Czy wojna na Bliskim Wschodzie pomoże Rosji odbudować wpływy do budżetu z handlu ropą? Byłoby to katastrofalne z punktu widzenia Ukrainy, która wciąż walczy z agresorem. Faktem jest jednak, że zamknięcie Cieśniny Ormuz przez Iran podbija popyt na rosyjski surowiec. – Na razie jest zbyt wcześnie, by prognozować, o ile drożej Rosja będzie sprzedawać swoją ropę – mówi w rozmowie z Zero.pl Kuba Benedyczak, analityk ds. Rosji w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.

- Wojna na Bliskim Wschodzie wpłynęła na globalne dostawy ropy. W tej sytuacji zapotrzebowanie na rosyjski surowiec może wzrosnąć.
- Dla Kremla wpływy z handlu węglowodorami to istotne źródło finansowania machiny wojennej. Ostatnio problemy budżetu federalnego z powodu kwestii energetycznych były wyraźnie widoczne.
- Czy Rosja może liczyć na trwałe odbudowanie przychodów z handlu ropą? W tej układance jest wiele zmiennych – zauważa ekspert.
Przez ostatnie lata świat zachodni trzymał kciuki za to, by sankcje uszczupliły wpływy, jakie trafiają do budżetu Rosji za sprawą handlu ropą i gazem. Korzyść z realizacji takiego scenariusza byłaby oczywista: mniej pieniędzy w skarbcu Kremla na finansowanie wojny przeciwko heroicznie broniącej się Ukrainie.
Wpływy z ropy a budżet Rosji
Jeszcze w lutym problemy budżetu Federacji Rosyjskiej na tle kwestii energetycznych były bardzo dobrze widoczne: wpływy z ropy naftowej i gazu spadły o 44 proc. w porównaniu z lutym 2025 r., do kwoty 432,2 mld rubli (na skutek sankcji Rosja zmuszona była sprzedawać swoją ropę nielicznym chętnym nabywcom z dużym rabatem). Wcześniej, w styczniu, ministerstwo finansów Rosji podało, że udział wpływów z podatków od spółek energetycznych w dochodach budżetu był najniższy od dwóch dekad.
Zamknięcie przez Iran Cieśniny Ormuz, przez którą dziennie przepływało ok. 20 mln baryłek ropy naftowej, skutkuje jednak potężną wyrwą na globalnych rynkach. W tej sytuacji na ropę z Rosji mogą, niestety, znaleźć się chętni.
Okoliczności międzynarodowe wykorzystuje już Kiriłł Dmitrijew, który jest prawą ręką Władimira Putina w sprawach dotyczących finansów Rosji. Prezes Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich (państwowego funduszu majątkowego) wybrał się w ostatnich dniach na Florydę, by rozmawiać z przedstawicielami administracji Donalda Trumpa o obecnym kryzysie energetycznym.
W tym kontekście warto dodać, że USA udzieliły 30-dniowej zgody indyjskim rafineriom na zakup rosyjskiej ropy – choć jeszcze kilka tygodni temu Donald Trump szczycił się tym, że wreszcie skłonił rząd w New Delhi do rezygnacji z zakupów na naftowym „bazarze” Kremla.
Wojna na Bliskim Wschodzie pomoże Kremlowi?
Dmitrijew nie omieszkał nawiązać do tych wydarzeń. „Dziś wiele krajów, przede wszystkim Stany Zjednoczone, zaczyna lepiej rozumieć kluczową, systemową rolę rosyjskiej ropy naftowej i gazu w zapewnianiu stabilności światowej gospodarki, a także nieefektywność i destrukcyjny charakter sankcji wobec Rosji” – napisał w oświadczeniu opublikowanym na Telegramie.
Tankowce w ogniu. Seria ataków na statki w pobliżu Iraku i w Cieśninie Ormuz
Według wyliczeń Reutersa opartych na źródłach branżowych, cena rosyjskiej ropy naftowej stanowiąca podstawę opodatkowania osiągnęła w poniedziałek 9 marca 6105 rubli za baryłkę (ok. 77 dol. za baryłkę). To więcej o 82 proc. w porównaniu ze stanem z 27 lutego (a więc tuż przed rozpoczęciem przez Stany Zjednoczone i Izrael działań wojennych przeciwko Iranowi). Tym samym cena ta przekroczyła cel budżetowy po raz pierwszy od stycznia 2025 r.
