
W październiku 1943 r. młody niemiecki prawnik wyjechał z Wiednia do okupowanej Polski, gdzie miał rozpocząć pracę jako urzędnik administracji Generalnego Gubernatorstwa. Trafił do Radomia. Zamiast obrazu zdyscyplinowanego i podporządkowanego państwa nazistowskiego opisał świat korupcji, przemocy, pijaństwa, rozwiązłości i bezkarności.
- Pamiętnik opisuje życie niemieckich urzędników w okupowanym Radomiu.
- Wspomnienia trafiły do Instytutu Pileckiego.
- Autor był członkiem NSDAP i SS, a mimo to dokumentował korupcję i przemoc okupacyjnego systemu.
Jego prywatne wspomnienia, powstałe po wojnie, trafiły niedawno do warszawskiego oddziału Instytutu Pileckiego. Jak informuje „The Times”, autor dokumentu pozostaje anonimowy na życzenie osoby, która przekazała materiały. Mężczyzna, należący do NSDAP i SS, pracował w okupowanej Polsce od października 1943 do czerwca 1944 r., kiedy został wcielony do Wehrmachtu.
Zmarł w 1983 r.
Już w drodze do Polski zorientował się, że przekracza granicę zupełnie innego świata. Generalne Gubernatorstwo określił mianem „gangsterskiego państwa” i miejsca, w którym obowiązują „surowe zasady moralne”. W pociągu pasażerowie otwarcie kpić mieli z nazistowskiej partii, gubernatora Hansa Franka i prowadzonej przez Niemcy polityki okupacyjnej.
Olivier Dard: Współczesna prawica nacjonalistyczna nie projektuje nowego człowieka
Radom: okupacja widziana zza biurka
Radom, do którego trafił autor wspomnień, liczył około 90 tys. polskich mieszkańców i około 3 tys. Niemców. Żydowskie getto zostało już wówczas „zlikwidowane”, a jego mieszkańcy wymordowani lub deportowani. Niemiec objął stanowisko szefa działu prawnego miejscowej izby handlowej. Jego zadaniem było wspieranie interesów etnicznych Niemców „kosztem Polaków, wszelkimi dostępnymi środkami”.
Z jego relacji wyłania się obraz okupacyjnej administracji daleki od propagandowego wizerunku niemieckiego „porządku”. Urzędnicy piją ogromne ilości alkoholu, korzystają z usług półoficjalnego domu publicznego, wymieniają się przysługami i uczestniczą w handlu zrabowanym mieniem.
Po wymordowaniu większości radomskich Żydów Niemcy mieli przeszukiwać ich mieszkania w poszukiwaniu kosztowności. Wśród przedmiotów znajdujących się w obrocie były także rodzinne pamiątki oraz złoto wyrwane z zębów zamordowanych.
Braun chciał sprowadzać Hindusów do Polski? Ujawniono nagrania
„Nie jesteśmy żadną wybraną rasą nordycką”
Autor nie był jednak bezstronnym obserwatorem. Był członkiem NSDAP i SS, a jego własne zapiski pokazują, że podzielał część nazistowskich przekonań. Uważał, że Polacy powinni zajmować podrzędną pozycję wobec Niemców. W pewnym momencie sam kieruje rasistowską tyradę pod adresem polskiej pracownicy.
Jednocześnie dostrzega sprzeczności systemu, którego był częścią. Zachwyca się elegancją Polek, krytykuje niemieckie kobiety naśladujące ich styl i nie może pogodzić się z widokiem skrajnej biedy polskich dzieci. „Oczywiście są tylko Polakami, ale nie podoba mi się to wszystko” – zapisuje, komentując dzieci chodzące zimą bez odpowiedniego ubrania.
W innym miejscu, opisując niemieckich urzędników, dochodzi do gorzkiej konkluzji: „Na koniec dnia, na Boga, nie jesteśmy żadną wybraną rasą nordycką”.
Za oknem egzekucje, przy śniadaniu bułki
Najbardziej przejmujący charakter wspomnień wynika jednak nie tyle z opisów samych zbrodni, ile z obojętności, która im towarzyszyła.
Autor opisuje młodą Niemkę, która z okna obserwuje Polaków wiszących na szubienicy. Kobieta płacze na ich widok, po czym wraca do śniadania. W Radomiu funkcjonuje segregacja rasowa, niemieccy mieszkańcy mają dostęp do przeznaczonego wyłącznie dla nich basenu, a pozostali mieszkańcy miasta żyją w warunkach terroru i niedostatku.
Podczas podróży do Wiednia autor poznaje z kolei członka SS, który uczestniczył w masowych mordach Żydów w Mińsku. Mężczyzna opowiada mu o rozstrzeliwaniu ofiar nad ogromnym dołem. Relacja wywołuje szok. „Czuję się śmiertelnie źle” – zapisuje autor, dodając, że jeśli informacje są prawdziwe, a Niemcy przegrają wojnę, „wszyscy będziemy musieli zawisnąć”.
„Zwyczajni Niemcy” i mechanizm okupacji
Joanna Nikel z Instytutu Pileckiego, która analizowała dokument, zwraca uwagę na szczególną wartość wspomnień. Nie pochodzą one od jednego z głównych architektów okupacji, lecz od stosunkowo niskiego rangą urzędnika.
To właśnie tacy ludzie stanowili tysiące ogniw codziennej administracji, dzięki którym system oparty na nierówności, przymusie i terrorze mógł funkcjonować.
Według Nikel najbardziej niepokojące jest to, że pamiętnik pokazuje system przemocy, który nie wymagał od jego uczestników nieustannego poczucia, że biorą udział w czymś nadzwyczajnym.
I właśnie ta codzienność może być najważniejszym świadectwem dokumentu. Okupacja nie składała się wyłącznie z rozkazów wydawanych przez przywódców III Rzeszy.
Tworzyli ją również urzędnicy, prawnicy, policjanci, przedsiębiorcy i zwykli funkcjonariusze, którzy przychodzili rano do pracy, pili alkohol, załatwiali interesy, korzystali z przywilejów i jednocześnie uczestniczyli w systemie terroru.
Może Cię zainteresuje: