- Po imprezie techno w pałacu w Wilanowie społeczeństwo trzęsło się z oburzenia, uznając to za skandaliczne „zanieczyszczenie hałasem”.
- Sprawą nie przejmują się organizatorzy Orange Warsaw Festival, którzy rok w rok organizują swoje wydarzenie tuż przy stajniach dla koni na warszawskim torze wyścigów konnych.
- Czy rzeczywiście muzyka (lub też hałas) dobiegający ze sceny tak istotnie szkodzą koniom tam przebywającym?
W tym roku na Orange Warsaw Festival wystąpi kilkunastu artystów, w tym FKA Twigs, Jan Rapowanie, Pezet czy Sokół. Największą gwiazdą ma być szkocki piosenkarz Lewis Capaldi. Ta informacja może być zupełnie nieistotna dla koni przebywających na terenie przylegającym bezpośrednio do sceny festiwalu. Dla nich istotny może być głównie poziom hałasu. A może już się przyzwyczaiły? W końcu Orange Warsaw Festival odbywa się tu od jedenastu lat, a więc miały sporo czasu.
Czytaj także: impreza techno w Wilanowie. Przyrodnik mówi o skutkach
Jedyne takie miejsce w Warszawie
Można mieć różne opinie na temat wyścigów konnych, jednak bez wątpienia przyciągają one mnóstwo zainteresowanych, zwłaszcza podczas takich wydarzeń jak Derby czy Wielka Warszawska. W styczniu tego roku na Gali Mistrzów Sportu to właśnie ta ostatnia gonitwa została uhonorowana nagrodą Sportowego wydarzenia roku. Wydawałoby się więc, że dobrostan koni na torze wyścigowym na Służewcu powinien być pod szczególną ochroną.
Problem polega jednak na tym, że zarządzanie terenem toru jest dość skomplikowane. Jego właścicielem jest Polski Klub Wyścigów Konnych, ale dzierżawcą – Totalizator Sportowy, który tę dzierżawę odnawia pod warunkiem, że będzie tam organizować wyścigi konne. Wygląda jednak na to, że te wyścigi to bardziej problem niż korzyść dla Totalizatora Sportowego, a o wiele łatwiej jest wynajmować teren pod imprezy masowe. Są one bardzo różne i sam w niektórych brałem udział, jak np. prezentacja samochodów, zdarzały się także spotkania integracyjne firm – wszystko to jest całkiem zrozumiałe w takim miejscu.
Nie do końca zrozumiałe jest jednak organizowanie tu koncertów
Nie jednego, ale kilku w roku: Orange Warsaw Festival, Męskie Granie, a w sierpniu tego roku jeszcze „Santander Letnie Brzmienia” (swoją drogą, co za straszna nazwa). Ostatnio mój redakcyjny kolega powiedział „ale przecież podczas tych koncertów konie wyjeżdżają ze Służewca” – nic bardziej mylnego, wszystkie te imprezy odbywają się w bliskiej obecności stajni, w których znajduje się ok. 600, czasem nawet 700 koni. Nie byłoby ich jak ani dokąd zabrać, więc stoją w swoich boksach, nie wiedząc dlaczego przez dłuższy czas są „okładane basem”.
Przypomnę, że jeszcze kilka tygodni temu wszyscy pałaliśmy świętym oburzeniem na imprezę w Wilanowie, gdzie podobno huk techno szkodził ptakom z pobliskiego rezerwatu. Różnica polega na tym, że ptaki mogą odlecieć, a konie muszą stać i to wytrzymywać. Czy w tym przypadku też będziemy się oburzać, czy uznamy że „takie jest życie?”.
Porozmawiałem z osobami „z Wyścig”
Tak często określają się osoby, które spędziły życie na torze wyścigowym na Służewcu. Są tu w końcu i stajnie, i budynki mieszkalne. Najwięcej czasu jednak temu miejscu poświęcają trenerzy koni wyścigowych i to oni mierzą się najmocniej ze skutkami koncertów. – Nie ma roku, żeby konie nie pokaleczyły się ze stresu w stajni – mówi trener Krzysztof Ziemiański. – Zdarza się, że kopią w ścianę z przerażenia spowodowanego hałasem, a dodatkowym problemem są efekty świetlne. Nasza stajnia stoi zaledwie 50 metrów od sceny i po prostu nie ma jak zasłonić się przed błyskami i dudniącym basem.
– Gdzie są aktywiści, którzy rozliczają nas z każdego uderzenia batem, gdy przez trzy dni zwierzęta cierpią z powodu huku? - pyta retorycznie trener Andrzej Laskowski. – Całe wygłuszenie to jeden tir z belami słomy, co właściwie nic nie daje. Nas się krytykuje, a to my jako trenerzy tak naprawdę dbamy o dobrostan koni w tym okresie.
