Reklama
Reklama
Świat

Kryzys w Sofii, problem w Warszawie? Bułgaria znów wybiera, a Polska patrzy z niepokojem

Osiem wyborów w pięć lat – Bułgaria ponownie zmierza do urn. Dzisiejsze głosowanie ma przesądzić, czy kraj pogrążony w kryzysie jest jeszcze zdolny do politycznego resetu. Polska ma powody, by uważnie śledzić wyniki wyborów. Od kształtu przyszłego rządu w Sofii mogą zależeć: siła południowej flanki NATO, pomoc dla Ukrainy i tempo regionalnych projektów infrastrukturalnych, kluczowych także dla Warszawy.

Marko Babić
Felieton autorstwa: Marko Babić
Dzisiaj 09:16
12 min
Wybory w Bułgarii. (fot. Radek Pietruszka, Piotr Nowak, Sergei Savostyanov / PAP/NEWSPIX.PL)

Reklama

TYLKO NA

Dziś Bułgarzy ruszyli głosować. To już ósme wybory parlamentarne w ciągu ostatnich pięciu lat, co doskonale ilustruje, z jak głębokim kryzysem politycznym mamy do czynienia.


Reklama

Bułgaria, regularnie uznawana za najbiedniejszego i najbardziej skorumpowanego członka Unii Europejskiej, przypomina drużyny w amerykańskim sporcie, które stale kończą sezon na dole tabeli, ale nie mogą zostać zdegradowane z ligi, ponieważ ich udział jest gwarantowany. Od 2021 roku Bułgaria ugruntowała także swoją pozycję nieformalnego lidera niestabilności politycznej. Trudno zatem powiedzieć, czy kraj w końcu doczeka się stabilnego rządu.

Polska w G20. Pora trwale zmienić postrzeganie naszego kraju na arenie międzynarodowej

Gdzie leżą przyczyny takiego stanu rzeczy? Czy Bułgaria ma szansę wyjść z tego nieszczęsnego kręgu kryzysu, niewiarygodności i destabilizacji? Czy niedzielne wybory mogą to zmienić? By odpowiedzieć na te pytania, konieczne jest przypomnienie charakterystyki transformacji ustrojowo-gospodarczej od początku lat 90.


Reklama

Zwrot ku Zachodowi

Transformacja Bułgarii od upadku komunistycznego reżimu Todora Żiwkowa pod koniec 1989 roku do dramatycznych wydarzeń pod koniec 2025 roku stanowi złożoną historię geopolitycznego sukcesu na papierze, ale także głębokiego wewnętrznego rozczarowania i systemowej stagnacji w praktyce. W przeciwieństwie do krajów takich jak Polska czy Czechy, które przeszły transformację szybciej i z ostrzejszymi cięciami (tzw. „terapią szokową”), droga Bułgarii charakteryzowała się długotrwałym utrzymywaniem struktur władzy i klientelizmem.


Reklama

Bułgaria nie doświadczyła natychmiastowego zerwania z nomenklaturą komunistyczną. Dawna Partia Komunistyczna, przemianowana na Bułgarską Partię Socjalistyczną (BSP), długo sprawowała władzę, spowalniając prywatyzację i kluczowe reformy. Powolna restrukturyzacja gospodarki doprowadziła do krachu za rządów Jeana Videnaua (1996–1997). Kraj doświadczył hiperinflacji, system bankowy załamał się, a obywatele z dnia na dzień popadli w ubóstwo.

Kryzys ten został rozwiązany dopiero wraz z wprowadzeniem zarządu walutowego w 1997 roku, który powiązał bułgarskiego lewa najpierw z marką niemiecką, a następnie z euro, co doprowadziło do rygorystycznej dyscypliny finansowej. Na początku XXI wieku, pod rządami byłego cesarza Symeona II (który powrócił z wygnania i został premierem), Bułgaria zdecydowanie zwróciła się ku Zachodowi. Osiągnęła najważniejsze cele polityki zagranicznej: członkostwo w NATO w 2004 roku i wejście do Unii Europejskiej w 2007 roku. Nastąpił okres silnego wzrostu gospodarczego i napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych.


Reklama

Jednak pod powierzchnią problemy w sądownictwie, przestępczość zorganizowana i korupcja na wysokim szczeblu pozostały nienaruszone. W związku z tym Unia Europejska wprowadziła Specjalny Mechanizm Współpracy i Weryfikacji (CVM) w celu monitorowania bułgarskiego sądownictwa, co stanowiło unikatowy precedens wobec nowo przyjętych członków UE.


Reklama

Rosnąca przepaść

Okres od 2009 do 2021 roku to niemal nieprzerwane rządy Bojko Borisowa i jego partii Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii (GERB). Mimo utrzymanej względnej stabilności makroekonomicznej kraj został „zniewolony” przez oligarchię i klientelizm. Przetargi państwowe zostały zmonopolizowane, wolność mediów drastycznie spadła, a powiązania między politykami, sądownictwem i wpływowymi biznesmenami stały się oczywiste. Fundusze europejskie były często wykorzystywane przez elity powiązane z władzą, a przepaść między bogatymi a biednymi rosła.

Masowe protesty antykorupcyjne w 2020 roku obaliły Borisowa, ale doprowadziły do powstania próżni instytucjonalnej. Partie proreformatorskie zdołały utworzyć krótkotrwałe rządy, ale nie miały siły, by zdemontować głęboko zakorzeniony system klientelistyczny.

To właśnie ten paraliż stworzył podatny grunt pod eskalację kryzysu, który zaostrzył się w listopadzie i grudniu 2025 roku, kiedy rząd premiera Rosena Żelazkowa zaproponował budżet na 2026 rok. Budżet przewidywał podwyżki podatków oraz składek emerytalnych i ubezpieczeń społecznych, aby sfinansować podwyżki w sektorze publicznym i spełnić kryteria wejścia do strefy euro. Był to impuls do protestów, które wielu nazwało „protestami pokolenia Z”, a które z czasem szybko przerodziły się w powszechny bunt przeciwko systemowej korupcji i złemu stanowi służby zdrowia (z której masowo odchodzą młodzi lekarze).


Reklama

W Bułgarii to niezwykle wrażliwy społecznie temat. Generalnie najbardziej tragiczną cechą całej bułgarskiej transformacji są straty demograficzne. Z prawie 9 mln mieszkańców w 1989 roku Bułgaria spadła do nieco ponad 6 mln w 2025 roku. Otwarcie granic UE umożliwiło masową emigrację. Chroniczne problemy w opiece zdrowotnej, edukacji i brak perspektyw zmusiły wielu młodych, wykształconych ludzi (lekarzy, inżynierów, informatyków) do opuszczenia kraju w poszukiwaniu bardziej sprawiedliwego systemu. Dziś szczególnie jest to odczuwalne w służbie zdrowia.


Reklama

Z powodu ogromnej presji społecznej rząd Żelazkowa podał się do dymisji w grudniu 2025 roku. Jednak największe polityczne trzęsienie ziemi nastąpiło w styczniu 2026 roku, kiedy to wieloletni prezydent Bułgarii Rumen Radew zrezygnował ze stanowiska, aby utworzyć własną partię/koalicję o nazwie Postępowa Bułgaria (PB) i osobiście wziąć udział w wyborach parlamentarnych.

Polegając na statusie najbardziej popularnego polityka w Bułgarii, Radew – były generał dywizji Sił Powietrznych i prezydent kraju od wyborów w 2016 roku do momentu rezygnacji – wyraźnie zaplanował swoje kolejne posunięcia z dużym wyprzedzeniem. Odkąd ogłosił, że stanie na czele nowo utworzonego Bloku Postępowej Bułgarii, poprowadzi go do wyborów i będzie jego kandydatem na premiera, sondaże opinii publicznej zaczęły przewidywać jego zwycięstwo.

Zapowiadały one znaczną przewagę nad partią GERB Bojko Borisowa, która – choć w największym stopniu odpowiedzialna za polityczne i instytucjonalne bagno, w którym tkwi Bułgaria – dysponowała największą liczbą deputowanych w kończącej się kadencji parlamentu. Było to jednak w dużej mierze konsekwencją żenująco niskiej frekwencji wyborczej w październiku 2024 roku, która spadła poniżej 39 proc.


Reklama

Walka z korupcją jest w centrum tegorocznej kampanii, a głównym przesłaniem Radewa jest chęć „obalenia oligarchii”. „Oligarchia jest głęboko zakorzeniona w życiu społecznym i gospodarczym kraju. To system piramidalny, który systematycznie wyczerpuje społeczeństwo i zapewnia bezkarność poprzez kontrolowanie instytucji, partii, wyborów, mediów oraz biznesu” – podkreślał w zeszłym miesiącu. „Dopóki ten model nie zostanie złamany, każda forma rządu jest skazana na porażkę” – powiedział zwolennikom w Sofii.


