Reklama
Kraj

Ekskomunika miała pogrążyć Brauna. Problem w tym, że rzeczywistość wygląda inaczej

Spór o to, czy Grzegorz Braun został objęty ekskomuniką, jest znacznie mniej interesujący niż reakcje, które wywołał. Liberalni komentatorzy po raz kolejny próbują opisać elektorat Konfederacji Korony Polskiej jako środowisko katolickich radykałów. Problem w tym, że rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana.

Konstanty Pilawa
Opinia autorstwa: Konstanty Pilawa
Dzisiaj 09:32
6 min
Czy rzekome powiązania z lefebrystami i medialne doniesienia o ekskomunice mogą zaszkodzić Grzegorzowi Braunowi? Badania elektoratu pokazują, że jego wyborców motywuje coś zupełnie innego niż religia. (fot. Artur Barbarowski / East News)
TYLKO NA
  • Roman Giertych i Tomasz Wiejski ogłosili ekskomunikę Grzegorza Brauna, jednak watykańskie dokumenty nie potwierdzają tych rewelacji. Choć polityk sympatyzuje z tradycjonalistami, automatyczne wykluczenie go z Kościoła jest narracją mocno naciąganą.
  • Liberalne media wykreowały mit „Ciemnogrodu 2.0”, sugerując, że na lidera Korony głosują wyłącznie religijni fundamentaliści. W rzeczywistości to formacja przede wszystkim antysystemowa, napędzana przez ogólny bunt wobec obecnej polityki.
  • Twarde dane CBOS całkowicie obalają stereotypy na temat elektoratu Brauna. Ponad połowa jego wyborców praktykuje rzadko lub wcale, a trzon grupy stanowią osoby w wieku 34–65 lat o ponadprzeciętnych zarobkach.

Grzegorz Braun opublikował wpis zachęcający do udziału w wyjeździe do szwajcarskiego Ecône, gdzie odbyły się święcenia nowych biskupów Bractwa św. Piusa X. Święcenia te zostały przeprowadzone bez zgody papieża i wywołały stanowczą reakcję Watykanu. W konsekwencji biskupi, kapłani i częściowo także wierni związani z Bractwem zostali ukarani ekskomuniką.

Przeczytaj także: Schizma w Kościele. Czy Braun został ekskomunikowany?

To wystarczyło, by awangarda frontu Silnych Razem, reprezentowana przez Romana Giertycha i Tomasza Wiejskiego, stworzyła nową sensacyjną narrację. Zdaniem Giertycha i Wiejskiego Grzegorz Braun również został usunięty z Kościoła katolickiego. Miałby to być najlepszy dowód na to, że jego deklarowana katolicka pobożność jest jedynie polityczną pozą.

Reklama
Reklama

Jeśli tak, to czy partię Brauna czekają sondażowe turbulencje i utrata zaufania wyborców?

Co z Braunem

Wiejski w swoim komentarzu wpisuje się w retorykę opartą na dobrze znanym schemacie:

Grzegorz Braun nie jest jedynie najbardziej radykalnym politykiem na polskiej scenie, lecz także kimś, kto przynajmniej nie ukrywa swoich poglądów. W rzeczywistości jednak – sugeruje autor – każdy przedstawiciel prawicy, od Karola Nawrockiego przez Krzysztofa Bosaka i Jarosława Kaczyńskiego aż po Brauna, jest w gruncie rzeczy taki sam.

Reklama
Reklama

To dość spektakularny przykład demagogii, w którym buntownicze święcenia lefebrystów w Szwajcarii od dyskredytacji całej polskiej prawicy dzieli właściwie tylko przecinek.

Przypadek domniemanej ekskomuniki Brauna jest jednak o tyle nowatorski, że zarówno Wiejski, jak i Giertych – obaj deklarujący się jako katolicy – zdają się sugerować: drogi wyborco, jeśli chodzisz do Kościoła, musisz uważać, ponieważ ci, którzy na prawicy mają krzyż na ustach, w rzeczywistości gardzą Kościołem i jego moralnością. Niedopowiedziany wniosek jest oczywisty: katolicy, głosujcie na Tuska, aby te siły nie przejęły władzy.

Informacja o ekskomunice Brauna jest jednak mocno naciągana. Taki wniosek wynika z lektury dokumentów samego Watykanu. Nawet jeśli Braun sympatyzuje z niektórymi poglądami Bractwa św. Piusa X., krytykuje część reform Soboru Watykańskiego II czy okazjonalnie uczestniczy w Mszach sprawowanych przez kapłanów Bractwa, nie oznacza to automatycznie, że został objęty karą ekskomuniki.

