Reklama
Reklama
Reklama

Pierwszy rok prezydentury Karola Nawrockiego. „Prawdziwe testy dopiero przed nim”

TYLKO NA

Czy po roku urzędowania można już powiedzieć, jakim prezydentem będzie Karol Nawrocki? Zdaniem prof. Rafała Chwedoruka tak, choć – jak podkreśla – najważniejsze polityczne egzaminy dopiero przed nim. W rozmowie z Zero.pl politolog ocenia pierwszy rok prezydentury, wskazuje jej najmocniejsze i najsłabsze momenty oraz kreśli scenariusze na kolejne lata.

Prof. Rafał Chwedoruk w rozmowie z Zero.pl ocenia rok prezydentury Karola Nawrockiego
Prof. Rafał Chwedoruk w rozmowie z Zero.pl ocenia rok prezydentury Karola Nawrockiego (fot. PAP/Shutterstock)

Bartosz Michalski, Zero.pl: Jak w kilku słowach oceniłby pan pierwszy rok prezydentury Karola Nawrockiego?

Prof. Rafał Chwedoruk: Powiedziałbym, że Karol Nawrocki próbuje nie być Andrzejem Dudą. Prezydentura Andrzeja Dudy była w dużej mierze pochodną siły Prawa i Sprawiedliwości i wpisywała się w prawie wszystko, co wiązało się z rządami tej partii – zarówno w sukcesy, jak i porażki. Dziś jednak niewiele z tej prezydentury pozostało jako trwała polityczna spuścizna.

Co ciekawe, krytycy Andrzeja Dudy nie mają dziś tylu argumentów przeciwko niemu, ilu przez lata się spodziewali. Z drugiej strony również jego zwolennikom trudno wskazać osiągnięcia, które na trwałe zapisałyby się w historii jego prezydentury.

Można powiedzieć, że spuścizną Andrzeja Dudy była pomoc Ukrainie, która dziś dla części prawicy stała się politycznie „passé”?

Reklama
Reklama

Tak. Było to jedną z przyczyn porażki PiS już w wyborach parlamentarnych w 2023 r., co z kolei wymusiło na tej formacji rywalizację z ugrupowaniami znajdującymi się jeszcze bardziej na prawo.

Karol Nawrocki wyraźnie próbuje więc balansować między rolą prezydenta wywodzącego się z PiS – mając świadomość, że bez tej partii nie byłoby ani jego kariery politycznej, ani prezydentury – a rolą polityka, którego strategicznym zadaniem jest odbudowanie koalicji społecznej sprzed drugiej tury wyborów prezydenckich.

To była koalicja znacznie szersza niż sam elektorat PiS. Obejmowała także wyborców Konfederacji, Konfederacji Korony Polskiej oraz wszystkich tych, którzy uznali, że odsunięcie Donalda Tuska od władzy jest ważniejsze niż jakikolwiek inny spór polityczny. Dlatego Nawrocki nieustannie balansuje między wpisywaniem się w politykę PiS a wykonywaniem gestów, które mają pokazać, że potrafi wyjść poza partyjny kontekst.

Gdyby miał pan podsumować pierwszy rok prezydentury Karola Nawrockiego trzema słowami, jakie by one były?

Reklama
Reklama

To nie jest łatwe zadanie, bo w gruncie rzeczy trudno wskazać trzy hasła, które dobrze opisywałyby ten rok. Gdybym jednak miał wskazać jedno wydarzenie, które może mieć istotny wpływ na polityczną przyszłość Karola Nawrockiego, byłaby to kwestia odebrania Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu. To właśnie ten wątek może okazać się najtrwalszym elementem pierwszego roku jego prezydentury.

Jest to zresztą temat, który będzie nam towarzyszył również w kolejnych latach, a być może także podczas następnych wyborów prezydenckich. Niezależnie od tego, jak potoczy się wojna, relacje polsko-ukraińskie pozostaną ważnym elementem polskiej polityki – zarówno w wymiarze polityki historycznej, jak i gospodarki. Coraz większe znaczenie będą miały również kolejne etapy integracji Ukrainy z Unią Europejską. Mówię o integracji, a nie o samym członkostwie, bo do niego, moim zdaniem, droga jest jeszcze daleka.

