeństwo konsoliduje się wokół państwa, które jest pod presją Stanów Zjednoczonych.
  • Paradoksalnie presja USA i Izraela zwiększa ryzyko, że Iran pójdzie w kierunku broni nuklearnej. Rośnie przekonanie, że jedynie posiadanie odstraszania jądrowego może zapewnić przetrwanie reżimu.

Reklama

W miniony wtorek, w wyniku pośrednich negocjacji między USA a Iranem, prowadzonych za pośrednictwem Pakistanu, osiągnięto porozumienie o zawieszeniu broni. Opiera się ono na dwuetapowym modelu zaproponowanym przez Amerykanów. Po spełnieniu obopólnych warunków wstępnych wprowadzono dwutygodniowe zawieszenie broni, w trakcie którego mają być negocjowane rozwiązania dotyczące „pierwotnych przyczyn konfliktu”.

Pomijając kwestie stanowisk negocjacyjnych – które wciąż pozostają niejasne, podobnie jak sam projekt wstępnego porozumienia – zasadne jest postawienie pytań o kierunek, w jakim może podążyć Iran. Bowiem w konsekwencji amerykańsko‑izraelskich ataków Iran doświadczył nie tylko strat materialnych, ale przede wszystkim zdziesiątkowano jego elitę polityczno‑wojskową.

Próżnia po elitach

Jedna z pierwszych, jeśli nie pierwsza, bomb zrzuconych na Iran była wymierzona w najwyższego przywódcę, Alego Chameneiego. W pierwszym dniu wojny jego rezydencja stała się jednym z głównych celów wspólnej operacji USA i Izraela. W wyniku tego ataku Chamenei zginął.


Reklama

Śmierć Chameneiego była w istocie konsekwencją jego własnej decyzji o zignorowaniu procedur bezpieczeństwa – sam uczynił z siebie zarówno religijnego, jak i państwowego męczennika, poległego w „walce ze złem”. W trakcie „epickiej furii” zginęło co najmniej dziesięciu najwyższych przedstawicieli władz politycznych i wojskowych w Teheranie.


Reklama

Wśród zabitych znaleźli się m.in.: Mohammad Pakpour – naczelny dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), Abdolrahim Mousavi – szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Iranu, Aziz Nasirzadeh – minister obrony, Esmaeil Khatib – minister wywiadu oraz Seyed Khademi – szef wywiadu IRGC.

Zginęły także kluczowe postacie irańskiej polityki bezpieczeństwa: określany mianem „prawej ręki” Chameneiego Ali Shamkhani – sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i jeden z jego najbliższych doradców ds. bezpieczeństwa oraz polityki nuklearnej, a także jego następca na tym stanowisku, Ali Larijani.

W ciągu jednego miesiąca doszło zatem do niemal całkowitej wymiany elit przywództwa polityczno‑wojskowego – dokonanej w wyniku ich eliminacji. To nowy skład personalny będzie kształtował środowisko władzy, na którego czele stoi dziś nowy najwyższy przywódca Iranu, Modżtaba Chamenei, syn zabitego Alego Chameneiego.


Reklama


Reklama

Eliminacja tej „elity” politycznej Teheranu stworzyła jednak próżnię, której nie da się łatwo wypełnić. Choć formalnie doszło do sukcesji o charakterze dynastycznym na stanowisku najwyższego przywódcy, Modżtabie Chameneiemu może brakować zarówno doświadczenia politycznego, jak i autorytetu niezbędnego do utrzymania równowagi między rywalizującymi frakcjami wewnątrz władzy. Takie napięcia występują zresztą w każdym państwie, niezależnie od jego systemu politycznego. Jednak w systemie autorytarnym nabierają one dodatkowej wagi.

Cele „epickiej furii”

W rezultacie na irańskiej scenie politycznej wyraźnie zarysowuje się znaczna przewaga w rywalizacji dwóch stronnictw: „twardogłowych” (związanych z IRGC) oraz tzw. reformatorów. Co istotne, środowisko reformatorów nie zostało naruszone w wyniku amerykańsko‑izraelskiej operacji.

