Reklama
Reklama
Reklama

Polacy przestaną wpadać w podatkowe sidła? Rząd zapowiada wyczekiwaną zmianę

TYLKO NA

Drugi próg podatkowy wreszcie wzrośnie? Minister finansów Andrzej Domański zdradził, że rząd pracuje nad tym, by tak się stało. Czeka na to ponad 2,4 mln podatników PIT – bo choć nasze pensje w ostatnich latach mocno poszły w górę, progi podatkowe ani drgnęły. W efekcie coraz więcej Polaków zderza się z brutalną rzeczywistością: wyższą daniną do fiskusa, która skutecznie pożera efekty podwyżki płac.

projekt-bez-nazwy
Minister finansów Andrzej Domański szuka pieniędzy w budżecie na podwyżkę drugiego progu podatkowego. (fot. Kasia Zaremba, PAP / Shutterstock)
  • Ministerstwo Finansów pracuje nad zmianami w systemie podatkowym – powiedział szef resortu, Andrzej Domański.
  • W obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych rząd dostrzegł, że coraz więcej Polaków wpada w drugi próg podatkowy. Sytuacja ta mocno dotyka tzw. klasę średnią.
  • Jak zwykle pojawiają się jednak pytania o budżet państwa, który straciłby część wpływów z podatków. Ekspert uspokaja: na zmiany w podatkach jest jeszcze przestrzeń.
  • Własny projekt zakładający zwaloryzowanie drugiego progu do 140 tys. zł złożyła wiosną w Sejmie Polska 2050, mniejszościowy koalicjant w rządzie Donalda Tuska.
  • – Jeśli będzie projekt rządowy podniesienia drugiego progu do minimum 140 tys. zł, to my go poprzemy – mówi Zero.pl Jan Szyszko z Polski 2050, wiceminister funduszy i polityki regionalnej.

– Potwierdzam: pracujemy w Ministerstwie Finansów w tej chwili nad projektem ustawy budżetowej na rok 2027 i, co za tym idzie, nad propozycjami zmian w systemie podatkowym – powiedział minister finansów i gospodarki Andrzej Domański na antenie RMF FM.

Nowe wątki afery wokół Szpitala Południowego? Była prezes ujawnia

Drugi próg jak sidła na podatników

Z wypowiedzi ministra można wywnioskować, że zmiany będą koncentrować się wokół podniesienia drugiego progu podatkowego. Andrzej Domański odniósł się do tego, co doskonale widać w statystykach: coraz więcej Polaków wpada w „podatkową pułapkę”.

Reklama
Reklama

Na czym ona polega? Przypomnijmy, że obecnie progi podatkowe kształtują się następująco:

  • 12 proc. – pierwszy próg podatkowy dla dochodu rocznego do 120 000 zł,
  • 32 proc. – drugi próg podatkowy dla dochodu rocznego powyżej 120 000 zł.

Limity te są zamrożone od 2022 r., czyli od podatkowej reformy rządu Mateusza Morawieckiego zwanej Polskim Ładem. Tymczasem przez ostatnie lata zarobki w Polsce wyraźnie poszły w górę. Między 2022 a 2025 r. przeciętna płaca urosła o 40,3 proc., zwiększając się z poziomu 6346,15 zł do 8903,56 zł brutto. Jeszcze mocniej, bo aż o 55 proc., skoczyło minimalne wynagrodzenie – w 2022 r. wynosiło ono 3010 zł brutto, podczas gdy w 2025 r. osiągnęło 4666 zł brutto.

Jeśli czyjś roczny dochód (czyli przychód pomniejszony o koszty) przekroczy próg 120 tys. zł, od samej nadwyżki powyżej tej kwoty trzeba odprowadzać podatek w wysokości 32 proc.