Choć sprawa orderu dotyczyła bezpośrednio polityki historycznej, w przyszłości może stać się dla Karola Nawrockiego argumentem potwierdzającym jego konsekwencję. Choć jako szef Instytutu Pamięci Narodowej aż tak konsekwentny w asertywności wobec Ukrainy nie był.

Czy Karol Nawrocki na razie „dowozi”? Spełnił przez ten rok oczekiwania swoich wyborców?

Reklama
Reklama

Powiedziałbym, że sondaże pokazują dość wysoki poziom zaufania do polityka, który miał wyjątkowo kontrowersyjny bagaż doświadczeń – większy niż wszyscy wcześniejsi zwycięzcy wyborów prezydenckich. Gdyby nie kwestia orderu Wołodymyra Zełenskiego, prawdopodobnie utrzymywałby się na podobnym poziomie poparcia, taki jaki miał dzień po wyborach.

To był jednak moment, który pozwolił mu wykonać krok naprzód. Inne sytuacje, które pojawiały się w trakcie tej prezydentury – jak chociażby kontrowersje wokół jego obecności podczas pielgrzymki kibiców na Jasnej Górze – miały raczej charakter wizerunkowych wpadek. Nie były to wydarzenia, które mogłyby mieć strategiczne znaczenie dla motywacji jego wyborców.

Wspomniał pan, że Karol Nawrocki miał większy bagaż doświadczeń niż wcześniejsi zwycięzcy wyborów prezydenckich. Czy jego wybór pokazuje, że okno Overtona w Polsce przesuwa się coraz szerzej? Kiedyś polityczną burzę wywoływało choćby „kłamstwo magisterskie” Aleksandra Kwaśniewskiego. Dziś mamy prezydenta, który sam mówił o swojej przeszłości związanej ze środowiskiem kibicowskim i udziale w ustawkach. Czy to jest indywidualny przypadek Karola Nawrockiego, czy szersza tendencja?

Myślę, że jest to szersza tendencja. Oczywiście sam udział w ustawkach nie jest czymś, co przynosiłoby Karolowi Nawrockiemu chwałę. Natomiast większą kontrowersją z perspektywy bezpieczeństwa państwa była choćby kwestia postaci o pseudonimie „Śledziu”, związanej z ultraprawicą. Okazało się tymczasem, że na tego rodzaju zjawiska w Polsce jesteśmy już w dużej mierze znieczuleni.

Plakat wyborczy Karola Nawrockiego z wyborów prezydenckich 2025 r. (fot. Shutterstock / Shutterstock)

Często większą uwagę przywiązujemy do ciekawostek czy mniejszych kontrowersji, zamiast do spraw, które rzeczywiście mogą mieć znaczenie dla funkcjonowania państwa. Ten bagaż będzie zresztą towarzyszył Karolowi Nawrockiemu przez bardzo długi czas. Jego przeciwnicy wcześniej czy później nauczą się wykorzystywać jego słabsze strony i budować wokół nich przekaz polityczny.

Reklama
Reklama

Musimy jednak pamiętać, że Polska sprzed 30 lat i Polska dzisiejsza to zupełnie inne społeczeństwo. Wynika to nie tylko ze zmian demograficznych, ale także z globalizacji, amerykanizacji życia społecznego, nowych sposobów komunikacji, innej struktury gospodarczej, większej indywidualizacji i konsumpcyjnego stylu życia. Wszystko to sprawiło, że granice społecznej akceptowalności przesunęły się.

Coś, co kiedyś byłoby całkowicie nieakceptowalne, dziś znajduje się na pograniczu akceptacji. Dla jednej części społeczeństwa może być przejawem zdziczenia, dla innej – swoistym folklorem.

