Reklama
Reklama
Biznes

Dlaczego płacimy coraz więcej i co rząd może z tym zrobić?

Światowy szok energetyczny uderza w Polskę, a tradycyjne metody walki z inflacją nie działają. Dlatego rząd powinien skupić się na cenach paliw i surowców – ustalić limity, ściągać nadzwyczajne zyski firm i pilnować, by na rynku nie było monopoli.

Iwo Augustyński
Felieton autorstwa: Iwo Augustyński
07 kwietnia
8 minut
Trwający od ponad miesiąca konflikt zbrojny między USA a Iranem coraz mocniej odbija się na naszych portfelach. (fot. Shutterstock / Shutterstock)

Reklama

TYLKO NA
  • Wojna na Bliskim Wschodzie podbiła ceny energii, bo Iran zamknął Cieśninę Ormuz i zniszczono infrastrukturę ropy oraz gazu. To przełożyło się na wyższe koszty paliw i wielu innych surowców na całym świecie.
  • W Polsce wszystko drożeje z powodu kosztów energii – transport, prąd, ogrzewanie i żywność. To typowa inflacja podażowa, czyli wywołana brakiem surowców.
  • Co może zrobić rząd? Receptą mogą być maksymalne ceny w kluczowych sektorach, podatki od nadzwyczajnych zysków przedsiębiorstw, rezerwy surowcowe i walka z monopolem firm.

Reklama

Trwający od ponad miesiąca konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie coraz mocniej odbija się na naszych portfelach. Na przełomie lutego i marca 2026 r. Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Iran. W odpowiedzi Iran zamknął Cieśninę Ormuz – wąski morski korytarz, przez który przepływa aż jedna piąta całej ropy naftowej i gazu ziemnego na świecie – oraz zbombardował instalacje do przetwarzania tych surowców.

Katar, jeden z największych dostawców gazu, wstrzymał produkcję. Arabia Saudyjska zatrzymała główną rafinerię. W ciągu kilku dni globalne ceny energii poszybowały w górę: ropa przekroczyła 100 dol. za baryłkę, a europejski gaz podrożał o kilkadziesiąt procent. Wydarzenia te uderzyły też w rynki nawozów rolniczych, baterii (z powodu spadku produkcji siarki) i nowoczesnej elektroniki (z powodu spadku produkcji helu, niezbędnego do chłodzenia maszyn wytwarzających chipy komputerowe).

Inflacja podażowa i rola firm

Polska – podobnie jak reszta Europy – od razu to poczuła. Ekonomiści mBanku wyjaśnili to prosto: „To jest konflikt, który ma na Polskę przełożenie głównie przez ceny ropy naftowej oraz inne zakłócenia łańcuchów dostaw”. Im wyższe ceny energii, tym droższy transport, ogrzewanie, prąd, a w ślad za tym – żywność, ubrania, usługi. Efekty braku siarki i helu odczujemy później.


Reklama


Reklama

To właśnie jest inflacja podażowa: ceny rosną nie dlatego, że chcemy kupić więcej, niż gospodarka jest w stanie dostarczyć, lecz dlatego, że zabrakło surowców na rynku. O inflacji podażowej zapomniano na długie lata – od kryzysu paliwowego w latach 70. ubiegłego wieku do wybuchu pandemii COVID-19. Dopiero wzrost cen będący następstwem pandemii i inwazji Rosji na Ukrainę spowodował, że ekonomiści zaczęli sobie przypominać, iż mogą być różne przyczyny inflacji.

Osobą, która najgłośniej o tym mówiła, jest prof. ekonomii z amerykańskiego Uniwersytetu Massachusetts – Isabella Weber. Przez ostatnie lata intensywnie badała to, co dzieje się teraz: inflację wywołaną przez problemy po stronie podaży – czyli niedobory surowców, zerwane łańcuchy dostaw, kryzysy energetyczne.

Jej główna teza brzmi następująco: kiedy ceny rosną z powodu wstrząsów zewnętrznych, a nie z powodu tego, że ludziom przybyło pieniędzy, tradycyjne lekarstwo na inflację jest złym lekarstwem.


Reklama

Co to za tradycyjne lekarstwo? Podwyżki stóp procentowych przez banki centralne. Droższe kredyty sprawiają, że ludzie i firmy mniej wydają, gospodarka zwalnia, bezrobocie rośnie – i inflacja spada. Ale Isabella Weber zwraca uwagę: to tak, jakby leczyć złamaną nogę aspiryną. Ból trochę mniejszy, ale przyczyna choroby – złamana kość, czyli brak surowców – nadal istnieje. A pacjent, czyli gospodarka i zwykli ludzie, niepotrzebnie cierpią.


Reklama

Firmy wykorzystają kryzys

Ekonomistka pokazała bardzo ważny mechanizm, który tłumaczy to, co widzimy dziś. Kiedy wybuchają kryzysy energetyczne, wielkie firmy – zwłaszcza te z silną pozycją na rynku – nie tylko przenoszą wyższe koszty na klientów, ale nierzadko zarabiają więcej niż zwykle. Dzieje się tak dlatego, że kryzys daje im pretekst i przykrywkę do podniesienia cen o więcej, niż wzrosły ich własne koszty.

