Na początek może krótkie podsumowanie tego, co powiedział Miłosz Motyka w RMF FM. A minister został zapytany o możliwy powrót pakietu CPN w związku z wysokimi cenami paliwa. Te – napisałbym, że przypomnijmy, ale przecież każdy to wie – po zakończeniu programu wystrzeliły w kosmos.
Przykładowo Pb95 z miejsca podrożała o mniej więcej 80 gr i na stacjach w całym kraju zbliża się do 7 zł za litr.
Ceny paliw mocno w górę. Koniec pakietu CPN
Minister dobrze wie, że to dla niego problem, i zaczął kluczyć. – Jeszcze kilkanaście dni temu eksperci mówili, że będziemy notowali szybkie spadki cen paliw. Rynek paliw cechuje to, że on się bardzo szybko zmienia – przekonywał. I powiedział także: – Program CPN był największym programem osłonowym w UE, natomiast był programem, który dotyczył ochrony budżetu polskich rodzin na moment największego kryzysu.
I tak sobie gadał, gadał, po czym w sumie to przyznał, że może jednak kierowcom jeszcze jakaś pomoc się trafi. – Jeżeli dojdzie do radykalnej eskalacji (sytuacji na Bliskim Wschodzie – przyp. red.), to będziemy myśleli nad działaniami osłonowymi – stwierdził.
Rychło w czas przypomnieli sobie o kierowcach w wakacje
Bardzo słuszne myślenie, tylko że jednocześnie jest to dowód na absolutny brak jakiegoś instynktu samozachowawczego w rządzie. Aż mi się wierzyć nie chce, że Donald Tusk dał się tak wypuścić.
Mówimy o premierze, który kiedyś otwierał bramki na autostradach, bo w wakacyjne wakacje robiły się na nich korki. Populizm? Tak. Wyczucie nastrojów? Też. A dziś? Premier przyklepał – przecież nic nie dzieje się bez jego zgody na takim poziomie – skasowanie pakietu wspierającego kierowców dokładnie od 30 czerwca.
Volkswagen robi to, co powinien już 20 lat temu. Teraz ma szansę pokonać Toyotę
Zaczynają się wakacje, a rząd funduje kierowcom paliwo o złotówkę droższe. Przecież to jest – pozostając w nomenklaturze bliskiej premierowi – samobój.
Nie docierają do mnie także słowa ministra Motyki, który spodziewał się, że ceny paliw spadną. To naprawdę – wystarczyło poczekać, aż spadną, a nie oczekiwać, ze spadną. Zakładam, że minister energii jest w stanie dowiedzieć się w Orlenie o cenie surowca i gotowego produktu.
Przecież to jest wszystko prawda stara jak świat – wyborca nie lubi być bity po kieszeni. Wyborca może nie zauważyć, że w ciągu roku zaczął płacić za litr mleka złotówkę więcej przez inflację, bo ta różnica w cenie mu się rozłoży na cały rok. Grosz do grosika. Ale zauważy od razu, jak za bak paliwa zapłaci nie 300 zł, a 350.
Idealny prezent na wakacje.
Oczywiście zdaję sobie sprawę też z tego, że budżet nie jest z gumy, a wręcz jesteśmy pod kreską. Nie jestem też zwolennikiem gwałtownego zadłużania państwa, które od kilkunastu lat fundują nam Prawo i Sprawiedliwość do spółki z PO/KO.
Ale naprawdę, kasa cieknie bokami w tym kraju, żyjemy w kraju, gdzie lekarze potrafią zarabiać 26 tys. zł za godzinę, a rząd nawet nie spróbował cynicznie podbić sobie notowań tam, gdzie się da. Ceny paliw to łatwy sukces, po który nie chcieli się schylić.

