– Jeżeli dalej tak to będzie wyglądać, to okręt utonie – mówił na antenie Republiki Miłosz Kłeczek. Jedna z głównych postaci stacji w alarmistyczny sposób namawiała do widzów o wpłaty. – To jest taki apel do litości – ocenia dla nas dr hab. Jacek Wasilewski. Dr hab. Jędrzej Skrzypczak stwierdza w rozmowie z nami, że takie „dość agresywne zachęcanie do wpłat do tej pory Republice wychodziło”.

- Telewizja Republika w coraz bardziej emocjonalny sposób zachęca swoich odbiorców do wpłat na jej rzecz.
- – Tysiąc wpłat dziennie. Tysiąc zeskanowanych kodów. Cały czas to powtarzam. To jest absolutne minimum, żeby ten okręt nie utonął – apelował do widzów Miłosz Kłeczek.
- Czy taka strategia może okazać się skuteczna? O komentarz poprosiliśmy ekspertów.
– Zrozumcie to w końcu. Żeby to wszystko mogło się udać, szanowni państwo, proszę spojrzeć na tę ścianę – mówił we wtorek Miłosz Kłeczek do widzów telewizji Republika.
Za nim wyświetlał się wykres pokazujący liczbę wpłat na stację dokonywanych przez jej widzów.
– Jeżeli dalej tak to będzie wyglądać, to okręt utonie. Bo to wskazuje na to, że okręt tonie – przekazał odbiorcom.
– Wczoraj było podobnie. Niewiele ponad 300 osób pamiętało, żeby wspierać Telewizję Republika. Ten okręt nie ma tonąć – kontynuował.
– Nie pozwolimy, żeby ugrzęzł na mieliźnie, szanowni państwo. Ten okręt ma dobijać do kolejnych portów, ma zdobywać kolejne porty i ma wypływać na szerokie wody, mórz i oceanów. Ten okręt, który doprowadzi nas w końcu do Polski praworządnej, okręt zwany Republiką, pod taką banderą pływa – apelował do widzów.
Kłeczek: nie chcemy, żeby ten okręt utonął
– Podnieśmy ten wykres. Tysiąc wpłat dziennie. Tysiąc zeskanowanych kodów. Cały czas to powtarzam. To jest absolutne minimum. Żeby ten okręt nie utonął, bo my nie chcemy, żeby on tonął – mówił.
– Nie chcemy wskakiwać do szalup ratunkowych. Państwo muszą swoim wiatrem nadziei napędzać nas, więc bardzo proszę teraz chwytać za telefony komórkowe, skanować QR-kody – dodał.
„Sami biegamy na policję”. Sakiewicz o prowokacjach w Republice
– Ogląda nas pół miliona ludzi. Czy ja proszę o wiele? 800 osób niech zeskanuje QR-kod. Ja nie proszę o 100 zł. Tu nie chodzi o kwoty, chodzi o ilość. Bardzo dużo małych kwot również nas utrzyma na powierzchni. Zróbmy to teraz, bo możemy to zrobić – apelował.
– Ja się będę produkował aż do skutku, ale chcę, żeby wybił tysiąc na tym liczniku w ciągu godziny, a później macie państwo wolne do późnego wieczoru – dodał.
Swój apel pracownik Republiki powtórzył dzień później.
A także w czwartek.
Ekspert: typowa reklama społeczna
O komentarz do sprawy poprosiliśmy medioznawcę dra hab. Jacka Wasilewskiego.
– Jest to tzw. typowa taka reklama społeczna pt. „ratujcie tego zwierzaka, bo on zaraz umrze”. Te wykresy, które tam są, to jest taki apel do litości, ale jednocześnie tworzy się obowiązek wpłaty, że jeżeli komuś „zależy na wolnej Polsce”, no to powinien na te „wolne media” wpłacać – ocenia.
– Jest to też apel do tożsamości, że jeżeli my jesteśmy rzeczywiście „prawdziwymi Polakami”, to nie możemy tego „jedynego prawdziwego głosu” unicestwić naszą niefrasobliwością – kontynuuje.
„Wtargnięcie” pracowników TV Republika do prokuratury. Żurek powołał zespół śledczy. „To żart?”
Jak ocenia ekspert, w wystąpieniu Kłeczka „zastanawia pewna nakazowość tego, taka mobilizacja pt. »dlaczego nie wspieracie, co się z wami dzieje?«”. – To jest na tyle nakazowe, że niektórych może to odstręczać – dodaje.
– Choć jeśli jesteśmy takimi widzami, którzy są rzeczywiście zmobilizowani do tego, żeby Republikę oglądać i ją wspierać, bo do takich to było kierowane, to być może taka nakazowość, taki wymóg chwili, że „jeszcze trochę i statek utonie”, może trafić – stwierdza.
– Jeżeli matka mówi, że jest w kłopocie, to emocjonalnie związane z nią potomstwo nie będzie sprawdzało, ile ona wydała i na co, tylko uważa, że trzeba ratować matkę. I podobnie jest z Republiką, jeżeli jest przez część widzów traktowana jako „ostatni bastion prawdy” – kontynuuje.
Ekspert o strategii zbiórkowej: do tej pory wychodziło
Medioznawca dr hab. Jędrzej Skrzypczak stwierdza z kolei w rozmowie z Zero.pl, że takie, jak ocenia, „dość agresywne zachęcanie do wpłat do tej pory Republice wychodziło”. Ekspert przypomina, że stacja przeprowadziła już kilka udanych celowych zbiórek, m.in. na wyposażenie nowego studia.
Dodaje, że choć z jednej strony Republice w ostatnich latach „wystrzeliła” oglądalność, to jednak stacja mierzyła się także z „odpływem” reklamodawców zrażonych niektórymi wypowiedziami, które padły na antenie.
– Ten system finansowy oparty częściowo o dobrowolne wpłaty polega na niepewności, bo to nie są takie wpływy, które dają możliwości tworzenia pewnych planów na przyszłość i stąd pewne tego rodzaju zachęty na antenie – dodaje.
Ekspert: to rodzaj mediów obywatelskich
Czy system częściowego finansowania oparty o dobrowolne wpłaty jest czymś częstym w świecie mediów? Dr hab. Jędrzej Skrzypczak jako przykład wskazuje Radio Maryja, rozgłośnie 357 oraz Radio Nowy Świat. Zaznacza jednak, że są to rozgłośnie radiowego, których koszt codziennego funkcjonowania jest mniejszy niż telewizji.
– Można powiedzieć, że to jest rodzaj takich mediów prawdziwie społecznościowych, czy obywatelskich, czy może publicznych wręcz, skoro ludzie sami chcą płacić, nikt ich nie zmusza, nie ma żadnego abonamentu narzuconego przez państwo – ocenia ekspert.
– Tyle tylko, że to jest bardzo niestabilny sposób finansowania – dodaje. Ta niestabilność, jak przypomina, jest także powodem sporu sądowego dot. przyznania Republice koncesji.
