Reklama
Moto

Wielka Wyprawa Maluchów wjechała na krakowski rynek. Czy opłacono wjazd do SCT?

Kraków mógłby się zdecydować: z jednej strony prezydent Miszalski stanął murem za strefą czystego transportu – co kosztowało go stanowisko, z drugiej – za zgodą władz 70 wyjątkowo trujących Fiatów 126p wjeżdża na Rynek Główny na finał „Wielkiej Wyprawy Maluchów”.

Tymon Grabowski
Opinia autorstwa: Tymon Grabowski
Wczoraj 20:45
6 min
Czy Maluchy mogą wjechać legalnie do Krakowa przy obecnym stanie prawnym bez opłaty? (fot. Materiały własne)
  • Rok temu podczas finału charytatywnej wyprawy Maluchów przy polskich samochodach pokazywał się wiceprezydent Krakowa, Łukasz Sęk. Jednocześnie broni on istnienia strefy czystego transportu w Krakowie.
  • Co do zasady, do Krakowa nie wolno wjeżdżać Fiatem 126p, chyba że ma tablice dla aut zabytkowych lub wniesie się stosowną opłatę.
  • Czy uczestnicy parady maluchów wnieśli opłatę za wjazd do SCT? Tego na razie nie udało mi się ustalić, ale sytuacja, w której te najbardziej trujące auta wjeżdżają za zgodą władz na krakowski rynek, może bawić. 

To już nowa tradycja, że co roku w wakacje influencerzy jadą na wyprawę Fiatami 126p, zbierając pieniądze na cel dobroczynny. Tegoroczna Wielka Wyprawa Maluchów wystartowała pod koniec czerwca we Wrocławiu, a następnie ok. 70 pojazdów skierowało się do Omaha Beach w Normandii, gdzie miał miejsce wielki desant wojsk alianckich pod nazwą D-Day w czerwcu 1944 r. Z Omaha Beach właściciele Maluchów wrócili, aby objechać Polskę i dziś, w ostatnim dniu wyprawy, dojeżdżają z Warszawy na Rynek Główny w Krakowie.

W wyprawie bierze udział wielu influencerów

Gdy piszę te słowa, Maluchy wjeżdżają właśnie na Rynek Główny w Krakowie, a organizator na swoim fanpage poinformował o przebiciu kwoty 2 mln zł – celem rajdu jest bowiem zbiórka pieniędzy na cel charytatywny, a dokładnie na leczenie dzieci i młodzieży poszkodowanej w wypadkach drogowych.

Wśród znanych osób biorących udział w wydarzeniu są osoby związane ze sportem motorowym jak Maciej Wisławski czy Gosia Rdest, influencerzy jak Rezi czy Kasix, a także sportowcy, jak bokser Krzysztof „Diablo” Włodarczyk. Podczas imprezy prowadzono transmisje na żywo i oczywiście nieustającą zrzutkę, czyli obecną polską specjalność. 

Reklama
Reklama

Czy dwa miliony złotych to dużo?

Ogromny rozmach wyprawy, udział znanych osób i zeszłoroczny wynik na poziomie 6 mln zł kazałby sądzić, że w tym roku pójdzie co najmniej tak samo dobrze. Coś jednak najwyraźniej się nie udało, bo kwota doszła do 2 mln zł i to dopiero dziś, czyli ostatniego dnia wyprawy. To oczywiście nadal bardzo dużo pieniędzy, ale jeśli policzyć ile wychodzi na jedną załogę dziennie – to tylko 1680 zł na „osobodzień”.

Być może była to po prostu fajna wyprawa towarzyska z tłem charytatywnym i w sumie należy to pochwalić, bo przecież wszystko odbywało się z prywatnej inicjatywy organizatorów.

Można też jednak zwrócić uwagę, że być może formuła zbiórek prowadzonych z dużym rozmachem nawet na bardzo słuszny cel powoli się wyczerpuje, bo jest ich trochę za dużo, a każda kolejna odejmuje trochę od następnych. 

Reklama
Reklama

A teraz sprawa samego wjazdu do Krakowa

Na jednej z transmisji na żywo z wyprawy dowiedziałem się, że uczestnicy wyprawy wjeżdżają do Krakowa legalnie, ponieważ organizatorzy dogadali się z miastem w tej sprawie. Jednak w uchwale o SCT, którą przyjęła Rada Miasta Krakowa, nie znalazłem wyjątku dla przejazdów paradowych i zorganizowanych, nie ma tam nawet procedury, która pozwoliłaby wyłączyć jakąś grupę pojazdów spod wymogów SCT decyzją miasta.

Właściciele Maluchów powinni po prostu opłacić wjazd do strefy, nawet jeśli otrzymali od krakowskiego ratusza zgodę na wjazd na rynek.

Awantura o ulicę w Krakowie. Jak to, samochody będą dalej jeździć w dwóch kierunkach?

Przypomnę, że jeszcze rok temu wiceprezydent Krakowa, Łukasz Sęk, zjawił się na finale parady i robił sobie zdjęcia przy Maluchach – tych samych, którym zabronił wjeżdżać do miasta od początku tego roku, głosując za uchwałą o SCT. Na transmisji na żywo, którą oglądałem, widziałem tłumy ludzi witające uczestników wyprawy na wąskich uliczkach krakowskiego Starego Miasta – przecież te osoby dosłownie wdychały tlenki azotu emitowane przez silniki małych Fiatów.

Reklama
Reklama

A miasto nie tylko nie reaguje, ale wręcz to wspiera.

Powiecie, że przesadzam?

Ja powiem: oczywiście, że tak. Ale robię to w sposób zamierzony, żeby zwrócić uwagę, że kwestia czystego powietrza może być zupełnie pominięta, gdy chodzi o jakiś wyższy cel. Czy to zbiórkę na cel dobroczynny czy po prostu możliwość wylansowania miasta przez ciekawe, przyciągające ludzi wydarzenie. Przecież wjazd 70 Maluchów na sam krakowski rynek wiąże się z realną emisją szkodliwych substancji i to w miejscach, gdzie ruch pieszy jest naprawdę ogromny.

Jako samochodziarz sam popieram ograniczanie ruchu w tak gęstych centrach miast jak w Krakowie, w rodzaju wjazdu tylko dla mieszkańców lub tylko z przepustką/pozwoleniem. Przecież spotkania aut zabytkowych w Krakowie i tak się odbywają – przy Tauron Arenie, gdzie ruch pieszych jest znacznie mniejszy i nikomu to zupełnie nie przeszkadza. 

To miło, że zaproszono Maluchy na rynek, ale niemiło, że trzeba było robić dla nich wyjątek na zasadzie „wy możecie, a inni nie mogą”. Dobrze byłoby, jakby Kraków – być może rękami nowego prezydenta – wreszcie zdecydował się na jakąś spójną linię w kwestii transportu.

Od siebie podpowiem, że wyrzucenie wyjątku dla aut historycznych a pozostawienie dla zabytkowych to wyjątkowo zły pomysł, który na jakość powietrza nie wpływa w ogóle, za to wpływa na poczucie niezadowolenia u miłośników motoryzacji.

Tymon Grabowski
Tymon GrabowskiDziennikarz