Fakt ten można uznać za symptomatyczny, zwłaszcza w kontekście dążeń operacji do zmiany kierownictwa reżimu w Iranie. O kulisach tych działań – które w istocie stanowiły pierwotne cele polityczne USA – przypomniał w tym tygodniu „New York Times”. Artykuł zrelacjonował proces decyzyjny, który doprowadził do podjęcia przez Donalda Trumpa decyzji o rozpoczęciu ataku.


Reklama

Kluczowa dla tego procesu była wizyta premiera Izraela w Białym Domu 11 lutego. Wraz z szefem Mossadu, Davidem Barneą, przedstawił on plan uderzenia na Iran. Izraelska propozycja spotkała się jednak z krytyką części amerykańskiej administracji – sekretarz stanu określił ją jako „bzdurę”, a szef CIA, John Ratcliffe, nazwał ją „farsą”. Mimo to Trump podjął decyzję.


Reklama

Oczekiwania wobec operacji „epickiej furii” były czteropunktowe. Po pierwsze, zakładano eliminację Alego Chameneiego. Po drugie, degradację irańskich zdolności militarnych. Po trzecie, wywołanie powstania w Iranie, w którym kluczową rolę mieli odegrać Kurdowie. Po czwarte, zmianę reżimu i ustanowienie świeckiego przywództwa – ze wskazaniem na syna obalonego w 1979 roku Szacha, Rezę Pahlawiego.

 

Dzisiaj można stwierdzić, że zrealizowano jedynie część tych założeń – chciałoby się powiedzieć: półtora punktu. Eliminacja Chameneiego zakończyła się powodzeniem. Mimo wyraźnej przewagi militarnej USA nie udało się natomiast skutecznie ograniczyć zdolności Iranu do odpowiedzi militarnej. Dwa pozostałe cele pozostają dalekie od realizacji.


Reklama

W konsekwencji wypełnienia pierwszego punktu i powstałej próżni kluczowe staje się pytanie o przyszłość Iranu, którą będą kształtować relacje sił między rywalizującymi frakcjami wewnętrznymi. To one zdecydują o kierunku politycznym państwa.


Reklama

Pojawia się zatem zasadniczy problem: w jaki sposób nowy rząd w Teheranie będzie się pozycjonował? Obecna sytuacja może bowiem przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Zamiast realizacji celów „epickiej furii” może doprowadzić do radykalizacji stanowiska w Teheranie.

Konsolidacja i radykalizacja

Należy z całą stanowczością podkreślić, że w Teheranie doszło do wymiany pokoleniowej całej elity rządzącej. W kontekście prognoz kierunku, jaki obejmie nowa‑stara władza, warto również pamiętać, że logika polityczna rzadko bywa w pełni racjonalna. Podlega mechanizmom ograniczonej racjonalności, na którą silnie oddziałują emocje.

W tym kontekście istotne jest odniesienie do kultury szyickiego islamu, który kładzie większy nacisk na wymiar duchowy niż materialny, a kult męczeństwa zajmuje w niej szczególne miejsce. Śmierć Chameneiego wpisuje się w ten schemat – stał się on męczennikiem w oczach znacznej części irańskiego społeczeństwa i całej elity władzy.


Reklama

Ten kulturowy kod wzmacnia dodatkowo fakt dynastycznego przekazania władzy. Nowy najwyższy przywódca obejmuje urząd po ojcu, który zginął od bomb USA i Izraela – uproszczając: zabito mu ojca. Podobne emocje mogą towarzyszyć elitom wojskowym, których dowódcy zostali wyeliminowani. W przypadku radykalnego środowiska IRGC ich etos „wojownika” sprzyja myśleniu w kategoriach odwetu czy dokonaniu zemsty za poległych.


Reklama

Co istotne, również część społeczeństwa – w tym środowiska opozycyjne na emigracji – wykazuje w tej kwestii daleko idącą jednomyślność. Wymowna jest wypowiedź irańskiej aktywistki Azam Jangravi, która, odnosząc się do doniesień o możliwej operacji lądowej USA w Iranie, stwierdziła:

Integralność terytorialna jest czerwoną linią dla większości Irańczyków, niezależnie od tego, czy popierają reżim, czy mu się sprzeciwiają.

