Reklama
Reklama
Reklama

200 statków utknęło przy Ormuzie. Ropa drożeje, armatorzy wybierają dłuższe trasy

TYLKO NA
200 tankowców stoi, ropa może kosztować 115 dolarów.
Trwający od ponad miesiąca konflikt zbrojny między USA a Iranem coraz mocniej odbija się na naszych portfelach. (fot. Shutterstock / Shutterstock)

Napięcia na Bliskim Wschodzie wstrząsnęły globalnym handlem na morskich szlakach. Wraz z eskalacją konfliktu kluczowe szlaki transportowe borykają się z istotnym problemem przepustowości. Szczególną uwagę przyciąga Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa około 20 proc. światowej ropy naftowej: – Ryzyko związane z przesyłem tym szlakiem podnosi cenę ropy – mówi dla Zero.pl Wojciech Jakóbik.

  • Przez Cieśninę Ormuz przepływa 20 proc. światowej ropy i 25 proc. LNG. Po groźbach Iranu ponad 200 statków utknęło w tym regionie.
  • Cena ropy Brent wzrosła z 50 do 80 dol. za baryłkę, a gaz w Europie przekroczył 65 euro/MWh. W czarnym scenariuszu możliwe 115 dol.
  • Najwięksi armatorzy, m.in. Maersk i CMA CGM, omijają Bliski Wschód, wydłużając rejsy nawet o 9 dni.

Już w pierwszych godzinach starcia irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej ostrzegł, że przepływ przez Cieśninę Ormuz „nie jest dozwolony”, a następnie zagroził spaleniem każdego statku próbującego pokonać ten odcinek. W efekcie ponad 200 statków, głównie tankowców i gazowców, utknęło w rejonie cieśniny. Część armatorów próbuje przedrzeć się przez zagrożone wody, niekiedy wyłączając systemy GPS.

– Ryzyko związane z przesyłem przez Cieśninę Ormuz podnosi cenę ropy – mówi dla Zero.pl Wojciech Jakóbik, specjalista rynku energetycznego z Ośrodka Bezpieczeństwa Energetycznego i autor podcastu Energy Drink.

– To naturalna konsekwencja wzrostu cen za ubezpieczenia transportu o podniesionym ryzyku i wahań na światowych rynkach – podkreśla Jakóbik.

Reklama
Reklama

Ropa Brent po 80 dolarów. Jak wysoko mogą sięgnąć ceny?

I rzeczywiście, na amerykańsko-izraelskie bombardowania i ograniczenia przepustowości Cieśniny od razu zareagowały rynki. Cena ropy Brent wzrosła z 50 do 80 dolarów za baryłkę, a notowania gazu w Europie przekroczyły 65 euro za megawatogodzinę. To największe wzrosty od stycznia 2023 r. Najbardziej narażone na wzrost są państwa azjatyckie. Japonia i Korea Południowa transportują przez Cieśninę Ormuz około 60 proc. importowanej ropy. Alternatywy praktycznie nie istnieją – LNG nie da się przesłać rurociągiem na duże odległości międzykontynentalne bez udziału transportu morskiego.

Wojciech Jakóbik uważa, że ceny mogą się ustabilizować, a nawet gwałtownie spaść, o ile amerykańska interwencja w Iranie szybko się zakończy.

Zdaniem eksperta, jeśli obecna fala napięć okaże się szczytem eskalacji, a Stanom Zjednoczonym uda się doprowadzić do zmiany władzy w Iranie lub przynajmniej skłonić obecne władze do rozmów, możliwy jest powrót do scenariusza znanego z tzw. wojny dwunastodniowej. Jak podkreśla Wojciech Jakóbik, w tamtym przypadku po okresie gwałtownych wahań ceny ropy w ciągu kilku tygodni stopniowo się ustabilizowały i wróciły do wcześniejszych poziomów.

A co, jeśli konflikt się zaostrzy, a działania wojenne obejmą cały Bliski Wschód?

Reklama
Reklama

W najczarniejszym scenariuszu ceny znów gwałtownie wywindują do góry, nawet do 115 dolarów za baryłkę Brent – ocenia ekspert rynku energetycznego. Niemniej, jak podkreśla Jakóbik, nawet po inwazji Rosji na Ukrainę rynek znalazł alternatywne rozwiązania. A w ostatnich miesiącach ropa była tańsza niż przed kryzysem energetycznym.

Priorytetem staje się więc przywrócenie swobodnej żeglugi. Prezydent USA Donald Trump zapowiedział na swojej platformie Truth Social, że w razie potrzeby amerykańska marynarka rozpocznie eskortowanie tankowców, aby zagwarantować „wolny przepływ energii na świecie”. Analitycy podchodzą jednak do tych deklaracji z ostrożnością, wskazując na ryzyko przedłużającej się destabilizacji regionu.

– Amerykańskie konwoje mogą do pewnego stopnia pomóc – przyznaje Jakóbik. Dodaje jednak, że sytuację może ustabilizować jedynie ogłoszenie zakończenia działań wojennych.

Tankowce omijają Kanał Sueski i Morze Czerwone

Problemy nie ograniczają się do Ormuzu. Również przejście przez Kanał Sueski i Morze Czerwone zostało uznane za niebezpieczne. Obawy budzą ataki jemeńskich rebeliantów Huti, sprzymierzonych z Teheranem.

Drugi największy armator świata, Maersk, poinformował o przekierowaniu swoich serwisów z Bliskiego Wschodu i Indii do Europy oraz USA przez Przylądek Dobrej Nadziei. Podobną decyzję ogłosił francuski gigant CMA CGM, nakazując jednostkom opuszczenie Zatoki Perskiej i zawieszając tranzyt przez Egipt.

Reklama
Reklama

Zmiana trasy ma wymierne skutki. Rejs z Szanghaju do Rotterdamu przez Suez trwa około 27 dni i liczy 20 tys. km. Opłynięcie Afryki wydłuża podróż do 36 dni i ponad 25 tys. km. To oznacza większe zużycie paliwa, wyższe koszty i mniejszą dostępność statków, co grozi powstaniem wąskich gardeł w logistyce. Podobna sytuacja miała miejsce na początku 2024 r., gdy ataki Huti zmusiły armatorów do omijania Morza Czerwonego. Wówczas koszt transportu 40-stopowego kontenera między Azją a Morzem Śródziemnym zwiększył się dwukrotnie.

Egipt traci miliardy na spadku ruchu

Na początku 2026 r. branża wydaje się jednak lepiej przygotowana. W ciągu dwóch lat wielu przewoźników już wcześniej ograniczyło ruch przez cieśninę Bab al-Mandab, zwiększając wykorzystanie trasy wokół Afryki. Dane firm ubezpieczeniowych pokazują, że liczba statków korzystających z tego południowego szlaku wzrosła do ponad 100 dziennie.

Największym przegranym tej zmiany jest Egipt. Dochody z opłat tranzytowych w Kanale Sueskim, trzecie najważniejsze źródło dewiz dla kraju, spadły o 60 proc. między 2023 a 2024 r. Prezydent Abdel Fattah al-Sisi przyznał niedawno, że państwo poniosło „poważne straty finansowe” i nie odzyskało dawnego poziomu ruchu.

Globalny handel wchodzi więc w kolejny okres niepewności. Choć alternatywne trasy istnieją, są droższe i mniej efektywne. W warunkach napięć geopolitycznych nawet wąskie gardła na mapie mogą zachwiać całym systemem dostaw energii i towarów na świecie.

Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama