Reklama
Reklama

Reklama

Kontrole w domach. Urzędnicy sprawdzają liczbę osób. "Absurd rodem z Barei"

Reklama

Urząd Skarbowy, ZUS, straż miejska, zeznania sąsiadów i dyrektorów szkół. W Świdnicy zaczęła się weryfikacja stanu domowników. Prawnik w rozmowie z Zero.pl wskazuje, że lepiej byłoby zmienić sposób naliczania opłat za wywóz nieczystości niż niepokoić ludzi w domach.

red-3
Urzędnicy w miastach rozliczających opłaty za wywóz nieczystości od liczby osób sprawdzają, czy obywatele uczciwie wskazują liczbę domowników. (fot. Shutterstock)
  • Urzędnicy weryfikują liczbę domowników, by sprawdzić poprawność naliczania opłat za śmieci. Możliwe są dopłaty z odsetkami do pięciu lat wstecz.
  • Dane mają pochodzić m.in. z urzędu skarbowego, ZUS, straży miejskiej, szkół i od sąsiadów. Chodzi o porównanie deklaracji z faktycznym zamieszkiwaniem.
  • Prawnik krytykuje działania jako "absurd rodem z Barei" i wskazuje, że lepsza byłaby zmiana metody naliczania opłat.

Reklama

W różnych miejscowościach opłaty za wywóz śmieci są naliczane na różne sposoby. W niektórych miastach obowiązuje ryczałt – stała opłata od lokalu. W innych wysokość stawki wynika z liczby domowników.

Szkopuł w tym, że zdaniem urzędników ludzie zaniżają liczbę osób zamieszkujących w danym lokalu, aby obniżyć opłaty. Potrzebne więc są kontrole.

Kontrole nawet do pięciu lat wstecz

Do sprawdzania liczby domowników zabrał się Urząd Miejski w Świdnicy. Świdnicka Spółdzielnia Mieszkaniowa "Zawiszów" poinformowała swoich spółdzielców o obowiązkach i zapowiedzianych kontrolach. Choćby po to, by ludzie wiedzieli, że to nie żart.


Reklama

Spółdzielnia mieszkaniowa z Świdnicy wskazuje mieszkańcom, że urząd miejski przeprowadza kontrole liczby osób zamieszkujących lokal. (fot. SM Zawiszów/screen)


Reklama

"Wydział Gospodarki Odpadami przypomina, że do opłaty za odpady komunalne należy podawać liczbę osób faktycznie zamieszkujących dany lokal. Wydział weryfikuje poprawność składanych deklaracji za odpady, porównując liczbę osób zgłoszoną w czynszu z faktycznym zamieszkiwaniem" - wskazuje spółdzielnia.

Dalej zaś wyjaśnia, że urząd może sprawdzić i ustalić zaległe opłaty maksymalnie za pięć lat wstecz. Obecnie  kontrolowany jest więc okres od 2021 r.

"Jeśli okaże się, że liczba osób mieszkających w lokalu była zaniżona, mieszkańcy będą musieli dopłacić należne kwoty wraz z odsetkami. Powyższe dane są weryfikowane na podstawie informacji uzyskanych m.in. z Urzędu Skarbowego, ZUS, kontroli Straży Miejskiej, zeznań  sąsiadów, szkół oraz innych instytucji" - zauważa spółdzielnia za informacją pozyskaną z Urzędu Miejskiego w Świdnicy.


Reklama

 


Reklama

Prawnik nie ma wątpliwości: to absurd

Adwokat Radosław Płonka, wspólnik w kancelarii Płonka Ozga Sokolnicki, uważa, że kontrole liczby mieszkańców przez urzędników co do zasady skazane są na niepowodzenie.

– Gdy słyszę o kontrolach straży miejskiej, wypytywaniu sąsiadów i dyrektorów szkół, i wyobrażam sobie, że urzędnik przychodzi do kogoś i analizuje, czy jedzący obiad ludzie to domownicy, czy sąsiedzi – mam wrażenie, że to film Barei – stwierdza prawnik.

I wyjaśnia, że rozumie potrzebę kontrolowania liczby domowników, gdy od tego zależy wysokość opłaty za wywóz nieczystości. Może być bowiem tak, że niektórzy obywatele postanowią kombinować i zaniżać dane, by mniej płacić.


Reklama

– Tyle że rozwiązaniem tej sytuacji nie jest nachodzenie ludzi w domach i rozpytywanie sąsiadów. Powinno się po prostu zmienić metodę naliczania opłat – przekonuje mec. Płonka.

Jego zdaniem stawki mogłyby być naliczane ryczałtem lub – jeśli ktoś uważałby za nieuczciwy sposób, gdy jedna osoba zamieszkująca kawalerkę płaci tyle samo co pięcioosobowa rodzina mieszkająca w dużym domu – w zależności od wielkości lokalu mieszkalnego.


Reklama