Wśród znacznej części irańskiego społeczeństwa widoczna jest konsolidacja wokół władz w Teheranie w obliczu zagrożenia zewnętrznego. Symboliczny charakter miała sytuacja po wpisie Donalda Trumpa, w którym zagroził Iranowi zniszczeniem infrastruktury energetycznej, jeśli ten nie otworzy Cieśniny Ormuz.


Reklama

W odpowiedzi Irańczycy wyszli na ulice, organizując protesty i manifestacje w pobliżu mostów oraz elektrowni – czyli wskazanych przez Trumpa celów ataku. Działania te stały się istotnym elementem wojny informacyjnej, wzmacniając narrację o „słuszności” irańskiej postawy. W tym wymiarze to strona amerykańska poniosła porażkę. Towarzysząca groźbom retoryka o możliwości „zniszczenia cywilizacji” przyczyniła się bowiem do jeszcze silniejszej konsolidacji społeczeństwa irańskiego wokół własnego państwa. Natomiast sama sytuacja gróźb amerykańskiego prezydenta zapisze się w historii jako przykład tego, jak nie prowadzić wojny informacyjnej.


Reklama

W takiej sytuacji środowisko pragmatyków czy reformatorów, reprezentowanych m.in. przez byłego prezydenta Iranu (1997–2005) Mohammada Chatamiego, obecnego prezydenta Masuda Pezeszkiana czy pozostającego na dalekim marginesie krajowej polityki Rezę Pahlawiego – traci na znaczeniu.

W obliczu szeroko zakrojonego ataku zewnętrznego frakcja została zdyskredytowana w sposób naturalny. Wewnątrz zaatakowanego państwa to właśnie oni najłatwiej stają się przedmiotem oskarżeń – wskazując, że to ich dotychczasowa ostrożność nie zapewniła bezpieczeństwa.

Rada Krajowa Koalicji Obywatelskiej. Premier Donald Tusk: To historyczna chwila


Reklama

W konsekwencji postawa wcześniej motywowana pragmatyzmem i dążeniem do deeskalacji będzie interpretowana jako przejaw słabości i niezdolności do obrony państwa. W realiach systemu autorytarnego – co szczególnie istotne – również jako zagrożenie dla bezpieczeństwa samej elity rządzącej.


Reklama

Wymiana elit polityczno‑wojskowych w Iranie dokonała się zatem w trakcie tego konfliktu. Nie była ona jednak spontaniczna, lecz w dużej mierze zaplanowana. Po zeszłorocznej wojnie dwunastodniowej Iran przygotował się bowiem na scenariusz dekapitacji swojego przywództwa oraz konieczności utrzymania ciągłości dowodzenia. Zabezpieczając się w ten sposób przed paraliżem działań odwetowych – co rok wcześniej okazało się jego słabością. W tym roku Teheran zdecydowanie lepiej przygotował się na taką ewentualność.

Kluczowe znaczenie miało wyznaczenie zastępców na poszczególnych stanowiskach oraz opracowanie wcześniej przygotowanych procedur działania na wypadek eliminacji dowództwa. Przełożyło się to na model częściowej decentralizacji dowodzenia o odwecie – rozwiązania, które miało zapobiec powtórzeniu sytuacji z poprzedniego konfliktu. Wówczas, po likwidacji najwyższego dowództwa przez izraelską operację specjalną, przerwany został łańcuch dowodzenia, a jednostki operacyjne nie miały jasnych wytycznych, jak odpowiedzieć.

Dzisiaj sytuacja wyglądała inaczej. Irańczycy, delegując część decyzji na niższe szczeble dowodzenia, wcześniej przygotowali szczegółowe instrukcje – m.in. dla jednostek rakietowych – określające scenariusze działania. W efekcie doszło do szerokiego, trudnego do pełnej kontroli ostrzału na państwa Zatoki Perskiej. Taka strategia, zamiast symetrycznej konfrontacji z siłami amerykańskimi, doprowadziła do eskalacji o charakterze asymetrycznym, „rozlewającej” konflikt na szeroki obszar regionu.