– Rosyjskie władze zakładały, że Rosja będzie sprzedawać w 2026 r. ropę Urals za nie więcej niż 45 dol. za baryłkę – mówi w rozmowie z Zero.pl Kuba Benedyczak, analityk ds. Rosji w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych i autor książki „Oddział chorych na Rosję”.
– Na razie jest zbyt wcześnie, by prognozować, o ile drożej Rosja będzie sprzedawać swoją ropę – zaznacza nasz rozmówca. – Musimy jednak pamiętać, że obecna podaż ropy na świecie i tak nie może istnieć bez ropy rosyjskiej – lepszej jakościowo niż na przykład ropa wenezuelska – cokolwiek byśmy nie robili, czy to nakładając na Kreml sankcje, czy wprowadzając limity cen. Teraz, kiedy Cieśnina Ormuz jest niemal całkowicie zablokowana, trudno zakładać, by nie wzrósł popyt na ropę z Rosji– przyznaje.
– Zapotrzebowanie to będzie na pewno większe ze strony Indii i Chin – dodaje Kuba Benedyczak. – Indie pod naciskiem administracji Trumpa zmniejszyły zakupy rosyjskiej ropy, ale tak naprawdę nie zrezygnowały z niej całkowicie. Chiny z kolei kupowały rosyjski surowiec w pełni oficjalnie. Rosja i Iran wcześniej konkurowały ze sobą o rynek chiński, jeśli chodzi o dostawy ropy i gazu.
To może przysłużyć się budżetowi Rosji, napiętemu przez rozdęte wydatki militarne. Od czasu zaatakowania Ukrainy machina wojenna Kremla pracuje na pełnych obrotach, a nakłady na zbrojenia puchną. Efekt to pogłębiający się deficyt, który po lutym br. wyniósł 3,45 bln rubli (43,7 mld dol.), czyli 1,5 proc. rosyjskiego PKB. Co ciekawe, rosyjskie ministerstwo finansów na taką kwotę mniej więcej szacowało całoroczny deficyt – w budżecie założono, że „dziura budżetowa” w 2026 r. sięgnie 3,8 bln rubli.
Chiny i Indie odegrają ważną rolę
Ceny ropy podlegają jednak obecnie sporym wahaniom. Jeśli sytuacja międzynarodowa się uspokoi, a Cieśnina Ormuz odzyska drożność, ropa z Rosji nie będzie już „języczkiem u wagi” globalnej podaży.
Ale obecne zaburzenia w światowych dostawach ropy i gazu ziemnego wywołane przez wojnę na Bliskim Wschodzie mogą wzbudzić w niektórych refleksje, że warto się zabezpieczyć na przyszłość.
Notowania „w trybie paniki”. Ropa znów drożeje
– Atak na Iran ma jeszcze jeden istotny aspekt. Przed wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie Chiny nie były zbyt chętne, by partycypować w kosztach budowy gazociągu Siła Syberii 2. Teraz być może stwierdzą, że jednak warto się w ten projekt zaangażować, bo dostawy drogą lądową, przez Syberię, są na pewno mniej obarczone ryzykiem niż transport surowca przez Cieśninę Ormuz, Zatokę Perską czy Omańską.
– Z tego samego względu, do innych rosyjskich projektów surowcowo-transportowych, z uwzględnieniem państw Azji Centralnej, mogą włączyć się Indie, gdzie zapotrzebowanie na ropę jest tylko nieco mniejsze niż w Chinach – to przecież najludniejszy kraj świata – dodaje analityk PISM.
Siła Syberii 2 to projekt gazociągu łączącego Rosję i Chiny. Koncepcja ta sięga jeszcze 2020 r., ale budowa gazociągu idzie jak po grudzie. Wprawdzie we wrześniu 2025 r. Moskwa i Pekin podpisały memorandum w tej sprawie, ale źródła, na które powołuje się Reuters, szacują, że ukończenie inwestycji potrwa 5 lat, a kolejnych 5 lat trzeba będzie na osiągnięcie przez instalację pełnej przepustowości. Kreml nie będzie mógł więc cieszyć się zyskami ze zwiększonego przesyłu gazu do Chin wcześniej niż za dekadę.
