Reklama
Kraj

Emerytalny trójskok, czyli jak uciec przed biedą na stare lata

Dłuższa praca nie musi być karą. Może być błogosławieństwem i dobrym interesem – dla nas i państwa. Warto podjąć starania, by Polacy nie „uciekali” na świadczenie od razu, gdy kończą wiek emerytalny.

Bartosz Marczuk
Opinia autorstwa: Bartosz Marczuk
Dzisiaj 15:13
8 min
Dłuższa praca nie musi być karą – może chronić przed emerytalną biedą i dawać poczucie sensu (fot. Getty Images)
TYLKO NA

Gdy rozmawiamy o emeryturach, zwykle spieramy się o waloryzację, trzynastki, czternastki, przywileje. Ale prawdziwy, fundamentalny problem leży głębiej – w demografii. Ubiegłe stulecie pozwalało państwom na szczodrość, bo każde kolejne pokolenie było liczniejsze od poprzedniego. Stąd obietnice i działania, które dziś brzmią jak z innej planety – obniżanie wieku emerytalnego, hojne podnoszenie świadczeń. Ta epoka się skończyła. Przy dzietności, jaką mamy, trudno będzie utrzymać publiczne świadczenia nawet na skromnym poziomie, a co dopiero je podnosić. Dlatego niemal cały rozwinięty świat od ćwierć wieku robi to samo: wydłuża okres aktywności zawodowej. Duńczycy zmierzają ku granicy powyżej 70 lat.

Ale, co ważne, dłuższa praca nie musi być przekleństwem. Jak pokazują liczne badania, nie tylko chroni nas przed emerytalną biedą, ale daje też często poczucie sensu, przynależności, spełnienia. Warto więc indywidualnie rozważyć, czy nie pracować dłużej. Z drugiej strony jest tu także miejsce dla polityk publicznych, by do tego umiejętnie zachęcać.

Piszemy m.in. o tym z Pawłem Borysem w naszej nowej książce „Jak uniknąć emerytalnej katastrofy” (Prześwity, 2026). I od razu uprzedzam: nie chodzi o to, by kogokolwiek straszyć. Bardziej o to, by spojrzeć realnie na to, jak wygląda świat wokół i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy nie żyjemy w iluzji.

Spór o waloryzację emerytur. Nie dla „inflacji seniora”

Reklama
Reklama

Pierwsi od końca

Polska wyróżnia się na tle bogatych państw zrzeszonych w OECD zarówno jeśli chodzi o długość aktywności zawodowej, jak i spodziewaną wysokość świadczeń. Można wręcz powiedzieć, że jesteśmy w tych dwóch obszarach w awangardzie. Niestety w złym tego słowa znaczeniu. Wśród 38 krajów OECD (zrzesza najlepiej rozwinięte gospodarki świata) jedynie Kolumbia pozwala kobietom przechodzić na emeryturę równie wcześnie jak my. Reszta dawno zrównała wiek kobiet i mężczyzn – przeciętnie to dziś niemal 66 lat dla obu płci – i dalej go przesuwa. Podobnie jest w UE.

Skutki tego, jak jest u nas, widać w portfelach. Już dziś przyznawana z ZUS średnia emerytura kobiet wynosi 3 tys. zł, podczas gdy dla mężczyzn to 5 tys. zł. Jeśli spoglądamy na tzw. stopę zastąpienia (mówi, ile wynosi pierwsza emerytura w stosunku do ostatniej pensji), to dziś jest to średnio ok. 45 proc. dla obu płci. Ale kobieta, która rozpoczęła pracę w tym wieku, otrzyma świadczenie wynoszące zaledwie 22,9 proc. Czyli jej emerytura zmaleje, licząc w dzisiejszych pieniądzach, do ok. 1,5 tys. zł (pomijam tu sprawę emerytury minimalnej). Średnia w OECD to 50,1 proc., a słabiej od nas wypadnie wyłącznie Litwa.

Aby uciec przed tą gilotyną, do wyboru mamy w gruncie rzeczy trzy drogi: pracować dłużej, płacić wyższe podatki i składki albo pogodzić się z biedą na starość. Najrozsądniejsza jest pierwsza – pod warunkiem, że przejdziemy ją spokojnie i etapami.

Reklama
Reklama

Krok 1. Niech dłuższa praca się opłaca

Pierwszy krok już zrobiliśmy: od 2022 r. osoba kończąca wiek emerytalny, która pracuje i nie pobiera świadczenia, nie płaci PIT. To jednak wciąż za mała zachęta. Powinniśmy dołożyć do niego co najmniej dwie rzeczy:

  • roczną premię w wysokości 12 tys. zł za każdy rok pracy po osiągnięciu wieku emerytalnego, jeśli nie pobieramy świadczenia – do wyboru na rachunek bankowy albo na konto w ZUS,
  • zamianę składki rentowej na emerytalną – dziś pracujący emeryt płaci składkę rentową, choć nie stanie się rencistą. Te pieniądze powinny podnosić jego przyszłą emeryturę. Innymi słowy: jeśli nie przechodzisz na emeryturę od razu, gdy kończysz wiek i dalej pracujesz, to zamiast płacić 8 proc. pensji jako składkę rentową, zapłacisz te pieniądze na przyszłą emeryturę.

Zobaczmy, co daje to 60-latce, która postanawia zostać w pracy. Dłużej wpłaca składki, a te co roku rosną dzięki waloryzacji. Wpłaty są wyższe, bo zasila je dawna składka rentowa. Na konto wpływa premia – po trzech latach to 36 tys. zł. A na koniec zgromadzony kapitał dzieli się przez krótszy okres pobierania świadczenia (tzw. średnia długość trwania życia, wyliczana przez GUS). Te efekty się kumulują. Już dziś każdy dodatkowy rok pracy to emerytura wyższa o 7–12 proc., po zmianach mogłoby to być nawet 20 proc. Czyli po trzech latach dodatkowej pracy taka kobieta otrzyma do końca życia ok. 5 tys. zł zamiast 3 tys. zł. Różnica jest olbrzymia.

