Urząd Skarbowy, ZUS, straż miejska, zeznania sąsiadów i dyrektorów szkół. W Świdnicy zaczęła się weryfikacja stanu domowników. Prawnik w rozmowie z Zero.pl wskazuje, że lepiej byłoby zmienić sposób naliczania opłat za wywóz nieczystości niż niepokoić ludzi w domach.

- Urzędnicy weryfikują liczbę domowników, by sprawdzić poprawność naliczania opłat za śmieci. Możliwe są dopłaty z odsetkami do pięciu lat wstecz.
- Dane mają pochodzić m.in. z urzędu skarbowego, ZUS, straży miejskiej, szkół i od sąsiadów. Chodzi o porównanie deklaracji z faktycznym zamieszkiwaniem.
- Prawnik krytykuje działania jako "absurd rodem z Barei" i wskazuje, że lepsza byłaby zmiana metody naliczania opłat.
W różnych miejscowościach opłaty za wywóz śmieci są naliczane na różne sposoby. W niektórych miastach obowiązuje ryczałt – stała opłata od lokalu. W innych wysokość stawki wynika z liczby domowników.
Szkopuł w tym, że zdaniem urzędników ludzie zaniżają liczbę osób zamieszkujących w danym lokalu, aby obniżyć opłaty. Potrzebne więc są kontrole.
Kontrole nawet do pięciu lat wstecz
Do sprawdzania liczby domowników zabrał się Urząd Miejski w Świdnicy. Świdnicka Spółdzielnia Mieszkaniowa "Zawiszów" poinformowała swoich spółdzielców o obowiązkach i zapowiedzianych kontrolach. Choćby po to, by ludzie wiedzieli, że to nie żart.

Spółdzielnia mieszkaniowa z Świdnicy wskazuje mieszkańcom, że urząd miejski przeprowadza kontrole liczby osób zamieszkujących lokal.
"Wydział Gospodarki Odpadami przypomina, że do opłaty za odpady komunalne należy podawać liczbę osób faktycznie zamieszkujących dany lokal. Wydział weryfikuje poprawność składanych deklaracji za odpady, porównując liczbę osób zgłoszoną w czynszu z faktycznym zamieszkiwaniem" - wskazuje spółdzielnia.
Dalej zaś wyjaśnia, że urząd może sprawdzić i ustalić zaległe opłaty maksymalnie za pięć lat wstecz. Obecnie kontrolowany jest więc okres od 2021 r.
"Jeśli okaże się, że liczba osób mieszkających w lokalu była zaniżona, mieszkańcy będą musieli dopłacić należne kwoty wraz z odsetkami. Powyższe dane są weryfikowane na podstawie informacji uzyskanych m.in. z Urzędu Skarbowego, ZUS, kontroli Straży Miejskiej, zeznań sąsiadów, szkół oraz innych instytucji" - zauważa spółdzielnia za informacją pozyskaną z Urzędu Miejskiego w Świdnicy.
Prawnik nie ma wątpliwości: to absurd
Adwokat Radosław Płonka, wspólnik w kancelarii Płonka Ozga Sokolnicki, uważa, że kontrole liczby mieszkańców przez urzędników co do zasady skazane są na niepowodzenie.
– Gdy słyszę o kontrolach straży miejskiej, wypytywaniu sąsiadów i dyrektorów szkół, i wyobrażam sobie, że urzędnik przychodzi do kogoś i analizuje, czy jedzący obiad ludzie to domownicy, czy sąsiedzi – mam wrażenie, że to film Barei – stwierdza prawnik.
I wyjaśnia, że rozumie potrzebę kontrolowania liczby domowników, gdy od tego zależy wysokość opłaty za wywóz nieczystości. Może być bowiem tak, że niektórzy obywatele postanowią kombinować i zaniżać dane, by mniej płacić.
– Tyle że rozwiązaniem tej sytuacji nie jest nachodzenie ludzi w domach i rozpytywanie sąsiadów. Powinno się po prostu zmienić metodę naliczania opłat – przekonuje mec. Płonka.
Jego zdaniem stawki mogłyby być naliczane ryczałtem lub – jeśli ktoś uważałby za nieuczciwy sposób, gdy jedna osoba zamieszkująca kawalerkę płaci tyle samo co pięcioosobowa rodzina mieszkająca w dużym domu – w zależności od wielkości lokalu mieszkalnego.