W tym sensie Karol Nawrocki jest być może pierwszym produktem politycznym nowych czasów, nowego sposobu uprawiania polityki. Jego zwycięstwo w dużej mierze wynikało z tego, że ogromna część najmłodszego pokolenia wyborców – osób do 30., a nawet 35. roku życia – zagłosowała inaczej, niż wcześniej zakładano. W głosowaniu w wielkich miastach po godzinie 18 podczas II tury licznie pojawili się młodzi ludzie, którzy wcześniej – jeśli w ogóle uczestniczyli w wyborach – częściej wybierali Konfederację albo ugrupowania, znajdujące się poza głównym nurtem polityki.

W naszej rozmowie padły słowa, że „Karol Nawrocki stara się nie być Andrzejem Dudą”. Jakie najważniejsze różnice widzi pan między oboma prezydentami?

Reklama
Reklama

Karol Nawrocki w większym stopniu dystansuje się od politycznego centrum, za to zmierza bardziej do centrum społecznego.

Społecznego?

Paradoks polskiej polityki polega zresztą na tym, że centrum ideologiczne znajduje się dziś gdzieś na przecięciu PSL-u i środowiska Mateusza Morawieckiego, natomiast centrum społeczne jest znacznie bliżej wyborców głosujących na Konfederację. Taki kierunek oznacza, że obecny prezydent musi być po prostu wyrazistszy niż poprzednik i jednoznaczny w interesujących ten segment wyborców kwestiach, niekoniecznie zaś poszukuje pól dialogu z liberalną i lewicową częścią systemu partyjnego.

Czy Karolowi Nawrockiemu udało się w pierwszym roku prezydentury zbudować autorytet na arenie międzynarodowej? To nie był przecież polityk pierwszej ligi, był mało znany nawet w Polsce.

Karol Nawrocki stoi dopiero przed prawdziwymi egzaminami. Jego pozycja jest w pewnym sensie odzwierciedleniem pozycji Polski w stosunkach międzynarodowych – jesteśmy ważnym państwem, ale jednak nie należymy do grona głównych światowych rozgrywających.

Dodatkowo jego prezydentura przypadła na okres ogromnych turbulencji politycznych u naszych najważniejszych partnerów. Trudno wskazać dziś państwo bliskie Polsce, w którym nie mielibyśmy do czynienia z poważnymi kryzysami politycznymi. W Stanach Zjednoczonych mamy silnie polaryzującą prezydenturę Donalda Trumpa i duże napięcia wewnętrzne. W Wielkiej Brytanii trwa kryzys tradycyjnego systemu partyjnego i na horyzoncie widnieją historyczne zmiany. We Francji sytuacja polityczna Emmanuela Macrona jest bardzo trudna, w Niemczech stabilność obecnego układu również pozostaje niepewna. Także na Ukrainie, choć w cieniu wojny, obserwujemy silne wewnętrzne napięcia polityczne.

Reklama
Reklama

Paradoksalnie taka sytuacja może dawać Karolowi Nawrockiemu pewien komfort i wyjaśniać np. brak szerszej aktywności. Najłatwiej weryfikowalne będą jego relacje z obecną administracją republikańską w Stanach Zjednoczonych.

W tym sensie prawdziwa polityka zagraniczna Karola Nawrockiego dopiero się zaczyna. Być może przyjdzie jej funkcjonować w czasie zakończenia wojny, która stworzy zupełnie nowe realia europejskiej polityki. Jeżeli dojdzie do poważnych zmian we Francji czy Niemczech, prezydent będzie musiał dokonywać realnych wyborów i rozstrzygać dylematy, w których każde rozwiązanie będzie dla niego kosztowne i ryzykowne.

Czy Andrzej Duda lepiej wypadał na tle prowadzenia polityki zagranicznej?

Andrzej Duda funkcjonował w zupełnie innych warunkach. Natomiast jeśli spojrzymy na efekty tej polityki z perspektywy interesów państwa, trudno mówić o wielkich sukcesach. Nie udało się trwale ułożyć relacji z europejskimi partnerami, którzy pozostawali w konflikcie z rządem PiS – niezależnie od tego, czy premierem był Mateusz Morawiecki, czy wcześniej Beata Szydło.

W kwestii Ukrainy ta polityka okazała się, szczególnie z perspektywy części prawicowego elektoratu, rozwiązaniem bardziej krótkoterminowym, niż wcześniej zakładano.

Reklama
Reklama

Na ocenę Karola Nawrockiego jest jednak jeszcze za wcześnie. Należy też zwrócić uwagę na to, że Andrzej Duda przez większość swojej prezydentury nie musiał mierzyć się z kohabitacją. Nawrocki od początku funkcjonuje w sytuacji politycznego zwarcia z rządem, co również wpływa na sposób prowadzenia polityki zagranicznej.

Być może dopiero po kolejnych wyborach parlamentarnych będziemy mogli realnie ocenić, czy istnieje coś takiego jak samodzielna polityka zagraniczna Karola Nawrockiego.

Spotkanie prezydenta Polski Karola Nawrockiego z premier Włoch Giorgią Meloni (fot. Shutterstock / Shutterstock)

Jakie najważniejsze wyzwania stoją przed Karolem Nawrockim w perspektywie najbliższych dwóch lat?

Przede wszystkim będą to wyzwania stojące przed całą polską polityką, ale prezydent będzie miał w nich szczególną rolę. Pierwszym z nich będzie konieczność balansowania między Stanami Zjednoczonymi a Europą.

To jest dziś jedno z najważniejszych wyzwań, choć polskie społeczeństwo dopiero zaczyna dostrzegać, że rozpada się dotychczasowy układ, „amerykański tata” i „europejska mama” zaczynają się rozchodzić. Nie oznacza to całkowitego zerwania relacji, ale raczej sytuację, w której Stany Zjednoczone zaczynają stawiać Europie coraz większe wymagania, nie wahając się przed wywoływanie jawnych kryzysów we wzajemnych stosunkach.

Reklama
Reklama

Drugą kwestią będą Chiny i związane z nimi napięcia gospodarcze. Stany Zjednoczone podejmują działania, które mają ograniczyć konkurencję ze strony Chin, ale w praktyce mogą one również mocno uderzać w europejską gospodarkę. Wcześniej Europa została w dużej mierze odcięta od rosyjskich surowców – przynajmniej częściowo, bo część państw nadal korzysta z rosyjskich dostaw. Teraz coraz większe znaczenie będzie miała kwestia ograniczania dostępu do chińskich produktów, które konkurują z europejskimi przedsiębiorstwami, ale jednocześnie są korzystne dla konsumentów.

Trzecim, oczywistym wyzwaniem pozostanie kwestia ukraińska.

Czy jest jakaś decyzja albo wystąpienie Karola Nawrockiego z pierwszego roku prezydentury, które uznałby pan za szczególnie istotne?

Posłużyłbym się tutaj stwierdzeniem przypisywanym Antonowi Czechowowi – jeśli w pierwszym akcie na ścianie pojawia się strzelba, to wiadomo, że w następnym akcie musi wystrzelić. W przypadku Karola Nawrockiego takim wątkiem, który będzie jeszcze wracał, są relacje ze środowiskiem najbardziej zagorzałych kibiców piłkarskich.

To był obszar pełen ambiwalencji – były tam zarówno sukcesy, jak i porażki. Porażką była niewątpliwie wizyta na Jasnej Górze, ponieważ prezydent spotkał się tam z osobą, z którą jako głowa państwa nie powinien był się spotykać w żadnym kontekście.

Reklama
Reklama

Drugą porażką była kwestia nowelizacji Kodeksu postępowania karnego i statusu tzw. małego świadka koronnego w kodeksie karnym. Środowiska radykalnych kibiców od lat sprzeciwiają się tym rozwiązaniom i w tym przypadku prezydent spotkał się z publiczną krytyką właśnie ze strony dobrze zorganizowanego środowiska, które wcześniej można było postrzegać jako jednoznacznie mu przychylne.

A jak ocenia pan ułaskawienie przez prezydenta Piotra „Starucha” Staruchowicza, znanego kibica Legii Warszawa?

To zaliczyłbym raczej do kategorii sukcesów. Po pierwsze dlatego, że zakaz stadionowy, który dotyczył Piotra Staruchowicza, był konsekwencją błahostki. Nie chodziło tam o przemoc fizyczną czy werbalną.

Ale czy nie dało to paliwa politycznym przeciwnikom, którzy jeszcze mocniej będą mogli go wizerunkowo skleić ze środowiskiem kibicowskim?

Oczywiście, że tak. Ale trzeba jednak pamiętać, że Piotr Staruchowicz nie był – przynajmniej oficjalnie nie ma takich informacji – osobą kojarzoną ze stadionową przemocą, ustawkami itp.

Był raczej symbolem określonego segmentu kultury stadionowej, nazywanej w naszej części Europy mianem ultras, która stała się elementem szerszego zjawiska popkulturowego – nie tylko w Polsce. Kilkanaście lat temu był również symbolem ulicznej kontestacji rządów Donalda Tuska.

Piotr Staruchowicz Staruch podczas meczu Legii Warszawa (fot. arch.). (fot. Andrzej Iwanczuk / East News)

Zresztą m.in. przez to przed 2015 r. Platforma Obywatelska przegrała polityczną batalię o młode pokolenie. Od tego momentu – choć oczywiście nie wyłącznie z tego powodu – obserwowaliśmy przesuwanie się części młodych wyborców w stronę prawicy, szczególnie Konfederacji jeszcze z Januszem Korwin-Mikke na pokładzie. Wielu ludzi, którzy po raz pierwszy otrzymywało prawa wyborcze, było nastawionych przede wszystkim przeciwko Platformie Obywatelskiej.

Reklama
Reklama

W tym sensie Karol Nawrocki nie podejmował tutaj aż tak dużego ryzyka. Gdyby ułaskawił osobę jednoznacznie kojarzoną z przemocą, udziałem w ustawkach, handlem narkotykami czy inną działalnością przestępczą, byłaby to zupełnie inna sytuacja. Tutaj natomiast ułaskawił osobę kontrowersyjną, ale nie taką, którą łatwo można wpisać w proste stereotypy.

Czy Karol Nawrocki ma szansę zostać patronem polskiej prawicy?

Z całą pewnością Jarosław Kaczyński przygotowuje go do takiej roli. Dziś nie ma niemal żadnych perspektyw tego, że PiS będzie w stanie powtórzyć scenariusz z 2015 czy 2019 r. i ponownie osiągnąć wynik pozwalający na samodzielne rządy.

Dlatego Karol Nawrocki od czasu do czasu wykonuje gesty w stronę Prawa i Sprawiedliwości, ale równocześnie podejmuje działania, które mają go odróżniać od tej partii i zbliżać do części elektoratu Konfederacji.

Wyborcy Konfederacji, zwłaszcza młodzi, mieliby ogromny problem z zaakceptowaniem klasycznej koalicji z PiS. Możliwy jest więc scenariusz, w którym powstałby rząd firmowany przez Karola Nawrockiego – prezydenta występującego w roli mediatora i przekonującego opinię publiczną, że zaprasza do współpracy różnych polityków. W praktyce byliby to przede wszystkim politycy PiS i Konfederacji.

Reklama
Reklama

Taka rola oznaczałaby próbę zbudowania pomostu między dwoma środowiskami prawicy. Karol Nawrocki będzie jednak mógł ją odegrać tylko wtedy, jeśli utrzyma wysokie poparcie społeczne, nie mniejsze niż dzisiaj i dalece przekraczające skalę poparcia dla PiS.

Źródło: Zero.pl
Bartosz Michalski
Bartosz MichalskiSzef ds. zasięgu i rozwoju
Reklama
Reklama