Reklama
Reklama
Reklama

Niższy PIT wraca przed wyborami. „Jest jeszcze przestrzeń”

TYLKO NA

Sezon wyborczy można uznać za rozpoczęty. Na agendę z hukiem wrócił jeden ze 100 konkretów z kampanii 2023 r. – obietnica podniesienia kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł. – Jak tylko będą możliwości, to powinna być oczywiście jak najszybciej realizowana – powiedział wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Czy budżet to wytrzyma? Ekspert, z którym rozmawia Zero.pl, uważa, że jest na to przestrzeń, jeśli jednocześnie rząd sięgnie do kieszeni grup uprzywilejowanych.

Wraca obietnica podwojenia kwoty wolnej od podatku
Wraca obietnica podwojenia kwoty wolnej od podatku (fot. Jacek Domiński/REPORTER / East News)
  • Z koalicji rządzącej zaczęły płynąć głosy sugerujące, że przed końcem obecnej kadencji rządu powinna zostać zrealizowana obietnica podwojenia kwoty wolnej od podatku.
  • W tej sprawie wypowiedział się senator KO Grzegorz Schetyna i wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
  • Wcześniej premier Donald Tusk i minister finansów Andrzej Domański wielokrotnie wskazywali na duże obciążenie, jakie dla finansów publicznych generowałby taki krok.
  • – Jest jeszcze przestrzeń na to, żeby podnieść kwotę wolną od podatku dla ludzi ciężko pracujących, na dorobku – mówi Zero.pl dr Jan Oleszczuk-Zygmuntowski, współprzewodniczący Polskiej Sieci Ekonomii. Jak dodaje, rząd powinien zarazem sięgnąć do kieszeni różnych uprzywilejowanych grup.

Strona internetowa „100 konkretów na 100 dni rządów”, zawierająca listę obietnic KO z czasów kampanii wyborczej 2023 r., wciąż istnieje. Bez trudu można na niej sprawdzić treść konkretu nr 4:

„Podniesiemy kwotę wolną od podatku – z 30 tys. zł do 60 tys. zł., w przypadku podatników rozliczających się według skali podatkowej, w tym także przedsiębiorców i emerytów”.

Konkret jest zaznaczony kolorem pomarańczowym, co oznacza, że jest „w trakcie realizacji”.

Reklama
Reklama

Podniesienie kwoty wolnej. Wraca rytm wyborczy, wraca obietnica

Jak to rozumieć? Na początku tego roku, w lutym, minister finansów i gospodarki Andrzej Domański na antenie TVN24 na pytanie o to, co z podniesieniem kwoty wolnej, odparł lakonicznie: – Prace trwają.

Niemcy o „nieopłaconych rachunkach Polski”. Wskazują na nasz gigantyczny dług

Kiedy minister Domański latem 2025 r. prezentował na konferencji prasowej założenia dotyczące budżetu na 2026 r., mówił: – W budżecie na 2026 r. nie ma (wyższej - red.) kwoty wolnej od podatku, mówiliśmy o tym wcześniej wielokrotnie.

Ale też wcześniej szef resortu finansów deklarował, że chciałby, aby obietnica ta doczekała się realizacji zanim nadejdzie 2027 r., który jest rokiem wyborów parlamentarnych.

Reklama
Reklama

Do roku wyborów zostało raptem kilka miesięcy, w związku z czym temat podwojenia kwoty wolnej z impetem wrócił na polityczną agendę. W czwartek 23 lipca senator KO Grzegorz Schetyna, pytany w Radiu Zet, czy premier Tusk dał „zielone światło” na podniesienie kwoty wolnej, zapewnił, że „wejdziemy w ten korytarz podejmowania decyzji i rzeczywiście przed końcem tej kadencji zrealizujemy to zobowiązanie”. – Nie wiem, czy od razu zdarzy się tak, że będziemy mogli całość zrealizować, ale rozpisać to na następne kroki na pewno tak – dodał.

Wątek podjął wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. – Wiem, że pan minister Domański nad tym pracuje – przypomniał na briefingu prasowym. – Powinien to być projekt rządowy, musi to być projekt całej koalicji. Jest ta obietnica bardzo poważna i jak tylko będą możliwości, to powinna być oczywiście jak najszybciej realizowana.

Gigantyczny koszt realizacji obietnicy dotyczącej kwoty wolnej

Jest to jednak obietnica kosztowna. Swego czasu głośnym echem odbiły się wyliczenia wiceministra finansów Jarosława Nenemana z marca ub. r., który w resorcie odpowiada za podatki i kwestie budżetowe. Oszacował on, że koszt dla budżetu państwa z tytułu podniesienia kwoty wolnej do 60 tys. zł wyniósłby w 2026 r. ok. 55,9 mld zł.

Przypomnijmy, że deficyt w tegorocznym budżecie został zaplanowany na 271,7 mld zł. Dochody budżetu mają wynieść 647,2 mld zł. W tej kwocie zawarte są dochody podatkowe zaplanowane na poziomie 579,9 mld zł. Kierując się wyliczeniami wiceministra Nenemana, rząd musiałby poświęcić blisko 10 proc. dochodów podatkowych, które chciał zebrać w bieżącym roku.

Reklama
Reklama

Zwiększenie kwoty wolnej w obecnych realiach budżetowych jest karkołomnym zadaniem, bo dziura w budżecie cały czas powiększa nasz dług. Żeby bowiem sfinansować ten deficyt, rząd musi pożyczać brakujące środki. Na łamach Zero.pl pisaliśmy niedawno o tym, że Polska zajęła w I kwartale 2026 r. niechlubne 3. miejsce w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o tempo przyrostu długu publicznego liczonego jako procent produktu krajowego brutto. Jak podał Eurostat, polski dług publiczny w I kw. wyniósł 61,6 proc. PKB – i urósł o 4,5 pkt proc. w ujęciu rok do roku. Szybszy przyrost wśród unijnych gospodarek wystąpił tylko w Finlandii (o 5,5 pkt proc.) i Bułgarii (o 4,8 pkt proc.).

Jednocześnie niepokoi, że tempo to okazało się szybsze od tempa wzrostu gospodarczego – w I kw. 2026 r. nasz PKB wzrósł o 3,5 proc. w ujęciu rok do roku.

Argumenty ekonomiczne są twarde, ale każdy rząd przed wyborami musi liczyć się też z perspektywą obywateli, którzy czekają na realizację złożonych im obietnic.

Reklama
Reklama

Ekspert o podniesieniu kwoty wolnej: Jest jeszcze przestrzeń

– Moim zdaniem jest jeszcze przestrzeń fiskalna na to, żeby podnieść kwotę wolną od podatku dla ludzi ciężko pracujących, na dorobku – mówi Zero.pl dr Jan Oleszczuk-Zygmuntowski, współprzewodniczący Polskiej Sieci Ekonomii.

– Podnoszony jest wprawdzie argument poziomu polskiego długu publicznego; przekroczyliśmy już limit konstytucyjny – ale ten dług nie jest jeszcze aż tak duży, a sam limit od początku był trochę fikcyjny. Tym, co ekonomistów niepokoi bardziej, jest ścieżka narastania tego długu. Ona jest bardzo dynamiczna ze względu m.in. na wydatki zbrojeniowe czy wyzwania, jakie dla budżetu państwa tworzy demografia.

Mówiąc o przekroczonym konstytucyjnym limicie dla długu, określonym na poziomie 60 proc. PKB, ekspert odnosi się do przywołanych wyżej wyliczeń Eurostatu (tzw. dług EDP). Dług publiczny liczony według metodologii krajowej, tzw. dług PDP, wyniósł z kolei w I kw. br. 50,6 proc. PKB.

Różnice dotyczące miary długu (PDP jest liczony w taki sposób, że nie uwzględnia zobowiązań pozabudżetowych – czyli takich, które zostały zaciągnięte np. przez fundusze w Banku Gospodarstwa Krajowego – a tylko zadłużenie sektora publicznego; z kolei EDP uwzględnia te zobowiązania) nie zmieniają jednak faktu, że finanse państwa są obecnie bardzo napięte. Wpływają na to ogromne kwoty zapisane w budżecie „na sztywno”. Przykładem niech będą tutaj pieniądze przeznaczone na świadczenia socjalne w 2026 r.: wydatki na 800 plus to ok. 61,7 mld zł, z kolei wypłata 13. i 14. emerytury będzie w tym roku kosztować budżet łącznie ok. 31,8 mld zł.

Reklama
Reklama

Budżet jest też obciążony wydatkami na obronę narodową – w 2026 r. tylko z państwowej kasy przeznaczono na ten cel 124,8 mld zł (uzupełnione środkami z innych źródeł, w tym z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych) do łącznej kwoty nakładów na obronność 200,1 mld zł). W obecnej rzeczywistości geopolitycznej – to jest wojny za wschodnią granicą Polski – jest jasne, że wydatki na zbrojenia nie będą maleć. Mówił zresztą o tym Władysław Kosiniak-Kamysz, który na briefingu 23 lipca podkreślił, że nakłady na bezpieczeństwo są priorytetem.

 

– My w tym roku wydajemy 200 mld zł (na obronność – red.) – powiedział szef MON. – Każdy budżet ma swoje ograniczenia, ale pan minister Domański zarządza budżetem bardzo dobrze, rozumie potrzeby bezpieczeństwa – dodał.

Reklama
Reklama

A co z potrzebami politycznymi – bo nie da się ukryć, że realizacja konkretu nr 4 to już dyżurna kwestia polityczna? Temat kwoty wolnej wracał przecież także w 2025 r., chociaż wtedy odbywały się nie wybory parlamentarne, a prezydenckie. Ale kandydat KO, Rafał Trzaskowski, w trakcie swojej kampanii wprost zadeklarował (na wiecu wyborczym w Kaliszu), że po wyborze na urząd prezydenta będzie rozmawiał z rządem o realizacji obietnicy podniesienia kwoty wolnej.

– Będę rozmawiał z rządem, żeby to się stało natychmiast, a jak nie, to jeszcze w sierpniu złożę swoją własną propozycję, dlatego że to po prostu trzeba załatwić – mówił wówczas Rafał Trzaskowski. I podkreślał: – To tego typu rozwiązanie, na którym skorzystają wszystkie Polki i wszyscy Polacy.

Jan Oleszczuk-Zygmuntowski uważa, że mimo trudnej kondycji finansów publicznych podniesienie kwoty wolnej do 60 tys. zł jest do zrobienia. Rząd powinien zaś zrekompensować sobie utracone z tego tytułu wpływy podatkowe, sięgając głębiej do kieszeni określonych grup podatników.

O tym się milczy. Reforma ETS po cichu dokręca klimatyczną śrubę

Roztropnością fiskalną byłoby dzisiaj przesunięcie ciężaru podatkowego na właścicieli nieruchomości, firm i wielkiego kapitału – mówi Jan Oleszczuk-Zygmuntowski. – To właśnie może posłużyć redukcji długu publicznego. Mam na myśli np. zwiększenie opodatkowania dla różnych uprzywilejowanych grup rozliczających się ryczałtem i płacących mniejsze podatki niż inni ciężko pracujący obywatele.

Reklama
Reklama