Reklama
Świat

Bohater Zachodniej Ukrainy, kat Polaków. Historia Romana Szuchewycza

„Trzeba krwi – damy morze krwi”. To hasło stało się symbolem ruchu, którego jednym z głównych przywódców był Roman Szuchewycz. Dla jednych pozostaje bohaterem walki o niepodległą Ukrainę, dla innych współodpowiedzialnym za masowe mordy na Polakach. Spór o jego dziedzictwo trwa do dziś, a trudno wyobrazić sobie pojednanie polsko-ukraińskie bez potępienia zbrodni i przywrócenia pamięci o ofiarach.

Damian Karol Markowski
Opinia autorstwa: Damian Karol Markowski
Dzisiaj 10:19
13 min
Dla części Ukraińców dowódca UPA pozostaje bohaterem walki o niepodległość, dla Polaków jest symbolem zbrodni na Wołyniu i w Galicji Wschodniej (fot. Getty Images/Wikipedia)
TYLKO NA

Był jednym z tych, którym historia i cechy osobiste pozwoliły stanąć na czele wielkich ruchów narodowowyzwoleńczych. Dla części zachodnioukraińskiej społeczności stał się legendą i bezkompromisowym bojownikiem o wolność. W latach czterdziestych minionego stulecia kierował zarówno skrajną frakcją Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) – radykalnego ruchu podziemnego stawiającego sobie za cel wywalczenie niepodległego, zjednoczonego państwa ukraińskiego, jak i zbrojnym ramieniem OUN – Ukraińską Powstańczą Armią (UPA).

W polskiej świadomości zapisał się wyjątkowo krwawymi zgłoskami jako osoba współodpowiedzialna za masakrę polskich mieszkańców Wołynia, a następnie za przeniesienie fali zbrodni na tereny dawnej Galicji Wschodniej – pod Lwów, Tarnopol i Stanisławów. Pod jego kierownictwem OUN i UPA wydały walkę na śmierć i życie sowieckiemu totalitaryzmowi, jednocześnie bezlitośnie traktując wszelkie przejawy nieposłuszeństwa wśród samych Ukraińców. W końcu podzielił los tylu tysięcy swoich podkomendnych i za swoją walkę zapłacił własnym życiem.

Wygląda na to, że ocena działalności Szuchewycza dzieliła, dzieli i będzie dzielić Polaków i Ukraińców, co pokazały ostatnie wydarzenia, kiedy radni obwodu lwowskiego ogłosili nadchodzący rok 2027 rokiem imienia byłego dowódcy ukraińskich nacjonalistów.

Chcą roku UPA, Kijów „nieprzyjemnie zaskoczony”. „Trwają konsultacje, by to zablokować”

Reklama
Reklama

Dzieciństwo i młodość. W szeregach OUN

Urodził się w rodzinie ukraińskiej inteligencji, tak nielicznej jeszcze u progu XX wieku. Jego ojciec Osyp był sędzią, dziadek – wybitnym działaczem narodowym. Przodkowie małego Romana należeli do awangardy walki o prawa kulturalne i narodowe wschodniogalicyjskich Rusinów, później Ukraińców.

Pierwsze lata spędził w rodzinnym Krakowcu, wieloetnicznym miasteczku, jakich dziesiątki istniały wtedy na pograniczu narodów, kultur i religii. Wyrastał w duchu patriotyzmu i świadomości swojej roli. Na świat przyszedł w roku 1907, na siedem lat przed wybuchem Wielkiej Wojny, zbyt późno, aby dołączyć do Legionu Ukraińskich Strzelców Siczowych, który był odpowiednikiem polskich Legionów i wyszkolił kadry dla przyszłej armii ukraińskiej.

Rósł w cieniu wielkich wydarzeń, które zadecydowały o porażce starań Ukraińców o wywalczenie swojego państwa. Polskę, w której znalazła się Galicja Wschodnia, traktował, jak wielu jego rówieśników, jako państwo okupacyjne. Sytuacja polityczna i kulturowa Ukraińców w II Rzeczypospolitej uległa pogorszeniu w porównaniu do ostatnich lat istnienia Austro-Węgier. Ponadto nie zabliźniły się jeszcze świeże rany zadane w czasie wojny polsko-ukraińskiej z lat 1918–1919. Wszystko to napędzało sprzeciw wobec zastanej rzeczywistości wśród młodych Ukraińców.

Reklama
Reklama

O co chodzi z UPA? Historia, która dzieli do dziś

„Trzeba krwi – damy morze krwi, trzeba terroru – uczynimy go straszliwym” – brzmiało jedno z haseł dekalogu ukraińskich nacjonalistów. Młody Szuchewycz bardzo szybko włączył się w działalność konspiracyjnej organizacji terrorystycznej – Ukraińskiej Organizacji Wojskowej, złożonej w dużej mierze z ukraińskich weteranów. Jednocześnie działał w Płaście – ukraińskiej formacji skautowej, ukończył również studia na Politechnice Lwowskiej. W 1929 r. był już w Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów – nowym podziemiu, w skład którego weszło wielu młodych ludzi szybko radykalizujących się na fali faszystowskich ruchów zyskujących popularność w całej Europie.

Członkowie OUN wyróżniali się swoim radykalizmem. Zakładali budowę państwa narodowego przy jednoczesnym fizycznym pozbyciu się części mniejszości narodowych i zukrainizowaniu pozostałych. W doktrynie wojskowej organizacji przewidziano wprost walkę z Polakami jako takimi. Wrogiem nie miało być już tylko polskie państwo w osobach żołnierza, policjanta czy urzędnika, ale wszyscy poczuwający się do polskości.

Roman Szuchewycz prędko wyrósł na jednego z liderów galicyjskich struktur podziemia. Brał udział w zamachach terrorystycznych i napadach na poczty. W końcu został aresztowany, ale odsiedział tylko część wyroku. W drugiej połowie lat trzydziestych zdołał jeszcze prowadzić we Lwowie firmę reklamową. Gdy po upadku Czechosłowacji OUN próbowała utworzyć na Zakarpaciu niepodległe państwo ukraińskie, wyruszył, aby walczyć w jego obronie, nielegalnie przekraczając granicę.

W służbie organizacji i Rzeszy Niemieckiej

Kontakty Szuchewycza z niemieckimi służbami specjalnymi można datować co najmniej na rok 1939. Klęska idei budowy Karpackiej Ukrainy, rozbitej przez Węgry – niemieckiego sojusznika – była dlań silnym ciosem. Nie na tyle jednak silnym, by przestał orientować się na mocarstwo Hitlera. Zagłada państwa polskiego ponownie obudziła nadzieje ukraińskich nacjonalistów na ściślejszą współpracę z Niemcami.

Reklama
Reklama

Pod sowiecką okupacją znalazły się tereny Wołynia i Galicji Wschodniej zamieszkałe przez miliony Ukraińców, nie licząc tych z obszarów przedwojennej sowieckiej Ukrainy. Nie bez racji uznał, że mogą oni stanowić dla nazistów cennych sojuszników w razie ewentualnej rozprawy z imperium Stalina.

Na terenie Generalnego Gubernatorstwa brał udział w przygotowaniach do Ukraińskiej Narodowej Rewolucji – powstania OUN na sowieckich tyłach po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej. Podczas rozłamu w podziemiu poparł Stepana Banderę, który stanął na czele radykalniejszej grupy działaczy. Pozwoliło mu to na kolejne pięcie się po szczeblach organizacji. Kiedy rok później, w czerwcu 1941 r., wybuchła wojna między Niemcami a Związkiem Sowieckim, Szuchewycz przekroczył linię demarkacyjną jako zastępca dowódcy batalionu „Nachtigall” („Słowik”), złożonego z nacjonalistów – części pułku specjalnego „Brandenburg”.

Radny Lwowa chciał uczczenia UPA i Szuchewycza. MSZ: osoba niepożądana

Szlak bojowy batalionu wiódł przez Lwów, gdzie niektórzy jego żołnierze włączyli się do pogromu ludności żydowskiej, inspirowanego przez nazistów. Następnie „Nachtigall” pomaszerował daleko na wschód, po drodze uczestnicząc w co najmniej jednej egzekucji Żydów. Szuchewycz był na służbie armii niemieckiej, był potrzebny, więc nie został aresztowany po nieudanym proklamowaniu we Lwowie ukraińskiego „rządu” przez OUN, jak Stepan Bandera i wielu innych działaczy.

Reklama
Reklama

Kiedy batalion został rozwiązany, młody oficer, nie przestając działać w podziemiu, wstąpił na służbę do 201. Batalionu Schutzmannschaftu – pododdziału złożonego z Ukraińców, którzy nadal zamierzali współpracować z Niemcami. 201. Batalion został wysłany na Białoruś, gdzie wchodził w skład ekspedycji karnych wymierzonych zarówno w sowiecką partyzantkę, jak i miejscową ludność. Prawdopodobnie funkcjonariusze batalionu (Szuchewycz dowodził jedną z jego kompanii) brali również udział w akcjach antyżydowskich.

Lider OUN, przywódca UPA

Do podziemia wrócił na początku 1943 r. W obawie przed aresztowaniem przez Niemców ukrył się i stopniowo wzmacniał swą pozycję w OUN. Późną wiosną był już najważniejszą osobą w Centralnym Prowidzie organizacji. Działał pod pseudonimami „Tur”, „Dzwin”, „Taras Czuprynka”. Wybuch ukraińskiego powstania na Wołyniu i powstanie UPA pozwoliły mu na wprowadzenie w życie doktryny wojskowej organizacji.

Lwów stawia na UPA i Szuchewycza. Jest reakcja Kosiniaka-Kamysza

Na czele UPA-„Północ”, obejmującej tereny przedwojennego województwa wołyńskiego, stanął Dmytro Kliaczkiwśkyj „Kłym Sawur”. Z jego inicjatywy tak zwana „antypolska akcja”, przewidująca pierwotnie zabicie części Polaków na terenach etnicznie mieszanych, a wypędzenie na zachód pozostałych, zamieniła się w brutalną rzeź ogółu polskiej ludności. Bezwzględna przewaga OUN i UPA nad nielicznymi polskimi samoobronami i powstającymi dopiero latem oddziałami partyzanckimi AK pozwoliła nacjonalistom na wybijanie całych miejscowości wraz z mieszkańcami.

Reklama
Reklama

Szuchewycz z zainteresowaniem śledził wydarzenia na Wołyniu. Kiedy więc w drugiej połowie roku w kierownictwie organizacji doszło do dyskusji nad „taktyką wołyńską” „Kłyma Sawura”, stanął po jego stronie mimo głosów sprzeciwu części wysokich funkcją działaczy. „Taras Czuprynka” był zadowolony z masakry, do tego stopnia, że z jego inicjatywy w grudniu 1943 r. zapadła decyzja o przeniesieniu „antypolskiej akcji” do sąsiedniej Galicji Wschodniej.

Planował co prawda nieco złagodzić czystkę: zabroniono zabijać kobiety i dzieci oraz polecono najpierw wzywać Polaków do ucieczki na zachód, a dopiero później ich atakować. W rzeczywistości jednak napady często wyglądały podobnie jak na Wołyniu. W maju 1944 r. dowódca UPA powtórzył wytyczne odnośnie do losu Polaków:

„Z uwagi na oficjalne stanowisko polskiego rządu w sprawie współpracy z Sowietami należy Polaków z naszych ziem usuwać. Proszę to tak rozumieć: dawać polskiej ludności polecenia wyprowadzenia się w ciągu kilku dni na rdzenne polskie ziemie. Jeśli tego nie wykonają, wtedy wysyłać bojówki, które mężczyzn będą likwidować, a chaty i majątek palić (rozbierać)”.

Według szacunków w wyniku antypolskich działań banderowskiego podziemia i partyzantki w latach 1943–1945 zginąć mogło od 80 do nawet 100 tysięcy Polaków. Na jego rękach znalazła się krew nie tylko dziesiątków tysięcy Polaków, ale i Żydów, i Ukraińców.

Reklama
Reklama

Rozkazy UPA wobec ocalałych z holokaustu były jednoznaczne i mieli oni być likwidowani jako rzekomi zwolennicy komunizmu. Nie mniej jednoznacznie traktować miano zdrajców własnego narodu. Odpowiedzialność zbiorowa (rodzinna) obejmowała również Ukraińców, wobec których zachodziło podejrzenie nielojalności wobec polityki nacjonalistów.

„Trafił się taki mały, miał może pięć lat, co on winien, ale rodzina zapisana i już” – wspominał jeden z bojówkarzy Służby Bezpieczeństwa OUN, bezwzględnie wykonujących polecenia likwidacji „wrogów narodu”.

Kolejny zgrzyt na linii Polska–Ukraina. Kijów ostro o zniszczeniu pomnika UPA

W końcowym etapie okupacji niemieckiej dowódca UPA zrozumiał, że nadszedł czas na poszukiwanie kolejnego porozumienia ze słabnącymi Niemcami. W czerwcu 1944 r. we Lwowie OUN i Abwehra zawarły sojusz, w myśl którego banderowcy mieli powstrzymać się przed atakowaniem Wehrmachtu i udzielać wsparcia wywiadowczego, a w zamian otrzymali duże ilości broni, amunicji i sprzętu wojskowego.

