Reklama
Reklama
Reklama

Ebola uderza w DRK z rekordową siłą. Wirus bundibugyo paraliżuje lokalne prowincje

Światowa Organizacja Zdrowia poinformowała, że obecna epidemia wirusa ebola w Demokratycznej Republice Konga rozwija się najszybciej w historii. W ciągu zaledwie dwóch miesięcy od oficjalnego ogłoszenia zagrożenia potwierdzono ponad 2 tys. zakażeń. Służby medyczne mówią o setkach ofiar śmiertelnych, podczas gdy w sąsiedniej Ugandzie sytuację udało się opanować.

October,10,,2024,–,Kinshasa,,Democratic,Republic,Of,The,Congo:
Kinszasa, Demokratyczna Republika Konga (fot. Shutterstock)
  • Rekordowe tempo rozwoju epidemii eboli w Demokratycznej Republice Konga. W zaledwie dwa miesiące patogen zdiagnozowano u ponad 2 tys. pacjentów.
  • Bardzo trudna sytuacja panuje w prowincji Ituri. Według Światowej Organizacji Zdrowia lokalne łańcuchy transmisji wirusa całkowicie wymykają się kontroli.
  • Aż dwie trzecie zgonów ma miejsce poza placówkami medycznymi. Służby podkreślają, że chorzy umierają w swoich domach, co utrudnia walkę z zarazą.

Obecne ognisko chorobowe zostało ogłoszone 15 maja. Do połowy lipca odnotowano 796 zgonów spowodowanych zakażeniem. Dynamika rozprzestrzeniania się patogenu budzi ogromny niepokój międzynarodowych ekspertów, którzy wskazują na bezprecedensowe tempo transmisji.

– To trzecia co do wielkości epidemia eboli w historii. W ciągu ostatnich kilku miesięcy rozprzestrzeniała się szybciej niż jakakolwiek poprzednia – wskazał dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia Tedros Adhanom Ghebreyesus.

Czytaj też: Dezinformacja medyczna zalewa internet. Ponad połowa fałszywych narracji dotyczy szczepień

Reklama
Reklama

Dla porównania: podczas najbardziej tragicznej fali zachorowań z 2018 r. osiągnięcie podobnego poziomu zachorowań zajęło ponad 10 miesięcy. W tamtym okresie z powodu zakażenia zmarło prawie 2,3 tys. osób, a łączna liczba potwierdzonych przypadków wyniosła 3,5 tys.

Wyjątkowo trudna sytuacja na północnym wschodzie kraju

Głównym źródłem obaw jest sytuacja w prowincji Ituri, położonej w północno-wschodniej części kraju. Według oficjalnych komunikatów Światowej Organizacji Zdrowia „łańcuchy przenoszenia wirusa cały czas wymykają się nadzorowi”.

Dodatkowym problemem jest fakt, że około dwóch trzecich zgonów zarejestrowano w lokalnych społecznościach. Oznacza to, że chorzy umierają poza oficjalnym systemem opieki zdrowotnej, co drastycznie utrudnia monitorowanie skali zjawiska.

Oprócz prowincji Ituri, wirusa zidentyfikowano także w Kiwu Północnym, Kiwu Południowym oraz w prowincji Górne Uele. Trwająca epidemia jest już 17. tego typu kryzysem w Demokratycznej Republice Konga od momentu pierwszego wykrycia choroby w 1976 r. Szacunki wskazują, że w ciągu ostatnich 50 lat ebola przyczyniła się do śmierci ponad 15 tys. ludzi na terenie całej Afryki.

Reklama
Reklama

Brak szczepionki na wirus bundibugyo

Sytuację komplikuje charakterystyka obecnego patogenu. Za zakażenia odpowiada wirus bundibugyo, na który medycyna nie posiada jeszcze zatwierdzonej szczepionki ani skutecznej terapii lekowej. Nadzieję niosą jednak nowe projekty naukowe. W Wielkiej Brytanii naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego rozpoczęli pierwszy test bezpieczeństwa preparatu o nazwie ChAdOx1. Równolegle na początku lipca ruszyły badania kliniczne nad dwiema metodami leczenia ukierunkowanymi bezpośrednio na ten konkretny szczep wirusa.

Podczas gdy sytuacja w Demokratycznej Republice Konga pozostaje krytyczna, dobre wiadomości napływają z sąsiedniego państwa. Uganda, w której odnotowano 20 przypadków infekcji oraz dwa zgony, ogłosiła oficjalnie, że na jej terytorium nie występują obecnie żadne aktywne zakażenia wirusem ebola. Służby medyczne stale monitorują jednak obszary przygraniczne.

Reklama
Reklama