Urząd Ochrony Danych Osobowych sprawdzi, czy samorządowcy w biuletynach informacji publicznej naruszają prywatność obywateli. W gminach jest popłoch, bo trzeba by zatrudnić dodatkowe osoby do anonimizacji danych. Ekspert w rozmowie z Zero.pl przypomina, że prawo do informacji jest nie mniej ważne niż ochrona danych osobowych.

- UODO zapowiada kontrole BIP w gminach i powiatach. Sprawdzi anonimizację danych i publikację nagrań z sesji rad.
- Samorządy alarmują, że bez dodatkowych etatów nie spełnią rygorów RODO. Grożą im kary albo ograniczenie jawności.
- Ekspert ostrzega: kontrole mimochodem mogą uderzyć w prawo do informacji. Głośna była kara 40 tys. zł dla jednego z miast za transmisję na YouTube.
– Mam duże obawy o skutki zaplanowanych kontroli. Obawiam się, że to będzie rzeź dla jawności funkcjonowania samorządu lokalnego – uważa w rozmowie z Zero.pl Szymon Osowski, prezes zarządu Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.
To komentarz do tzw. planu kontroli sektorowych Urzędu Ochrony Danych Osobowych na 2026 r.
Samorządowcy łamią prawo w BIP
UODO wskazał, że niebawem ruszą kontrole podmiotów prowadzących Biuletyn Informacji Publicznej. Sprawdzony zostanie "sposób przetwarzania danych osobowych w związku z realizacją obowiązku prowadzenia BIP, w szczególności w zakresie anonimizacji danych oraz udostępniania przebiegu sesji rad gminy".
Pismo samorządu terytorialnego "Wspólnota" opisuje, że uzasadnieniem jest lawina skarg na podmioty publiczne – ich liczba wzrosła w 2024 r. o prawie 17 proc. w stosunku do roku 2023. A prym wiodą skargi dotyczące biuletynów informacji publicznej.
– Samorządy nie radzą sobie tam z ochroną danych osobowych, nieprawidłowości dotyczą także ujawniania danych sygnalistów zgłaszających incydenty. Dane osobowe często pojawiają się także podczas obrad kolegialnych organów JST, czy w publikowanych nagraniach i protokołach z sesji lub komisji. Niestety, obsługujący BIP urzędnicy zapominają o anonimizacji takich dokumentów – czytamy we "Wspólnocie".
Gminy przerażone zapowiedzianymi kontrolami
Zero.pl rozmawiało z przedstawicielami kilku jednostek, w tym gmin i powiatów. Powtarza się jedna ocena: jeśli mamy działać w stu procentach zgodnie z prawem i dość restrykcyjnym podejściem rodzimych organów państwa do RODO, musielibyśmy zatrudnić dodatkowe osoby zajmujące się jedynie anonimizacją danych obywateli. A na to brakuje pieniędzy. W efekcie albo nic w działaniach samorządów się nie zmieni i zaczną otrzymywać one kary od prezesa UODO, albo po prostu przestaną umieszczać informacje o swoich działaniach w Biuletynie Informacji Publicznej.
– Rozumiem intencje UODO. Ale z punktu widzenia przejrzystości działania organów samorządu terytorialnego ta kontrola może przynieść więcej złego niż dobrego – uważa Szymon Osowski.
I wyjaśnia, że już dzisiaj gminy i powiaty umieszczają tylko te informacje, które są wymagane prawem.
– A paradoks całej sytuacji polega na tym, że prezes UODO dysponuje całym arsenałem kar, które może wymierzyć. Za niepublikowanie informacji publicznych zaś kar najczęściej nie ma wcale, ewentualnie są bardzo opóźnione i niskie – zauważa ekspert.
Kara za transmisję na YouTube
W 2024 r. głośna była sprawa dotycząca Aleksandrowa Kujawskiego. Naczelny Sąd Administracyjny potwierdził wówczas, że burmistrz miejscowości musi zapłacić karę w wysokości 40 tys. zł nałożoną przez prezesa UODO. Przyczyna ukarania? Publikacja nagrań sesji rady gminy na YouTube.
"Administrator, wybierając do zamieszczenia filmów z transmisją z posiedzeń rady wyłącznie kanał YouTube, nie przeprowadził analizy ryzyka. W konsekwencji administrator nie miał pełnej kontroli nad danymi zawartymi w nagraniach" - wskazał UODO w komunikacie.
I dalej, że "analiza ryzyka mogła pozwolić administratorowi upewnić się, czy dane z tego serwisu można odzyskać, czy w każdej sytuacji istnieje możliwość zrealizowania prawa osób do dostępu do danych, czy nie należy mieć kopii nagrań w innych miejscach, czy też jakie kategorie danych są w tym miejscu przetwarzane i zastosować odpowiednie środki ochrony, jak np. anonimizacja danych".
W praktyce więc transmisja na żywo za pośrednictwem serwisów typu YouTube jest dla samorządów ryzykowna.
Szymon Osowski nie ukrywa wzburzenia stanowiskiem UODO i wyrokiem NSA.
– Jeśli przeszkadza transmisja z sesji rady gminy na YouTube, może prezes urzędu oraz sądy wezmą się za marszałka Sejmu i szefa kancelarii? Przecież obrady Sejmu, w tym komisji sejmowych oraz sejmowych komisji śledczych, na których pojawiają się obywatele niebędący funkcjonariuszami publicznymi, także są transmitowane. Część na YouTube – spostrzega prezes Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.