
Ary szkarłatne z peruwiańskiej Amazonii zwykle odchowują tylko jedno lub dwa z czterech piskląt, bo rodzice głodzą najmłodsze. Badaczka Gabriela Vigo-Trauco z Texas A&M University znalazła sposób, by je ratować: podrzuca je dzikim parom ar, choć metoda jest droga i trudna do powtórzenia.
- Rodzice ar nie dokarmiają najmłodszych piskląt. Badaczka uważa, że pary nie radzą sobie z młodymi na różnych etapach rozwoju.
- Od 2017 r. zespół z Peru oddaje zagrożone pisklęta dzikim parom. Parker, uratowany w 2018 r., jako jedyne czwarte pisklę w wieloletnich obserwacjach doleciał do dorosłości.
- Metoda jest kosztowna i wymaga idealnego wyczucia czasu, dlatego od 2020 r. testowany jest tańszy wariant, w którym pisklęta przenosi się tuż po wykluciu.
Każdy fan „Lalki” zadaje sobie to pytanie. Prus długo milczał
Historię Parkera opisało BBC – nie miał jeszcze otwartych oczu, gdy ludzka ręka wyjęła go z gniazda. Był poniedziałkowy poranek w listopadzie 2018 r., Narodowy Rezerwat Tambopata w peruwiańskiej Amazonii. Nagie, wychudzone pisklę, niewiele dłuższe od palca, było najmłodszym z czworga rodzeństwa, a to oznaczało niemal pewną śmierć głodową.
Za tym „porwaniem” stała Gabriela Vigo-Trauco, peruwiańska badaczka z Texas A&M University. Od ponad dwóch dekad bada ary szkarłatne i ustaliła, że rodzice celowo głodzą najmłodsze młode. Giną niemal wszystkie trzecie i czwarte pisklęta oraz około 25 proc. drugich. Samica składa do czterech jaj w sezonie, a z gniazda odlatuje zwykle jedno lub dwa młode.
Kiedyś mogła to być skuteczna strategia przetrwania, dziś utrudnia odbudowę gatunku, którego liczebność spada. Kłusownictwo i wycinka lasów doprowadziły jeden z jego podgatunków w Meksyku i Ameryce Środkowej na skraj wymarcia. Dlatego w 2017 r. Vigo-Trauco rozpoczęła rzadko stosowaną akcję ratunkową. Chciała przekonać dzikie pary, by przyjęły skazane pisklęta.
Rodzice muszą wybierać
Vigo-Trauco współkieruje peruwiańską organizacją The Macaw Society, która ujawniła zachowanie rodziców dzięki kamerom w gniazdach, zamontowanym w 2007 r. Matka odpycha najmłodsze, a zziębnięte pisklę woła, gdy ojciec karmi samicę i starsze rodzeństwo, po czym odlatuje.
Nie stwierdzono ani dokuczania ze strony rodzeństwa, ani związku z ilością pokarmu w lesie. Badaczka sądzi, że rodzice nie radzą sobie z młodymi na różnych etapach rozwoju. Już cztery czy pięć dni różnicy wystarcza, by pisklęta wymagały zupełnie innego karmienia, a nawet innej temperatury w gnieździe. Gdy para rozciągnie siły na wszystkie, ryzykuje, że nie przeżyje żadne.
W stosunkowo zdrowych populacjach peruwiańskiej Amazonii strata części piskląt nie jest dramatem. Tam, gdzie o każdego ptaka trzeba walczyć z kłusownikami i drwalami, katastrofą jest jednak śmierć nawet kilku. Ręczne odchowanie trwa do trzech miesięcy, a papugi z niewoli gorzej żerują, rozpoznają drapieżniki i tworzą stada.
Nowa rodzina Parkera
Po porwaniu Parkera zespół karmił go w stacji terenowej przez trzy tygodnie, według nieustępliwego, dwugodzinnego grafiku. W tym czasie przeszukiwał gniazda w lesie, by znaleźć rodzinę, która nauczy go życia dzikiego ptaka. Do nowego gniazda trafił 22 grudnia, a przybrana matka, Tambo, od razu zaczęła czyścić mu pióra.
Kilka miesięcy później Parker opuścił gniazdo. Był jedynym czwartym pisklęciem, któremu udało się to w wieloletnich obserwacjach dzikich gniazd w Tambopata. Podobny sukces odnotowano w przypadku 25 innych piskląt uratowanych w latach 2017–2019. Trzy kolejne przyjęto, lecz nie opuściły gniazda: zabił je piorun, drapieżnik i choroba.
Technikę wcześniej testowali hodowcy ar w niewoli, gdzie zmiana gniazda to spacer z pisklęciem przez korytarz. Opiera się też na doświadczeniach z innymi dzikimi papugami, m.in. w Wenezueli w latach 90. W 2019 r. Vigo-Trauco czuła się już pewniej. Porównała pracę do gry w szachy: przestawiania figur, by sprawdzić, co jest możliwe.
Drogo i trudno
Metoda ma jednak wady. Jest kosztowna: w trzyletnim eksperymencie w Tambopata badaczka miała środki na pensje, noclegi i sprzęt dla 20-osobowego zespołu, czego nie da się łatwo powtórzyć. Jest też trudna w wykonaniu, bo wymaga idealnego wyczucia czasu.
Rony García-Anleu z Wildlife Conservation Society w Gwatemali, który wprowadził adopcje w tamtejszych ostatnich populacjach ar, wie, jak to wygląda w praktyce. Trzeba przedrzeć się przez dżunglę do gniazda z zagrożonym pisklęciem i szybko znaleźć parę z pustym gniazdem lub jednym młodym w podobnym wieku. Ostatni raz zrobił to w 2019 r.; dziś jego zespół uczy młode latać i żerować w wielkiej klatce.
Eksperci przypominają, że sama adopcja nie wystarczy. W Kostaryce w 1994 r. ary również ginęły przez wycinkę i kłusownictwo, ale zespół pod kierunkiem ochroniarza przyrody zaczął strzec gniazd, uczyć w szkołach i zakładać sztuczne gniazda. Populacja odbudowała się, co według niego dowodzi, że trzeba usuwać źródła zagrożeń.
Lot naprzód
Mimo wad technika adopcji dzikich rodziców wpływa dziś na pracę z innymi gatunkami papug, od Argentyny po Amerykę Środkową. Od 2020 r. Vigo-Trauco testuje ulepszenie: pomija ręczne odchowanie i przenosi pisklęta z gniazda do gniazda zaraz po wykluciu. Wymaga to więcej monitoringu, ale mniej opieki nad noworodkami, więc jest tańsze.
W drugim roku projektu są już efekty. W dwóch gniazdach, w których było po dwoje piskląt z dużą różnicą wieku, udało się je tak przetasować, że rodzice wychowali po dwa młode w podobnym wieku. Vigo-Trauco ma nadzieję, że to otworzy drogę do adopcji tam, gdzie środków jest mniej.
Cieszy ją, że stosunkowo zdrowa populacja ar w Peru pozwoliła stać się źródłem wiedzy dla innych. A Parker? Zespół zobaczył go jeszcze we wrześniu 2019 r., gdy pewnie latał obok przybranych rodziców i rodzeństwa. Badaczka mówi o „normalnej rodzinie” z dwoma młodymi, które opuściły gniazdo.
Obejrzyj także: