Anglicy po raz czternasty w historii zagrają w ćwierćfinale mundialu. Te mecze nie były dla nich z historycznego punktu widzenia szczęśliwe, częściej kończyły się odpadnięciem niż wejściem do najlepszej czwórki. Z poprzednich dziesięciu ćwierćfinałów angielska drużyna zwyciężyła w zaledwie trzech.
Jednak nawet awans do najlepszej ósemki globu nikogo już nad Tamizą nie ekscytuje. Po bardzo dobrych wynikach osiąganych przez Synów Albionu pod wodzą Garetha Southgate’a od drużyny narodowej wymaga się więcej. Anglia ma lepszych piłkarzy niż Norwegia, w końcu to Norwegowie od lat szukają szczęścia, sławy i pieniędzy w Premier League. Pytanie brzmi: czy ma również lepszy zespół?
Czytaj również: MŚ 2026: Anglia pokonała Meksyk. Genialny Jude Bellingham i awans do ćwierćfinału
Zaliczone testy
Zanim mecz w Miami da nam odpowiedź, warto pochylić się nad siłą obu zespołów. Oczywiście cała uwaga skupiona jest na dwóch zawodnikach – Erling Haaland strzela gola za golem dla Wikingów, a podczas trwającego turnieju zdobywał bramkę w każdym ze spotkań (z Francją nie zagrał). Ale Anglicy liczą na genialną dyspozycję Harry’ego Kane’a.
Haaland najpierw podbił Bundesligę, by później ruszyć na starcie z Premier League. Straszyłem nim zresztą we wcześniejszym tekście. Z kolei Kane najpierw był gwiazdą w Anglii, wydawało się nawet, że niesamowity rekord Alana Shearera (260 trafień w Premier League) zostanie pobity właśnie przez niego, ale brak trofeów z Tottenhamem sprawił, że poszukał wyzwania w Bayernie.
Czytaj również: Mundial 2026. Francja – Maroko: Ismael Saibari nie zagra w ćwierćfinale
Obaj są liderami drużyn, które zaliczyły poważne testy. Norwegia uporała się sensacyjnie z Brazylią i po raz pierwszy w historii weszła do 1/4 finału mundialu, zaś Anglicy wygrali w piekle Estadio Azteca z Meksykiem, po trudnym boju, który być może zdefiniował ich turniejową tożsamość.
Spotkanie tych dwóch drużyn powinno nam przynieść sporo emocji, a prawdopodobieństwo goli jest wysokie, szczególnie kiedy przeanalizujemy grę Norwegów. Od początku trwania imprezy zespół prowadzony przez Ståle Solbakkena dużo strzela i dużo zarazem traci. Haaland i jego kumple zdobyli już 12 bramek, rywale wbili im 9. Na bazie tych liczb pachnie powtórką meczu Meksyk – Anglia. Pytanie, czy zobaczymy tutaj akcję rodem z filmów Guya Ritchiego, czy jednak wzajemny szacunek? Bo o tym respekcie obie strony mówią dość często.
Angielska prasa sprowadza całą rywalizację do powstrzymania Haalanda. Dziennikarze uważają, że jeśli najlepszy snajper Norwegów zostanie umiejętnie wyłączony z gry, to rywale nie wyrządzą krzywdy ekipie Tuchela. Problem polega jednak na tym, że Haaland wykorzystuje nawet małe momenty nieuwagi. Napastnik Manchesteru City nie potrzebuje wielu sytuacji, by cieszyć się z gola. Jego statystyki (za OPTA) są bezlitosne. Oddał tylko 18 strzałów w całym turnieju, a goli ma aż 7.
Analitycy podkreślają zarazem, że trafienia Haalanda niosą ze sobą olbrzymią wartość. To ciekawa liczba: 4 jego gole podczas mundialu były na wagę zwycięstwa. Haaland jest zatem bliski wyrównania rekordu współdzielonego przez dwóch zawodników – pięć winnerów w czasie tych samych MŚ. Grzegorz Lato zrobił to w 1974 roku. Polak został wówczas królem strzelców, a Salvatore Schillaci powtórzył ten wyczyn w 1990 roku (również zdobył koronę).
Jordan Pickford, który przeciwko Meksykowi zanotował chyba najlepszy mecz w reprezentacyjnej karierze, bez wątpienia ma o czym myśleć. Bramkarz Evertonu wiele razy miał okazję mierzyć się oko w oko z norweskim olbrzymem na boiskach w Anglii. Nie są to miłe wspomnienia – Haaland „podziurawił” Pickforda aż ośmiokrotnie.
Mind games
Przed tego typu konfrontacją nie może zabraknąć gierek psychologicznych, zwanych w Anglii „mind games”. Jedną z najskuteczniejszych broni w trudnych potyczkach jest przerzucanie ciężaru odpowiedzialności na rywala. I właśnie to robi Haaland.
Ale trudno odmówić mu racji. To Anglicy mają zdecydowanie więcej do stracenia. Dla Norwegii sam awans do ćwierćfinału jest olbrzymim sukcesem. Haaland żyje na co dzień w Wielkiej Brytanii, wie zatem dobrze, jak bardzo media potrafią przepompować balonik. Dlatego mądrze dolewa oliwy do ognia.
Czytaj także: Mundial 2026. Francja – Maroko: Ismael Saibari nie zagra w ćwierćfinale
Jednocześnie straszy przeciwników... luzem. Uważa bowiem, że z Norwegii zeszła już presja po zwycięstwie nad Brazylią.
– Sam się tego nie spodziewałem – dodaje.
Norwegowie na pewno mogą liczyć na wsparcie neutralnych kibiców. Wielu z nich podziwia ekipę Solbakkena, dając temu wyraz choćby w kupowaniu koszulek tej reprezentacji. Produkt deficytowy w Europie – obecnie bije rekordy sprzedaży.
Przypomina to wszystko trochę historię Danii, która wygrała EURO 1992. Z każdym meczem Duński Dynamit, jak nazywano tamtą jedenastkę, zbierał coraz większą rzeszę fanów. Oczywiście sytuacja nie może być zestawiona w skali 1:1. Duńczycy pojechali na ME w miejsce wykluczonej Jugosławii i to wejście na bal kuchennymi drzwiami nadało całej przygodzie romantyczny wymiar. Norwegowie polecieli za ocean jako zwycięzcy grupy, silna europejska drużyna z ambicjami, która weszła tam przez frontowe drzwi.
Anglia jest mocna
Morgan Rogers, piłkarz Aston Villi i reprezentacji Anglii, szuka sposobu na Norwegię.
– Być może lepiej jest próbować odciąć go od podań i nie dopuścić do sytuacji, niż próbować zatrzymać samego Haalanda – kombinuje.
Czy jednak Anglicy nie za bardzo skupiają się na Haalandzie i przez to nie zapominają o własnej sile i atutach? Przecież gra u nich kilku świetnych zawodników. Jude Bellingham potwierdził z Meksykiem, dlaczego jest gwiazdą Realu Madryt. Declan Rice to lider Arsenalu, mającego za sobą świetny sezon. Obaj pasują do filozofii Tuchela.
Niemiec wymaga od swoich piłkarzy dużej intensywności. I trzeba przyznać, że na razie pod tym względem zespół z Wysp Brytyjskich nie zawodzi. Podobnie jak w kwestii wchodzenia w pojedynki, co odzwierciedla odważną grę. Jeśli zdali test bojowy z Meksykiem, na wysokości 2200 metrów, to czemu mieliby pęknąć z fizycznie grającymi Norwegami? Elliot Anderson kocha takie mecze.
Nie kombinować
W 2022 roku, w Katarze, Anglia doszła do ćwierćfinału. Tam ich przygoda dobiegła końca. Piłkarze Southgate’a zagrali bardzo dobre spotkanie przeciwko Francji, ale ulegli ostatecznie Trójkolorowym 1:2. Nie udało im się powtórzyć osiągnięcia z Rosji, gdzie weszli do najlepszej czwórki. Dwa finały mistrzostw Europy podrażniły ambicje – złoto było na wyciągnięcie ręki.
Wszystkie złe doświadczenia zechcą wykorzystać w starciu z Norwegią, a jeśli ją wyeliminują – dalej.
Alan Shearer, były reprezentant Anglii, brzmi ostatnio jak ktoś w pełni przekonany do pracy Tuchela. Wcześniej najlepszy snajper w historii Premier League miewał wątpliwości. Apeluje też do selekcjonera, by nie kombinował i dał się wykazać ludziom, którzy odwalili kawał dobrej roboty na Azteca.
Gdyby przed mundialem ktoś powiedział mi, że w ćwierćfinale Anglia trafi na Norwegię, wszyscy podpisaliby się pod tym obiema rękami – traktuje ten mecz jak dar od losu w drabince.
To dobrze nawiązuje do presji nakładanej przez Haalanda na Anglików. I pokazuje myślenie coraz większej liczby kibiców: ich drużyna jest już tak dojrzała i mocna, że udźwignie ciężar tego spotkania. Największe zespoły, czy to w piłce klubowej, czy reprezentacyjnej, skupiają się na sobie i każą martwić się rywalom. Nie ulegają rozproszeniu małymi rzeczami, słownymi potyczkami czy statystykami przeciwnika i taka chce być Anglia. Szczególnie gdy na szali leży mistrzostwo świata.