Reklama


Reklama

Mimo przewagi militarnej USA oraz dekapitacji irańskiego przywództwa Iran zdołał narzucić Amerykanom koszty. To właśnie one przyczyniły się do powstrzymania dalszej eskalacji ze strony USA. W rezultacie można stwierdzić, że aktywna obrona Iranu – oparta na działaniach asymetrycznych – pozwoliła przetrwać konflikt i narzucić własną kontrolę eskalacyjną, mimo wyraźnej dysproporcji sił.

Jeśli zatem zawieszenie broni między stronami się utrzyma, a Iran zdoła zmienić układ sił – m.in. poprzez wzmocnienie swojej kontroli nad Cieśniną Ormuz – będzie to oznaczało sukces strategiczny. Nie tylko w wymiarze wewnętrznym, gdzie łatwo będzie przedstawić korzystną narrację dzięki scentralizowanemu i podporządkowanemu władzy obiegowi informacji, lecz także na arenie międzynarodowej.

Skutki tych działań odczują szczególnie państwa Bliskiego Wschodu, uzależnione od morskiego eksportu surowców przez Cieśninę Ormuz. Będą one zmuszone do podporządkowania się nowym zasadom narzuconym przez Teheran. To oznaczałoby relatywne wzmocnienie pozycji Iranu względem państw regionu.


Reklama

W szerszej perspektywie należy uznać, że decyzje podjęte przez poprzednie elity i ich efekt w konfrontacji przyniosły określoną „dywidendę polityczną”. Jednak skorzysta na niej nowe przywództwo, które naznaczone doświadczeniem dekapitacji poprzedniej władzy będzie dążyło do uniknięcia podobnej sytuacji w przyszłości. Zatem rosnące znaczenie „twardogłowych” w wewnętrznej rywalizacji frakcyjnej prowadzi do umocnienia radykalnego kursu. Jak wspomniano wyżej, wymiana elit oznacza bowiem przesunięcie ideologiczne w stronę większej asertywności i mniejszej przewidywalności zachowania.


Reklama

Czy Iran sięgnie po broń jądrową?

Jak niemal za każdym razem Donald Trump uzasadniał politykę „maksymalnej presji” wobec Iranu, w pierwszym zdaniu swoich wypowiedzi powtarzał jak mantrę: „nie możemy pozwolić, aby Iran zdobył broń atomową”. Problem z tą narracją polega jednak na tym, że w 2003 roku decyzją Aliego Chameneiego wydano fatwę – najwyższe orzeczenie religijne, mające w irańskim systemie również wymiar państwowy – zakazującą budowy broni jądrowej jako sprzecznej z zasadami islamu.

O braku działań Iranu w tym kierunku co roku przed amerykańskim senatem informuje dyrektor wywiadu narodowego USA. Potwierdził to również Joe Kent, były dyrektor Narodowego Centrum Zwalczania Terroryzmu USA, który zrezygnował ze stanowiska w proteście przeciwko zaangażowaniu USA w wojnę z Iranem. Narracja Trumpa ma przede wszystkim uzasadniać podjęte działania przeciwko Iranowi. Nie zmienia to faktu, że jego narracja jest sprzeczna z ustaleniami amerykańskiego wywiadu.

Warto podkreślić, że przestrzeganie wspomnianej fatwy było możliwe właśnie dzięki pozycji Chameneiego. 28 lutego został on jednak zabity – wraz ze swoim bliskim współpracownikiem ds. polityki nuklearnej, Alim Szamchanim. Z ich śmiercią mógł zostać podważony także kierunek wyznaczony w 2003 roku.


Reklama

W tym ciągu logicznym doświadczenia nowej ekipy rządzącej w Teheranie oraz możliwość przyjęcia bardziej radykalnej postawy zwiększają prawdopodobieństwo zmiany dotychczasowej polityki nuklearnej. W dążeniu do uniknięcia podobnych wydarzeń o charakterze zagrożenia egzystencjalnego zwiększa się prawdopodobieństwo, że w przyszłości Iran może rozważyć budowę własnego arsenału nuklearnego.