Najprościej: skoro wszyscy wiedzą, że ropa podrożała, nikt się nie dziwi, że benzyna, jedzenie i ogrzewanie kosztują więcej. Firmy mogą więc przy okazji poprawić zysk, tłumacząc podwyżki „trudną sytuacją na rynkach”. Nie muszą nawet zwiększać marż. W końcu marża, liczona jako procentowy narzut na koszty produkcji, oznacza automatyczny wzrost zysku, gdy rosną koszty.

Weber nazywa to inflacją sprzedawców – nie zwykłą chciwością jednostek, lecz systemowym mechanizmem, który napędza spiralę cenową. Badania potwierdziły, że w czasie postpandemicznej inflacji w Europie zyski firm odpowiadały za ponad połowę wzrostu cen, podczas gdy realne wynagrodzenia pracowników w 2022 r. spadły średnio o ponad 5 proc.


Reklama

Cztery możliwości

Skoro tłamszenie popytu przez banki centralne jest drogą donikąd, to jakie są alternatywy? Po pierwsze: celowane kontrole cen. Nie chodzi o zamrożenie cen wszystkiego – takie rozwiązania rzeczywiście prowadzą do niedoborów w sklepach. Chodzi o precyzyjne interwencje w sektorach kluczowych: energii, paliw, podstawowej żywności. Isabella Weber współtworzyła w Niemczech tzw. Gaspreisbremse – „hamulec cenowy gazu”.


Reklama

Każde gospodarstwo domowe otrzymało określony limit gazu po niskiej, dotowanej cenie. Powyżej tego limitu płaciło cenę rynkową. Dzięki temu najubożsi byli chronieni, a bogaci nadal mieli motywację do oszczędzania. To rozwiązanie działało, i Niemcy przeżyli tamten kryzys bez katastrofy.

Po drugie: podatek od zysków nadzwyczajnych. Jeśli firmy energetyczne i surowcowe zarabiają krocie na wojnie, część tych zysków powinna wrócić do społeczeństwa. Takie rozwiązanie działa podwójnie: zmniejsza motywację firm do windowania cen ponad realny wzrost kosztów i dostarcza pieniędzy na wsparcie dla najbardziej dotkniętych obywateli. Parlament Europejski w 2024 roku zlecił raport, który rekomendował właśnie to narzędzie.

Po trzecie: rezerwy surowcowe. Isabella Weber od lat przekonuje, że świat potrzebuje publicznych zapasów kluczowych towarów – ropy, gazu, zboża – na wzór Strategicznej Rezerwy Naftowej USA. Gdy wybuchnie kryzys, można uwolnić te zapasy i zablokować spekulacyjny wzrost cen. Międzynarodowa Agencja Energetyczna zrobiła to w marcu 2026 r.: uruchomiła największe w historii uwolnienie rezerw rządowych – 400 mln baryłek ropy z magazynów 32 krajów, w tym Polski. Ceny chwilowo spadły, choć nie na długo.


Reklama

Po czwarte: polityka antymonopolowa. Żeby firmy nie mogły tak łatwo podnosić cen ponad wzrost własnych kosztów, państwo musi dbać o konkurencję w kluczowych sektorach. Tam, gdzie jedna firma lub kilka firm kontroluje rynek, konsumenci są bezbronni.


Reklama

Można powiedzieć, że polski rząd uważnie wsłuchuje się w te nieortodoksyjne pomysły, idące wbrew dotychczasowym propozycjom większości ekonomistów. Podjęto decyzję o wprowadzeniu „pakietu CPN” polegającego na obniżce VAT i akcyzy na paliwa oraz ustaleniu maksymalnej ceny. Ma być wprowadzony również podatek od nadmiarowych zysków koncernów naftowych.

Zapasy ropy i gazu w kraju są powyżej średniej unijnej. To, czego z pewnością brakuje, to polityka antymonopolowa. Na rynku mięsa mamy w kraju oligopol trzech dominujących firm. Natomiast światowy rynek zbóż jest zdominowany w 70–80 proc. przez tylko pięć firm. Produkcja paliw i import gazu są kontrolowane przez państwo, więc problem jest tutaj mniejszy.


Reklama

Co to oznacza dla nas – zwykłych ludzi?

Scenariusze dla Polski są niepokojące. Jeśli konflikt potrwa, inflacja z pewnością wzrośnie, choćby dlatego, że problem nie dotyczy wyłącznie paliw. Dla Polaków oznacza to wyższe rachunki za prąd i ogrzewanie, droższe paliwo i żywność, a w ślad za tym – droższe zakupy.


Reklama

Wnioski płynące z badań są jasne: w takiej sytuacji zaciskanie pasa przez podwyżki stóp procentowych uderzy w zwykłych ludzi podwójnie – przez droższe kredyty hipoteczne i przez wyższe ceny. Lepszym wyjściem jest bezpośrednie działanie tam, gdzie inflacja się rodzi: przy cenach energii i surowców.

USA kontra Iran: gra o nowy porządek regionalny

Obecny kryzys jest żywym dowodem na trafność diagnozy Weber: ceny nie rosną dlatego, że Polacy czy Europejczycy nagle stali się rozrzutni. Rosną dlatego, że przez cieśninę między Iranem a Omanem latają rakiety i nie może przepłynąć tankowiec.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Iwo Augustyński
Iwo AugustyńskiDoktor nauk ekonomicznych, wykładowca na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu, członek Fundacji Lipińskiego oraz Polskiej Sieci Ekonomii - autor zewnętrzny