Biznes

Dlaczego płacimy coraz więcej i co rząd może z tym zrobić?

Światowy szok energetyczny uderza w Polskę, a tradycyjne metody walki z inflacją nie działają. Dlatego rząd powinien skupić się na cenach paliw i surowców – ustalić limity, ściągać nadzwyczajne zyski firm i pilnować, by na rynku nie było monopoli.

Iwo Augustyński
Opinia autorstwa: Iwo Augustyński
07.04.2026
8 min
Aktualizacja: 07.04.2026 14:54
Trwający od ponad miesiąca konflikt zbrojny między USA a Iranem coraz mocniej odbija się na naszych portfelach. (fot. Shutterstock / Shutterstock)
TYLKO NA
  • Wojna na Bliskim Wschodzie podbiła ceny energii, bo Iran zamknął Cieśninę Ormuz i zniszczono infrastrukturę ropy oraz gazu. To przełożyło się na wyższe koszty paliw i wielu innych surowców na całym świecie.
  • W Polsce wszystko drożeje z powodu kosztów energii – transport, prąd, ogrzewanie i żywność. To typowa inflacja podażowa, czyli wywołana brakiem surowców.
  • Co może zrobić rząd? Receptą mogą być maksymalne ceny w kluczowych sektorach, podatki od nadzwyczajnych zysków przedsiębiorstw, rezerwy surowcowe i walka z monopolem firm.

Trwający od ponad miesiąca konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie coraz mocniej odbija się na naszych portfelach. Na przełomie lutego i marca 2026 r. Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Iran. W odpowiedzi Iran zamknął Cieśninę Ormuz – wąski morski korytarz, przez który przepływa aż jedna piąta całej ropy naftowej i gazu ziemnego na świecie – oraz zbombardował instalacje do przetwarzania tych surowców.

Katar, jeden z największych dostawców gazu, wstrzymał produkcję. Arabia Saudyjska zatrzymała główną rafinerię. W ciągu kilku dni globalne ceny energii poszybowały w górę: ropa przekroczyła 100 dol. za baryłkę, a europejski gaz podrożał o kilkadziesiąt procent. Wydarzenia te uderzyły też w rynki nawozów rolniczych, baterii (z powodu spadku produkcji siarki) i nowoczesnej elektroniki (z powodu spadku produkcji helu, niezbędnego do chłodzenia maszyn wytwarzających chipy komputerowe).

Inflacja podażowa i rola firm

Polska – podobnie jak reszta Europy – od razu to poczuła. Ekonomiści mBanku wyjaśnili to prosto: „To jest konflikt, który ma na Polskę przełożenie głównie przez ceny ropy naftowej oraz inne zakłócenia łańcuchów dostaw”. Im wyższe ceny energii, tym droższy transport, ogrzewanie, prąd, a w ślad za tym – żywność, ubrania, usługi. Efekty braku siarki i helu odczujemy później.

Reklama
Reklama

To właśnie jest inflacja podażowa: ceny rosną nie dlatego, że chcemy kupić więcej, niż gospodarka jest w stanie dostarczyć, lecz dlatego, że zabrakło surowców na rynku. O inflacji podażowej zapomniano na długie lata – od kryzysu paliwowego w latach 70. ubiegłego wieku do wybuchu pandemii COVID-19. Dopiero wzrost cen będący następstwem pandemii i inwazji Rosji na Ukrainę spowodował, że ekonomiści zaczęli sobie przypominać, iż mogą być różne przyczyny inflacji.

Osobą, która najgłośniej o tym mówiła, jest prof. ekonomii z amerykańskiego Uniwersytetu Massachusetts – Isabella Weber. Przez ostatnie lata intensywnie badała to, co dzieje się teraz: inflację wywołaną przez problemy po stronie podaży – czyli niedobory surowców, zerwane łańcuchy dostaw, kryzysy energetyczne.

Jej główna teza brzmi następująco: kiedy ceny rosną z powodu wstrząsów zewnętrznych, a nie z powodu tego, że ludziom przybyło pieniędzy, tradycyjne lekarstwo na inflację jest złym lekarstwem.

Reklama
Reklama

Co to za tradycyjne lekarstwo? Podwyżki stóp procentowych przez banki centralne. Droższe kredyty sprawiają, że ludzie i firmy mniej wydają, gospodarka zwalnia, bezrobocie rośnie – i inflacja spada. Ale Isabella Weber zwraca uwagę: to tak, jakby leczyć złamaną nogę aspiryną. Ból trochę mniejszy, ale przyczyna choroby – złamana kość, czyli brak surowców – nadal istnieje. A pacjent, czyli gospodarka i zwykli ludzie, niepotrzebnie cierpią.

Firmy wykorzystają kryzys

Ekonomistka pokazała bardzo ważny mechanizm, który tłumaczy to, co widzimy dziś. Kiedy wybuchają kryzysy energetyczne, wielkie firmy – zwłaszcza te z silną pozycją na rynku – nie tylko przenoszą wyższe koszty na klientów, ale nierzadko zarabiają więcej niż zwykle. Dzieje się tak dlatego, że kryzys daje im pretekst i przykrywkę do podniesienia cen o więcej, niż wzrosły ich własne koszty.