Reklama

Innymi słowy, podjęte działania przez USA i Izrael, mające na celu ograniczenie potencjału strategicznego Iranu – w dłuższej perspektywie mogą przynieść skutek odwrotny do zamierzonego.

Zwrócenie na to uwagi wynika przede wszystkim z fundamentalnej niepewności co do dalszego kierunku strategicznego, jaki obierze Teheran wraz z nowym przywództwem. W takich warunkach decyzyjnych, zgodnie z logiką dylematu bezpieczeństwa – państwo poddane silnej presji zewnętrznej, będącej zagrożeniem egzystencjalnym, może skłonić się ku rozwiązaniom maksymalizującym zdolności odstraszania. Tym narzędziem jest broń jądrowa.

Podtrzymywanie narracji, że zniszczenie infrastruktury nuklearnej automatycznie eliminuje ryzyko proliferacji, należy uznać za krótkowzroczne. O ile Iran mógł ponieść istotne straty materialne w infrastrukturze nuklearnej czy produkcji pocisków balistycznych, o tyle nie utracił kluczowego zasobu, jakim jest wiedza i zdobyte wcześniej know‑how. Infrastruktura może zostać odbudowana stosunkowo szybko. Natomiast kompetencje naukowe i organizacyjne stanowią trwały fundament potencjału proliferacyjnego i nie ulegają zniszczeniu wraz z fizyczną infrastrukturą.


Reklama

Doświadczenie bezpośredniego ataku zmienia sposób postrzegania kosztów i korzyści przez elity polityczne. W takich warunkach decyzja z 2003 r. o zakazie budowy broni jądrowej może zostać zreinterpretowana jako strategiczny błąd.


Reklama

W tej perspektywie dzisiejsza elita może uznać, że ówczesny kierunek zwiększał podatność państwa na presję zewnętrzną i przyczynił się do powstania sytuacji zagrożenia, z którą mamy do czynienia w ostatnich tygodniach. W konsekwencji broń jądrowa może zacząć być postrzegana nie jako jedna z możliwych opcji politycznych, lecz jako „polisa ubezpieczeniowa” niezbędna dla przetrwania nie tyle państwa, ale władzy w Teheranie.

Z tego punktu widzenia pojawia się paradoks „epickiej furii”: działania polegające na dekapitacji władzy mogą zwiększyć determinację Iranu do odbudowy utraconego potencjału. Presja zewnętrzna – zamiast zniechęcić – może działać mobilizująco, zarówno na poziomie elit, jak i społeczeństwa. Wzmacnia to przekonanie, że jedynie posiadanie wiarygodnego potencjału odstraszania w postaci broni jądrowej jest w stanie zapobiec powtórzeniu ataku, jakiego Iran doświadczył od 28 lutego.


Reklama

Powyższe rozważania mają charakter czysto modelowy. Nie oznaczają, że nowa elita rządząca w Teheranie już podjęła decyzję o nuklearyzacji państwa. Kontrargumentem wobec wskazanej ścieżki są dotychczasowe doświadczenia Iranu w modelowaniu swoich działań w konflikcie.


Reklama

Ile klas wojskowych w 2026 r.? Resort obrony zwiększa limity

Dzięki przyjęciu strategii asymetrycznej oraz zdolności do selektywnej i kontrolowanej eskalacji Iran zdołał osiągnąć część swoich celów – bez konieczności sięgania po najbardziej radykalny środek odstraszania. Natomiast należy wskazać, że w perspektywie średnio‑ i długoterminowej pojawia się bardziej złożony dylemat, który może sprzyjać procesowi proliferacyjnemu.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Wojciech J. Kittel
Wojciech J. KittelAnalityk think tanku Strategy and Future oraz współpracownik magazynu „Układ Sił”. Zajmuje się strategią oraz analizą zmian na współczesnym polu walki - autor zewnętrzny