Reklama
Reklama

Wiek emerytalny będzie wyższy? Padła ważna deklaracja z rządu

Na takim rozwiązaniu nie straci państwo. Pracujący płaci podatki i składki zamiast pobierać świadczenie. Owszem, w przyszłości ZUS wypłaci mu wyższą emeryturę, ale bilans – dla gospodarki, rynku pracy i walki z ubóstwem seniorów – i tak wychodzi na plus.

Krok 2. Połączyć emerytury z dziećmi

Skoro źródłem kłopotów jest demografia, system emerytalny powinien doceniać tych, którzy wychowują przyszłych płatników składek. Nie jest to egzotyczny pomysł – o takich rozwiązaniach, wdrażanych na świecie, mówią najnowsze przeglądy OECD, robią to m.in. nasi sąsiedzi. Słowacy mogą przekazać część podatku na rzecz rodziców, Czesi wprowadzili specjalne dodatki.

Dobrym rozwiązaniem, które powinno być wdrożone w Polsce, byłoby dopisywanie matce do kapitału emerytalnego w ZUS dość pokaźnych kwot sięgających 30–50 tys. zł, tym więcej, im więcej ma dzieci. Na przykład za pierwsze dziecko 30 tys., a za trzecie i kolejne po 50 tys. zł. Taka premia działa od razu, jest konkretna i odczuwalna, a po latach zamienia się w wyższą emeryturę.

Byli funkcjonariusze PRL odzyskują pełne emerytury. Wystarczy jeden zapis w ustawie

Warto też rozważyć słowacki model odpisu podatkowego od dzieci dla rodziców – na tej samej zasadzie, na jakiej przekazujemy część PIT organizacjom pożytku publicznego. Dziecko mogłoby przy rozliczaniu PIT przekazywać np. 5–10 proc. swojego podatku na rzecz rodziców-emerytów. To łączy pokolenia, zwiększa świadczenia rodziców, zachęca do posiadania i edukacji potomstwa (tylko pracujący mogą zrobić odpis) oraz zapobiega emigracji (tylko pracujące w kraju dzieci mogą dokonać odpisu na rzecz rodziców).

Reklama
Reklama

Krok 3. Złamane tabu wieku emerytalnego

Dopiero gdy dłuższa praca stanie się normą, a związek między dziećmi a emeryturą – oczywistością, przyjdzie pora na rozmowę o wieku emerytalnym – w stronę 65 lat dla kobiet i mężczyzn. Proces wydłużania aktywności trzeba jednak liczyć w dekadach, co najmniej 20–25 lat, tak jak w innych krajach.

Można go przeprowadzić łagodnie i z odpowiednimi rekompensatami: objąć zmianą np. kobiety z roczników 1970–1990 i przesuwać ich wiek emerytalny o trzy miesiące rocznie. Kluczowa jest też specjalna premia – np. 6 proc. wyższe świadczenie za każdy dodatkowy rok pracy. Czyli na przykład pani, której ZUS wyliczyłby emeryturę na kwotę 3 tys. zł, jeśli odchodziłaby na świadczenie w wieku 61, zamiast 60 lat, dostawałaby dodatkowo ok. 200 zł więcej, a taka, która pracowałaby do 65 lat – niemal 4 tys. zł zamiast 3 tys.

Czy to przekupstwo? Trochę tak. Ale to uczciwa transakcja: dłuższa praca w zamian za wyższą emeryturę. Taki bonus trafia do kobiet, którym niskie świadczenia grożą najbardziej. To więc także sposób na ograniczenie ubóstwa na starość.

Reforma z lat 2012–2013 przepadła, bo została narzucona z dnia na dzień, bez rozmowy, dialogu, przygotowania. Tego błędu nie wolno powtórzyć. Zmiany trzeba najpierw wyjaśnić, pokazać ich korzyści i wypracować wspólnie z pracodawcami i związkami zawodowymi w Radzie Dialogu Społecznego.

Reklama
Reklama

Co z podwyżkami emerytur? Oto prognozy waloryzacji na 2027 r.

Bogaci pracują… dłużej

Dziś temat wieku emerytalnego jest tabu – zbiorowo uznaliśmy, że poprzednia próba się nie udała i nie ma do czego wracać. Tyle że problem sam nie zniknie. Kobiety już teraz spędzają na emeryturze około ćwierć wieku, a wkrótce może to być 30 lat, czyli jedną trzecią życia. Każdy z nas powinien zadać sobie pytanie, za co będzie wtedy żył. I jeszcze jedno: najdłużej pracują obywatele najbogatszych państw świata. Skoro aspirujemy do tej ligi – a jesteśmy już w gronie 20 największych gospodarek – dlaczego mielibyśmy być wyjątkiem?

Decyzja o wieku emerytalnym to zapewne zadanie na jedną z kolejnych kadencji. Ale na dwa pierwsze kroki – premie za dłuższą pracę i emerytalne nagrody za wychowanie dzieci – nie trzeba czekać.

Autor jest współautorem książek „Jak uniknąć demograficznej katastrofy” (Prześwity, 2025) oraz „Jak uniknąć emerytalnej katastrofy” (Prześwity, 2026).

Źródło: Zero.pl
Bartosz Marczuk
Bartosz MarczukCzłonek zarządu Instytutu Sobieskiego, wcześniej m.in. wiceminister rodziny, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju, współautor książki „Jak uniknąć demograficznej katastrofy” - autor zewnętrzny
Reklama
Reklama