Najprościej: skoro wszyscy wiedzą, że ropa podrożała, nikt się nie dziwi, że benzyna, jedzenie i ogrzewanie kosztują więcej. Firmy mogą więc przy okazji poprawić zysk, tłumacząc podwyżki „trudną sytuacją na rynkach”. Nie muszą nawet zwiększać marż. W końcu marża, liczona jako procentowy narzut na koszty produkcji, oznacza automatyczny wzrost zysku, gdy rosną koszty.

Weber nazywa to inflacją sprzedawców – nie zwykłą chciwością jednostek, lecz systemowym mechanizmem, który napędza spiralę cenową. Badania potwierdziły, że w czasie postpandemicznej inflacji w Europie zyski firm odpowiadały za ponad połowę wzrostu cen, podczas gdy realne wynagrodzenia pracowników w 2022 r. spadły średnio o ponad 5 proc.

Reklama
Reklama

Cztery możliwości

Skoro tłamszenie popytu przez banki centralne jest drogą donikąd, to jakie są alternatywy? Po pierwsze: celowane kontrole cen. Nie chodzi o zamrożenie cen wszystkiego – takie rozwiązania rzeczywiście prowadzą do niedoborów w sklepach. Chodzi o precyzyjne interwencje w sektorach kluczowych: energii, paliw, podstawowej żywności. Isabella Weber współtworzyła w Niemczech tzw. Gaspreisbremse – „hamulec cenowy gazu”.

Każde gospodarstwo domowe otrzymało określony limit gazu po niskiej, dotowanej cenie. Powyżej tego limitu płaciło cenę rynkową. Dzięki temu najubożsi byli chronieni, a bogaci nadal mieli motywację do oszczędzania. To rozwiązanie działało, i Niemcy przeżyli tamten kryzys bez katastrofy.

Po drugie: podatek od zysków nadzwyczajnych. Jeśli firmy energetyczne i surowcowe zarabiają krocie na wojnie, część tych zysków powinna wrócić do społeczeństwa. Takie rozwiązanie działa podwójnie: zmniejsza motywację firm do windowania cen ponad realny wzrost kosztów i dostarcza pieniędzy na wsparcie dla najbardziej dotkniętych obywateli. Parlament Europejski w 2024 roku zlecił raport, który rekomendował właśnie to narzędzie.

Po trzecie: rezerwy surowcowe. Isabella Weber od lat przekonuje, że świat potrzebuje publicznych zapasów kluczowych towarów – ropy, gazu, zboża – na wzór Strategicznej Rezerwy Naftowej USA. Gdy wybuchnie kryzys, można uwolnić te zapasy i zablokować spekulacyjny wzrost cen. Międzynarodowa Agencja Energetyczna zrobiła to w marcu 2026 r.: uruchomiła największe w historii uwolnienie rezerw rządowych – 400 mln baryłek ropy z magazynów 32 krajów, w tym Polski. Ceny chwilowo spadły, choć nie na długo.

Reklama
Reklama

Po czwarte: polityka antymonopolowa. Żeby firmy nie mogły tak łatwo podnosić cen ponad wzrost własnych kosztów, państwo musi dbać o konkurencję w kluczowych sektorach. Tam, gdzie jedna firma lub kilka firm kontroluje rynek, konsumenci są bezbronni.

Można powiedzieć, że polski rząd uważnie wsłuchuje się w te nieortodoksyjne pomysły, idące wbrew dotychczasowym propozycjom większości ekonomistów. Podjęto decyzję o wprowadzeniu „pakietu CPN” polegającego na obniżce VAT i akcyzy na paliwa oraz ustaleniu maksymalnej ceny. Ma być wprowadzony również podatek od nadmiarowych zysków koncernów naftowych.

Zapasy ropy i gazu w kraju są powyżej średniej unijnej. To, czego z pewnością brakuje, to polityka antymonopolowa. Na rynku mięsa mamy w kraju oligopol trzech dominujących firm. Natomiast światowy rynek zbóż jest zdominowany w 70–80 proc. przez tylko pięć firm. Produkcja paliw i import gazu są kontrolowane przez państwo, więc problem jest tutaj mniejszy.

Reklama
Reklama

Co to oznacza dla nas – zwykłych ludzi?

Scenariusze dla Polski są niepokojące. Jeśli konflikt potrwa, inflacja z pewnością wzrośnie, choćby dlatego, że problem nie dotyczy wyłącznie paliw. Dla Polaków oznacza to wyższe rachunki za prąd i ogrzewanie, droższe paliwo i żywność, a w ślad za tym – droższe zakupy.

Wnioski płynące z badań są jasne: w takiej sytuacji zaciskanie pasa przez podwyżki stóp procentowych uderzy w zwykłych ludzi podwójnie – przez droższe kredyty hipoteczne i przez wyższe ceny. Lepszym wyjściem jest bezpośrednie działanie tam, gdzie inflacja się rodzi: przy cenach energii i surowców.

USA kontra Iran: gra o nowy porządek regionalny

Obecny kryzys jest żywym dowodem na trafność diagnozy Weber: ceny nie rosną dlatego, że Polacy czy Europejczycy nagle stali się rozrzutni. Rosną dlatego, że przez cieśninę między Iranem a Omanem latają rakiety i nie może przepłynąć tankowiec.

Źródło: Zero.pl
Iwo Augustyński
Iwo AugustyńskiDoktor nauk ekonomicznych, wykładowca na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu, członek Fundacji Lipińskiego oraz Polskiej Sieci Ekonomii - autor zewnętrzny