Legendarny kabaret Tey, czyli Bohdan Smoleń i Zenon Laskowik, mieli lata temu skecz w ramach programu „Z tyłu sklepu”. Złośliwi nazwą go parodią, ale to był teatralny dokument pokazujący realia sklepu z czasów PRL-u. Bohdan Smoleń grał w nim klienta, który pyta ekspedienta Zenona Laskowika o dostępność produktów. Odpowiedź na każde pytanie brzmi – Nie ma!
Podczas warsztatów Google czułem się dokładnie tak, jakby oglądał ten skecz. Za każdym razem, jak pojawiała się nowa funkcja, tuż obok padało zdanie – nie będzie jej w Unii Europejskiej.
Nowe funkcje AI Google nie dla europejskiego odbiorcy

Google Gemini (fot. Google)
Część funkcji, które Google zaprezentował podczas premiery smartfonów serii Pixel 11 to rozszerzenie opcji znanych od miesięcy, ale dodanych do obsługi przez nowe urządzenia. Są też nowości zebrane wokół Gemini Intelligence oraz narzędzia kreatywne.
Idąc po kolei, funkcja zamawiania jedzenia czy przejazdów jest dostępna tylko w USA i Korei Południowej, a dzwonienie do firm w imieniu użytkownika to opcja wyłącznie dla Amerykanów.
Gemini Agent, czyli coś w rodzaju osobistego agenta wykonującego złożone, wieloetapowe działania na koncie Google AI Ultra, też jest dostępny wyłącznie za oceanem. Podobnie jak Gemini Spark, czyli agent AI działający w tle na Google Workspace.
W Gemini Omni można stworzyć własnego awatara. Na podstawie naszych zdjęć i próbek głosu powstaje nasz wirtualny odpowiednik, którego możemy wykorzystywać do tworzenia krótkich nagrań na mediach społecznościowe. Oczywiście poza Unią Europejską. To samo dotyczy edycji przesłanych nagrań wideo w Gemini Omni za pomocą poleceń tekstowych oraz edycji zdjęć z osobami niepełnoletnimi. W Unii Europejskiej nie możemy też edytować dowolnego materiału filmowego za pomocą poleceń tekstowych.
Tym, co nam pozostaje, jest generowanie wideo z polecenia tekstowego lub obrazu o długości do 10 sekund, ale bez wgrywania własnych nagrań oraz bez możliwości wykorzystania cyfrowego awatara.
Przedstawiciele Google na pytanie o ewentualną dostępność funkcji w przyszłości na terenie Unii Europejskiej rozłożyli ręce i zasugerowali, żeby spróbować skorzystać z VPN-u.
Rok z iPhone'em 17 Pro. Apple zabrał mi moją ulubioną rzecz
Komisja Europejska nie zakazuje wprowadzania nowych funkcji, ale skutecznie do tego zniechęca
Premiera serii Google Pixel 11 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Część nowych funkcji AI Google nie jest zgodna z np. przepisami RODO, ale większość z nich nie trafia do Unii Europejskiej ze względu na Akt o Usługach Cyfrowych (DMA).
Nie są to przepisy, który w jakikolwiek sposób zakazują Google wprowadzenie ich na terenie Unii Europejskiej. Ale jednocześnie bardzo skutecznie do tego zniechęcają. Komisja Europejska działa tu trochę jak Robin Hood. Jeśli Google wprowadza nową funkcję, to ze względu na dominującą pozycję na rynku, zgodnie z przepisami DMA, musi się nią podzielić z innymi firmami.
Nic więc dziwnego, że Google idzie w ślady Apple i ogranicza dostępność nowych funkcji. Z kolei Komisja Europejska za wszelką cenę stara się z nas zrobić cyfrowy skansen. Idea może wydawać się słuszna, bo w ten sposób funkcje amerykańskich gigantów mogą w jakiś sposób trafić do europejskich rozwiązań i chociaż trochę pozwolić im nadgonić technologiczna przepaść względem amerykańskich gigantów.

Gemini dostanie nową funkcję. Nikt o niej nie pamiętał, ale wiele osób z niej skorzysta. (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
W praktyce wygląda to tak, że amerykańscy giganci wolą nie wprowadzać nowych, flagowych rozwiązań do Europy lub zrobić to z dużym opóźnieniem. I o ile uważam, że cyfrowi giganci powinni być przede wszystkim odpowiednio opodatkowani, a ich monopolistyczne zapędy stosownie temperowane, tak tutaj w pełni rozumiem ich postępowanie. Firmy wymyślają nowe funkcje, inwestują w to pieniądze, czas, wykorzystują wieloletnie doświadczenie, a Komisja Europejska mówi im, że teraz mają się tym podzielić z innymi.
Inną kwestią jest to, że nowe funkcje Google mogą być mocno dyskusyjne
Premiera serii Google Pixel 11 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Część nowych funkcji Google wydaje się użyteczna. Możemy ustawić sobie działającego w tle agenta, który będzie nam pilnować cen lotów i zapoluje na okazję taniej podróży urlopowej. Z drugiej strony mam bardzo mieszane uczucia względem funkcji kreatywnych.
Pierwszy zgrzyt miałem już podczas majowej premiery smartfonów Xiaomi 17T. Na scenie pojawiła się wówczas przedstawicielka Google i opowiadała, jak dzięki nowym narzędziom AI można wygenerować krótkie wideo na potrzeby mediów społecznościowych. Jak siedzimy w kawiarni wybranego miasta przy dowolnej, wskazanej przez nas pogodzie i jest to nic innego, jak kreowanie czegoś, co mogło nigdy nie mieć miejsca. Zachęcenie do tworzenia świata, który nie istnieje, delikatnie mówiąc nie przypadło mi do gustu.
Dla twórców internetowych może to być faktycznie ułatwienie. Mając wygenerowany swój wirtualny awatar można wygenerować krótkie wideo z informacją, zamiast publikować post z samym tekstem. Jest to jednak coś w stylu rozwiązywania problemów pierwszego świata, z czego skorzysta promil użytkowników.
Ale i tu jest zgrzyt, bo możemy poprosić Gemini o wygenerowanie filmu wzorowanego na pracach innego twórcy. Mówiąc wprost, można w ten sposób podprowadzić czyjąś pracę i wystarczy do tego wprowadzenie kilku zdań polecenia, jakie wydamy agentowi AI.
W taki oto sposób, trudno jest się cieszyć z nowych funkcji, bo albo nie zobaczymy ich na oczy, albo ich użyteczność będzie bardzo dyskusyjna.


