Reklama
Reklama
Reklama

Żółte kamizelki znowu wyjdą na ulice Francji? Jest termin wielkiego protestu

TYLKO NA
Paris,,France,-,January,12,,2019:,A,Large,Crowd,Of
We Francji nie wygasły jeszcze protesty licealistów, a nad Sekwaną pojawia się zapowiedź kolejnej fali społecznego niezadowolenia. (fot. Shutterstock)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

We Francji nie wygasły jeszcze protesty licealistów, a nad Sekwaną pojawia się zapowiedź kolejnej fali społecznego niezadowolenia. W mediach społecznościowych krążą wezwania do powrotu „żółtych kamizelek” i mobilizacji przeciwko wysokim cenom paliw. Jako możliwy termin ogólnokrajowego protestu wskazywany jest 17 października.

  • W mediach społecznościowych rozpowszechniane są wezwania do mobilizacji 17 października.
  • Impulsem do protestów są rekordowo wysokie ceny paliw i rosnące koszty życia.
  • Fabien Roussel, lewicowy polityk, wzywa Francuzów do powrotu na ronda, nawiązując do protestów z 2018 r.

Ceny paliw ponownie stają się we Francji zarzewiem społecznego gniewu. W mediach społecznościowych od kilku tygodni krążą grafiki i nagrania wzywające do mobilizacji 17 października.

Ich autorzy odwołują się wprost do symbolu „żółtych kamizelek”, które w 2018 r. na wiele miesięcy zablokowały francuskie ronda. Tym razem impulsem jest gwałtowny wzrost cen na stacjach benzynowych i rosnące koszty życia. Do protestów nawołują również niektórzy politycy.

„Francja w kryzysie. Ceny benzyny: dosyć!” – głoszą niektóre grafiki udostępniane w internecie. Na innych pojawiają się hasła wzywające do „powrotu żółtych kamizelek” oraz sprzeciwu wobec rosnących cen oleju napędowego i podatków.

Reklama
Reklama

Na publikowanych plakatach widnieją zdjęcia demonstrantów w charakterystycznych żółtych kamizelkach, francuskie flagi i wezwania do wyjścia na ulice. W części materiałów wskazywane są również miejsca potencjalnych zgromadzeń w kilkudziesięciu miastach.

Kapitan Lisowski: Jeśli zajmą skrawek Polski, natychmiast powstanie marionetkowy rząd

Najczęściej powtarzającą się datą jest sobota 17 października.

Nie oznacza to jednak, że za apelem stoi oficjalna struktura ruchu żółtych kamizelek. Przeciwnie, śledztwa francuskich mediów wskazywały, że wezwanie zaczęło żyć własnym życiem w mediach społecznościowych. Według „Le Monde” jego źródłem była publikacja na TikToku młodego użytkownika, który wyrażał sprzeciw wobec rosnących cen paliwa. Nagranie miało zdobyć około 1,5 mln wyświetleń.

Powód mobilizacji jest bardzo konkretny: ceny paliw. Wzrost kosztów tankowania jest związany m.in. z sytuacją na Bliskim Wschodzie i napięciami na światowych rynkach ropy. Francuzi odczuwają je bezpośrednio przy dystrybutorach, ale także pośrednio – poprzez ceny transportu, żywności i innych usług.

Francuskie władze próbują ograniczać skutki kryzysu poprzez system pomocy dla najbardziej narażonych gospodarstw domowych. Rząd przedłużył na październik, listopad i grudzień program dla tzw. „grands rouleurs”, czyli osób pokonujących duże odległości samochodem. Wsparcie ma wynieść 100 euro za trzy miesiące i odpowiadać około 40 centom na litrze. Program został rozszerzony i ma objąć 5,5 mln osób.

Reklama
Reklama

Jednocześnie rząd nie zdecydował się na generalną obniżkę podatków nakładanych na paliwa.

To właśnie kwestia podatków była jednym z najbardziej zapalnych tematów również podczas pierwszej fali protestów żółtych kamizelek.

Rozwód nieważny, bo orzekał neosędzia? Uniknęliśmy „kataklizmu”, ale to nie koniec problemu

Roussel: „mobilizujmy się na rondach”

Do odwołania do wydarzeń z 2018 r. doszło także w wypowiedziach polityków. Fabien Roussel, sekretarz generalny Francuskiej Partii Komunistycznej i kandydat w wyborach prezydenckich w 2027 r., wezwał Francuzów do mobilizacji, jeżeli rząd nie podejmie działań w sprawie cen energii.

– Jeśli rząd nie zareaguje w najbliższych dniach, wzywam Francuzów do mobilizacji, tak jak potrafiliśmy to zrobić w 2018 roku z żółtymi kamizelkami – mówił Roussel, wskazując na ronda, prefektury i inne miejsca związane z władzą.

Polityk domaga się m.in. obniżenia VAT na paliwa z 20 do 5,5 proc. oraz zmian dotyczących certyfikatów oszczędności energii, które – według jego wyliczeń – podnoszą cenę litra paliwa.

Do kwestii potencjalnej mobilizacji 17 października odniósł się również Manuel Bompard z Nieuległej Francji. Zapowiedział poparcie dla protestu, jeśli zapowiadana mobilizacja rzeczywiście dojdzie do skutku.

Reklama
Reklama

Czy wracają żółte kamizelki?

Wspomnienie o 2018 r. jest we Francji szczególnie silne. To właśnie wtedy podwyżka cen paliwa stała się jednym z impulsów do największego od lat oddolnego ruchu protestu. Żółte kamizelki zajmowały ronda, blokowały drogi i organizowały wielotygodniowe demonstracje. Ruch szybko wyszedł jednak poza samą kwestię cen paliwa, stając się szerokim wyrazem sprzeciwu wobec polityki władz i kosztów życia.

W 2025 r. doszło do kolejnej dużej fali protestów pod hasłem „Bloquons tout” (Blokujemy wszystko). Według francuskiego MSW 10 września w demonstracjach uczestniczyło około 175 tys. osób. Organizatorzy podawali znacznie wyższą liczbę – blisko 250 tys.

Dziś sytuacja jest jednak inna. Nie ma jednej organizacji, która oficjalnie firmowałaby wezwanie na 17 października. Sama data narodziła się w internecie, a jej rozpowszechnienie nie oznacza automatycznie, że dojdzie do ogólnokrajowej mobilizacji na skalę porównywalną z 2018 r. Francuskie media zwracają uwagę, że początkowo był to raczej internetowy „trend” niż precyzyjnie zaplanowana akcja polityczna.

Jedno pozostaje jednak niezmienne: cena paliwa znów stała się we Francji symbolem szerszego problemu – pytania o to, ile kosztuje codzienne życie i kto powinien zapłacić za skutki kryzysu energetycznego.

Reklama
Reklama

17 października może więc okazać się kolejnym testem społecznego nastroju nad Sekwaną. Czy żółte kamizelki rzeczywiście wrócą na francuskie ronda, czy też internetowa mobilizacja skończy się na tysiącach udostępnień? Odpowiedź przyniesie dopiero jesień.

Reklama
Reklama