Władimir Putin w najnowszym wywiadzie przedstawił przekłamany obraz sytuacji na froncie w Ukrainie. Amerykański Instytut Studiów nad Wojną (ISW) oraz unijni analitycy z projektu EUvsDisinfo jednoznacznie oceniają, że Kreml celowo preparuje sukcesy, by ukryć porażki militarne.

- Według Putina Rosjanie kontrolują niemal całą Konstantynówkę. Eksperci wykazali jednak, że okupanci utrzymują tam pozycje jedynie na niespełna 37 proc. terytorium.
- Prorosyjska propaganda drastycznie zakłamuje odległości na froncie.
- Przywódca Rosji twierdzi, że jego armia stoi zaledwie cztery km od strategicznego Kramatorska. W rzeczywistości wojska agresora znajdują się niemal czterokrotnie dalej.
Zamach w Monako. Ukraiński oligarcha walczy o życie
Eksperci z Instytutu Studiów nad Wojną (ISW) stwierdzili, że Putin „wciąż wysuwa mocno przesadzone twierdzenia o rosyjskich postępach, co nie odpowiada realiom pola bitwy, aby zbudować narrację o wszechobecnym rosyjskim sukcesie militarnym”.
Przytoczyli jego wypowiedzi dotyczące operacji prowadzonych w obwodzie donieckim. Według Putina rosyjska armia zajęła większość miejscowości Łyman, dotarła do Mikołajiwki i jest ok. cztery km od Kramatorska. Jak ustalił ISW, siły rosyjskie utrzymują swoją obecność na 4,3 proc. obszaru Łymanu, obecnie znajdując się ok. 12 km od Mikołajiwki i 14 km od Kramatorska.
W wywiadzie telewizyjnym przywódca Rosji stwierdził, że jego żołnierze przejęli 96 proc. terytorium Konstantynówki, co w opinii amerykańskich ekspertów jest nieprawdziwą informacją. Rosjanie utrzymują bowiem swoją obecność jedynie na 36,96 proc. miasta i nie udało im się przejąć nad nim kontroli ani ustanowić trwałych pozycji.
Konstantynówka jest jednym z miast tworzących tzw. pas twierdz w Donbasie. Obejmuje on także Drużkiwkę oraz Słowiańsk i Kramatorsk.
Polska pomaga, inni zarabiają? Gorzkie kulisy odbudowy Ukrainy
„Sytuacja na polu bitwy uległa drastycznej zmianie”
Ponadto w wywiadzie Putin zbagatelizował sukcesy ukraińskich wojsk w obwodzie zaporoskim, mówiąc, że Rosjanie posuwają się w tym regionie z prędkością od jednego do 1,3 km dziennie. ISW oszacował, że Ukraińcy od początku 2026 r. wyzwolili ponad 400 km kw. terytorium w kierunku Ołeksandriwki.
„Przesadzone twierdzenia Putina o postępach (wojsk) mają na celu fałszywe przedstawienie rosyjskiej pozycji na polu bitwy jako takiej samej – jeśli nie lepszej – niż podczas szczytu USA-Rosja na Alasce w sierpniu 2025 r. Sytuacja na polu bitwy uległa jednak drastycznej zmianie” – napisali w raporcie amerykańscy eksperci.
Oszacowali, że w czerwcu 2026 r. siły rosyjskie posuwały się średnio 3,79 km kwadratowych dziennie, podczas gdy w sierpniu 2025 r. wartość ta wynosiła 16,65 km kwadratowych dziennie.
Zdaniem analityków z ISW, Putin prowadzi fałszywą narrację o sukcesach na froncie, aby ukryć rosnące obciążenia, z jakimi Rosja musi się mierzyć po czerwcowej ukraińskiej kampanii z użyciem dronów dalekiego zasięgu. Ataki Ukraińców były wymierzone m.in. w rosyjską infrastrukturę paliwową, co wywołało paraliż rynku i niedobory benzyny.
Ukraina odzyskuje przewagę?
Do podobnych wniosków doszli eksperci pracujący przy unijnym projekcie EUvsDisinfo, którego celem jest analizowanie i zwalczanie rosyjskich kampanii dezinformacyjnych. W raporcie opublikowanym w piątek orzekli, że wraz z odzyskiwaniem przez Ukrainę taktycznej przewagi militarnej w ostatnich miesiącach „media kontrolowane przez Kreml promują narrację, że wojska rosyjskie zachowują strategiczną inicjatywę na polu bitwy”.
W maju i czerwcu Ukraina przeprowadziła jedne z największych ataków dronowych w historii konfliktu na obiekty wojskowe i infrastrukturalne na Krymie. Efektem tego jest poważny kryzys paliwowy na półwyspie, z którym wiąże się m.in. reglamentacja benzyny.
Unijni analitycy zwrócili uwagę, że media prorosyjskie przedstawiły ukraińskie ataki na Krym za dowód na to, że Kijów nie ma zamiaru kończyć wojny, ale próbuje ją zaostrzyć wciągając w nią wojska NATO.
W czerwcu Ukraina przypuściła jeden z największych ataków dronowych na Moskwę od 2022 r. Celem operacji była krytyczna infrastruktura energetyczna, w tym moskiewska rafineria.
Jak zauważyli eksperci, media sprzyjające Kremlowi opisywały te ataki jako wymierzone w ludność cywilną. Dodatkowo przedstawiły je niezgodnie z prawdą jako „dowód eskalacji działań Zachodu, co miałoby być równoznaczne z otwarciem przez sąsiadujące (z Rosją - przyp. red.) państwa NATO drugiego frontu przeciwko Rosji”.