Konie w nausznikach
Małgorzata Pilipczuk, również trenerka z wieloletnim doświadczeniem dodaje, że jej stajnia wprawdzie jest trochę dalej od sceny niż stajnia trenera Ziemiańskiego, a i tak drżenie podłogi słychać nawet już podczas prób dźwiękowych. – Dwa lata temu postawiono naczepę z belami słomy, a rok temu na płocie powieszono płachty w kolorze zielonym, raczej po to by mieszkańcy nie widzieli sceny bo z dźwiękochłonnością to nie miało nic wspólnego. Żadnych ekranów dźwiękochłonnych nie ma. Zadziwiające, że akurat tor Służewiec jest jednocześnie ostatnim miejscem, gdzie w Warszawie są konie, i zarazem miejscem gdzie regularnie organizuje się głośne koncerty – opowiada pani Małgorzata i zwraca uwagę, że konie to zwierzęta płochliwe, które mogą łatwo wpaść w panikę, robiąc sobie krzywdę w samym boksie. Dźwięk odbierają nie tylko przez uszy, ale również przez kopyta i zęby, które zaczynają drżeć od fal dźwiękowych.
Andrzej Laskowski podkreśla, że stres u koni nie kończy się wraz z końcem koncertu. – Konie bardzo źle znoszą hałas, często z przerażenia przestają jeść. Niektóre chudną o kilkanaście kilogramów w kilka dni. Przypomnę, że na wyścigi koniom często zakłada się nauszniki, żeby chronić je od bodźców dźwiękowych, które mogłyby je stresować. Niemożliwe jest jednak, żeby koń stał w boksie w nausznikach, to rozwiązanie chwilowe – a w trakcie festiwalu bas dudni cały czas.
– W ogóle teren toru jest wykorzystywany przez Totalizator Sportowy na różne dziwne sposoby, np. jako parking dla aut flotowych. – kończy Małgorzata Pillipczuk. To jednak nie koniec problemów, ponieważ swoją opinię wyrażają również mieszkańcy terenu torów, którzy na co dzień nie pracują z końmi. – Czasem strach wyjść z domu, podczas imprez pijani uczestnicy snują się po całym terenie – również w okolicach bloków mieszkalnych. Po prostu przechodzą przez furtkę z terenu imprezy na osiedle, krzyczą, rzucają śmieci – mówi Anna (nie podaje nazwiska).
Mieszkańcy kontra pieniądze
Pani Paulina Brzezińska, która na Służewcu się wychowała, od lat zabiega o zaprzestanie organizowania koncertów w tym miejscu. Pisma do ratusza Warszawy nie przynoszą skutku, bo teren nie znajduje się w zarządzie miasta. Biuro Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Warszawy odpisało w sprawie wspomnianego festiwalu Santander Letnie Brzmienia, tłumacząc że nie ma żadnego problemu, ponieważ po pierwsze zastosowano zapory dźwiękowe „airwall”, po drugie – specjalny system głośnikowy pozwala kierować dźwięk w stronę przeciwną niż stajnie czy szpital dla koni, a po trzecie – nikt nie zgłosił oficjalnej skargi.
Dodano jednak, że w roku 2024 przeprowadzono kontrolę po organizacji koncertu, która wykazała, że faktycznie doszło do niewłaściwego zabezpieczenia sceny pod kątem emisji niskotonowego dźwięku o dużym natężeniu. Warszawski BOŚ upomniał w związku z tym zarządcę terenu, czyli Totalizator Sportowy.
Co ciekawe, przynajmniej raz zdarzyło się, że TS nie udzielił zgody na organizację wydarzenia muzycznego: było to po koncercie o nazwie Clout Festival 2024, który wskutek odmowy ze strony TS w sezonie 2025 musiał przenieść się na lotnisko Bemowo.
Natomiast organizator koncertu, firma Alter Art w korespondencji z panią Pauliną wypowiedziała się następująco:
Naszym celem jest zapewnienie spokojnego i bezpiecznego środowiska, dlatego co roku spotykamy się z osobami, które zarządzają zarówno Torem Wyścigów Konnych, jak i szpitalem na jego terenie, aby wspólnie wypracować najlepsze rozwiązania, które minimalizują wpływ hałasu na Szpital Koni.
Dokładamy wszelkich starań, aby organizacja Orange Warsaw Festival nie wpływała negatywnie na zdrowie zwierząt - wprowadzamy zabezpieczenia przed nadmiernym dźwiękiem w tym m.in. bariery dźwiękowe i kurtyny powietrzne.
Niestety, wszyscy z którymi rozmawiałem stwierdzili, że bariery dźwiękowe są iluzoryczne i po prostu nic nie dają. Ewentualnie wyciszają tylko tony wysokie, a tony niskie rozchodzą się koliście i po prostu nie da się ich wyciszyć. Drgania będą wyczuwalne nawet mimo inwestycji w specjalny system dźwiękowy.
Nic nie zmieni tego, że konie nie kochają ludzkiej muzyki o dużym natężeniu, tak jak ptaki nie przepadają za techno, a psy nie doceniają pokazów fajerwerków w Sylwestra. Pozostaje zadać sobie pytanie o to, co jest ważniejsze – zabawa dla ludzi czy dobrostan zwierząt? Odpowiedź na to pytanie jest oczywista i brzmi: najważniejsze są zyski.

