– Niech pan tak się nie troszczy o Ukraińców, niech pan się skupi na pomaganiu Polakom – zagadnął mnie taksówkarz.
– Pomagam ludziom w potrzebie – odparłem.
Takie dyskusje toczę często z redaktorami prawicowych telewizji i politykami prawicy. Kiedy tracę cierpliwość i nazywam ich rasistami czy ksenofobami, pytają: „A pan kim jest?”. – „Humanistą” – odpowiadam.
Nie bardzo wiedzieli, co to, ale z dyskusji wynikało, że podejrzewają, iż humanizm to jakaś groźna lewacka ideologia. Dziwne, że nie wiedzą, bo to przecież miłość bliźniego.
Nienawiść zmienia wektor
Natężenie niechęci, a nawet nienawiści do bliźnich rozkłada się dość dziwacznie. Standardowo najgorzej odnosimy się do Rosjan. Ale ostatnio strumień niechęci zmienił wektor. Jakaś część narodu zaczęła tak nienawidzić Ukraińców, że zapałała cieplejszymi uczuciami do Rosjan. Jakim cudem naród, który tak się boi napaści Rosjan, że jest gotów wydawać więcej na zbrojenia niż na służbę zdrowia, zaczął lubić swych potencjalnych agresorów?
Wybory w Bułgarii. Konsekwencje dla UE, NATO i Polski
Ostatnie zdanie, którym mnie uraczył łysy taksiarz, zanim z rykiem silnika odjechał, brzmiało: „To niech pan się troszczy o »Rosjanów«”.
Wiadomo, że jestem społecznikiem. Ale ci, którzy znienawidzili Ukraińców, chcą, żebym pomagał tylko naszym, a nie obcym. Ostatnio kupowałem na bazarze czerwoną koszulę. Kupiłem ją od Nigeryjczyków, bo tylko oni mieli taki towar na stanie. Ale usłyszałem, że powinienem kupić od Polaka, bo on handluje koszulami. Poszedłem na bazar po czerwoną koszulę, a nie szukać Polaka, który mi ją sprzeda.
Kim jesteśmy? Tymi ludźmi, którzy wobec rosyjskiej napaści otworzyli ramiona, a nawet mieszkania przed uchodźcami z Ukrainy? Czy pełnymi złości skąpcami, którzy samo wejście Ukraińca do przychodni czy szpitala uważają za niebywały skandal?
Po wybuchu wojny spędziłem 10 dni na granicy, służąc za tłumacza. Uchodźców ludzie prawie sobie wyrywali.
Po jakimś czasie zmęczyła nas nasza gościnność i zaczęliśmy liczyć każdą złotówkę, którą przeznaczamy na pomoc uchodźcom.
Była faza przejściowa, kiedy jeszcze dobrze mówiło się o pracownikach z Ukrainy. W końcu to biali, chrześcijanie i bardzo pracowici. Bliżsi nam kulturowo. W prasie toczyła się dyskusja, czy Ukraińców zabiorą nam inne kraje, którym też brakuje rąk do pracy. Inaczej niż przybysze z Kolumbii czy Pakistanu, Ukraińcy zatrudniają się na etacie, mają PESEL-e i płacą składki. Dzięki nim Fundusz Ubezpieczeń Społecznych nie zbankrutował.
Tusk obiecywał pomoc, dziś blokuje zmiany. Co stało się z deklaracjami wobec par jednopłciowych?
Dzwoni do mnie gość z opowieścią, że odmówiono mu jakiejś procedury medycznej. „A Ukraińcom nie odmawiają” – skarży się. Pytam: skąd wie? Słyszał. Wiadomo, że w Narodowym Funduszu Zdrowia brakuje kilkudziesięciu miliardów. Polskie władze wolą wydawać na zbrojenia i nic nie robią, żeby ten deficyt zmniejszyć. Ale pacjent woli obciążyć winą Ukraińca. Powstaje obraz złego obcego i dobrej Polski, której gościnności ten obcy nadużywa.
Polskie społeczeństwo jest straumatyzowane, bo z jednej strony słyszy propagandę sukcesu o 20. gospodarce świata, a z drugiej – nie możemy się dostać do lekarza, nie stać nas na mieszkanie, a większość nie ma oszczędności, bo słabo zarabia. Zapracowani ludzie nie mogą się nadziwić, że mimo iż Polska nigdy nie była tak bogata jak teraz, na tak niewiele nas stać.
Tania siła robocza
O tym, że ze wspólnie wypracowanego, rosnącego dochodu narodowego okradają ich ci, co wzięli sobie więcej, Polacy nie wiedzą. Bo dane o rozwarstwieniu są starannie ukrywane. Polak wie, że okradają ich obcy. Nikt nie słyszy o tym, że 1 proc. najbogatszych Polaków przejął 30 proc. bogactwa narodowego, że 10 proc. najbogatszych przejmuje 60 proc.
Przyjezdni Ukraińcy, Kolumbijczycy, Pakistańczycy, Hindusi podejmują najcięższe i najgorzej płatne prace. Zwykle mieszkają w kwaterach pracowniczych, w wieloosobowych salach, śpiąc na piętrowych łóżkach, za które płacą po kilkaset złotych za miejsce.
Czy wpadliście na to, żeby zapytać gościa, który w mróz przywiózł Wam na motorze czy rowerze posiłek, w jakich warunkach sypia? Ile zarabia, ile wysyła rodzinie, a ile sobie zostawia na życie?
Unia Europejska zażądała, żeby przyjezdni cudzoziemcy w Polsce pracowali na umowach o pracę. Tak? A kiedy my, Polacy, dostaniemy prawdziwe umowy? Mało który przybysz dostaje umowę, stawkę ustawową. Zabierają nam robotę, bo pracują taniej? Jest czego zazdrościć? Naprawdę chcemy tak harować, żyć jak zwierzęta, śpiąc w zatłoczonych norach przypominających więzienne cele?
Skąd się biorą imigranci? Bo ci z łodzi i skaczący przez płot to margines. Setki tysięcy, miliony są ściągane przez naszych biznesmenów – tych pisowskich i tych z PO. I nie chodzi o brak rąk do pracy. A w każdym razie nie tylko. Biznes potrzebuje taniej siły roboczej z miejsc, gdzie płacą jeszcze mniej, a każą pracować jeszcze ciężej.
Clara i Ignacio przyjechali z Kolumbii. Naganiacz przekonywał ich, mówiąc, że w Polsce płaca minimalna to 1000 euro. Kiedy przyjechali, dwa tygodnie spędzili na Dworcu Centralnym. Kiedy zasypiali, policja biła ich pałkami po nogach. Kiedy trafili do pracy w ubojni pod Skierniewicami, wraz z 50 innymi rodakami przepracowali miesiąc w strasznych warunkach (kilkanaście godzin w chłodni), żeby na koniec nie dostać wypłaty. Właściciel, Polak, okradł 50 osób z miesięcznego zarobku i nie poniósł żadnej kary. A przecież takie rzeczy zdarzają się też naszym.
Kiedy przyszło co do czego, nakarmiliśmy ich. Mimo że nie byli Polakami. Bo takie są nasze, polskie obyczaje.

