Reklama
Reklama
Reklama

Google sięga po prywatne dane. Tym razem unijne ograniczenia mogą nas ucieszyć

google-pixel-11-pro-117
Google Pixel 11 Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / zero.pl)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Google zmienił regulaminy swoich usług, pokazując zwiększony apetyt na nasze dane. Firma może wykorzystywać zdjęcia i wiadomości użytkowników do tworzenia spersonalizowanych reklam. Dotyczy to konkretnej usługi, a przed zapędami giganta skutecznie chroni nas Komisja Europejska, choć... to nieco skomplikowane.

  • Google zmienił zapisy polityki prywatności. Dzięki nim firma może wykorzystywać prywatne dane użytkowników.
  • Chodzi o dane udostępniane w ramach funkcji Personal Intelligence. Google może je wykorzystywać nie tylko do personalizacji i udoskonalania usług, w tym trenowania modeli AI, ale też może na ich podstawie tworzyć personalizowane reklamy.
  • Problem nie dotyczy Europy, gdzie część usług Google nie jest dostępna. 

Od 16 października 2026 r. obowiązują nowe zapisy polityki prywatności usług Google. Na ich podstawie firma może wykorzystywać dane użytkowników nie tylko do poprawy działania spersonalizowanych usług, ale również do lepszego doboru reklam. 

Na podstawie wiadomości i zdjęć Google lepiej dopasuje działanie usług i reklam

Gemini dostanie nową funkcję. Nikt o niej nie pamiętał, ale wiele osób z niej skorzysta. (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Do tej pory Google zapewniał, że treści znajdujące się w aplikacji Zdjęcia, na Dysku Google oraz w Gmailu nie służą do tworzenia personalizowanych reklam. Zmieniają to nowe zapisy zawarte w polityce prywatności. 

Reklama
Reklama

Z jednej strony to w zasadzie się nie zmieniło, chyba że użytkownik sam wyrazi na to zgodę i będzie chciał korzystać z narzędzi Personal Intelligence. To duży zbiór funkcji AI, które są w stanie wyręczyć nas w wielu sytuacjach, w tym m.in. mogą wykonywać zadania w tle bez konieczności pozostawiania aktywnego okna aplikacji. 

Do wykorzystania pełni możliwości Personal Intelligence trzeba dać Google dostęp do danych znajdujących się na wspomnianym Dysku oraz również w m.in. Gmailu i Zdjęciach. Zamiast pytać ponownie o plany wyjazdu, AI Mode może znaleźć w skrzynce mailowej rezerwację hotelu, a ze zdjęć i wcześniejszej aktywności wyciągnąć informacje pomocne w przygotowaniu rekomendacji. Google podaje też przykłady uwzględniania wcześniejszych zakupów, zainteresowań, preferowanych marek i upodobań kulinarnych.

Tysiąc piosenek w kieszeni. Jak iPod uratował Apple

Ten sam szeroki kontekst może mieć wpływ na wyświetlane reklamy. Tu sprawa się komplikuje. Z jednej strony Google nie udostępnia danych firmom trzecim, aby na ich podstawie mogły tworzyć profilowane kampanie dopasowane do konkretnego użytkownika. Z drugiej podsumowania i wnioski wyciągnięte ze wszystkich aplikacji mogą być wykorzystane do wyświetlania konkretnych reklam. 

Reklama
Reklama

Można to wyjaśniać tak, że reklamy nie powstaną na podstawie konkretnych zdjęć czy wiadomości, ale już analiza wszystkich zdjęć i wiadomości może stworzyć podpowiedź systemowi reklamowemu co do tego, co zaproponować danemu użytkownikowi. Są jednak wyjątki i reklamy nie są personalizowane na podstawie kategorii wrażliwych, takich jak rasa, religia, orientacja seksualna czy zdrowie. 

Personalizowanie treści można wyłączyć. Albo można mieszkać w Europie

Google analizuje dane nie tylko z trzech podanych wyżej aplikacji, ale ze wszystkich w ramach usług Search. Są to m.in. wyszukiwarka, Mapy, Discover, Zakupy, Loty czy nawet Translator. Użytkownicy mają możliwość wyłączenia konkretnych aplikacji ze zbierania danych, ale to nie usuwa informacji już zebranych. Te można usunąć, ale należy zrobić to osobno. 

Reklama
Reklama

Ta sama dokumentacja polityki prywatności ujawnia szersze konsekwencje połączenia aplikacji. Podsumowania, fragmenty, wygenerowane materiały i wnioski z prywatnych treści mogą służyć trenowaniu modeli generatywnych. Google dodaje, że w przypadku krótkiego lub szczególnie istotnego e-maila „podsumowaniem” może być po prostu cała wiadomość.

Test Noble Fokus Artemis. Byłbym w stanie wydać 3 990 zł na słuchawki

Co więcej, część danych może trafić do ludzkich recenzentów, w tym przeszkolonych usługodawców. Mają oni ograniczony dostęp do informacji osobowych, tak żeby nie dało się ich połączyć z konkretnym użytkownikiem. Mimo wszystko Google przestrzega, aby nie podłączać do usługi aplikacji zawierających informacje osobiste lub poufne. 

Dostęp do danych użytkowników nie stanowi najmniejszego problemu w Europie. Tu funkcje Personal Intelligence nie działają. To efekt działań Komisji Europejskiej, choć nie są to działania bezpośrednie. W ramach unijnych przepisów Google jest zobowiązany do dzielenia się swoimi rozwiązaniami z firmami trzecimi, więc podobnie jak Apple, nie wprowadza części usług do Europy. 

Paradoks jest taki, że zarówno Apple, jak i Google tłumaczą to przede wszystkim troską o dane użytkowników, które mogłyby zostać nieuczciwie wykorzystane przez firmy trzecie. 

Reklama
Reklama

Może zainteresuje Cię:

Reklama
Reklama