– Dzięki rosnącym wynagrodzeniom rzeczywiście wielu Polaków wpada w drugi próg podatkowy – przyznał na radiowej antenie minister Domański. Nie udzielił jednak jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy progi podatkowe zostaną zwaloryzowane w 2027 r. – Pracujemy nad tym, aby było to możliwe jeszcze w tej kadencji, natomiast czy to na pewno stanie się faktem, to najbliższe tygodnie, najbliższe miesiące pokażą.

Reklama
Reklama

Jak zwykle podczas dyskusji o działaniach, których skutkiem będzie obniżenie wpływów z podatków do budżetu państwa, powraca pytanie: czy Polska może sobie na to pozwolić? Jak pisaliśmy na łamach Zero.pl, rozmiar deficytu budżetowego w relacji do rozmiarów gospodarki plasuje nasz kraj na trzecim miejscu w UE. Według danych Eurostatu za I kwartał 2026 r. nasza dziura budżetowa sięgnęła 5,9 proc. PKB.

Wyższy drugi próg – czy budżet państwa to udźwignie?

Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan, uspokaja: – Budżet to wytrzyma.

– Pamiętajmy, że ten deficyt, który generuje rząd, w większości napędza naszą gospodarkę. Wystarczy wspomnieć tutaj program SAFE, który spowodował mocny wzrost zamówień w przemyśle (był to skok o 143,3 proc. w ujęciu rocznym w maju br. – red.). Innymi słowy, deficyt jest transferowany do obywateli – albo poprzez korzystne dla nich działania w systemie podatkowym, albo poprzez zamówienia publiczne.

Zdaniem naszego rozmówcy, rząd wciąż dysponuje polem manewru. Oprócz wskaźników długu i deficytu warto bowiem spojrzeć na naszą gospodarkę w szerszym kontekście.

– Mamy własną walutę, własny bank centralny, inflacja jest utrzymywana w ryzach – wylicza Mariusz Zielonka.

– W ostatnich latach źródła tej inflacji były zresztą zawsze „na zewnątrz”, nie były skutkiem błędów w polityce pieniężnej czy fiskalnej. Ostatni kryzys naftowy pokazał też, że radzimy sobie z tzw. inflacją produktową – budżet państwa udźwignął koszt programu CPN. Dodajmy do tego tempo wzrostu gospodarczego, które należy do najwyższych w UE. Składa się to na sytuację, w której możemy jeszcze zwiększać deficyt i dług publiczny.

Reklama
Reklama

– Oczywiście, są granice takich działań – zastrzega ekonomista. – Możemy zapłacić za to wyższą inflacją. Pamiętajmy też, że jesteśmy w procedurze nadmiernego deficytu, więc rząd musi – przynajmniej na papierze – wykazywać działania zmierzające do poprawy kondycji finansów publicznych. W praktyce jednak różnie z tym bywa.

Mariusz Zielonka wskazuje też na możliwe korzyści dla wzrostu PKB z podniesienia drugiego progu, choć tu stawia akurat „gwiazdkę”.  – Podniesienie kwoty wolnej może pobudzić konsumpcję – z tym, że Polacy raczej wydadzą te uwolnione środki w budżecie na dobra trwałe. Ale mogą też przekierować je na oszczędności. Wszelkie badania pokazują, że staliśmy się pod tym względem bardzo przezorni.

Nasz rozmówca zwraca wreszcie uwagę na sprawiedliwościowy wymiar zmian w systemie podatkowym.

– Podwyżka drugiego progu podatkowego jest działaniem potrzebnym, biorąc pod uwagę, ile osób wpada weń w związku ze wzrostem wynagrodzeń, który zresztą jest pokłosiem szybkiego wzrostu gospodarczego. Zbliża się rok wyborczy i rządzący będą rozliczani z obietnic. Tu, oczywiście, na plan pierwszy wysuwa się podwojenie kwoty wolnej – być może minister Domański w tym przypadku będzie powtarzał, że „prace trwają”, zaproponuje jakąś ścieżkę dojścia, a na pierwszy ogień pójdzie właśnie podwyżka drugiego progu. Rządzący liczą też zapewne na to, że prezydent podpisze ustawę, która będzie postrzegana jako korzyść dla obywateli.

Mariusz Zielonka, Konfederacja Lewiatan

Reklama
Reklama

Minister Domański stwierdził wprawdzie, że chciałby, aby do zmian w progach podatkowych doszło „nie z uwagi na politykę, ale z uwagi na rachunek ekonomiczny”. Nie zmienia to jednak faktu, że wcześniej o tego typu propozycjach kierownictwo MF wypowiadało się zachowawczo. A obecnie do wyborów został już niewiele ponad rok.

Polska 2050 od dawna chce podniesienia drugiego progu

Postulat podniesienia drugiego progu już kilka miesięcy temu wysunęła Polska 2050, mniejszościowy koalicjant w rządzie Donalda Tuska. Wiosną do Sejmu wpłynął projekt ustawy tego ugrupowania, proponującej podwyżkę drugiego progu ze 120 tys. zł do 140 tys. zł. Wtedy nie spotkał się on z szerszym odzewem ze strony całego obozu rządzącego. Dziś Jan Szyszko, sekretarz stanu w Ministerstwie funduszy i Polityki Regionalnej i członek Polski 2050, w rozmowie z Zero.pl nie kryje zadowolenia.

– Bardzo się cieszę, że pan minister zmienił zdanie i przychylił się do tego, co od początku podnosiła Polska 2050, a mianowicie – że podwyższenie drugiego progu podatkowego to kwestia elementarnej sprawiedliwości społecznej – mówi. – Być może skutek odniosła tu też dobra rozmowa pana ministra z naszą przewodniczącą, Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz, sprzed około 1,5 tygodnia. To pokazuje, że dobre pomysły się bronią i odpowiednio nagłośnione w końcu przebijają się do szerszej świadomości.

Reklama
Reklama

– Cieszy również to, że rząd idzie właśnie w tę stronę zamiast innych rozwiązań w systemie podatkowym, bo ważna jest też troska o budżet: podniesienie drugiego progu, w świetle naszej propozycji, to koszt 9 mld zł, a odczuwalne podniesienie kwoty wolnej to już ok. 60 mld zł.

Przypomnijmy, że według szacunków MF koszt dla budżetu państwa z tytułu podniesienia kwoty wolnej do 60 tys. zł z obecnych 30 tys. zł wyniósłby w samym tylko 2026 r. ok. 55,9 mld zł.

A zatem – czy postulat Polski 2050, by zwiększyć drugi próg do 140 tys. zł, ma szansę stać się propozycją rządową?

– Aby zmiana była sprawiedliwa, musi być dla podatników odczuwalna – i nasza propozycja spełnia ten warunek – mówi Jan Szyszko. – Czekamy teraz na konkrety. Nasz projekt jest w Sejmie, ale nie będziemy umierać za partykularyzmy – jeśli będzie projekt rządowy podniesienia drugiego progu do minimum 140 tys. zł, to my go poprzemy.

Rząd przedstawia założenia do budżetu zazwyczaj w drugiej połowie sierpnia, ponieważ musi przedłożyć Sejmowi projekt ustawy budżetowej najpóźniej na 3 miesiące przed rozpoczęciem nowego roku budżetowego, czyli do 30 września. Niebawem MF odkryje więc karty.

Zbierali na walkę z rasizmem. Prokuratura bada przelewy fundacji na konta prywatnej firmy

Reklama
Reklama

Według danych Ministerstwa Finansów, w rozliczeniu za 2025 r. drugi próg przekroczyło aż 2 mln 411 tys. podatników (ok. 10 proc. podatników PIT). Dla porównania – w 2024 r. sytuacja ta dotyczyła blisko 1,94 mln osób, w 2023 r. – 1,32 mln podatników, a w 2022 r. – zaledwie 738,4 tys. podatników.

Reklama
Reklama