350 zł za godzinę pracy lekarza na SOR. 400-450 zł dla Dawida Kacprzyka. W czwartek w portalu Zero.pl ujawniliśmy, że młody lekarz, który równolegle pracował w trzech warszawskich placówkach, próbował podjąć pracę na SOR-ze szpitala w Mińsku Mazowieckim. Miał negocjować właśnie takie stawki. Czy to zwykłe, wysokie, czy absurdalnie wysokie zarobki? Zapytaliśmy o to lekarzy.

- Młody medyk negocjował stawki od 350 do 450 zł za godzinę pracy na SOR. Zdaniem doświadczonego lekarza medycyny ratunkowej „to nie jest dużo”, bo praca na tych oddziałach jest koszmarem.
- – Kto może wygrać na SOR-ze? Ktoś, kto ma głęboko w d… cały świat. Nie interesuje go, co się będzie działo z pacjentami, z personelem. Zaakceptuje, że jakoś to będzie od 19 do 7 – mówi nasz rozmówca.
- – Trochę wyższe stawki, ta próba przekupstwa grona lekarsko-pielęgniarskiego, jest próbą ratowania systemu przed upadkiem – słyszymy.
W czwartek w Zero.pl ujawniliśmy, że Dawid Kacprzyk – młody lekarz i jeszcze niedawno polityk Koalicji Obywatelskiej – próbował podjąć pracę na SOR-ze szpitala powiatowego w Mińsku Mazowieckim. Kierownictwu placówki miał zaproponować cały zespół lekarzy gotowych do pracy na oddziale. Mieli pracować za 350 zł za godzinę. Dla samego siebie Kacprzyk negocjował stawkę 400-450 zł.
Na jego drodze stanęli jednak obecni pracownicy szpitala. Alarmowali dyrektora, że Kacprzyk, choć formalnie nie był jeszcze zatrudniony, już zapowiadał czystki kadrowe i zwolnienia.
To kolejny wątek w działalności medyka, który równolegle pracował w trzech warszawskich placówkach i negocjował kierowniczą funkcję w Szpitalu Wolskim. Skala jego aktywności szła w parze z zarobkami – w 2025 r. w publicznej ochronie zdrowia zarobił 1,6 mln zł.
Kacprzyk chciał ustawić się na SOR-ze w kolejnym mieście. Rzucił za duże kwoty
Stawka 400-450 zł? „Tylko w sytuacjach krytycznego doboru kadry”
– Na ile się orientuję, to są stawki wysokie, albo wręcz niespotykanie wysokie. Stawki rzędu 350 zł za godzinę oferuje się w miejscach, które mają duży problem kadrowy albo dla osób, które tylko uzupełniają grafik – mówi Zero.pl Piotr Pisula, rzecznik Naczelnej Rady Lekarskiej.
Jak tłumaczy, stawki rzędu 400-450 zł za godzinę spotyka się tylko w sytuacjach krytycznego doboru kadry, jeśli potrzebuje lekarza „na już”.
Według Pisuli przeciętne stawki w dużych miastach to 150-160 zł, w niektórych przypadkach nawet 200 zł. – W mniejszych miejscowościach potrafią być wyższe, między 180 a 240. To zależy od konstrukcji SOR-u i obsady dyżurów. Przy większej obsadzie stawka jest niższa – tłumaczy lekarz.
Piotr Pisula, pytany o negocjacje płacowe Dawida Kacprzyka, rozkłada ręce. – To jest dobre pytanie, co tam się mogło wydarzyć – mówi. – Czy mówimy o lekarzach specjalistach medycyny ratunkowej, czy lekarzach w trakcie specjalizacji? – pyta.
– Można być lekarzem pracującym na kilku SOR-ach, to nie jest problem. Ale proszę zauważyć, że my mówimy o świecie absurdu, w którym lekarz w trakcie specjalizacji miał działać jako de facto koordynator SOR-u w jakimś mieście. Tak nie powinno być – podsumowuje Pisula.
– Szpitale w mniejszych miastach częściej borykają się z deficytem personelu, więc starają się zachęcić lekarzy do rezygnacji z życia w dużym mieście i pracy w wysokospecjalistycznych klinikach czy ośrodkach akademickich – mówi Anita Pacholec, prezes Kujawsko-Pomorskiej Izby Lekarskiej. Jak podkreśla, praca na kilku stanowiskach jest „niedopuszczalna”. – Ale proszę pamiętać, że osoba odpowiedzialna za organizacje pracy szpitala jest tego faktu świadoma i ją akceptuje – dodaje.
Praca na SOR-ze jak praca w kopalni uranu
O ustalenia Zero.pl zapytaliśmy doświadczonego lekarza medycyny ratunkowej. Nie chciał występować w tekście pod nazwiskiem. Jak przekonuje, stawki, jakich miał zażądać Dawid Kacprzyk w Mińsku Mazowieckim „to nie jest dużo”. – Ryzyko zawodowe na SOR-ach jest gigantyczne. Ewentualny błąd może się skończyć pozbawieniem prawa wykonywania zawodu – tłumaczy nasz rozmówca.
Jak przekonuje, godzin do przepracowania na dyżurze na SOR nie da się prawidłowo rozliczać. – Zawsze jest jakiś poślizg. Wychodzi po 300 godzin, a powinno być 180-200. – tłumaczy.
Zaznacza, że wymienione wcześniej stawki 350 czy 400-450 zł są kwotami brutto. – Trzeba od tego jeszcze zapłacić podatek, składki, ubezpieczenie. Same OC dla lekarzy dyżurujących na SOR-ach to jest kilkadziesiąt tysięcy – mówi lekarz.
– Trzeba również zapłacić za to zdrowiem. Wiesio Marszał, święty człowiek, który organizował ratownictwo na Mazowszu, zwykł mawiać, że praca na SOR-ze jest porównywalna z pracą w kopalni uranu. Sam przypłacił to życiem. Miał trzy zawały, zmarł na dyżurze.
„Próba przekupstwa grona lekarsko-pielęgniarskiego”
Jak przekonuje nasz rozmówca, SOR-y są w Polsce fatalnie zorganizowane. Stają się wąskim gardłem systemu. – Miały być dobrym rozwiązaniem, ale organizacyjnie je spieprzono. Kto przyjmie ten chaos organizacyjny na siebie, podkłada głowę pod topór – ocenia. – Zawsze będzie miał przemiał, nigdy nie będzie w stanie osiągnąć jakichś standardów – dodaje.
Tankowanie boli coraz bardziej. Czy wróci tarcza paliwowa? Mamy stanowisko resortu
Pytany o próbę ściągnięcia do Mińska Mazowieckiego całej grupy lekarzy, odpowiada bez wahania. – W dłuższej perspektywie taka grupa by się wypaliła. Trochę wyższe stawki, ta próba przekupstwa grona lekarsko-pielęgniarskiego, jest próbą ratowania systemu przed upadkiem – mówi.
– SOR-y to z założenia jest pier… prowizorka. Buduje rusztowanie z bambusa i liczę, że pod wpływem deszczu to nie rozmięknie. Byłem ostatnio na jednym SOR-ze prywatnie. Próbowałem z tymi dzieciakami współpracować, ale się miotali z obłędem w oczach.
Kto może wygrać na SOR-ze? – pytamy. – Ktoś, kto ma głęboko w d… cały świat. Nie interesuje go, co się będzie działo z pacjentami, z personelem. Zaakceptuje, że jakoś to będzie od 19 do 7, a reszta niech sp... – stwierdza gorzko. – Tacy lekarze są fundamentem prowizorki. SOR-y zabijają entuzjazm młodych ludzi, którzy chcą coś fajnego zrobić. W tym chaosie organizacyjnym wyrywa im się jakiekolwiek człowieczeństwo – mówi lekarz.