Z więzień wypuszczono również czołowych działaczy organizacji na czele ze Stepanem Banderą. Wkrótce tereny powojennej Zachodniej Ukrainy w całości zajęła Armia Czerwona. Sojusz niemiecko-ukraiński przetrwał jednak aż do marca 1945 r.

Reklama
Reklama

Ostatnia walka

Roman Szuchewycz wierzył, że prędzej czy później dojdzie do wojny między zwycięskimi aliantami zachodnimi a Związkiem Sowieckim. Zakładał, iż znaczenie antysowieckich sił na tyłach wojsk Stalina wzrośnie i pomoże to w powstaniu niezależnej Ukrainy. Jeszcze podczas okupacji niemieckiej UPA prowadziła bez pardonu walkę z sowiecką partyzantką. Do największego boju stanęła jednak po nadejściu Armii Czerwonej.

Partyzanci atakowali konwoje wojskowe, zabijali pojedynczych żołnierzy, polowali na mniejsze ich grupki. W odwecie wojsko mściło się pacyfikacjami całych wiosek.

PiS sprzeciwia się integracji Ukrainy z Unią Europejską. Stawia warunki

Sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, kiedy przeciwko powstańcom skierowano Wojska NKWD, wyspecjalizowane w zwalczaniu oporu na tyłach. Ich żołnierze mogli liczyć na wsparcie broni pancernej, armat, a nawet lotnictwa szturmowego. Doszło do wielu zaciekłych bitew, które zwykle kończyły się klęską UPA. Do 1946 r. większość oddziałów partyzanckich została zniszczona, a ludzi z pozostałych przeniesiono do bojówek podziemia.

Kolejne grupy ounowców były namierzane i likwidowane przez funkcjonariuszy stalinowskiej bezpieki. Część poszła na współpracę lub załamała się w śledztwie, co pozwalało na dotarcie do pozostałych.

Reklama
Reklama

„Taras Czuprynka” długo toczył swoją walkę. Swój ostatni bój rozegrał 5 marca 1950 r. w małej miejscowości Biłohorszcza pod Lwowem, gdzie grupa operacyjna Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego ZSRS namierzyła jego kryjówkę. Zginął z bronią w ręku, ostrzeliwując się przed żołnierzami. Zwłoki przywódcy ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego spalono. Jego śmierć była symbolem dogasającego oporu OUN. W terenie pozostały już tylko nieliczne grupy konspiratorów, których aktywność została zredukowana do minimum.

Sowieci utopili Zachodnią Ukrainę we krwi. W walce z nimi zginęły dziesiątki tysięcy członków podziemia i partyzantów, wiele osób cywilnych padło ofiarą wszelkiego rodzaju represji, a ponad 200 tys. Ukraińców deportowano w głąb ZSRS. Ogromne okazały się również straty spowodowane przez banderowców i sięgnęły one prawdopodobnie 22 tysięcy zabitych Ukraińców.

Po powstaniu niepodległej Ukrainy Roman Szuchewycz został otoczony czcią przez część zachodnioukraińskiej społeczności jako symbol walki narodowowyzwoleńczej ze wszystkimi wrogami Ukrainy. Doczekał się co najmniej trzech pomników, ulic w siedmiu miastach oraz wielu tablic pamiątkowych. Pominięto przy tym jego odpowiedzialność za masowe zbrodnie na ludności cywilnej, nie tylko zresztą polskiej, ale i żydowskiej, i ukraińskiej.

Reklama
Reklama

Pamięć heroiczna o Szuchewyczu, jaką kultywuje część Ukraińców, ściera się z pamięcią martyrologiczną Polaków o ofiarach działalności kierowanych przez niego OUN i UPA. Nic nie wskazuje niestety na to, aby ten konflikt miał się w najbliższej przyszłości zakończyć. Trudno jednak wyobrażać sobie, że do prawdziwego pojednania polsko-ukraińskiego dojdzie bez potępienia zbrodni na bezbronnych oraz bez przywrócenia ofiarom (niezależnie od narodowości i wyznania) należnej im podmiotowości.

Źródło: Zero.pl
Damian Karol Markowski
Damian Karol MarkowskiHistoryk, profesor Instytutu Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego, były pracownik Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, autor licznych publikacji naukowych i popularnonaukowych, m.in. monografii „W cieniu Wołynia. Antypolska akcja OUN i UPA w Galicji Wschodniej 1943-1945”, prowadzi od lat badania nad sporządzeniem listy imiennej polskich ofiar OUN i UPA – autor zewnętrzny.
Reklama
Reklama