- Opublikowano wyniki sprzedaży samochodów elektrycznych w Europie w pierwszym półroczu. Liczba sprzedanych aut przebiła 1,24 miliona. To ogromny wzrost w ujęciu „rok do roku” – o ponad 33 proc.
- Liderem pozostają Niemcy, ale to we Francji wkrótce padnie bariera 30-procentowego udziału w rynku dla aut elektrycznych. Rekordy biją też mniejsze kraje, jak Słowenia, Dania czy Finlandia.
- Polska? U nas ten wskaźnik po osiągnięciu ok. 10 proc. w zeszłym roku spadł do 5 proc. Z dużych państw Unii mamy najniższy wynik. Czy należy się cieszyć, czy raczej martwić?
Był taki moment, w którym nawet zwolennicy elektromobilności na chwilę przestali wierzyć w elektryczną rewolucję. W pewnym momencie Niemcy bez żadnego wcześniejszego zawiadomienia wycofali dopłaty dla nabywców samochodów elektrycznych i rynek naprawdę się załamał. Ale to zdarzyło się już kilka lat temu – od tego czasu sprzedaż aut bezemisyjnych w Unii Europejskiej bezustannie rośnie, osiągając w wielu krajach wyniki przekraczające 50 proc. całego rynku.
Pierwsze półrocze 2026 r. było znakomite
W UE sprzedano ponad 1,24 mln aut elektrycznych, o prawie 34 proc. więcej niż w pierwszym półroczu 2025 r. W samym czerwcu wskaźnik wzrostu wobec czerwca 2025 r. wyniósł prawie 40 proc. Oczywiście liderem są rozwinięte kraje Europy Zachodniej, gdzie nabywcy powszechnie wymieniają starsze samochody spalinowe na nowe elektryczne, przy okazji twierdząc, że ratują planetę (ratują raczej przemysł motoryzacyjny), a tym, co stanie się z ich poprzednimi autami w ogóle się nie przejmują.
Leasing społeczny hitem we Francji
W samym czerwcu we Francji sprzedało się ponad 55 tys. samochodów elektrycznych. Wprowadzono tam w zeszłym roku koncepcję „leasingu społecznego”, czyli wspieranej przez państwo, bardzo niskiej miesięcznej raty pozwalającej użytkować samochód elektryczny. To jedynie 100-200 euro miesięcznie, bez wpłaty początkowej. Chociaż dotyczy to tylko osób o niskich dochodach, zainteresowanie klientów przerosło pomysłodawców programu. Ponadto Francuzi dają jeszcze ekobonus za wybranie auta elektrycznego – można oszczędzić do 5200 euro, a preferencje mają tu samochody produkowane w Europie.
Trasa samochodem do Chorwacji „na strzał”? To możliwe, ale nie w każdej sytuacji
W Niemczech w czerwcu sprzedano prawie 85 tys. samochodów na prąd, co dało „elektrykom” ok. 28 proc. udziału rynkowego. Wzrost imponujący, gdy spojrzeć co stało się w 2023 r. po wycofaniu dopłat – rynek wtedy się załamał, więc do pomysłu postanowiono powrócić w 2026 r.
Tym razem program o budżecie ok. 3 mld euro przeznaczono dla osób o niższych dochodach, ale – o dziwo – obejmuje on nie tylko samochody elektryczne, ale również hybrydy plug-in. Najpopularniejszym nowym autem na prąd w Niemczech w 2026 r. pozostaje Skoda Elroq, z drugiego miejsca nie dała się zbić Tesla Model Y, a następne w kolejności są również Volkswageny i Skody: ID.3, ID.7 i Enyaq. To miło, że niemieccy nabywcy chętniej kupują europejskie produkcje: w pierwszej dwudziestce nie ma ani jednego pojazdu chińskiej marki.
O Norwegii nawet nie będę mówił
Tam już jest po elektrycznej rewolucji. Udział aut elektrycznych w ogólnej sprzedaży miesiąc w miesiąc przekracza 95 proc. Ale w tym samym kierunku idzie Dania, Finlandia czy Niderlandy.
Dania zasadniczo już jest drugą Norwegią: udział samochodów elektrycznych wśród nabywców prywatnych to ok. 94 proc., jeśli chodzi o cały rynek – to prawie 80 proc. W Finlandii połowa nowych aut to elektryki, przy czym Tesla Model Y otwiera listę bestsellerów – czyli jak w Norwegii. Holandia goni Skandynawię, tam udział samochodów elektrycznych w całym rynku to obecnie nieco ponad 43 proc.
Polska: pięć procent
W Polsce rządzą hybrydy. Samochody czysto elektryczne nie budzą większego zainteresowania. Gdy trwał program „NaszEauto”, udało się nam dojść do 10 proc. z udziałem EV w rynku, ale dopłaty się skończyły, a z nim zainteresowanie.
Analizowałem ostatnio ceny nowych aut elektrycznych i jeśli nie patrzymy w cenniki, a w realne oferty dealerów, to jest po prostu absurdalnie tanio. Nowym małym hatchbackiem odjedziemy za 90 tys. zł, znalazłem nawet dużego Hyundaia IONIQ6 za mniej niż 130 tys. zł. Ale to nie przekonuje polskich nabywców – podstawowym problemem pozostaje słaba infrastruktura do ładowania, a przede wszystkim chaos i defragmentacja, gdzie stacje ładowania regularnie nie działają, a każda wymaga innej karty i apki. Jeśli nie jesteś „teslaninem” i nie gawędzicie o geniuszu Elona Muska podczas postoju na Superchargerze, to jazda autem elektrycznym w Polsce wciąż wymaga dużo planowania.
Czy powinniśmy się cieszyć z naszego konserwatyzmu?
Jeśli mamy już auto EV – to tak. Wskutek powolnego wzrostu liczby samochodów na prąd, jest szansa na dłuższe utrzymanie przywilejów typu jazda buspasem czy parkowanie za darmo. W Europie zachodniej przywileje niedługo znikną, a zastąpi je opłata za przejechany kilometr.
Podatek od każdego kilometra autem elektrycznym jest pewny. W Europie już to robią