Reklama

Zapowiadana walka jednak zmierzy się z potężnymi przeciwnikami. Jego głównymi rywalami politycznymi są dwaj czołowi bułgarscy politycy – były premier Bojko Borisow i Deljan Peewski, lider partii DPS – Nowy Początek. Opozycja oskarża ich o bycie kluczowym filarem oligarchicznego „głębokiego państwa”, czemu zaprzeczają.

Pyrrusowe zwycięstwo

W każdym razie ostatnie sondaże Radewowi dają 30 proc., GERB-owi 20 proc., reformistom proeuropejskim PP–DB Wasyłewa i Petkowa 12 proc., DPS – Nowy Początek Peewskiego 9 proc., skrajnej prorosyjskiej prawicy Odrodzenie Kostadinowa 7 proc. oraz Partii Socjalistycznej około 4–5 proc. (na granicy progu wyborczego).

Co będzie zatem oznaczać prawdopodobne zwycięstwo Rumena Radewa 19 kwietnia? Pewnie pójdzie on w stronę silnej centralizacji władzy, czemu towarzyszyłyby zaostrzone napięcia z Brukselą w kwestii stosunków z Rosją, podczas gdy na froncie wewnętrznym próbować będzie wprowadzać radykalne reformy sądownictwa i podjąć walkę z oligarchami. Nawet gdyby jego „Postępowa Bułgaria” odniosła przekonujące zwycięstwo i stała się najsilniejszą partią w parlamencie, otwartym pytaniem pozostaje, czy zdoła uzyskać większość bezwzględną wynoszącą 121 z 240 miejsc w parlamencie.


Reklama

Aby Radew mógł utworzyć rząd, będzie musiał znaleźć partnerów. Koalicja z GERB (Borisowa) lub DPS – Nowy Początek (Peewskiego) jest praktycznie niemożliwa, ponieważ zbudował on pozycję i popularność na walce z nimi. Sojusz z proeuropejskimi reformatorami z PP–DB byłby naturalny z punktu widzenia walki z korupcją, ale partie te są diametralnie różne, jeśli chodzi o politykę zagraniczną oraz stosunek do Rosji i wojny na Ukrainie. A zatem czy nie będzie to tylko pyrrusowe zwycięstwo Radewa?


Reklama

Jeśli przywódcy największych partii politycznych nie wykażą gotowości do trudnych kompromisów, Bułgaria stoi w obliczu realnego ryzyka, że nie uda jej się stworzyć stabilnego rządu politycznego nawet przy ósmej próbie, co wydłużyłoby kadencję gabinetów technicznych i utrzymałoby kraj w stanie nieustającej kampanii wyborczej.
Myślę, że jest to dość prawdopodobny scenariusz.

Znaczenie dla Polski

Gdyby jednak Radewowi udało się utworzyć stabilny rząd, co by to oznaczało w polityce zagranicznej Bułgarii? Co w regionie, co dla Polski?

Prawdopodobnie przyniosłoby to poważny zwrot geopolityczny i na nowo zdefiniowałoby pozycję Bułgarii na arenie międzynarodowej. W trakcie swojej kadencji prezydenckiej Radew preferował tzw. politykę „suwerenizmu”, a jako premier ze stabilną większością głosów miałby możliwość pełnego wdrożenia tej polityki. Jest otwarty na dialog z Moskwą, opowiada się za obroną bułgarskich interesów narodowych, niekoniecznie zbieżnych z interesami Brukseli (przeciwnicy określają go jako „umiarkowanego nacjonalistę” czy wręcz „bułgarskiego Orbána”).


Reklama


Reklama

Zwycięstwo Radewa byłoby poważnym wyzwaniem geopolitycznym dla Polski. W takim scenariuszu Warszawa i Sofia znalazłyby się po przeciwnych stronach barykady w kluczowych kwestiach bezpieczeństwa i polityki zagranicznej w Europie.

Polska pozycjonuje się jako jeden z liderów europejskiego bezpieczeństwa, zagorzały sojusznik Ukrainy i najostrzejszy krytyk polityki rosyjskiej. Z drugiej strony eurosceptycyzm Radewa i łagodniejsze nastawienie do Moskwy bezpośrednio kolidują ze strategicznymi interesami Polski. Polska strategia opiera się na silnej i zjednoczonej obecności NATO na całej linii wschodniej flanki sojuszu.