Reklama
Reklama

Wiele zależy od indywidualnej sytuacji wiernego, jego intencji, przekonań oraz trwałego związania z działalnością Bractwa. Osoba praktykująca wyłącznie u lefebrystów i odrzucająca zwierzchnictwo papieża może podlegać karze ekskomuniki. Tego jednak o Braunie nie wiemy, dlatego nie możemy stwierdzić, że został nią objęty.

W obawie przed Antychrystem

Cała ta narracja pokazuje jednak znacznie szersze nieporozumienie. W debacie publicznej funkcjonuje fałszywy stereotyp, zgodnie z którym na Grzegorza Brauna głosują przede wszystkim tradycjonalistyczni katolicy skłonni do teorii spiskowych, monarchizmu i apokaliptycznych wizji świata, przekonani, że Unią Europejską, a może nawet polskim państwem, rządzi Antychryst.

Liberalne media stworzyły mit „Ciemnogrodu 2.0”. Według tego wyobrażenia elektorat Grzegorza Brauna tworzą PiS-owcy „na sterydach”, którym całkowicie odjechał peron.

Przeczytaj także: Miller kończy 80 lat. Wprowadzał Polskę do UE, dziś krytykuje Ukrainę

Reklama
Reklama

Na naszych oczach ma się więc materializować stara przestroga Adama Michnika, zgodnie z którą dusza polskiej prawicy jest stopniowo przejmowana przez nacjonalizm, antysemityzm, a nawet faszyzm – i to przy cichej aprobacie Kościoła.

„Ciemnogród 2.0” jest potrzebny jako podstawowe narzędzie mobilizacji elektoratu lewicowo-liberalnego. Można się spodziewać, że strategia ta odegra istotną rolę również w kolejnej kampanii wyborczej.

Tymczasem ugrupowanie Brauna pozostaje przede wszystkim partią antysystemową, a tego rodzaju formacje z definicji przyciągają wyborców, których podstawową motywacją jest bunt wobec całego systemu politycznego.

Reklama
Reklama

Wierni niewierni

Na Brauna głosują osoby rozczarowane polityką państwa wobec Ukrainy i niechętne imigracji ukraińskiej do Polski. Są wśród nich przedsiębiorcy, którzy odczuli skutki polityki prowadzonej w czasie pandemii COVID-19, zwolennicy wyjścia Polski z Unii Europejskiej, a także wyborcy o bliżej niesprecyzowanych poglądach, których przyciąga rewolucyjna retoryka i walka z poprawnością polityczną.

Są wśród nich również tradycjonalistyczni katolicy, stanowią jednak zdecydowaną mniejszość. Trudno także ocenić, jaki odsetek z nich sympatyzuje z lefebrystami, ponieważ sam ruch tradycjonalistyczny jest wewnętrznie podzielony.

Warto stereotyp „Ciemnogrodu 2.0” skonfrontować z badaniami CBOS przeprowadzonymi w styczniu. Okazuje się, że elektorat Brauna wcale nie wyróżnia się ponadprzeciętną religijnością. Aż 30 proc. jego wyborców w ogóle nie praktykuje religijnie, a kolejne 21 proc. robi to jedynie kilka razy w roku.

Równie interesująca jest struktura dochodowa. Na Konfederację Korony Polskiej stosunkowo często głosują osoby średnio i dobrze sytuowane. Wśród sympatyków ugrupowania 22 proc. deklaruje dochody wynoszące co najmniej 9 tys. zł miesięcznie, podczas gdy w całym elektoracie odsetek ten wynosi 15 proc.

Reklama
Reklama

Przeczytaj także: Kłeczek w Republice: ten okręt tonie. Eksperci komentują

Zaskakująca jest również struktura wiekowa. Wyborcy mający 65 lat i więcej stanowią zaledwie 8 proc. sympatyków Brauna, podczas gdy w całym elektoracie osób deklarujących udział w wyborach ich udział wynosi 26 proc. Jednocześnie aż 72 proc. zwolenników Konfederacji Korony Polskiej mieści się w przedziale wieku 34–65 lat.

Jeśli sensacyjne doniesienia Wiejskiego i Giertycha okazałyby się prawdziwe – w co trudno uwierzyć – mogłoby to oznaczać raczej niewielki spadek poparcia dla Grzegorza Brauna. Nie dajmy się jednak zwieść ani bogoojczyźnianej retoryce samego Brauna, ani liberalnemu stereotypowi „Ciemnogrodu 2.0”. Fenomen popularności Konfederacji Korony Polskiej jest znacznie bardziej złożony.

Źródło: Zero.pl
Konstanty Pilawa
Konstanty PilawaPublicysta, wiceprezes Klubu Jagiellońskiego, współtwórca podcastu „Kultura poświęcona”. Stały współpracownik „Gościa Niedzielnego”. W 2026 roku obronił doktorat z filozofii polityki na Uniwersytecie Ignatianum w Krakowie - autor zewnętrzny