Bilans prezydentury Karola Nawrockiego. Między konstytucją a polityką PiS


Reklama

Ewentualne utrudnienia ze strony Bułgarii w kontekście braku wspólnych ćwiczeń wojskowych, odmowy rozmieszczenia dodatkowych wojsk NATO lub nawet bierności w regionie Morza Czarnego oznaczałyby znaczne osłabienie południowej flanki i jeszcze większe poleganie na Rumunii jako jedynym stabilnym partnerze w tej części Europy. Osłabiłoby to równowagę geostrategiczną wschodniej flanki, gdyż Polska na północy (Morze Bałtyckie) i Bułgaria na południu (Morze Czarne) stanowią dwa kluczowe filary tej linii.


Reklama

Pamiętajmy też, że bułgarski przemysł zbrojeniowy jest jednym z niewielu w Europie, który nadal produkuje duże ilości amunicji artyleryjskiej kalibru radzieckiego, co ma kluczowe znaczenie dla ukraińskiej armii. Choć często nie odbywało się to bezpośrednio, Bułgaria była jednym z ważnych źródeł tej amunicji w poprzednich latach. Radew w przeszłości (jako prezydent) otwarcie krytykował wysyłanie broni do Kijowa. Jeśli jego rząd wstrzyma eksport broni, osłabi to Ukrainę, zwiększając tym samym bezpośrednie zagrożenie dla Polski.

W kontekście polskiej Inicjatywy Trójmorza, podkreślającej wagę infrastrukturalnych i energetycznych połączeń krajów leżących nad Morzem Bałtyckim, Czarnym i Adriatyckim w celu zmniejszenia zależności od Rosji, eurosceptyczny rząd w Sofii mógłby spowolnić realizację kluczowych projektów energetycznych i transportowych (m.in. Via Carpatia, port BMF Burgas itd.), co osłabiłoby polską wizję niezależnej energetycznie Europy Środkowej i Wschodniej.

Last but not least, ewentualne wejście Bułgarii do nieformalnego bloku „prorosyjsko-eurosceptycznego” w UE mogłoby utrudnić osiągnięcie konsensusu we Wspólnocie w kwestii finansowo-wojskowego wsparcia dla Ukrainy. Radew, jako premier, miałby bowiem prawo głosu w Radzie Europejskiej. W efekcie mogłoby to udaremniać polskie wysiłki dyplomatyczne na rzecz utrzymania jednolitego frontu europejskiego.


Reklama

Wskazana ostrożność

Pamiętajmy jednak, że główną charakterystyką dotychczasowych rządów w Bułgarii jest brak długoterminowej strategii. Różni aktorzy polityczni sięgają po tematykę międzynarodową raczej w celu pozycjonowania się na wewnętrznej scenie politycznej. Bułgarska polityka zagraniczna nie posiada racji stanu rozumianej jako zespół najważniejszych interesów państwa, wokół których panuje powszechny konsensus polityczny. Radziłbym zatem ostrożnie podchodzić do wspomnianych deklaracji Radewa odnośnie do celów jego polityki zagranicznej.


Reklama

Karol Nawrocki – szybki awans i bolesny upadek nowego prezydenta Polski

Nie ma niewinnych w bułgarskim świecie polityki. Nim nie jest nawet Rumen Radew, choć uważa siebie za bardziej wiarygodnego niż jego rywale. Jego sympatie do Rosji, krytyczne nastawienie do europejskiego wsparcia dla Ukrainy, a także pryncypialny eurosceptycyzm (nie był nawet zwolennikiem wprowadzenia euro w Bułgarii) europejscy partnerzy mogli ignorować lub tolerować, gdy piastował stanowisko głowy państwa, dysponując stosunkowo niewielkimi kompetencjami. Jeśli zostanie szefem władzy wykonawczej, będzie musiał pokazać, na ile jego deklaracje są wiarygodne. Jednak najpierw przekonajmy się, czy poza nazwiskiem premiera cokolwiek naprawdę zmieni się w Bułgarii po 19 kwietnia.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Marko Babić
Marko BabićDoktor habilitowany nauk o polityce, pracownik naukowo-dydaktyczny Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW. Kierownik studiów euroazjatyckich. Ekspert m.in. Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Marszałka Sejmu, Ministerstwa Obrony Narodowej - autor zewnętrzny